czwartek, 27 grudnia 2012

The 31st Chapter


Zamrugałam dosyć powoli i przekręciłam głowę w jego stronę. Nagle zadzwonił telefon. Kelnerzyna odebrał, przytaknął i się rozłączył. Podszedł do Jim’a i poklepał go po ramieniu. „Spadam, a ty radź sobie sam” – powiedział i wyszedł. Chłopak przetarł policzki i podszedł do mnie. Cały czas go obserwowałam, na początku tego nie zauważył. Zaczął rozplątywać mi sznurki z nadgarstków i kostek. Chciał mi odkleić taśmę z ust. I dopiero wtedy zobaczył, że mam otwarte oczy. Wystraszył się i odskoczył. Nie wiedział co zrobić, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał. Przełknął ślinę i powoli zaczął uwalniać moje usta. Nie spuszczałam wzroku z jego oczu. On z moich też nie. Przypuszczam, że zastanawiał się nad moją reakcją. Rzucił taśmę do kosza, a ja milcząc znalazłam jakiś kocyk i się nim zakryłam. Myślę, że wystarczająco dużo zobaczył..
- Vergia.. Ja.. – westchnął i się do mnie zbliżył.
- Co „ty”? Zgwałciłeś mnie na milion różnych sposobów, zamiast po prostu mi powiedzieć, że mnie kochasz. Uważasz, że to było mądre?
- Nie chciałem ci powiedzieć, bo gdybym ci powiedział nasza przyjaźń by zginęła, a to jedyne co mam.
- Sądzisz, że nasza przyjaźń przetrwa po gwałcie? Naiwny jesteś..
- Ja.. Nie wiem.. Ja po prostu cię kocham. Od dawna. I wczoraj trochę wypiłem..
- Dobra, nie pierdol. Szczerze mnie to nie interesuje. Wszystko mnie boli. Przez twojego kutasa i dłonie. Miło ci się posuwało nieprzytomną kobietę? To świetnie. Bardzo mnie to cieszy, naprawdę. Bo inaczej się nie dało, tak?
- Naprawdę przepraszam, wybacz mi.
- Ha, ha, ha.. Śmieszne, rozbawiłeś mnie.. – powiedziałam sarkastycznie. – Jak ja mam ci to wybaczyć? No jak?!
- Po prostu. To się nigdy więcej nie powtórzy.
- O, genialne pocieszenie, naprawdę. – W tym momencie zrobiłam face palm.
- Ale ja cię kocham. Kocham cię jak cholera! Jak ty mogłaś nigdy tego nie zauważyć? Jak mogłaś mnie tak odrzucić?
- Aha, teraz zwalasz całą winę na mnie, tak?
- Nie. Nie chcę zwalić winy na ciebie. Jest mi naprawdę przykro, że to zrobiłem, ale czasu nie cofnę. Idiota ze mnie, skoro myślę, że mogłabyś mi po tym wszystkim tak po prostu wybaczyć. Miałem ciężkie dzieciństwo i jest wiele takich rzeczy, których ci nie powiedziałem, mimo że byliśmy przyjaciółmi. Może to nie tłumaczy tego co zrobiłem, ale nie potrafiłem inaczej. Gdybym po tych kilku piwach cię nie zobaczył pewnie bym tego nie zrobił, ale.. Zrobiłem. Stało się i już się nie odstanie.
- Masz rację. Nie odstanie się. I tak samo jak wybaczenie, nasza przyjaźń w tej sytuacji nie istnieje.
Ubrałam się pospiesznie i zarzuciłam torebkę na ramię. Założyłam pasek od aparatu na kark.
- Masz szczęście, że nie spotkamy się po tym w sądzie – westchnęłam i się odwróciłam.
Wyszłam stamtąd i zaczęłam rozmyślać, chociaż nie mogłam się jakoś specjalnie na jednej rzeczy skupić. Nawet nie miałam pojęcia gdzie byłam!
Po kilkudziesięciu krokach dotarłam do drogi prowadzącej ku pałacykowi, w którym było wesele. Postanowiłam tam pójść, z nadzieją, że wszyscy tam nocowali, łącznie z Justinem i Seleną.
Kiedy doszłam na miejsce wszystkie drzwi były pozamykane. Zostałam zmuszona do pójścia od strony ogrodu. Z trudnością pokonałam wysoki płot, wywalając się na jakiś krzak. Oczywiście musiałam przywalić nim w swoje krocze. Bolało cholernie, ale musiałam być silna, mimo, że czułam się jak wyrzutek z bezludnej wyspy.
- Ale ładny dzień się zapowiada, skarbie. – Usłyszałam to i wyjrzałam zza krzaka. Dosłownie kilka metrów przede mną stał niezwykle umięśniony Justin Bieber w samych bokserkach. Z jego pokoju (wspólnego z panną Gomez, jako że rzekomo byli małżeństwem) dobiegała piosenka Out Of My Mind, będąca duetem Nicki Minaj z B.O.B. Uwielbiałam ją, więc zaczęłam cichutko rapować i robić pojebane miny, kiedy usłyszałam Nicki. Szczerze mnie zdziwiło, że Selena słuchała takiej piosenki.
- Nie mów do mnie „skarbie”. Nie jesteśmy parą, pedałku.. – zaśmiała się. Justin udał, że tego nie słyszał i ciężko westchnął. Wsunął na siebie jakieś czarne spodnie i poszedł na huśtawkę. Tymczasem Gomezówna coś poprzeklinała pod nosem i wyłączyła muzykę. Chyba jednak jej się ten utwór nie podobał..
Wyczułam moment, w którym nikt mnie nie widział i wybiegłam zza krzaków. Pobiegłam szybko tylnym wyjściem do hoteliku i zobaczyłam jakieś lustro w holu. Poprawiłam włosy tyle, na ile się dało i wyszłam na dwór z powrotem, udając, że wcześniej tam nie byłam.
- O! Pan Bieber! – krzyknęłam i pomachałam do niego. Uniósł głowę i spojrzał w moją stronę. Odmachał mi z uśmiechem. Jego oczy wydawały się zaskoczone i ucieszone moją obecnością.
- Witaj, nieznajoma – powiedział. Wstał i podbiegł do mnie. Ucałował mnie w dłoń jak dżentelmen. Nie wiem skąd u niego ta szarmanckość, ale poczułam się milej trochę.
- Mam zdjęcia z wczoraj. Chce je pan może zobaczyć? – Podniosłam lekko prawy kącik ust, żeby się uśmiechnąć.
- A da się pani zaprosić na kawę?
- Ależ proszę pana, jest pan dopiero co po ślubie. I może nie wypada mi spytać, ale.. Jak minęła noc poślubna? – poruszyłam brwiami. Uznałam, że nie będę mu nic mówić o tym, że przyłapałam Selenę z jakimś facetem i wiem o całym tym oszustwie. On tylko zrobił skwaszoną minę.
- Fantastycznie minęła..
- Właśnie widzę – zaśmiałam się.
- Nie no, nie mam na co narzekać. Selena to moje kolejne błogosławieństwo od Boga, nieprawdaż?
- Tak słyszałam.
- W każdym razie pragnę, żeby pani poszła ze mną do kawiarenki, chociażby tutejszej. Tylko się ubiorę.
- Dobrze, pójdę. Potraktuję to jako spotkanie służbowe.
- Ale ja stawiam – uśmiechnął się.
- Okay. Tylko proszę się ubrać.
- A! No tak.. – Zaśmiał się i pobiegł do pokoiku. Po pięciu minutach wyszedł z niego z umalowaną, uczesaną i ładnie ubraną Seleną. Za rękę.
- Muszę zabrać żonę, jakby to wyglądało, gdybym po własnym weselu pił kawę sam na sam z jakąś piękną kobietą..
- Ale.. Przecież ona wie.. – zaczęła Selena i puściła jego rękę.
- O czym wie? – spytał zdziwiony i spojrzał na nią, a ja szybko zaczęłam wymachiwać rękoma, błagając, żeby mu o tym nie mówiła.
- Yy.. O tym, że jestem twoją żoną. Nie musisz tego zaznaczać. – Uśmiechnęła się, a ja odetchnęłam z ulgą. Kto by pomyślał, że jej umiejętności aktorskie się na coś przydadzą. Justin cmoknął ją w policzek, wysilając się najbardziej jak tylko mógł, żeby to wyglądało prawdziwie.
- Dobra, chodźmy na tą kawę, a ja wam pokażę zdjęcia.
Przytaknęli mi oboje i skierowaliśmy się w stronę kawiarenki. Szłam tuż za nimi, Bieber ciągle lepił się do niej i łapał ją za rękę, a ona się od niego odsuwała. Tylko co jakiś czas odwracał się w moją stronę, żeby sprawdzić czy wciąż za nimi idę.
Na miejscu wyjęłam aparat z pokrowca i zaczęłam pokazywać im zdjęcia. Selena siedziała po mojej prawej, a Juju po lewej. Miałam wrażenie, że zamiast patrzyć na ekran aparatu, patrzył na mnie, ale nie dawałam po sobie tego poznać. Po obejrzeniu wszystkich zdjęć Gomez poprosiła mnie, żebym część z nich wysłała do gazet.
- Dobrze, nie ma sprawy. W końcu to wszystko dla picu – westchnęłam i się uśmiechnęłam do niej lekko.
- J..Jak to dla picu? Jakiego picu?! – krzyknął Justin.
- Yy.. Nie no.. Dla picu, bo.. No bo no.. – zaczęłam się jąkać.
- Oj, Justin, musimy jechać na konferencję prasową! – wyrwała się Selena.
- Hy, faktycznie. Która to już godzina? – Spojrzał na swój nadgarstek, na którym miał olbrzymiego, dużego Rolexa. – Ja idę się przebrać, a wy dziewczynki sobie jeszcze posiedźcie chwilkę. – Uśmiechnął się i pocałował pannę Gomez w kącik ust. Przewróciła oczami i spojrzała na mnie.
Kiedy Bieber opuścił kawiarnię przysunęłyśmy się do siebie bliżej.
- Jak długo zamierzasz jeszcze udawać, że o niczym nie wiesz? – spytała.
- A jak długo wy dwoje zamierzacie jeszcze udawać, że jesteście razem?
- Tak długo, jak tylko będzie potrzeba. Czyli jeśli któreś z nas znajdzie prawdziwą miłość, albo będziemy na równym poziomie jeśli chodzi o sławę i pieniądze. Teraz proszę o twoją odpowiedź.
- O, prosisz? Coś nowego.. Wielka pani Selena Gomez mnie o coś prosi.. Chyba napiszę o tym na blogu.
- Rób co chcesz, ale odpowiedz mi na pytanie.
- Dobra. Prawda jest taka, że nie wiem. Nie mam pojęcia czemu ciągle coś udaję. Powiedziałabym ci coś o moim przedziwnym i niezrozumiałym życiu, ale nie wiem czy cokolwiek byś zrozumiała, skoro nawet ja tego nie rozumiem.
- Aha, spoko. – Wzięła łyk kawy. – Ale wiedz, że nie będę cię na zawsze kryła. – Spojrzała na mnie tajemniczo i przejechała językiem po przednich zębach, po czym podniosła brwi.
- Ja też nie będę was na zawsze kryła. – Wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się dosyć podle.
- Nie odważysz się. – Złapała za swoją torebkę. – Bo inaczej twoje życie będzie skończone.
Hm.. W sumie, normalnie bym się przejęła, ale przecież co za różnica. Moje życie składa się z kilku żyć i każde jest nieważne. Jestem sama, spotykam Justina, zaczynamy się kochać, seks, te sprawy.. I nagle budzę się w kolejnym życiu. Wystarczy, że dotrwam do ostatniego życia i wtedy będę mogła być normalnym człowiekiem. Taa.. Tylko muszę rozkochać w sobie Justina. Musi być między nami miłość, żeby coś się ruszyło i żebym znowu znalazła ten cholerny kamień, owinięty kartką…
Od razu pobiegłam przed hotel, gdzie czekała już na mnie taksówka, oblężona przez zazdrosne fanki Biebera. Wsiadłam do niej i ruszyłam w stronę swojego domu czy jak to nazwać.. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na olbrzymie rozmiary budynku. Co więcej, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jaki pusty jest. Zdecydowanie za duży dla jednej osoby.

sobota, 1 września 2012

The 30th Chapter


No cóż, po dłuższym zastanowieniu zdecydowanie nie nazwałabym tego tańcem, ale jakimś wywijaniem pizdy na lewo i prawo bardziej niż włosami. Se wybrał naprawdę. Zamiast to poczekać na wolnego, żeby nie wiem… Podroczyć się, poflirtować <niewinnie oczywiście>, potem jakieś giereczki szmateczki w WC… Yyy, czy coś. Nie no, ja nie mam jakiś brudnych myśli czy coś, żeby nie było. Ja go nie chce. Niech spierdala, pf.. Co tam taka gwiazda, najpopularniejszy face na świecie… Ja sobie poczekam na tego jedynego, idealnego, na tego jak mu tam.. Nikogo. Znaliście takie imię? Uwielbiam użalać się nad sobą. Właściwie to nie jest użalanie się nad sobą, to jest stwierdzanie faktów. Powiedzmy sobie otwarcie kurwa! Nikt mnie nie chce, nikt. Na tym świecie jak pizda jedna umrę sama. Nawet mnie nikt nie pochowa, nikt się tym nie przejmie. Nikt. Jak pizdę kocham. Jak się denerwuję to często przeklinam. Taki już mój urok. Nienawidzę być dorosła. Co się kurwa dzieje, jeszcze wczoraj miałam 15 lat, byłam niezrównoważoną, kochającą seks uczennicą, w której kochał się najpopularniejszy nastolatek świata, który za nią szalał, który co prawda wyszedł jej naprzeciw w gołym kutaskiem, haha, jakie to było słodkie. Miał wtedy.. Niech policzę… Jeden palec, drugi palec.. Dobra, jebie mi już. Osiemnaście lat miał, niecałe.. I co kurwa dziwne, ja wszystko pamiętam, wszystko, i to uczucie, aż mnie ściska.. Aaach, aach.. Dobrze, że byłam w toalecie. Zawsze noszę przy sobie wibrator. No co, każda samotna szanująca się singielka powinna mieć. Jak nie ma porządnego kurwa faceta z wielkim jak u konia, albo chociaż jakiegokolwiek chętnego.. To trzeba. Nie będę się zagłębiać w ten temat. Po prostu wyjęłam z torebki <składany, haha> i zaczęłam sobie… Wsadzać kurwa. I chuj. Najpierw powoli, ale byłam taka napalona, mając przed oczami sceny z Justinem. Och, Och, OoooooOOooOch! Ja PiedzieleeeeE! O gosh, o, o gosh, jak dobrze, Aaaach. Szczerze? Nie chcielibyście widzieć mojej miny, ooj nie. Ale było zajebiście. A jaki śluz… Mmm, orgazm zaliczony. Teraz można się bawić dalej. Szkoda, ze minetki sobie nie mogę sama zrobić.. Mmm, qrde, zaraz wezmę któregoś. Może nawet nie skończy się na minetce, mm.. Ale twarde sutki, Aaaa <seksowne pisknięcie,hhaa>. Uwielbiam ten stan ekstazy, ten błysk w oczach. Ale to nie to samo co z jakimś napalonym zboczeńcem. Ach, przebzykałabym. Mógłby być na przykład taki.. Hm… Mitchel Musso.. Może być.. Trochę nieokrzesany, ale ma ten seksapil.. Albo Enrique Iglesias, trochę za stary. Albo.. Chri Brown. Nie no, nie przelece kolegi Justina. Bez sensu. Hmm, gdzieś tu powinien być Liam.. Ej no kurwa nie, co ja się tak na tych Liamów napaliłam. Poza tym on jest z Miley, bez przegięcia.  Dobra, idę na poszukiwania. Tylko trzeba się jakoś ogarnąć. Hmm, co ja mam w mojej torebce.. Sukienkę, buty, jakieś tusze do rzęs, jakieś maziaje, duperele. Doobra, po co ja to wszystko brałam? Nie wiem, idę się przebrać. Po dziesięciu minutach byłam gotowa. Miałam sukienkę taką, jakby marchewkowa z ogonem, znaczy dłuższa z tyłu, do tego butki takie sandały na koturnach. Tyle. Makijaż poprawiłami wszystko. Można iść wyrywać jakiś napalonych celebrytów. W końcu tylko ja tu jestem paparazzi, a mnie się też chwila odpoczynku należ, więc… No, nikomu się nie muszę tłumaczyć. Wyszłam na salę z aparatem, porobiłam trochę zdjęć, oczywiście miało to być przykrywką. Justina w pobliżu nie było, więc jebać go. Patrzyłam się to tu, to tam, a moim zajebistym sprzętem robiłam nagie dupencje i cycunie pijanych gwiazdek, które będą rozchwytywane w portalach, tabloidach i innych. Która to godzina… Druga. No cóż, trzeba się streszczać jak chcę jeszcze zaliczyć jakieś ciacho. Ale najpierw.. Pójdę się czegoś napić, suszy mnie bo tym Vergia + Wibrator… Podeszłam do baru. Myślałam, że działa samoobsługa, no ale jak widać nie. Mmm, seksowny ten barman. Lekki zaroście, wysoki, oczęta zielone, okularki. Taki.. Grzeczny. Pomyślałam, Mmm… Jak ja to lubię! Aż mi się oczy zeszkliły. Dobra ej, stop! Ja nie poznaję siebie. Przecież ja taka nie jestem, cholera jasna. Jestem poukładana, mądra, haha, taak.. Jasne. Nieważne. Chyba coś się zmieniło, bo jakoś się nie poznaję. Może to stan chwilowy. Nie wiem, ale mam ochotę na dziki seks. Nieważne czy grupory, czy sam na sam. Byle by dziki. Tu i teraz, na barze. Z nim. Nie ukrywam, miałam dość duży dekolt. A on, jakie to słodkie.. Chyba się zarumienił. A paczył.. Nie no, wcale nie było widać. Był gdzieś w moim wieku, nie więcej. Ale na pewno nie mniej. Pokazałam mu palcem w swoją stronę.. Przysunęłam się i szepnęłam..
- Chcesz tego..? – ach, ten dar… Tylko się uśmiechnął. Dobra, chyba jednak nie podziałało.
- A może się napijesz.? Tak na dobry początek… Hmm? – nie wyglądał mi podejrzanie, ani trochę. Ale wygląda, że był bardziej cwany, niż by się mogło wydawać. Jednak zgodziłam się.
- Hmm.. A co mi zaproponujesz?
- Nie wiem, może Sex on the Beach… Maleńka.
- Nie jestem maleńka, ogierze. Nie chcę takiego badziewia. Dawaj podwójne Malibu Solaris.
- Uuu, widzę burżuj.. Okej, żartuję. Po prostu nie pijesz byle czego. Już daję.
I tyle kurwa pamiętam z tego całego wieczoru. Tyle. Obudziłam się z bólem głowy na drugi dzień w jakimś.. Nie wiem nawet co to do jasnej piczki jest. Jakaś piwnica, chociaż… Ja bym to raczej przedstawiła jako ołtarzyk dla.. Nie wypowiem bo się boję. Wokół były świece, na środku ogromny pentagram, jakieś pochodnie. Byłam związana. Super, że nawet usta miałam zaklejone, co za pedofil. Nawet nie zauważyłam z tego wszystkiego, że.. Jestem kurwa naga. Cała, All. Sutki mnie bolą. Bez bielizny, bez niczego. Co on sobie myśli. Goosh. Pojebaniec, chce mnie złożyć w ofierze czy co? Wokół.. Do dobra, nie wokół. Na ścianach i podłodze były porozwalane moje zdjęcia, jak mnie bzykał. Całował, lizał, robił minetę, wsadzał mi. Nawet.. Boże, jak mogłam tego nie czuć?! Robił sobie loda z moimi ustami, jakkolwiek to brzmi. Były jeszcze zdjęcia jak mnie macał po cyckach, jak przegryzał moje sutki, jak trysnęła jego sperma na mnie.. Może.. Nie no.. No nie.. On, no nie no.. Nie.. on jest nekrofilem i wyobrażał sobie.. nie.. albo myślał, że jestem martwa? O fuu… Boże. Najdziwniejsze było to, że ja go skądś znam… Tylko nie mogłam sobie przypomnieć kto to jest.. Tak patrząc na te zdjęcia… Ja pierdole, to Jim! Jim kurwa. I chuj. Ale przecież.. Przecież, no jak to. Przecież my się przyjaźnimy.. Boże.. Myślałam, że go znam, że jesteśmy bratnimi duszami, że… Matko, z kim ja żyłam.. To jakieś chore. Jak on się dowie, że ja żyje, to.. To mnie zabije. Muszę udawać, że nadal jestem nieprzytomna. Nie mam żadnych ubrań, telefonu, nic. Zero kontaktu ze światem. Zero. Muszę się stąd jakoś wydostać... Tylko jak, nie widzę żadnego wyjścia. Ale za to… Moja torebka! Może coś w niej jest. Ba, no na pewno cos w niej jest. Chyba że wyciągnął. Już miałam się po nią jakoś zaczołgać, ale oczywiście on się zbliżał, albo raczej oni.. Było ich dwóch. Coś memlali pod nosem, ale był taki pogłos że nic nie usłyszałam, słowa się zlewały. Dobra, udaję, że się nie ocknęłam. Byli już obok mnie. Znam ten głos. Ten pierwszy to Jim, a ten drugi.. Ten barman z wesela! No jak on mógł no. Jak! Milczeli tak przez chwilę, dopiero barman się odezwał.

- Po co ty to kurwa robisz?! Pojebało do reszty? Jak się psy dowiedzą to cię zamkną na co najmniej parę lat do pierdla. Ona jest paparazzo, prędzej czy później będą jej szukać, w końcu jest najlepsza w Stanach debilu. Pomogłem ci dawając jej pigułkę, ale nic więcej nie będę dla ciebie robił stary, kocham cię, ale sorry, lekka przeginka pały.
- Nie wiesz, co ona mi kurwa zrobiła. Przez tyle lat się z nią przyjaźniłem, pomagałem, próbowałem uwieźć, zakochałem się w niej bez pamięci a ona? Potraktowała mnie jak psa, odrzuciła mnie, zachowywała się jak zakonnica, udawała, że niczego nie zauważa. Nie mogąc się z tym pogodzić zostałem pedałem, Kurwa! Nigdy jej tego nie wybaczę, w końcu przyszedł czas na upragnioną zemstę. Wyrucham ją jak dziwkę, jak ostatnią bitch. Żeby nie zaznała już żadnej rozkoszy z seksu, wykastruje, a na końcu jak będę miał ochotę.. Zarżnę. Najpierw zerżnę, potem zarżnę. Zobaczy jak ja się czułem. – boże, serce mi biło jak jasna cholera, co ja mu zrobiłam. Żeby mi tylko łza nie poleciała, żeby tylko łza nie poleciała. W życiu bym się nie domyśliła, że on coś do mnie, boże, ja go zraniłam. Ale mógł powiedzieć, a nie. Przecież przyrzekaliśmy sobie, że żadne z nas nigdy, że każdy ma swoje życie.
- Stary, ja cię nie poznaje. Już dość ją wybzykałeś. Przecież to jest człowiek, kobieta. Przecież… Czekaj.. Ty nadal ją kochasz, prawda…? – czekałam na odpowiedź. Oboje czekaliśmy. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Nie wiedziałam co się dzieje. Czy on naprawdę nadal coś do mnie czuje? Przecież to nie może być prawda. Qrwa. Ze słodkich rozmyślań wyrwał mnie huk strącanych po kolei jakiś narzędzi, metalowych naczyń.. Nagle cisza, ledwo słyszalny dźwięk osuwania się po ścianie. Płacz.. Ja pierdole, jeszcze nigdy nie widziałam jak on płacze. Jim był zawsze delikatny i wrażliwy, owszem.. I zawsze mi się to w nim podobało. Przez pewien czas nawet wydawało mi się, że coś do niego czuję, ale przecież nasza obietnica. Już miałam się ujawnić, że wszystko słyszałam, już miałam do niego podejść i go pocieszyć, przytulić się do niego chociaż gardziłam nim przez to, jak mnie potraktował, jak mnie wykorzystał, brzydziłam się nim. Jak mógł mnie tak brutalnie gwałcić. Dobrze, że jeszcze żyję. Jeszcze robił zdjęcia. Jak on mógł. Ale mimo tego było mi go szkoda. Tak wiem, pojebało mnie. I chuj. Mogę robić co chce i czuć co chcę. Mogę nawet z nim być i nikt mi nic nie zrobi. Zaczęłam się go bać, ale chciałam z nim pogadać. Otworzyłam oczy.

sobota, 5 maja 2012

The 29th Chapter


Rano obudziłam się, chujowo drepcząc po tej jebniętej wykładzinie. Włączyłam telefon i zobaczyłam, że mam 123 wiadomości na poczcie głosowej. Tak, kurwa.. 123!! Jebańsko. Marlon podjechał swoim Harleyem z matką pod nasz dom. Hawk był już od dawna w domu. Podłączyłam sobie słuchawki do telefonu i zaczęłam odsłuchiwać te wiadomości. Z 10 wiadomości było od Liam’a. Cała reszta oczywiście od tego Justina pierdolonego kurwa jebanego chuja w dupę gumowym wibratorem kurwa ja pierdolę. Z 20 wiadomości było o tym, że mnie kocha, 3 o tym, że tęskni, 45, że przeprasza, 25, że żałuje, 10 że się zabije, a 9, że to wszystko nie tak jak myślę. Zrobiłam sobie płatki i poszłam z nimi na górę. Włączyłam sobie ostatnią wiadomość, przez godzinę słuchałam jego płaczu. Na końcu powiedział: „Verguś, nie przestanę tak do ciebie mówić, bo cię kocham, przepraszam cię za wszystko, żałuję, że to zobaczyłaś, ja nie chciałem.. Chaz.. Nie, to głupie. Nie będę ci o tym mówił.. Przepraszam”, wtedy znowu się rozpłakał i rozłączył. W sumie jakoś tak zrozumiałam z tego wszystkiego tyle, że jagody na pewno nie są czerwone. Zjadłam te płatki, ubrałam się w letni kombinezon w gepardzie cętki i sandały w takie same cętki.
- Wychodzę! – krzyknęłam i wyszłam z domu. Poszłam sobie w stronę domu Kelly i wyjęłam słuchawki z uszu. Wtedy poczułam wibracje w kieszeni. Znowu gówniarz dzwonił.
- Czego chcesz chuju?! Nie mam ochoty z tobą gadać kurwo jedna! Jesteś męską dziwką, wiesz o tym?! Wiesz. Oczywiście, że wiesz.. – Znowu zaczęłam go wyzywać.
- Kurwa! Vergia! Zamknij się w końcu i daj mi coś powiedzieć! Ja pierdolę, nie pieprz tyle do mnie, bo może ja też mam ci coś do powiedzenia, co?! Nie pozwalasz mi nawet tego wytłumaczyć! Wiesz co? Gdybyś zawsze mnie tak olewała to na pewno bym cię zdradził, suko jedna!
Zatkało mnie. Kurwa mnie zatkało, jak kitem okna.
- Vergia, wiesz, że cię kocham? Wiesz. A ty mnie kochasz? No jakoś tego nie widzę. Jeżeli już mnie nie kochasz to powiedz mi to prosto w twarz, a nie robisz sobie jakieś podchody i się mną bawisz! Wiesz czemu byłem goły?! Bo się kąpałem, byłem w łazience i nawet nie zdążyłem na dupę zarzucić ręcznika. Spodziewałem się, że to ty przyszłaś, więc zbytnio się tym nie martwiłem.
- Mhmm, pewnie, oczywiście cholera piękna historyjka. A co tam ta kurwa robiła?
- No na pewno nie była moja. Myślisz, że ja bym tak jakąś dziwkę sobie zamówił?! Chaz, debil jebany, ją sobie zamówił. Mieszka teraz u mnie, bo mu chatę zalało. Kurwa, co ja mam zrobić, żebyś mi uwierzyła, co?! Co kurwa mam zrobić?! Już nie wiem jak ci dogodzić.. – westchnął.
- O nie, nie, Justin. Tak się kurwa nie bawimy. Nie będziesz mi takich gówien wmawiał przez telefon!
Rozłączyłam się chamsko i poszłam do niego do domu. Zapukałam i otworzył mi Chaz.
- Chaz, powiedz mi co tu się wczoraj działo. Muszę wszystko wiedzieć!
- Dobra, nie denerwuj się tak. Wynająłem sobie dziwkę, no co mam zrobić? Przyszła, wszystko pięknie się zaczynało dopóki ktoś nie zapukał do drzwi. Justin zbiegł po schodach i otworzył, ta laska też wybiegła z pokoju. Nie wiem co się działo, ale to było chujowe wydarzenie, bo słyszałem jak Justin się tłumaczył. Potem kurwa przez całą noc tak ryczał, że dziwkę mi spłoszył tym płaczem. Rano już go tu nie było. Nie wiem gdzie poszedł i po co. Ciągle gadał przez telefon. Wkurwił mnie zajebaniec jeden. Tyle wiem.
Poczułam się jakoś głupio. Jakoś tak masakrycznie głupio. Wyszłam stamtąd i skierowałam się w stronę domu Kelly. Zadzwoniłam do niej domofonem. Wyszła po chwili.
- No?
- Kelly, nie widziałaś nigdzie Justina? Potrzebuję go znaleźć.
- Nie, nie widziałam. Coś się stało? – uśmiechnęła się.
- Nie, spoko. Wszystko jak zwykle do dupy, ale nieważne. Dzięki, pa.
Poszłam w stronę szpitala. Tak tylko, żeby w razie czego sprawdzić czy Justin nie zrobił nic złego. Niestety lub na szczęście go tam nie było, więc skierowałam się w stronę Manamanam, bo tam chodził na piwo. Weszłam  do środka i stanęłam przy ladzie. Zaczęłam się rozglądać. Był, kurwa był tam! Schlany, ledwo żywy, ale był. Normalnie jebłam! Był na samym środku parkietu, leciało Neon Indian – Polish Girl. Kompletnie mi tam ten utwór nie pasował. Wokół Justina kręciło się z sześć dziewczyn, kuso ubranych, które wlewały mu do gardła kolejne litry alkoholu. O nie, nie! Tak nie będzie! Co to w ogóle miało być?! No przepraszam bardzo, ale jeżeli on się pociesza w taki sposób to.. To ja już nie wiem. Czuję się bezsilna. Chujowo bezsilna. A moje przekleństwa już przechodzą na kolejny poziom. Wszystko przez niego! No.. Może trochę przeze mnie.. W końcu to przeze mnie jest w takim stanie.. Tak?
- Justin! – wykrzykiwałam jego imię, podchodząc do nich, ale jedna z tych lasek mnie odepchnęła.
KURWA! TERAZ TO JUŻ PRZEGIĘLI! Nie będą mi dziwki zabierały chłopaka, mojego ósmego cudu.. Całego mojego życia. NIE MA TAK! Za bardzo go kocham.. W beznadziejnym momencie to sobie uświadomiłam, ale co zrobić. Podbiegłam do sceny i wyłączyłam tą uszojebną muzykę, nie pasującą kompletnie do niczego, chyba, że do gry w Tetrisa. Złapałam mikrofon, wszyscy na mnie spojrzeli. 
Nie przejmowałam się tym za bardzo, zwykle się stresowałam takimi sytuacjami, ale nie wtedy. Z mikrofonem w ręku zeskoczyłam ze sceny i podeszłam do nich. Może i to była kolejna rzecz, która nie pasowała do tych wydarzeń, ale zaczęłam wściekła akustycznie śpiewać Want You Back Cher Lloyd. Justin na mnie patrzył, kiwając się od nadmiaru alkoholu.
- Omaammmyy maaam – zaczął śpiewać i się śmiać. Zrozumiałam, że nie wiedział co się dzieje, odrzuciłam mikrofon i wyciągnęłam go za rękę stamtąd. Trzymałam go w pionie za koszulę i walnęłam go z otwartej, z całej siły w twarz. Wykorzystałam troszkę to, że nie wiedział co się wokół niego działo. Przeczołgał się parę metrów dalej i.. zwymiotował. Wymiotował chyba przez 25 minut, bez przerwy. Mi też się zachciało jak na to patrzyłam, ale.. no bez przesady.. Zrobilibyśmy tam morze wymiocin. Wzięłam serwetkę z klubu i przetarłam mu nią usta. Cały się trząsł, wyglądał fatalnie.
- Już dobrze, jestem tutaj, zaraz cię zaprowadzimy do domu.. – szepnęłam do niego i go do siebie przytuliłam. Był jakiś taki przestraszony, wszystko przeżywał jeszcze gorzej niż ja. Wtulał się we mnie. Miło było czuć znowu jego bliskość. To on był tą osobą, przy której czułam się najbezpieczniej.
- Kocham cię, piękna.. – westchnął mi do ucha i opierał o mnie całe swoje ciało, bo ledwo się utrzymywał na nogach. Mimowolnie się uśmiechnęłam po tych słowach. Przeszłam z nim pół miasta do jego domu, zapukałam.
- Chaz, otwieraj! – wrzasnęłam. Justin złapał się za głowę. Chaz otworzył, zapinając pasek u spodni.
- Ja pierdolę, nie gadaj, że znowu tu jest jakaś dziwka..
- Moooożeee.. – zaśmiał się i spojrzał na Justina. - O kurwa..
- No właśnie, pomóż mi.
Zanieśliśmy go do jego łóżka i położyliśmy, zdjęłam mu ubranie, zostawiłam go w samych bokserkach i opatuliłam kołdrą. Ucałowałam go w czółko i zrobiłam taką miksturę, jaką mama mi zawsze robiła kiedy byłam chora. Zaniosłam mu to do sypialni.
- Wypij to. – Podałam mu kubek.
- Wolałbym wypić ciebie.. – Oblizał się śmiesznie i wziął kubek do ręki. Przechylił go i pił sobie, a ja wpatrywałam się w jego jabłko Adama.. Nie wiem czemu, jakoś tak wyszło, haha xD.
- Justiin.. Czy.. uważasz, że te dziewczyny w klubie były ładniejsze ode mnie?
No to palnęłam. Odstawił kubek i spojrzał na mnie tym swoim nieśmiałym wzrokiem.
- Nikt nie jest ładniejszy od ciebie, dziewczynko.. – zaśmiał się.
Wybuchłam śmiechem.. Jak on mnie nazwał? „Dziewczynka”? Nie no, jestem dziewczyną, ale to tak śmiesznie zabrzmiało.. Niewaaażne.
- Wiesz.. Myślałam o tym wszystkim i… Chcę tego. Naprawdę. Chcę to zrobić z tobą i.. Wiesz.. Jestem na to gotowa.
Wtedy usłyszeliśmy krzyki Chaz’a i tej dziwki z dołu. Patrzyłam się na Justina, a on na mnie. Z trudnością nie zaczęliśmy się śmiać, mimo że usta nam już drżały.
- Szkoda, że nie macie dźwiękoszczelnych ścian.. – szepnęłam.
- Mamy. Tylko, że tutaj. Oni nas nie słyszą, a my ich słyszymy.
- Acha.
Przez chwilę była błoga cisza, którą ja jak zawsze musiałam zepsuć.
- …Your sex is on fiiiree..
- Co?
- Yy, nic. Tak sobie.. Nucę.
- Nuci się bez słów.
- No to „tak sobie śpiewam”.
- Kings Of Leon?
- Taaak, a co?!
- Też to lubię. – Poruszył seksownie brwiami.
- Jezu, nie rób tak.
- Jak?
- No tak.
- To znaczy?
- Nie wprawiaj mnie w podniecenie, nie czas na to. Teraz musisz się przespać.
- Z tobą?
- Justin.. To krępujące. – Czułam jak się rumienię.
- Aww, takie właśnie policzki chciałem zobaczyć. – Uśmiechnął się i mnie pocałował w.. nos.
- Co to było?
- Ymm, pocałunek w nos?
- Tak. Co to miało być?
- Nie chciałem przekroczyć pewnej granicy.. Wiesz..
- Bitch, please.. Jakiej kurwa granicy? Siedzisz przede mną w samych gaciach i mówisz o jakiejś granicy? No proszę cię..
Wyczułam moment. Pierwszy raz. Źle wyczułam jak się nad tym zastanowić, ale nikt się nie skarżył. Zamknęłam drzwi od jego pokoju na klucz, zdjęłam buty i rzuciłam się do niego na łóżko. No co?! Coś nie pasuje? Nam bardzo pasowało ^^. Zaczęło się od namiętnego pocałunku, a skończyło na pięknej ekstazie.. Więc gdzie środek historii? Było tak cudownie, że nawet nie wiem czy powinnam pisać. Pieściliśmy nawzajem swoje języki, podniebienia, ciała.. On był bardzo delikatny, ale ja byłam dosyć nachalna. Nic nie poradzę na to, że jestem zboczona. Haha. Bo czerwone jest zboczonee.. A ja wolę moją mamę.. Hahaha.. *LE ME – IDIOT.
No ale jak wiadomo nic co dobre nie trwa wiecznie. Po prostu szkoda gadać. Kolejny seks i kolejna tragedia życiowa.. Tak to można nazwać…
Rozpętała się burza. Okropna burza. Naprawdę.
Zeszłam z Justina i położyłam się obok niego cała zdyszana. Nie mieliśmy nawet sił, żeby coś powiedzieć. Wstałam, owinęłam się kołdrą, zostawiając Jerry’ego na wolności i podbiegłam do okna. Siłując się z wiatrem, z wielką trudnością docisnęłam to cholerne okno i je zablokowałam. Zamknęłam jeszcze drugie okno i wróciłam do Justina do łóżka. Oparłam się o jego ramię i wtulałam mocno. Oboje byliśmy spoceni, ale jakoś specjalnie o tym nie myśleliśmy. Tymczasem wyłączyli prąd.
- Boisz się? – szepnął, czy też raczej wymruczał Bieber.
- Przy tobie jakby mniej.. – powiedziałam.
- Więc cię nie puszczę, nie dam ci odejść. Nie tym razem. I nie innym razem.
- Przyrzekasz?
Milczał. Podniosłam głowę, aby na niego spojrzeć. Gapił się w sufit. Położyłam się na nim i cały czas czekałam na odpowiedź.
- Justin.. Czy jesteś w stanie przyrzec mi, że nigdy mnie nie opuścisz, nawet gdyby tak jak teraz niebo się zawalało nam na głowę, nawet kiedy będę na łożu śmierci.. Czy nigdy mnie nie opuścisz?
Patrzyłam na niego z nadzieją, że w końcu się odezwie. Spojrzał w końcu na mnie i się uśmiechnął. Pocałował mnie w czółko, ale nadal milczał. Patrzyłam mu w oczy. Czułam jakby napływały mi łzy.
- Justin..? – szepnęłam i poczułam, że głos mi się załamał. – Powiedz coś, proszę..
W tym momencie z nieba dobiegł kolejny głośny grzmot. Pioruny rozjaśniły całe pomieszczenie, oświetlając także nasze zmęczone twarze. Cały czas powtarzałam cicho jego imię, ale on nadal milczał. Nie potrafił przyrzec, że będzie ze mną na zawsze, że mnie nie opuści. Nadzieja zniknęła z moich oczu. Złapałam go za rękę. Wtedy po raz ostatni zobaczyłam blask pioruna i usłyszałam, że niebo wali mi się na głowę.

~~
Wiedziałam już, że siódmy sen się skończył. Czy też moje siódme życie.. Nie wiem nawet jak to nazwać. Po przebudzeniu znalazłam na poduszce ten kamień z kartką. 
Odwinęłam ją i przeczytałam.
„Jesteś przedmiotem szóstym. Nie daj się zwariować.”
Co kurwa? Mam nie dać się zwariować..? To chyba będzie jakaś debilna szósta historia mojego życia.. Na pewno. Ale wdeptam w gówno.. To życie ssie. DLACZEGO JA?! Moje trudne sprawy są za trudne.. Pamiętniki z wakacji kurwa, ukryta prawda, rozmowy w toku.. Wait a minute!! CO?! O czym ja wgl pierdolę?!
Aaa! Co to ma być za dzwonek w telefonie?! Kto to kuźwa ustawił? No i czyj to telefon?!
Okej, zważając na to, że byłam tam sama to musiał być mój telefon. Wzięłam go do ręki.
„Pani Gomez”… -____________________________________- Ja jebię.. PANI GOMEZ?! Pani Gomez do mnie dzwoni? Matka Seleny czy co?! No nic, odebrałam.
- Halo?
- No gdzie pani jest?! – wydarła się na mnie. – Proszę szybko przyjeżdżać, to nasz wielki dzień. To już dzisiaj. Ma pani 20 minut, inaczej będę musiała panią zwolnić, a tego byśmy nie chciały.. Prawda?
- Yy, tak.. Oczywiście.
Rozłączyła się.
Nie mogłam zaburzyć toku tego życia, więc zerwałam się na równe nogi i skierowałam się do łazienki. O dziwo, wiedziałam, gdzie ona jest.
I co? Heh.. Cóż.. Więc.. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam w lustrze na ścianie naprzeciwko drzwi od toalety.
Z początku gapiłam się w swoje odbicie jak jakaś niewydarzona. W końcu zaczęłam wrzeszczeć. Wpadłam w panikę.. Ale się opanowałam. I podobało mi się w sumie bardzo to co zobaczyłam. Jakby pierwszy raz byłam zadowolona z tego jak wyglądam..
No to tak.. Biodra jak Shakira, brzuch zresztą też. Piersi.. O takich do tej pory mogłam sobie tylko pomarzyć.. Trochę jak.. Beyoncé. Usta niczym Rihanna. Oczy jak Kim Kardashian tylko o jakieś 3 mm większe i niebieskie. Nos jak.. Avril Lavigne.. W sensie nie taki za duży, nie jakiś garbaty i wielki.. No ale z tyłkiem to już przesadziłam! Haha, w sensie nie taki jak Jennifer Lopez tylko jak Christiny Aguilery + do tego.. zajebiste nogi.. Jak Florence Welch (co najlepiej widać w teledysku do piosenki Drumming Song).
Cóż…
Nie wierzyłam w to, co widziałam i przez dłuższą chwilkę tak wpatrywałam się w swoje odbicie, szczypiąc się w każde miejsce na ciele, żeby tylko sprawdzić czy jest prawdziwe…
Odwróciłam się, żeby spojrzeć znowu na swoje nogi, tym razem z tyłu.. I co zobaczyłam obok łóżka na krześle? Zajebistą lustrzankę marki Canon, o dziwo fioletowo-czarną, wypasioną, jak sama nie wiem co.. Dodatkowe mega-obiektywy, jakieś różne lampy błyskowe.. Nie ogarniałam tego wzrokiem.
Na metalowej poręczy przykręconej do ściany miałam przygotowane ubrania. Dzięki Bogu, bo bym nie zdążyła. Była tam beżowa, koronkowa sukienka bez ramiączek, do kolan.. Bardzooo ładna. Plus do tego kilka srebrnych bransoletek ze złotymi i fioletowymi kokardeczkami, maleńkimi. Do tego buty.. Fioletowe, zamszowe z obcasami 10-centymetrowymi i czarnymi kokardkami z tyłu. Kolczyki to zwyczajne czarne kulki. Do tego wszystkiego beżowy kwiat we włosy i naszyjnik z napisem „One Less Lonely Girl”.. Chociaż nie wie.. Moment! Na półce miałam kartkę, albo raczej liścik. Szybko go przeczytałam.

„Przepraszam za to, co zrobiłam. Dziękuję, że wysłuchiwałaś mnie, kiedy mówiłam Ci o Bieberze i nie pieprzyłaś tak jak inni o sobie. Wręczam Ci ten wisiorek, bo kiedyś dostałam go od chłopaka. Tak, od Rick’a. Jako jedyna mnie wspierałaś po jego śmierci. Nie mogłabym już tego nosić. Dziękuję Ci za wszystko i mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.
Kocham Cię,
Twoja najlepsza przyjaciółka,
Jenny”

O jenyy.. Jej chłopak zmarł.. Dobra, tylko co ona zrobiła, że jestem na nią zła? Nieważne, i tak jej wybaczę. Ale chwilunia.. Nie mam teraz na to czasu!
Ubrałam się szybko, wyperfumowałam i nie zwracając zbytniej uwagi na moją zajebistą, bogatą hacjendę zbiegłam do garażu. Wsiadłam do auta. Umiałam prowadzić ^^. W schowku znalazłam kluczyki i prawko, z którego wynikało, że mam 20 lat :O A to coś noweeegooo... W sumie na tyle właśnie wyglądałam.
Ok., moja niezawodna nawigacja GPS zaprowadziła mnie na posesję Seleny. Automatyczna brama się otworzyła, ochroniarze mnie wpuścili. Zostawiłam auto pod drzewem na podjeździe i wbiegłam szybko po schodach. Nacisnęłam dzwonek. Otworzyła mi jej mama.
- Dzień dobry.
- No wreszcie pani jest, panno Mirage! Selenka jest na górze, ostatnie poprawki i możemy jechać do kościoła. Pani niech cały czas robi zdjęcia. Tylko porządne, bo chałtury nie zniesiemy.
- Nigdy nie odstawiam chałtury. Proszę się o to nie martwić.
Kiwnęła tylko głowę i wydęła usta. W końcu odchyliła drzwi i wpuściła mnie do środka.
- Proszę tu poczekać.
Stanęłam w holu i zaczęłam się rozglądać po całym ich domu. Wszędzie walały się białe balony, wstążki, kokardki, szampany, potłuczone kieliszki i jakieś.. męskie stringi -,- Hoho. Widzę, że ktoś tu nieźle zabalował na wieczorze panieńskim. No nic. To nie mój biznes.
Nie minęło pół godziny jak Selena zeszła na dół po schodach. Złapała za poręcz i się do mnie uśmiechnęła, przez co zrozumiałam, że oczekuje zrobienia zdjęcia. Więc zrobiłam.
- Ty jesteś Vergia Mirage? – zwróciła się do mnie i wyciągnęła rękę.
Podałam jej dłoń i lekko uścisnęłam.
- Tak, chociaż czasem mam wrażenie, że lepiej by do mnie pasowało nazwisko Dejà Vu. – Uśmiechnęłam się. – To ja mam robić zdjęcia na ślubie pani i..?
- Justina. Ale proszę nie mówić do mnie per ‘pani’, ponieważ czuję się wtedy trochę staro. Przejdźmy lepiej na ty.
- Dobrze. Nie ma sprawy. A.. Justina.. Biebera, tak? Przepraszam, że pytam, ale w ostatnim czasie byłam troszkę jakby nieobecna.
- Tak, Biebera. Zresztą pewnie o nim słyszałaś. Jak będę miała czas to was sobie przedstawię, po ceremonii w kościele.
- Uhm.
Trochę zaniemówiłam. Cały czas ją obserwowałam i mimo, że była trochę starsza nadal miała ten swój baby-face. Nic się nie zmieniła.

*

Wsiedliśmy do limuzyny i ruszyliśmy w stronę kościoła. Wszystko było już gotowe.
Usiadłam w ławce i patrzyłam cały czas na mężczyznę przy ołtarzu. Kiedy wszyscy spokojnie siedzieli zabrzmiały pierwsze nuty Marszu Mendelsona. Reszta gości spojrzała na Selenę, a ja nadal wpatrywałam się w twarz młodego, przystojnego faceta, jakim stał się Bieber. Byłam z niego dumna. Wydoroślał. Korzystniej wyglądał.. Umięśniony i wgl.. Na szczęście jego piękne usta i oczy się nic nie zmieniły. Widziałam w nich szczęście, gdy patrzył na młodą Gomez.
Selena uśmiechnięta doszła do ołtarza, a przyszły mąż odkrył jej welon. Uśmiechnęli się do siebie.
Nie przestawałam robić zdjęć.
Wszystko wyszło idealnie, złożyli sobie przysięgi i się pocałowali.
Udaliśmy się wszyscy do pałacyku, w którym miało się odbyć wesele. Zdjęcia zrobiłam wspaniałe.
Nadszedł czas na pierwszy taniec młodej pary, ale piosenkarka otruła się jakimś sokiem i ja musiałam ją zastąpić.
Obiecali, że polecę z playback’u, więc spoko. Zgodziłam się. Musiałam. Jednocześnie musiałam robić im zdjęcia. Dali mi mikrofon. Światła oświetliły tylko scenę i pusty parkiet. Młoda para stanęła na środku, wciąż nie odrywając od siebie wzroku. Ja weszłam po schodkach na scenę i ścisnęłam nerwowo mikrofon w dłoni. Zaczęła lecieć muzyka, ale tekstu nie było. Kurwa, musiałam śpiewać bez playback’u. Wszyscy na mnie spojrzeli. Goście odwrócili wzrok od młodej pary, która z początku stała i gapiła się na mnie. Wtedy chyba po raz pierwszy Justin odwrócił wzrok od Seleny i zerknął na mnie. Ale jakoś nie odrywał ode mnie wzroku, to znaczy.. Nie wyglądało na to, że zamierza. W końcu ruszyli w taniec. Delikatnie i starannie lecieli nad parkietem w tym tańcu. Każdy ich krok był dobrze przemyślany. Justin prowadził, ale jego oczy ciągle były zwrócone na mnie. Chyba mu się podobałam, jak większości widomych chłopaków, haha.
Piosenka się skończyła, puścili jakąś normalną muzykę, młoda para zeszła z parkietu i zaczęli tam tańczyć goście. Justin cmoknął Selenę w policzek i powolnym krokiem podszedł do mnie. Nalewałam sobie ponczu do szklanki i spojrzałam na niego, a on udawał, że mnie nie widzi. Zaśmiałam się z jego zachowania i wyciągnęłam się, wystawiając dłoń, żeby dosięgnąć po kawałek tortu. On szybko i niby nieuważanie złapał za moją dłoń i spojrzał na mnie znowu.
- Nieładnie, proszę pana.. – szepnęłam mu do ucha, bo stał tak blisko, że już bliżej się chyba nie dało.
- Ale co nieładnie? Panno..? – Cały czas patrzył mi w oczy.
- Lepiej, żeby pan nie znał mojego nazwiska.
Odsunęłam się od niego i w końcu założyłam sobie ten kawałek tortu na talerz.
- Nie powinien pan na własnym weselu zwracać uwagi na jakąś obcą kobietę.. – powiedziałam spokojnie i wgryzłam się w tort.
- Przecież to jeszcze nie zdrada.
- Jeszcze? – zdziwiłam się.
- Nie to miałem na myśli. Może nie będę oryginalny i wiele razy już to pani słyszała… Nie jest tajemnicą, że jest pani bardzo atrakcyjna… Wręcz przepiękna.. I naturalna.
- To, że nie zdążyłam się dzisiaj rano umalować nie znaczy, że zwykle tego nie robię.. Ale dziękuję, szczerze mówiąc pierwszy raz słyszę, że jestem atrakcyjna… Chociaż nie. Dziś rano usłyszałam to, kiedy spojrzałam w lusterko.
Uśmiechnęłam się niedbale, a Bieber zaczął się śmiać. Odwróciłam się i oparłam pupą o blat stołu. Wgryzłam się w ostatni kęs ciasta i odłożyłam talerz.
- Zabawna, utalentowana i nieziemsko atrakcyjna… Już żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej.
- Oh, też mi przykro.
Oparł się o stół tak jak ja i przysunął do mnie bliżej. Poczułam znów jego niezwykły zapach. Westchnęłam głośno, zaciągając się nim i spojrzałam na jego usta. Nie. Nie chciałam go pocałować.
- Mirage. Vergia Mirage.
Poczułam się jak Bond, po czym odeszłam i odwróciłam się do niego jedynie raz, żeby zrobić mu zdjęcie. 
Widząc jego zachwyconą minę i przygryźniętą dolną wargę, gapiące się na mój tyłek oczy.. uśmiechnęłam się. Wyszłam z pałacyku i wpadłam na Selenę, która obściskiwała się z jakimś facetem. Całowali się przy samym wejściu. Stałam jak wryta i nie mogłam nic z siebie wydusić. Oni szybko się opanowali i Gomez spojrzała na mnie ze strachem w oczach.
- Nie mów nikomu. Proszę cię.. Błagam.
Wytarła usta i omijając mnie wróciła na salę.
- Jestem David.
Mężczyzna wyciągnął do mnie rękę, ale ja ją odepchnęłam i weszłam do środka. Byłam zszokowana i jednocześnie oszołomiona. Obserwowałam Selenę, która zakłopotana piła alkohol w kącie. Nagle jakiś mały chłopiec, dosłownie kilkuletni, do mnie podszedł. Złapał mnie za rękę.
- Zatańczy pani ze mną? – spytał słodkim głosem i się do mnie uśmiechnął. Na chwilę zapomniałam o tym, co zobaczyłam i weszłam z chłopczykiem na parkiet. Leciało Miley Cyrus – Who Owns My Heart. Światła latały po całym pałacyku. Znałam dobrze tekst piosenki, więc go śpiewałam, nie zagłuszając tych maga głośnych głośników. Utwór się skończył, mały mi podziękował za taniec i powiedział, że „jestem ładniejsza nawet od jego mamusi”. Podeszłam do stołu i wzięłam sobie kieliszek szampana. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu . Odwróciłam się i zobaczyłam Selenę.
- Musimy pogadać.
*

- Co? No chyba nie..
- No tak. To wszystko jest ustawione dla komercji. Żeby dalej móc robić to, co kochamy musimy udawać, że jesteśmy razem. Ksiądz był nieuprawniony, więc ślub jest nieważny.
Zrobiłam duże oczy. W sumie gdyby nie to, że dla komerchy okłamywali wszystkich wokół, to taki układ mi pasował… Justin był wolny. Mógł spokojnie mnie podrywać i śledzić wzrokiem. Co nie zmienia faktu, że to chore.

*

Podeszłam do niego, kiedy leciało Rihanna – You Da One. Wszyscy już byli mokrzy, bo musieliśmy znieść nową tradycję, nakazującą młodej parze oblać wszystkich gości ponczem. Taaak… Justin chyba specjalnie mnie pierwszą oblał od stóp do głów. No bo wiadomo ^^.. Co mokre, to seksowniejsze.. Haha. Wyjątkiem oczywiście jest Shakira, która nie tapla się w wodzie, tylko w błocie. Mniejsza o to. Zbliżyłam się do niego, kiedy nakładał sobie kawałek tortu i dotknęłam jego dłoni.
- O przepraszam..
Odwrócił się do mnie i zaczęliśmy się śmiać. Palcem subtelnie ubrudził mi nos tortem.
- No jasne. Ha, ha. Bardzo śmieszne. Może jeszcze pozwolimy komuś to zlizać? Hm?
- Ja chętnie – zaśmiał się, a ja starłam to z nosa chusteczką.
- Wiesz.. Bardzo ładnie ci w tych mokrych włosach..
- Jasne, jasne. To ciekawe czemu przez jakieś 45 minut gapił się pan na mój tyłek i cycki, panie dewiancie..
Uśmiechnął się i lekko zarumienił (czyt. jagódki mu pokraśniały.)
- No nic nie poradzę, że mam taką chcicę na ciebie i że mnie tak niesamowicie pociągasz – szepnął i przyciągnął mnie do siebie jedną ręką.
- Bieber, przypominam ci, że to Selena jest pańską żoną.
- Tylko oficjalnie.
- No wiem, ale tylko my o tym wiemy, prawda? Plus wasze wytwórnie. Więc nawet jakby pan chciał czegoś ze mną spróbować to i tak pan nie może. Zresztą.. – zaśmiałam się. – To za wysokie progi na twoje nogi.
- Ale możemy spróbować. Czemu nie? Tak po kryjomu…
- Yyy… Proszę pana, ale nikt nie powiedział, że ja się na coś takiego zgodzę. I nikt nie powiedział, że pragnę pana tak, jak pan mnie.
- Dam ci czas na zastanowienie, ale teraz.. Jesteś mi winna ten jeden jedyny taniec.
- Kto powiedział, że jestem panu coś winna?
Wzięłam swoją szklankę ze Sprite’m i zaczęłam wsysać napój przez słomkę, trzymając ją palcami. Patrzyłam Justinowi w oczy i się uśmiechnęłam. Odłożyłam szklankę, złapał mnie za rękę i pociągnął na parkiet. Muzyka The Kooks – Young Folks. Szalony Taniec. Wywijanie mokrymi włosami. Ciemność. Mnóstwo kolorowych, migających świateł. Tyle.