Rano obudziłam się, chujowo drepcząc po tej jebniętej
wykładzinie. Włączyłam telefon i zobaczyłam, że mam 123 wiadomości na poczcie
głosowej. Tak, kurwa.. 123!! Jebańsko. Marlon podjechał swoim Harleyem z matką
pod nasz dom. Hawk był już od dawna w domu. Podłączyłam sobie słuchawki do
telefonu i zaczęłam odsłuchiwać te wiadomości. Z 10 wiadomości było od Liam’a.
Cała reszta oczywiście od tego Justina pierdolonego kurwa jebanego chuja w dupę
gumowym wibratorem kurwa ja pierdolę. Z 20 wiadomości było o tym, że mnie
kocha, 3 o tym, że tęskni, 45, że przeprasza, 25, że żałuje, 10 że się zabije,
a 9, że to wszystko nie tak jak myślę. Zrobiłam sobie płatki i poszłam z nimi
na górę. Włączyłam sobie ostatnią wiadomość, przez godzinę słuchałam jego
płaczu. Na końcu powiedział: „Verguś, nie przestanę tak do ciebie mówić, bo cię
kocham, przepraszam cię za wszystko, żałuję, że to zobaczyłaś, ja nie
chciałem.. Chaz.. Nie, to głupie. Nie będę ci o tym mówił.. Przepraszam”, wtedy
znowu się rozpłakał i rozłączył. W sumie jakoś tak zrozumiałam z tego
wszystkiego tyle, że jagody na pewno nie są czerwone. Zjadłam te płatki,
ubrałam się w letni kombinezon w gepardzie cętki i sandały w takie same cętki.
- Wychodzę! – krzyknęłam i wyszłam z domu. Poszłam sobie w
stronę domu Kelly i wyjęłam słuchawki z uszu. Wtedy poczułam wibracje w
kieszeni. Znowu gówniarz dzwonił.
- Czego chcesz chuju?! Nie mam ochoty z tobą gadać kurwo
jedna! Jesteś męską dziwką, wiesz o tym?! Wiesz. Oczywiście, że wiesz.. – Znowu
zaczęłam go wyzywać.
- Kurwa! Vergia! Zamknij się w końcu i daj mi coś
powiedzieć! Ja pierdolę, nie pieprz tyle do mnie, bo może ja też mam ci coś do powiedzenia,
co?! Nie pozwalasz mi nawet tego wytłumaczyć! Wiesz co? Gdybyś zawsze mnie tak
olewała to na pewno bym cię zdradził, suko jedna!
Zatkało mnie. Kurwa mnie zatkało, jak kitem okna.
- Vergia, wiesz, że cię kocham? Wiesz. A ty mnie kochasz? No
jakoś tego nie widzę. Jeżeli już mnie nie kochasz to powiedz mi to prosto w
twarz, a nie robisz sobie jakieś podchody i się mną bawisz! Wiesz czemu byłem
goły?! Bo się kąpałem, byłem w łazience i nawet nie zdążyłem na dupę zarzucić
ręcznika. Spodziewałem się, że to ty przyszłaś, więc zbytnio się tym nie
martwiłem.
- Mhmm, pewnie, oczywiście cholera piękna historyjka. A co
tam ta kurwa robiła?
- No na pewno nie była moja. Myślisz, że ja bym tak jakąś
dziwkę sobie zamówił?! Chaz, debil jebany, ją sobie zamówił. Mieszka teraz u
mnie, bo mu chatę zalało. Kurwa, co ja mam zrobić, żebyś mi uwierzyła, co?! Co
kurwa mam zrobić?! Już nie wiem jak ci dogodzić.. – westchnął.
- O nie, nie, Justin. Tak się kurwa nie bawimy. Nie będziesz
mi takich gówien wmawiał przez telefon!
Rozłączyłam się chamsko i poszłam do niego do domu.
Zapukałam i otworzył mi Chaz.
- Chaz, powiedz mi co tu się wczoraj działo. Muszę wszystko
wiedzieć!
- Dobra, nie denerwuj się tak. Wynająłem sobie dziwkę, no co
mam zrobić? Przyszła, wszystko pięknie się zaczynało dopóki ktoś nie zapukał do
drzwi. Justin zbiegł po schodach i otworzył, ta laska też wybiegła z pokoju.
Nie wiem co się działo, ale to było chujowe wydarzenie, bo słyszałem jak Justin
się tłumaczył. Potem kurwa przez całą noc tak ryczał, że dziwkę mi spłoszył tym
płaczem. Rano już go tu nie było. Nie wiem gdzie poszedł i po co. Ciągle gadał
przez telefon. Wkurwił mnie zajebaniec jeden. Tyle wiem.
Poczułam się jakoś głupio. Jakoś tak masakrycznie głupio.
Wyszłam stamtąd i skierowałam się w stronę domu Kelly. Zadzwoniłam do niej
domofonem. Wyszła po chwili.
- No?
- Kelly, nie widziałaś nigdzie Justina? Potrzebuję go
znaleźć.
- Nie, nie widziałam. Coś się stało? – uśmiechnęła się.
- Nie, spoko. Wszystko jak zwykle do dupy, ale nieważne.
Dzięki, pa.
Poszłam w stronę szpitala. Tak tylko, żeby w razie czego
sprawdzić czy Justin nie zrobił nic złego. Niestety lub na szczęście go tam nie
było, więc skierowałam się w stronę Manamanam, bo tam chodził na piwo.
Weszłam do środka i stanęłam przy ladzie.
Zaczęłam się rozglądać. Był, kurwa był tam! Schlany, ledwo żywy, ale był.
Normalnie jebłam! Był na samym środku parkietu, leciało Neon Indian – Polish
Girl. Kompletnie mi tam ten utwór nie pasował. Wokół Justina kręciło się z
sześć dziewczyn, kuso ubranych, które wlewały mu do gardła kolejne litry
alkoholu. O nie, nie! Tak nie będzie! Co to w ogóle miało być?! No przepraszam
bardzo, ale jeżeli on się pociesza w taki sposób to.. To ja już nie wiem. Czuję
się bezsilna. Chujowo bezsilna. A moje przekleństwa już przechodzą na kolejny
poziom. Wszystko przez niego! No.. Może trochę przeze mnie.. W końcu to przeze
mnie jest w takim stanie.. Tak?
- Justin! – wykrzykiwałam jego imię, podchodząc do nich, ale
jedna z tych lasek mnie odepchnęła.
KURWA! TERAZ TO JUŻ PRZEGIĘLI! Nie będą mi dziwki zabierały
chłopaka, mojego ósmego cudu.. Całego mojego życia. NIE MA TAK! Za bardzo go
kocham.. W beznadziejnym momencie to sobie uświadomiłam, ale co zrobić.
Podbiegłam do sceny i wyłączyłam tą uszojebną muzykę, nie pasującą kompletnie
do niczego, chyba, że do gry w Tetrisa. Złapałam mikrofon, wszyscy na mnie
spojrzeli.
Nie przejmowałam się tym za bardzo, zwykle się stresowałam takimi
sytuacjami, ale nie wtedy. Z mikrofonem w ręku zeskoczyłam ze sceny i podeszłam
do nich. Może i to była kolejna rzecz, która nie pasowała do tych wydarzeń, ale
zaczęłam wściekła akustycznie śpiewać Want You Back Cher Lloyd. Justin na mnie
patrzył, kiwając się od nadmiaru alkoholu.
- Omaammmyy maaam – zaczął śpiewać i się śmiać. Zrozumiałam,
że nie wiedział co się dzieje, odrzuciłam mikrofon i wyciągnęłam go za rękę
stamtąd. Trzymałam go w pionie za koszulę i walnęłam go z otwartej, z całej
siły w twarz. Wykorzystałam troszkę to, że nie wiedział co się wokół niego
działo. Przeczołgał się parę metrów dalej i.. zwymiotował. Wymiotował chyba
przez 25 minut, bez przerwy. Mi też się zachciało jak na to patrzyłam, ale.. no
bez przesady.. Zrobilibyśmy tam morze wymiocin. Wzięłam serwetkę z klubu i
przetarłam mu nią usta. Cały się trząsł, wyglądał fatalnie.
- Już dobrze, jestem tutaj, zaraz cię zaprowadzimy do domu..
– szepnęłam do niego i go do siebie przytuliłam. Był jakiś taki przestraszony,
wszystko przeżywał jeszcze gorzej niż ja. Wtulał się we mnie. Miło było czuć
znowu jego bliskość. To on był tą osobą, przy której czułam się
najbezpieczniej.
- Kocham cię, piękna.. – westchnął mi do ucha i opierał o
mnie całe swoje ciało, bo ledwo się utrzymywał na nogach. Mimowolnie się
uśmiechnęłam po tych słowach. Przeszłam z nim pół miasta do jego domu,
zapukałam.
- Chaz, otwieraj! – wrzasnęłam. Justin złapał się za głowę.
Chaz otworzył, zapinając pasek u spodni.
- Ja pierdolę, nie gadaj, że znowu tu jest jakaś dziwka..
- Moooożeee.. – zaśmiał się i spojrzał na Justina. - O
kurwa..
- No właśnie, pomóż mi.
Zanieśliśmy go do jego łóżka i położyliśmy, zdjęłam mu
ubranie, zostawiłam go w samych bokserkach i opatuliłam kołdrą. Ucałowałam go w
czółko i zrobiłam taką miksturę, jaką mama mi zawsze robiła kiedy byłam chora.
Zaniosłam mu to do sypialni.
- Wypij to. – Podałam mu kubek.
- Wolałbym wypić ciebie.. – Oblizał się śmiesznie i wziął
kubek do ręki. Przechylił go i pił sobie, a ja wpatrywałam się w jego jabłko
Adama.. Nie wiem czemu, jakoś tak wyszło, haha xD.
- Justiin.. Czy.. uważasz, że te dziewczyny w klubie były ładniejsze
ode mnie?
No to palnęłam. Odstawił kubek i spojrzał na mnie tym swoim
nieśmiałym wzrokiem.
- Nikt nie jest ładniejszy od ciebie, dziewczynko.. –
zaśmiał się.
Wybuchłam śmiechem.. Jak on mnie nazwał? „Dziewczynka”? Nie
no, jestem dziewczyną, ale to tak śmiesznie zabrzmiało.. Niewaaażne.
- Wiesz.. Myślałam o tym wszystkim i… Chcę tego. Naprawdę.
Chcę to zrobić z tobą i.. Wiesz.. Jestem na to gotowa.
Wtedy usłyszeliśmy krzyki Chaz’a i tej dziwki z dołu.
Patrzyłam się na Justina, a on na mnie. Z trudnością nie zaczęliśmy się śmiać,
mimo że usta nam już drżały.
- Szkoda, że nie macie dźwiękoszczelnych ścian.. –
szepnęłam.
- Mamy. Tylko, że tutaj. Oni nas nie słyszą, a my ich
słyszymy.
- Acha.
Przez chwilę była błoga cisza, którą ja jak zawsze musiałam
zepsuć.
- …Your sex is on fiiiree..
- Co?
- Yy, nic. Tak sobie.. Nucę.
- Nuci się bez słów.
- No to „tak sobie śpiewam”.
- Kings Of Leon?
- Taaak, a co?!
- Też to lubię. – Poruszył seksownie brwiami.
- Jezu, nie rób tak.
- Jak?
- No tak.
- To znaczy?
- Nie wprawiaj mnie w podniecenie, nie czas na to. Teraz
musisz się przespać.
- Z tobą?
- Justin.. To krępujące. – Czułam jak się rumienię.
- Aww, takie właśnie policzki chciałem zobaczyć. –
Uśmiechnął się i mnie pocałował w.. nos.
- Co to było?
- Ymm, pocałunek w nos?
- Tak. Co to miało być?
- Nie chciałem przekroczyć pewnej granicy.. Wiesz..
- Bitch, please.. Jakiej kurwa granicy? Siedzisz przede mną
w samych gaciach i mówisz o jakiejś granicy? No proszę cię..
Wyczułam moment. Pierwszy raz. Źle wyczułam jak się nad tym
zastanowić, ale nikt się nie skarżył. Zamknęłam drzwi od jego pokoju na klucz,
zdjęłam buty i rzuciłam się do niego na łóżko. No co?! Coś nie pasuje? Nam
bardzo pasowało ^^. Zaczęło się od namiętnego pocałunku, a skończyło na pięknej
ekstazie.. Więc gdzie środek historii? Było tak cudownie, że nawet nie wiem czy
powinnam pisać. Pieściliśmy nawzajem swoje języki, podniebienia, ciała.. On był
bardzo delikatny, ale ja byłam dosyć nachalna. Nic nie poradzę na to, że jestem
zboczona. Haha. Bo czerwone jest zboczonee.. A ja wolę moją mamę.. Hahaha.. *LE
ME – IDIOT.
No ale jak wiadomo nic co dobre nie trwa wiecznie. Po prostu
szkoda gadać. Kolejny seks i kolejna tragedia życiowa.. Tak to można nazwać…
Rozpętała się burza. Okropna burza. Naprawdę.
Zeszłam z
Justina i położyłam się obok niego cała zdyszana. Nie mieliśmy nawet sił, żeby
coś powiedzieć. Wstałam, owinęłam się kołdrą, zostawiając Jerry’ego na wolności
i podbiegłam do okna. Siłując się z wiatrem, z wielką trudnością docisnęłam to
cholerne okno i je zablokowałam. Zamknęłam jeszcze drugie okno i wróciłam do
Justina do łóżka. Oparłam się o jego ramię i wtulałam mocno. Oboje byliśmy
spoceni, ale jakoś specjalnie o tym nie myśleliśmy. Tymczasem wyłączyli prąd.
- Boisz się? – szepnął, czy też raczej wymruczał Bieber.
- Przy tobie jakby mniej.. – powiedziałam.
- Więc cię nie puszczę, nie dam ci odejść. Nie tym razem. I
nie innym razem.
- Przyrzekasz?
Milczał. Podniosłam głowę, aby na niego spojrzeć. Gapił się
w sufit. Położyłam się na nim i cały czas czekałam na odpowiedź.
- Justin.. Czy jesteś w stanie przyrzec mi, że nigdy mnie
nie opuścisz, nawet gdyby tak jak teraz niebo się zawalało nam na głowę, nawet
kiedy będę na łożu śmierci.. Czy nigdy mnie nie opuścisz?
Patrzyłam na niego z nadzieją, że w końcu się odezwie.
Spojrzał w końcu na mnie i się uśmiechnął. Pocałował mnie w czółko, ale nadal
milczał. Patrzyłam mu w oczy. Czułam jakby napływały mi łzy.
- Justin..? – szepnęłam i poczułam, że głos mi się załamał.
– Powiedz coś, proszę..
W tym momencie z nieba dobiegł kolejny głośny grzmot.
Pioruny rozjaśniły całe pomieszczenie, oświetlając także nasze zmęczone twarze.
Cały czas powtarzałam cicho jego imię, ale on nadal milczał. Nie potrafił
przyrzec, że będzie ze mną na zawsze, że mnie nie opuści. Nadzieja zniknęła z
moich oczu. Złapałam go za rękę. Wtedy po raz ostatni zobaczyłam blask pioruna
i usłyszałam, że niebo wali mi się na głowę.
~~
Wiedziałam już, że siódmy sen się skończył. Czy też moje
siódme życie.. Nie wiem nawet jak to nazwać. Po przebudzeniu znalazłam na
poduszce ten kamień z kartką.
Odwinęłam ją i przeczytałam.
„Jesteś
przedmiotem szóstym. Nie daj się zwariować.”
Co kurwa? Mam nie dać się zwariować..? To chyba będzie jakaś
debilna szósta historia mojego życia.. Na pewno. Ale wdeptam w gówno.. To życie
ssie. DLACZEGO JA?! Moje trudne sprawy są za trudne.. Pamiętniki z wakacji
kurwa, ukryta prawda, rozmowy w toku.. Wait a minute!! CO?! O czym ja wgl
pierdolę?!
Aaa! Co to ma być za dzwonek w telefonie?! Kto to kuźwa
ustawił? No i czyj to telefon?!
Okej, zważając na to, że byłam tam sama to musiał być mój
telefon. Wzięłam go do ręki.
„Pani Gomez”… -____________________________________- Ja
jebię.. PANI GOMEZ?! Pani Gomez do mnie dzwoni? Matka Seleny czy co?! No nic,
odebrałam.
- Halo?
- No gdzie pani jest?! – wydarła się na mnie. – Proszę
szybko przyjeżdżać, to nasz wielki dzień. To już dzisiaj. Ma pani 20 minut,
inaczej będę musiała panią zwolnić, a tego byśmy nie chciały.. Prawda?
- Yy, tak.. Oczywiście.
Rozłączyła się.
Nie mogłam zaburzyć toku tego życia, więc zerwałam się na
równe nogi i skierowałam się do łazienki. O dziwo, wiedziałam, gdzie ona jest.
I co? Heh.. Cóż.. Więc.. Nie mogłam uwierzyć w to, co
zobaczyłam w lustrze na ścianie naprzeciwko drzwi od toalety.
Z początku gapiłam się w swoje odbicie jak jakaś
niewydarzona. W końcu zaczęłam wrzeszczeć. Wpadłam w panikę.. Ale się
opanowałam. I podobało mi się w sumie bardzo to co zobaczyłam. Jakby pierwszy
raz byłam zadowolona z tego jak wyglądam..
No to tak.. Biodra jak Shakira, brzuch zresztą też. Piersi..
O takich do tej pory mogłam sobie tylko pomarzyć.. Trochę jak.. Beyoncé. Usta niczym Rihanna.
Oczy jak Kim Kardashian tylko o jakieś 3 mm większe i niebieskie. Nos jak..
Avril Lavigne.. W sensie nie taki za duży, nie jakiś garbaty i wielki.. No ale
z tyłkiem to już przesadziłam! Haha, w sensie nie taki jak Jennifer Lopez tylko
jak Christiny Aguilery + do tego.. zajebiste nogi.. Jak Florence Welch (co
najlepiej widać w teledysku do piosenki Drumming Song).
…
Cóż…
Nie wierzyłam w to, co
widziałam i przez dłuższą chwilkę tak wpatrywałam się w swoje odbicie,
szczypiąc się w każde miejsce na ciele, żeby tylko sprawdzić czy jest
prawdziwe…
Odwróciłam się, żeby
spojrzeć znowu na swoje nogi, tym razem z tyłu.. I co zobaczyłam obok łóżka na
krześle? Zajebistą lustrzankę marki Canon, o dziwo fioletowo-czarną, wypasioną,
jak sama nie wiem co.. Dodatkowe mega-obiektywy, jakieś różne lampy błyskowe..
Nie ogarniałam tego wzrokiem.
Na metalowej poręczy
przykręconej do ściany miałam przygotowane ubrania. Dzięki Bogu, bo bym nie
zdążyła. Była tam beżowa, koronkowa sukienka bez ramiączek, do kolan.. Bardzooo
ładna. Plus do tego kilka srebrnych bransoletek ze złotymi i fioletowymi
kokardeczkami, maleńkimi. Do tego buty.. Fioletowe, zamszowe z obcasami
10-centymetrowymi i czarnymi kokardkami z tyłu. Kolczyki to zwyczajne czarne
kulki. Do tego wszystkiego beżowy kwiat we włosy i naszyjnik z napisem „One
Less Lonely Girl”.. Chociaż nie wie.. Moment! Na półce miałam kartkę, albo
raczej liścik. Szybko go przeczytałam.
„Przepraszam za to, co
zrobiłam. Dziękuję, że wysłuchiwałaś mnie, kiedy mówiłam Ci o Bieberze i nie
pieprzyłaś tak jak inni o sobie. Wręczam Ci ten wisiorek, bo kiedyś dostałam go
od chłopaka. Tak, od Rick’a. Jako jedyna mnie wspierałaś po jego śmierci. Nie
mogłabym już tego nosić. Dziękuję Ci za wszystko i mam nadzieję, że kiedyś mi
wybaczysz.
Kocham Cię,
Twoja najlepsza przyjaciółka,
Jenny”
O jenyy.. Jej chłopak
zmarł.. Dobra, tylko co ona zrobiła, że jestem na nią zła? Nieważne, i tak jej
wybaczę. Ale chwilunia.. Nie mam teraz na to czasu!
Ubrałam się szybko,
wyperfumowałam i nie zwracając zbytniej uwagi na moją zajebistą, bogatą
hacjendę zbiegłam do garażu. Wsiadłam do auta. Umiałam prowadzić ^^. W schowku
znalazłam kluczyki i prawko, z którego wynikało, że mam 20 lat :O A to coś
noweeegooo... W sumie na tyle właśnie wyglądałam.
Ok., moja niezawodna
nawigacja GPS zaprowadziła mnie na posesję Seleny. Automatyczna brama się
otworzyła, ochroniarze mnie wpuścili. Zostawiłam auto pod drzewem na podjeździe
i wbiegłam szybko po schodach. Nacisnęłam dzwonek. Otworzyła mi jej mama.
- Dzień dobry.
- No wreszcie pani jest,
panno Mirage! Selenka jest na górze, ostatnie poprawki i możemy jechać do
kościoła. Pani niech cały czas robi zdjęcia. Tylko porządne, bo chałtury nie
zniesiemy.
- Nigdy nie odstawiam
chałtury. Proszę się o to nie martwić.
Kiwnęła tylko głowę i
wydęła usta. W końcu odchyliła drzwi i wpuściła mnie do środka.
- Proszę tu poczekać.
Stanęłam w holu i
zaczęłam się rozglądać po całym ich domu. Wszędzie walały się białe balony,
wstążki, kokardki, szampany, potłuczone kieliszki i jakieś.. męskie stringi -,-
Hoho. Widzę, że ktoś tu nieźle zabalował na wieczorze panieńskim. No nic. To
nie mój biznes.
Nie minęło pół godziny
jak Selena zeszła na dół po schodach. Złapała za poręcz i się do mnie
uśmiechnęła, przez co zrozumiałam, że oczekuje zrobienia zdjęcia. Więc
zrobiłam.
- Ty jesteś Vergia
Mirage? – zwróciła się do mnie i wyciągnęła rękę.
Podałam jej dłoń i lekko
uścisnęłam.
- Tak, chociaż czasem mam
wrażenie, że lepiej by do mnie pasowało nazwisko Dejà Vu. – Uśmiechnęłam się. –
To ja mam robić zdjęcia na ślubie pani i..?
- Justina. Ale proszę nie
mówić do mnie per ‘pani’, ponieważ czuję się wtedy trochę staro. Przejdźmy
lepiej na ty.
- Dobrze. Nie ma sprawy.
A.. Justina.. Biebera, tak? Przepraszam, że pytam, ale w ostatnim czasie byłam
troszkę jakby nieobecna.
- Tak, Biebera. Zresztą
pewnie o nim słyszałaś. Jak będę miała czas to was sobie przedstawię, po
ceremonii w kościele.
- Uhm.
Trochę zaniemówiłam. Cały
czas ją obserwowałam i mimo, że była trochę starsza nadal miała ten swój
baby-face. Nic się nie zmieniła.
*
Wsiedliśmy do limuzyny i
ruszyliśmy w stronę kościoła. Wszystko było już gotowe.
Usiadłam w ławce i
patrzyłam cały czas na mężczyznę przy ołtarzu. Kiedy wszyscy spokojnie
siedzieli zabrzmiały pierwsze nuty Marszu Mendelsona. Reszta gości spojrzała na
Selenę, a ja nadal wpatrywałam się w twarz młodego, przystojnego faceta, jakim
stał się Bieber. Byłam z niego dumna. Wydoroślał. Korzystniej wyglądał..
Umięśniony i wgl.. Na szczęście jego piękne usta i oczy się nic nie zmieniły.
Widziałam w nich szczęście, gdy patrzył na młodą Gomez.
Selena uśmiechnięta
doszła do ołtarza, a przyszły mąż odkrył jej welon. Uśmiechnęli się do siebie.
Nie przestawałam robić
zdjęć.
Wszystko wyszło idealnie,
złożyli sobie przysięgi i się pocałowali.
Udaliśmy się wszyscy do
pałacyku, w którym miało się odbyć wesele. Zdjęcia zrobiłam wspaniałe.
Nadszedł czas na pierwszy
taniec młodej pary, ale piosenkarka otruła się jakimś sokiem i ja musiałam ją
zastąpić.
Obiecali, że polecę z
playback’u, więc spoko. Zgodziłam się. Musiałam. Jednocześnie musiałam robić im
zdjęcia. Dali mi mikrofon. Światła oświetliły tylko scenę i pusty parkiet.
Młoda para stanęła na środku, wciąż nie odrywając od siebie wzroku. Ja weszłam
po schodkach na scenę i ścisnęłam nerwowo mikrofon w dłoni. Zaczęła lecieć muzyka,
ale tekstu nie było. Kurwa, musiałam śpiewać bez playback’u. Wszyscy na mnie
spojrzeli. Goście odwrócili wzrok od młodej pary, która z początku stała i
gapiła się na mnie. Wtedy chyba po raz pierwszy Justin odwrócił wzrok od Seleny
i zerknął na mnie. Ale jakoś nie odrywał ode mnie wzroku, to znaczy.. Nie
wyglądało na to, że zamierza. W końcu ruszyli w taniec. Delikatnie i starannie
lecieli nad parkietem w tym tańcu. Każdy ich krok był dobrze przemyślany.
Justin prowadził, ale jego oczy ciągle były zwrócone na mnie. Chyba mu się
podobałam, jak większości widomych chłopaków, haha.
Piosenka się skończyła,
puścili jakąś normalną muzykę, młoda para zeszła z parkietu i zaczęli tam
tańczyć goście. Justin cmoknął Selenę w policzek i powolnym krokiem podszedł do
mnie. Nalewałam sobie ponczu do szklanki i spojrzałam na niego, a on udawał, że
mnie nie widzi. Zaśmiałam się z jego zachowania i wyciągnęłam się, wystawiając
dłoń, żeby dosięgnąć po kawałek tortu. On szybko i niby nieuważanie złapał za
moją dłoń i spojrzał na mnie znowu.
- Nieładnie, proszę
pana.. – szepnęłam mu do ucha, bo stał tak blisko, że już bliżej się chyba nie
dało.
- Ale co nieładnie?
Panno..? – Cały czas patrzył mi w oczy.
- Lepiej, żeby pan nie
znał mojego nazwiska.
Odsunęłam się od niego i
w końcu założyłam sobie ten kawałek tortu na talerz.
- Nie powinien pan na
własnym weselu zwracać uwagi na jakąś obcą kobietę.. – powiedziałam spokojnie i
wgryzłam się w tort.
- Przecież to jeszcze nie
zdrada.
- Jeszcze? – zdziwiłam
się.
- Nie to miałem na myśli.
Może nie będę oryginalny i wiele razy już to pani słyszała… Nie jest tajemnicą,
że jest pani bardzo atrakcyjna… Wręcz przepiękna.. I naturalna.
- To, że nie zdążyłam się
dzisiaj rano umalować nie znaczy, że zwykle tego nie robię.. Ale dziękuję, szczerze
mówiąc pierwszy raz słyszę, że jestem atrakcyjna… Chociaż nie. Dziś rano
usłyszałam to, kiedy spojrzałam w lusterko.
Uśmiechnęłam się
niedbale, a Bieber zaczął się śmiać. Odwróciłam się i oparłam pupą o blat
stołu. Wgryzłam się w ostatni kęs ciasta i odłożyłam talerz.
- Zabawna, utalentowana i
nieziemsko atrakcyjna… Już żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej.
- Oh, też mi przykro.
Oparł się o stół tak jak
ja i przysunął do mnie bliżej. Poczułam znów jego niezwykły zapach. Westchnęłam
głośno, zaciągając się nim i spojrzałam na jego usta. Nie. Nie chciałam go
pocałować.
- Mirage. Vergia Mirage.
Poczułam się jak Bond, po
czym odeszłam i odwróciłam się do niego jedynie raz, żeby zrobić mu zdjęcie.
Widząc jego zachwyconą minę i przygryźniętą dolną wargę, gapiące się na mój
tyłek oczy.. uśmiechnęłam się. Wyszłam z pałacyku i wpadłam na Selenę, która
obściskiwała się z jakimś facetem. Całowali się przy samym wejściu. Stałam jak
wryta i nie mogłam nic z siebie wydusić. Oni szybko się opanowali i Gomez spojrzała
na mnie ze strachem w oczach.
- Nie mów nikomu. Proszę
cię.. Błagam.
Wytarła usta i omijając
mnie wróciła na salę.
- Jestem David.
Mężczyzna wyciągnął do
mnie rękę, ale ja ją odepchnęłam i weszłam do środka. Byłam zszokowana i
jednocześnie oszołomiona. Obserwowałam Selenę, która zakłopotana piła alkohol w
kącie. Nagle jakiś mały chłopiec, dosłownie kilkuletni, do mnie podszedł.
Złapał mnie za rękę.
- Zatańczy pani ze mną? –
spytał słodkim głosem i się do mnie uśmiechnął. Na chwilę zapomniałam o tym, co
zobaczyłam i weszłam z chłopczykiem na parkiet. Leciało Miley Cyrus – Who Owns
My Heart. Światła latały po całym pałacyku. Znałam dobrze tekst piosenki, więc
go śpiewałam, nie zagłuszając tych maga głośnych głośników. Utwór się skończył,
mały mi podziękował za taniec i powiedział, że „jestem ładniejsza nawet od jego
mamusi”. Podeszłam do stołu i wzięłam sobie kieliszek szampana. Poczułam czyjąś
dłoń na ramieniu . Odwróciłam się i zobaczyłam Selenę.
- Musimy pogadać.
*
- Co? No chyba nie..
- No tak. To wszystko
jest ustawione dla komercji. Żeby dalej móc robić to, co kochamy musimy udawać,
że jesteśmy razem. Ksiądz był nieuprawniony, więc ślub jest nieważny.
Zrobiłam duże oczy. W
sumie gdyby nie to, że dla komerchy okłamywali wszystkich wokół, to taki układ mi
pasował… Justin był wolny. Mógł spokojnie mnie podrywać i śledzić wzrokiem. Co
nie zmienia faktu, że to chore.
*
Podeszłam do niego, kiedy
leciało Rihanna – You Da One. Wszyscy już byli mokrzy, bo musieliśmy znieść
nową tradycję, nakazującą młodej parze oblać wszystkich gości ponczem. Taaak…
Justin chyba specjalnie mnie pierwszą oblał od stóp do głów. No bo wiadomo ^^..
Co mokre, to seksowniejsze.. Haha. Wyjątkiem oczywiście jest Shakira, która nie
tapla się w wodzie, tylko w błocie. Mniejsza o to. Zbliżyłam się do niego,
kiedy nakładał sobie kawałek tortu i dotknęłam jego dłoni.
- O przepraszam..
Odwrócił się do mnie i
zaczęliśmy się śmiać. Palcem subtelnie ubrudził mi nos tortem.
- No jasne. Ha, ha.
Bardzo śmieszne. Może jeszcze pozwolimy komuś to zlizać? Hm?
- Ja chętnie – zaśmiał
się, a ja starłam to z nosa chusteczką.
- Wiesz.. Bardzo ładnie
ci w tych mokrych włosach..
- Jasne, jasne. To
ciekawe czemu przez jakieś 45 minut gapił się pan na mój tyłek i cycki, panie dewiancie..
Uśmiechnął się i lekko zarumienił
(czyt. jagódki mu pokraśniały.)
- No nic nie poradzę, że
mam taką chcicę na ciebie i że mnie tak niesamowicie pociągasz – szepnął i
przyciągnął mnie do siebie jedną ręką.
- Bieber, przypominam ci,
że to Selena jest pańską żoną.
- Tylko oficjalnie.
- No wiem, ale tylko my o
tym wiemy, prawda? Plus wasze wytwórnie. Więc nawet jakby pan chciał czegoś ze
mną spróbować to i tak pan nie może. Zresztą.. – zaśmiałam się. – To za wysokie
progi na twoje nogi.
- Ale możemy spróbować.
Czemu nie? Tak po kryjomu…
- Yyy… Proszę pana, ale
nikt nie powiedział, że ja się na coś takiego zgodzę. I nikt nie powiedział, że
pragnę pana tak, jak pan mnie.
- Dam ci czas na
zastanowienie, ale teraz.. Jesteś mi winna ten jeden jedyny taniec.
- Kto powiedział, że jestem
panu coś winna?
Wzięłam swoją szklankę ze
Sprite’m i zaczęłam wsysać napój przez słomkę, trzymając ją palcami. Patrzyłam
Justinowi w oczy i się uśmiechnęłam. Odłożyłam szklankę, złapał mnie za rękę i
pociągnął na parkiet. Muzyka The Kooks – Young Folks. Szalony Taniec. Wywijanie
mokrymi włosami. Ciemność. Mnóstwo kolorowych, migających świateł. Tyle.