piątek, 30 grudnia 2011

The 4th Chapter

Byłam już trzeźwa i nagle wyskoczyłam z łóżka jakbym się jarała: 
- Justin, Justin… - chciałam go obudzić, ale mi chyba coś nie wyszło – JUSTIN! - tym razem zadziałało.
- Matko Boska! Co się dzieje? Hitler jedzie?
- Nie, nie jedzie. Wszystko ok, ale powiedz mi, że się dzisiaj z tobą nie przespałam.
- Yyyy, nie wiem, nic nie pamiętam. Ale się wczoraj najebaliśmy. Przepraszam Cię, nigdy tego wcześniej nie próbowałem.
- Świetnie, mam 14 lat, jarałam już trawę, przespałam się z chłopakiem, no nieźle, chyba teraz wiem, dlaczego to Betty uważają za lepszą.
- Przestań tak o sobie mówić. To wszystko przeze mnie. Poza tym nie przespałaś się ze mną, tylko kochałaś. 
- To wcale nie jest śmieszne! Przecież jak ja zajdę w ciążę to rodzice mnie wypierdolą z domu. I gdzie ja się podzieję?
- A może wcale nic nie zaszło? Kurwa, jak mnie boli głowa. Muszę iść po wodę do kuchni.. – już chciał wstać, kiedy krzyknęłam.
- Nie waż się wychodzić! Najpierw zobacz pod kołdrę, czy rzeczywiście nic nie zaszło…
- Skoro tego chcesz.. Cóż mogę powiedzieć.. Stanął mi.
- WTF?! No to pięknie, czyli jednak …
- Ćśś.. Żartowałem. Ubrany jestem. - i wyszedł w samych slipkach.
- To jest ubranie?! No to fajnie. Słuchaj może przeszedłbyś się po test ciążowy? Wolę być pewna, wiesz nigdy nic nie wiadomo.. 
- Oj dobra, dobra zaraz się ubiorę i pójdę. Nie martw się – powiedział i chciał mnie przytulić kiedy się od niego oddaliłam.
- Nie będziesz mnie przytulać jak jesteś prawie nagi, tak samo jak ja (byłam przykryta kołdrą)
- No to jeszcze lepiej… Zdejmij tą kołdrę z siebie, przecież się nic nie stanie… 
- Nie ma mowy! Zapierdzielaj po ten test, tylko wiesz, nikomu ani słowa, nawet mojemu bratu. 


















W końcu uległ i poszedł. Mnie też strasznie bolała głowa po wczorajszym. Jedyne co pamiętam to to, że modliliśmy się, tylko nie wiem o co i po jaką cholerę. W sumie to dobrze, że jesteśmy religijni, ale i tak chyba nie będę miała odwagi iść do spowiedzi i powiedzieć księdzu, że w wieku 14 lat uprawiałam seks z najpopularniejszym chłopakiem na świecie i brałam trawę z RedBullem. No po prostu zajebiście. Nie minęło 10 minut jak Biebs był z powrotem. Chyba dobrze mu zrobił ten spacer, bo był już zupełnie świeży, gorzej ze mną. Kupił tych testów chyba z 20… oczywiście najlepszych, a plebsowi dziękujemy. Bałam się strasznie, Justin poszedł ze mną do toalety. Ja nawet nie wiedziałam, jak to obsługiwać, więc mój opiekuńczy chłopak przeczytał instrukcję. Okazało się, że trzeba na to nasikać, to przytuliłam go z całej siły i powiedziałam, żeby na chwilkę wyszedł. Przecież nie będzie patrzył jak sikam, co nie? Zużyłam wszystkie 20, żeby być pewną, nie na 100, ale na 1000%. Jak się okazało, że na żadnym nie ma dwóch kresek myślałam, że się maksymalnie podniecę. Po prostu wyskoczyłam z łazienki, o mało nie uderzając w czoło mojego ukochanego. Jak mu powiedziałam, to zaniósł mnie na rękach do mojego pokoju i położył na łóżku. Teraz to nawet się cieszyłam, że to z nim zrobiłam, mimo iż nie było to do końca wiadome. Zaczęliśmy się całować, kiedy do mojego pokoju przyszła… Moja siostra Betty. Myślałam, że ją zagryzę. Po prostu za każdym razem nam ktoś przeszkadza, nie byłoby tak źle, gdyby to był mój brat, ale to była ta głupia suka. Moja siostra. Wyglądała teraz identycznie jak ja. Znowu miała ciemne włosy, nie była już tą tipsiarą co wczoraj. Wszystko miała identyczne. Jedyne co poznałam to głos. Nagle powiedziała:
- Justin, jak mogłeś mnie zdradzić z tą tipsiarą. Już nawet nie poznajesz własnej dziewczyny? Nie posądzałabym Cię o takie coś... Jeszcze z moją siostrą… Z nami koniec. Tak bardzo Cię kochałam… Czekałam na Ciebie, żebyś mi przyniósł testy, a ty co? Już wykorzystujesz moją siostrę.
Już miał się tłumaczyć z tego co zrobił gdyby nie to, że zobaczył na mojej szyi wisiorek. Pomyśleć, że kolejny raz mogłam go stracić. 
 - Wiesz co Betty, prawie Ci uwierzyłem gdyby nie to, że Vergia ma na szyi wisiorek ode mnie, którego nigdy nie zdejmuje… 
Ta wybiegła i się poryczała, a wszystkiemu przyglądał się mój brat. 
- Nie no nie spodziewałem się tego po niej. Wszystko się wyda, rodzice się dowiedzą… Nie martwcie się – mrugnął okiem i wyszedł.
- Dziękuję, że Cię nie zwiodła.
- Proszę bardzo, wiedziałem, że to ona – powiedział, a my kontynuowaliśmy, to co wcześniej zaczęliśmy…
Siedziałam na kolanach Justina. Zaczął mi całować szyję. Przerwałam mu.
- Wiesz… Dziwnie tak jak ktoś co chwilę wchodzi. Idź zamknij drzwi na klucz.
Poszedł zamknąć. Mieszkam na poddaszu. Otworzył okno, żeby nie było za gorąco. Wskoczył na łóżko. Dziwnie się czułam, więc za wszelką cenę próbowałam coś wymyślić, żeby to przerwać. Wstałam z łóżka.
- Co się dzieje? Czemu odchodzisz? Zrobiłem coś nie tak?
- Nie o to chodzi. Wiesz… Po prostu obiecałam sobie, że stracę dziewictwo dopiero po ślubie…
- Rozumiem. Ja też. Ale wiesz… Chcę to zrobić z tobą, a zanim się ożenię to… No sam nie wiem.
- Racja. Ale to mnie przerasta. Nie chcę być taka łatwa i tania.
- Mam ci kupić obrożę z diamentów? - zaczął się słodko uśmiechać.
- Nie udał ci się ten żart. Nie jestem w nastroju. Ale uśmiech zostaw.
Podeszłam do niego w tej kołdrze i położyłam się koło niego na łóżku. Czułam się tak bezpiecznie, gdy mnie przytulił.
- Ale na pewno tego nie zrobiliśmy? – spytałam znowu.
- Nie przejmuj się tym. Nawet jeśli to co? Nic nie pamiętamy i nikt nikomu nic nie powie i nie jesteś w ciąży, a mój penis chociaż się nacieszył… - znowu zaczął się śmiać głupek :D
- To ja idę się myć i ubiorę się w końcu.
Zaczął ciągnąć kołdrę, którą się owinęłam.
- Justin! Przestań!
- Skarbie, nie przeżywaj tego tak. Może ty nie chcesz mnie.. Może lecisz tylko na moją kasę…
Zapalając światło od łazienki powiedziałam:
- Już debatowaliśmy na ten temat. Ja po prostu nie chcę cię tak łatwo stracić..
I zamknęłam drzwi od łazienki. Spojrzałam w lustro mówiąc do siebie: Nie przeżywaj tego kurwa. Do niczego nie doszło. Zaczęłam się myć, gdy przypomniałam sobie, że mam okres. Wyjrzałam zza drzwi od łazienki mówiąc:
- Justin! Ale tak dla pewności zajrzyj do gaci czy tam gdzieś nie masz krwi.
- Nie przesadzaj.. Poczułbym chyba, że mi ryba pływa…
Ten z tymi rymami. Z drugiej strony.. Skoro mam okres nie mogłam zajść w ciążę. Może jednak do czegoś doszło… Nieważne.. Byłam jakaś przygnębiona, a przecież nie miałam powodu. Byłam z najlepszym chłopakiem, którego mogłam sobie wymarzyć. Całowałam się z nim, kochałam się z nim, wiele razy udowadniał, że mu na mnie zależy. Ale ja mam 14 lat, to dla mnie za szybko. W ciągu 12 dni zmieniło się całe moje życie. Rodzice zaczęli mnie lepiej traktować, stałam się bardziej dorosła, a jednak czułam się jakąś taką tanią dziwką. Przypomniałam sobie, jak moja mam tak o mnie powiedziała. To było przykre. Z moich rozmyślań wywiódł mnie Justin mówiąc:
- Verguś, wychodź z tej łazienki, siedzisz tam już z pół godziny, już za Tobą tęsknię… Chodź do mnie…
Wyszłam niezadowolona i powiedziałam:
- Justin… posłuchaj mnie… pamiętasz, jak w pierwszy dzień naszej znajomości położyłeś rękę na moje kolano?
- Tak, pamiętam.
- Potem pocałowaliśmy się po raz pierwszy, a potem jakoś leciało… Ja się z tym, no wiesz… źle czuję, po prostu ja mam 14 lat, ty 17 i inaczej na to wszystko patrzysz.. Nie chcę, żebyś się zniechęcił, ale wiesz ja jestem jeszcze chyba zbyt młoda, żeby… Nie mam nic przeciw temu żebyśmy się przytulali, całowali, nawet na łóżku, ale na seks dla mnie jest jeszcze za wcześnie… Mimo, że jak byliśmy najarani, czego też nie powinnam robić, to chyba to zrobiliśmy, ale nie byłam tego świadoma, ale na trzeźwo nie chce jeszcze tego robić.
Rozpłakałam się i wybiegłam z domu. Just pobiegł za mną, prawie od razu mnie dogonił. 
- Ćśśś… Chodź do mnie. Niczym się nie przejmuj, przecież ja nie kocham Cię tylko dlatego, że chcę żebyś się ze mną pierdoliła, czy coś. Zrobimy to dopiero wtedy, kiedy będziesz gotowa. Poza tym to, że ja jestem starszy, to nic nie znaczy. Wiedz, że dla mnie jesteś najpiękniejsza i najbardziej idealna, jaką mogłem sobie wymarzyć. Nigdy Cię nie opuszczę, a co do seksu, to jest to najmniej ważne.
- Przepraszam, że jestem jakaś taka niezdecydowana, ale to nie moja wina. Ostatnio trochę przegięliśmy, nie uważasz? 
Nic już nie powiedział, tylko mnie przytulił i pocałował w głowę. Zaczął padać deszcz.
Byłam cała mokra. Nie zauważyliśmy nawet tego, że Justin wybiegł z domu tylko w spodniach, a ja tylko w majtkach, podkoszulku i kapciuszkach z króliczkami. Mieliśmy duże szczęście, że nikt nie widział. Weszliśmy do domu. Justin zaczął trząść głową żeby trochę wysuszyć włosy od deszczu. Zrobiłam to samo. Zaczęliśmy się śmiać i śpiewać Whip My Hair. Śmiesznie to wyglądało. Jak skończyliśmy Justin mnie wziął na ręce i zaniósł do pokoju. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zapomniałam się ubrać i poszłam otworzyć. Za drzwiami stała telewizja.







czwartek, 10 listopada 2011

The Third Chapter

Weszliśmy razem do środka. Justin szedł za mną. Rodzice wstali. Tato do mnie podszedł, podniósł rękę i chciał mnie walnąć z liścia za to co zrobiłam, ale w ostatniej chwili Justin złapał mocno jego rękę i spojrzał mu w oczy. Powiedział:
- To pańska córka. Powinien pan ją traktować z szacunkiem. Czemu nią tak pomiatacie?
Tato wyrwał swoją rękę z dłoni Biebera i zaczął pocierać swój nadgarstek. Justin chyba rzeczywiście go mocno ścisnął. Ojciec wyszedł. Justin poszedł za nim. Słyszałam jak mówił: "Proszę jej nie ignorować. Ona zasługuje na więcej." Wtedy drzwi od tarasu się zamknęły. Stałam ja. Stała moja mama. Patrzyłam na owoce leżące na stole. Jakieś 10 minut była taka cisza. Wtedy szybko ktoś otworzył drzwi od tarasu. Justin z tatą weszli do pokoju gościnnego, w którym ja wraz z mamą stałam. Ojciec spojrzał na mnie. Zaczęłam się bać. Pokazał na Justina i powiedział do matki: DOBRY JEST! Byłam zdziwiona. Justin do mnie podszedł. Stanął za mną. Objął mnie od tyłu. Złapał za biodra i położył głowę na moim ramieniu. To samo zrobił tato z mamą. Byłam zaskoczona. Usłyszeliśmy:
- Mamo, wróciłem! – to był Jesse. – O! Co tu się dzieje? Dawno nie widziałem was w takim nastroju. WOW! Siostra, masz chłopaka? Czekaj, czekaj. Czy to Justin Bieber?
- Tak. Jakoś tak wyszło. No wiesz.. – rzekłam.
Podszedł do Justina. Przywitali się jak kumple. Poprosił rodziców o to, żeby mógł urządzić swoją imprezę urodzinową w domu i zaprosić kilkuset znajomych. Zgodzili się. Moje urodziny mają być za tydzień, a Jesse’iego za dwa tygodnie. O dziwo, rodzice pozwolili Justinowi u mnie przenocować. Była 22:46 jak wszyscy już spali. Ja z Justinem po cichu poszłam na dach. Uwielbiamy tam przebywać. Nie odzywaliśmy się. Patrzyliśmy się na siebie, uśmiechając. Justin na chwilę wyszedł i zaraz wrócił z gitarą.
- Zaśpiewać ci coś?
Nie musiałam odpowiadać. Wystarczyło, że zamknęłam oczy i oparłam swoją głowę o jego ramię. Zaczął śpiewać Favourite Girl, ale w pewnym momencie przestał. Zaczął śpiewać co mu ślina na język przyniesie. Tak powstał kawałek Next 2 you, który potem wykonał z Chrisem Brownem. Gdy skończył śpiewać na niebie pojawił się jakiś samolot. Napisał na niebie: "Moje serce przy tobie płonie szczerym ogniem miłości." Jarałam się tym napisem, podczas gdy on uśmiechał się, obserwując mnie. W pewnym momencie powiedział:
- Zawsze chciałem mieć taką dziewczynę jak ty. Chciałem żeby miała usta w kształcie serca, duże, błękitne jak morska fala oczy i piękny, szczery uśmiech. Jesteś..
- Też cię kocham.
Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że zrobię coś takiego jak to co zrobiłam. Delikatnie dotknęłam jego twarzy, potem rozczochrałam mu włosy i rzuciłam się na niego. Położył rękę na moich plecach. Rozczochrał mi włosy i położyliśmy się na tych zimnych dachówkach. A ja nadal go namiętnie całowałam. W pewnym momencie usłyszałam jak coś głośno walnęło na ogródku. Przestaliśmy. Zeszliśmy na dół. Mama, tato i Jesse też wyszli na ogródek. Domyślałam się kto tak hałasuje o tej porze. To moja wredna i zarozumiała siostra bliźniaczka Betty. Żuła gumę, miała na sobie przeciwsłoneczne okulary, wielki słomiany kapelusz, krótkie dżinsowe spodenki, różową bluzkę bez rękawów, czarne buty na obcasach, niosła różową torebkę, a i co nas różni to jeszcze to, że ona przefarbowała włosy na blond, a ja od urodzenia jestem szatynką. Tak tam staliśmy dopóki ona nie powiedziała:
- No co tak stoicie? Wnieście mi to. O! Justin, no hej kotku.
Potem zrobiła taki gest jaki często robią plastiki, witając się. Chodzi mi o takie udawane pocałunki w policzki.. Wiadomo o co chodzi. Ona w ogóle się nie przejęła tym, że to Justin Bieber. O nic nie pytała. To ona zawsze się uważała za najlepszą. Wcale taka nie jest. Po prostu się za taką uważa. Ona myśli, że Justin może jej buty czyścić, a Beyonce mogłaby jej drinki robić. Taka tam siostra.. Bieber stał, robiąc głupią minę i dziwiąc się zachowaniem Betty.
- Kto to niby jest? Twoja gorsza kopia? – spytał.
- Zabawne. Wszyscy mówią, że to ja jestem jej gorszą kopią. To moja siostra bliźniaczka Betty. Wiesz co… Chodź do pokoju gościnnego. Nie zwracajmy na nich uwagi. Obejrzyjmy coś.
Rodzice rozpakowywali moją siostrę. Jesse poszedł do swojej dziewczyny, Betty poszła spać, a ja z Justinem siedziałam na kanapie. Oglądaliśmy Family Guy’a. Kocham ten serial. Najbardziej mnie śmieszy Stewie i te głupie teksty, mówi jak stary facet i zachowuje się jak dziecko. No w końcu jest dzieckiem, może niezbyt normalnym, ale dzieckiem. Nie ważne. Serial się skończył, a my tak siedzieliśmy. Trochę nam zaschło w gardle, więc poprosiłam Justina, żeby poszedł do lodówki po coś do picia. Gorąco było. Przyniósł 4 RedBulle.

- Zwariowałeś? – spytałam.
- Nie. No co ty? Nie pijesz? – spytał.
- Nie ważne. Ale to mojego brata. Tak wgl to po co ci aż 4?
- 2 dla mnie, 2 dla ciebie. Jeden RedBull nie ugasi mi pragnienia. Poza tym łatwiej nam będzie rozmawiać.
I tak wypiliśmy po 2 RedBulle. Justin jednak nie był gotowy żeby zacząć mi się zwierzać, więc wypił ich w sumie 8. Nawet nie wiedziałam, że mamy takie zapasy.
- Moje dzieciństwo przypominało młode lata Olivera Twista – zaczął opowiadać. - Mieszkaliśmy z mamą w piwnicy jakiegoś domu. Było brudno. Wszędzie rozstawialiśmy łapki na myszy, bo nie brakowało ich w naszym mieszkaniu. Nie miałem prawdziwego łóżka, spałem na rozkładanej kanapie. W lodówce zawsze było pusto, nie licząc mielonki na kanapki do szkoły i makaronu z serem. Wiesz co.. nie będę cię przygnębia…. Właściwie gdzie ty jesteś? – tym pytaniem mnie powalił.
- Siedzę przed tobą. Nie widzisz mnie?
- Chyba nie powinienem dosypywać sobie tego czegoś do Red Bulla. Najarałem się jak nigdy. I tak ciężko mi mówić o przeszłości. To nie było dzieciństwo.
- Ale naprawdę mnie nie widzisz? Tutaj jestem.
- Nie wiem gdzie siedzisz, ale jesteś tu, w moim sercu, od zawsze, na zawsze. Póki śmierć nas nie rozłączy.
- Amen.
Dziwnie to wyglądało jak po tylu puszkach Red Bulla zaczęliśmy się modlić. Ale cóż.. W końcu to nie był sam Red Bull.
Na drugi dzień obudziliśmy się w jednym łóżku w mojej sypialni.

piątek, 28 października 2011

The Second Chapter

OCZAMI VERGII:
Następnego ranka obudziłam się wtulona w ciepłe ramiona Justina. Patrzyłam się jak śpi. 
- Jaki on jest boski – pomyślałam. - I pomyśleć, że jestem taką szczęściarą, że go mam.
Po dłuższej chwili otworzył zaspane oczy i szczerze się uśmiechnął. Przez cały czas przytulaliśmy się i patrzyliśmy na siebie.
- Hej, wyspałaś się? Nawet nie wiesz, jaki ja jestem szczęśliwy. BOŻE! JAKI JA JESTEM SZCZĘŚLIWYYY!!! – Wykrzyczał.
- Hej, przestań. Sąsiedzi śpią – szeptem powiedziałam.
Nie wiedziałam, czy to jest odpowiednia chwila, ale bardzo chciałam go pocałować. To byłby mój pierwszy raz, ale z najbardziej właściwą osobą na świecie. Wahałam się, bo nie chciałam, żeby się obraził czy coś. Jednak myślałam, że to odpowiedni moment. 
- Justin?
- Yeah?
- Nie obrazisz się na mnie jeśli coś zrobię? 
- A co? 
Strasznie się bałam, ale bardzo tego chciałam. Pomyślałam: raz kozie śmierć. Przysunęłam się powoli do niego i już prawie dotknęłam jego warg, kiedy odsunął się i spytał:
 - Yyyy, co robisz?
- Próbowałam Cię pocałować, ale mi się nie udało – serce mi waliło jak nigdy – Nie chcesz?
- Oczywiście, że chce, ale nie chciałem na ciebie naciskać…
- Nie naciskasz, to jak?
Nic już nie powiedział tylko popatrzył mi w oczy, przysunął się i pocałował. Na początku bardzo delikatnie i subtelnie, ale potem zaczęło się bardziej namiętnie. Cieszyliśmy się chwilą. Zanim zdążyłam się dobrze wczuć w chwilę i przeżyć ten pierwszy pocałunek usłyszałam głośny krzyk: Vergia! Dziecko! Wróciliśmy! Gdzie jesteś, kochanie? - To była moja mama. – Boże, dziecko. Na dachu siedzisz? Nie ruszaj się. Już tam idę.
Powiedziałam Justinowi żeby przeszedł na drugą stronę dachu zanim moja mama tu przyjdzie. Gdy tak przechodził coś zauważyłam.
- Boże! Justin! Ty krwawisz. Co ci się stało?
- To teraz nieważne. Muszę się schować.
Moja mama przyszła, a Justin już się schował.
- Dziecko drogie! Co ty tu robisz? Czemu tu weszłaś? My z ojcem już wróciliśmy. Chodź. Po drodze zahaczyliśmy o Tesco i kupiliśmy truskawki.
- Tak, mamo bardzo się cieszę. A mogłabyś mi te truskawki zalać śmietaną i cukrem posypać.. Proszę. A ja tu zamknę drzwi od strychu.
- Dobrze, kochanie. Tylko nie wychodź.
Mama poszła, a ja głośno pomyślałam: Było tak pięknie. Czemu musieliśmy to przerwać, czemu akurat teraz wrócili? Tak, jasne mamusiu, nie wyjdę.. Już to widzę. Więc wyszłam. Próbowałam się wdrapać na górę jednak noga mi się poślizgnęła. Justin chyba usłyszał, bo wystawił głowę i przeszedł do mnie na moją stronę dachu. Złapał moją dłoń. Poczułam się lekka jak piórko niesione przez wiatr. Znowu byłam w niebie. Wciągnął mnie na dach i spytał:
 - Czemu jesteś taka lekka? Ty coś w ogóle jesz?
 - Jestem niesiona na skrzydłach miłości.
 Ciągle zdawałam sobie sprawę z siły tego uczucia. Musiałam jakoś przedrzeć się przez korytarz, dotrzeć do pokoju i opatrzyć Justina. To nie było takie proste jak mi się wydawało. Rodzice krzątali się po całym domu i krzyczeli, że nie posprzątaliśmy w domu, tylko się leniliśmy. Ja w ogóle nie wiem, gdzie ten dupek Jesse się podziewał, to że za dwa tygodnie kończy 18 lat, to nie znaczy, że może sobie mnie zostawiać samą na noc! Nie no co za debil, co to jakaś korupcja jest czy jak?! Nie no może przesadziłam, ale... Nieważne hoho. Nie będę się na niego złościć, bo jestem za bardzo szczęśliwa. Odwróciłam się do Justina i znowu zapatrzyłam się w jego piękne, czekoladowe oczy. One są dla mnie za bardzo podniecające. Muszę się otrząsnąć. A żeby to zrobić, musiałam go choć cmoknąć. Nie wahając się zrobiłam to i prześlizgnęliśmy się do mojego pokoju. Zobaczyłam jego coraz większą, czerwoną plamę na jego brzuchu. Podniosłam mu koszulkę (bez skojarzeń), żeby zobaczyć, co mu jest. Strasznie krwawił, nie wiedziałam, jak go opatrzyć, bo potrzebne były chyba szwy. Zamówiłam więc taksówkę i pojechaliśmy do szpitala. Narobiliśmy trochę szumu i prasa się zjechała. Zaczęli zadawać głupie pytania typu: To przez nią tak płakałeś na koncercie? Czy zamierzasz spędzić z nią resztę życia? Jak ona ma na imię? I wiele, wiele innych. Miałam już tego dość, ale nie okazywałam tego przy nim, bo wiedziałam, jak bardzo mu zależy na mojej obecności. Po kilku godzinach spędzonych w szpitalu rodzice zaczęli do mnie wydzwaniać i pytali, gdzie ja do cholery jestem. Powiedziałam, że wszystko w porządku i że niedługo będę w domu, i żeby się nie martwili.
- Rodzice dzwonili, prawda? Idź do domu, na pewno się o Ciebie martwią – powiedział Just z troską.
- No co ty, nie zostawię Cię tutaj samego. 
- Proszę cię, idź, nie chcę żebyś miała przeze mnie kłopoty. 
- Jesteś pewien?
- W zupełności, zadzwonię, jak będzie coś wiadomo.
- Dobra, to ja lecę, ale nie zapomnij zadzwonić, martwię się o ciebie, nie wiem co bym zrobiła, gdyby coś ci się stało.
Pocałowałam go delikatnie w usta i pojechałam do domu. Wiedziałam, że szykuje się awantura, więc przed wejściem zadzwoniłam do Jesse’iego i wszystko mu powiedziałam. Powiedział, że za mną stanie. Kochany braciszek J - pomyślałam i poczekałam na niego na zewnątrz. Rodzice byli w domu, więc wolałam nie wchodzić do środka dopóki Jesse nie przyjedzie. Jest! W końcu przyjechał. Weszliśmy razem do domu. Ojciec stał w progu i świdrował mnie wzrokiem. Mama rzekła:
- Co się z tobą dzieje? Dziewczyno, śpisz na dachu. Jeździsz gdzieś na cały dzień, na ścianie twojej siostry jest jakaś krew. Ja rozumiem, że jak jej nie ma to sprawdzasz co ma w pokoju, ale żeby od razu zostawiać jej na ścianie okres.. No wiesz…
- Ale to nie ona.- powiedział Jesse.
- Synu? Czy chcesz nam coś powiedzieć? Masz okres?
- Nie, matulu. Ja tylko chcę powiedzieć, że to farba. Betty przed wyjazdem prosiła nas  żebyśmy jej przemalowali pokój, ale coś nam nie wyszło. Vergia to zaraz zmyje - syn matki to powiedział.
- No dobrze. W takim razie w nocy oboje malowaliście ściany... – mama
- Tak. Potem chciałam przewietrzyć dom i otworzyłam okno na strychu. Jesse w tym czasie sprzątał farby.
- No dobrze. Jesse idź skosić trawnik.- powiedziała mama. - O nie, młoda panno. Ty zostajesz! Siadaj na dupie na tej kanapie i wytłumacz mi to!
Wtedy rzuciła mi na kolana gazetę. Coś w stylu SuperExpress tylko amerykański. Na okładce było moje zdjęcie, na drugiej stronie ja z Bieberem. Pisali o tym, że ja z nim jestem. A wgl to napisali, że mam z nim trójkę dzieci i że żądam alimentów. Mój tato powiedział:
- Nie tak  cię wychowaliśmy. Co to za chłopiec? Jak mogłaś nam to zrobić. Trójka wnuków. Masz dopiero 14 lat. A twoje dzieci ile mają?
- Tato! Nie mam żadnych dzieci. Dajcie mi spokój. Od kiedy wy takie chłamy czytacie. To wszystko to nieprawda.
- A może to twoja siostra? Nie, Betty to dobre dziecko. – powiedziała mama.
- Znowu to samo. Jak zwykle. Betty to, Betty tamto. Betty - nasze kochane dziecko, Betty – córka o jakiej marzyliśmy. Zawsze Betty była najlepsza. Ja się nigdy nie liczyłam. Dlaczego?
Zaczęłam płakać. Wybiegłam z domu. Deszcz zaczął padać. Byłam cała mokra. Szłam powoli chodnikiem. Łez już nie było widać. Nie czułam smutku ani żalu, bo myślałam o Justinie, o tym jak mnie pocałował. Nawet się dobrze nie wczułam w ten temat jak zobaczyłam go idącego jakieś 200 m przede mną. Szedł w moją stronę, zwijał się z bólu i był cały mokry. Pobiegłam do niego.
- Justin! Oszalałeś?
- Może oszalałem, ale to szaleństwo z miłości. Coś o czym się nie myśli. To się czuje. Kocham cię, ślicznotko!
I upadł. Deszcz wciąż padał, a ja klęczałam na ziemi nad Justinem. Przejeżdżała jezdnią dziewczyna mojego brata. Zawsze się lubiłyśmy. Pomogła mi zawieźć Justina do szpitala. Znalazłam jego lekarza.
- Jak pan mógł go wypuścić w takim stanie?
- Ale nalegał. Poza tym to nic groźnego. Nie musi leżeć w szpitalu jak jakaś kaleka.
- Nie widzi pan w jakim jest stanie?
- Ale on tylko stracił przytomność. Najprawdopodobniej doznał czegoś tak mocno, że to było silniejsze od niego.
- Miłość – znowu głośno myślałam.
- Coś mówiłaś? – spytał lekarz.
- Nie – odpowiedziałam – Proszę kontynuować tę myśl.
- Połóżmy go na ziemi. Ja mu podniosę nogi, a ty klęknij obok jego głowy i machaj mu tym zeszytem przed twarzą. Czekajmy aż się obudzi. Jestem pewien, że chce abyś to ty była pierwszą osobą jaką zobaczy po przebudzeniu.
Machałam tym zeszytem już jakieś 7 minut, ale się nie budził. Tak słodko i spokojnie wyglądał. Myślałam, że już nigdy się nie obudzi. Te 7 minut było dla mnie jak 7 lat. Łza mi popłynęła po policzku. Spłynęła na jego sine usta i rozlała się po nich. Justin otworzył oczy. Spojrzał na mnie. Złapał mnie z tyłu szyi i przychylił moje wargi do jego warg. Nasze usta znowu się zetknęły. Tym razem jakoś tak inaczej. Czułam smak mojej łzy i słodki smak jego ust. Nie mam pojęcia co on czuł, ale ja czułam magię, magiczne zaklęcie, które otaczało mnie ze wszystkich stron. Nie słyszałam nawet wołających lekarzy, pielęgniarek ani pacjentów. To wszystko tak długo trwało, że jak puścił moje włosy i opuścił powoli swoje wargi, jak powoli zaczęłam odchylać swoje ciężkie powieki to wtedy poczułam się dziwacznie. Tak po prostu dziwacznie.
Nie wiem dlaczego, może to dlatego, że byliśmy w szpitalu i byli wokół nas lekarze, paparazzi i inni, nieznani mi ludzie. Najgorsze było to, że nazajutrz na pewno znajdzie się to w gazecie, a wtedy będę miała wielką lipę. Już się boję, ale tym razem nie poproszę o pomoc brata. To byłoby wykorzystanie emocjonalne, albo coś takiego. Nie myśląc już o tym później posiedziałam z nim jeszcze chwilę i poszłam na długi spacer. Jak dla mnie za dużo przeżyć na jeden dzień. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, ale nie miałam najmniejszej ochoty wracać do domu i wysłuchiwać pretensje rodziców. Poza tym, dlaczego oni ciągle czegoś ode mnie chcą? W końcu dopiero zaczęły się wakacje, chyba mogę trochę później wracać, nie jestem już dzieckiem do jasnej cholery! Hmmm, może jednak, żeby choć na razie mieć ich z głowy to zadzwonię do Jesse’iego, poproszę go, żeby powiedział, ze byliśmy razem na spacerze, musieliśmy ułożyć kilka spraw … Jakoś mu się kiedyś odwdzięczę. Dobra koniec z moimi myślami. Szłam sobie powoli, kiedy zobaczyłam mojego rok starszego kuzyna. Dawno go nie widziałam, więc się przytuliliśmy. W tej chwili zauważyłam robiącego paparazzi. Co on mnie kur** śledzi?! Przecież jak Justin to zobaczy, to sobie pomyśli, że… O ja pierdziele. I co ja mam teraz zrobić? Pobiegłam szybko za nim, ale oczywiście znając moje szczęście… nie zdążyłam oczywiście, bo odjechał czarnym mercedesem. Muszę do niego zadzwonić. Albo nie, udam, że nic nie wiem. Od tej pory byłam wprost kłębkiem nerwów. Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. Wróciłam do domu. Było koło 21:00. Weszliśmy razem z Jesse’im żeby nie było. Na szczęście nic nie powiedzieli. Od razu chciałam wejść do pokoju, ale mama mnie zatrzymała mówiąc:
- O nie, moja panno! Ja wiem co kombinujesz. Nie myśl sobie, że codziennie będziesz sobie chodzić gdzie chcesz. Patrzyłam dzisiaj przez okno jak szłaś. Nie wmówisz mi, że szłaś z bratem, bo widziałam jak dołączył do ciebie dopiero przed domem. Nie odejdziesz stąd dopóki mi wszystkiego nie powiesz - wykrzyczała mi prosto w twarz ze złością. Nagle zadzwonił mi telefon. To był Justin.
- Posłuchaj mamo, wszystko Ci wyjaśnię tylko odbiorę dobrze?
- Nigdzie nie pójdziesz, a tak w ogóle to kto dzwoni?
- Yyyy, koleżanka… Wiesz.. Ta Jessica, ze szkoły.
- Pokaż.
- Sądzisz, że kłamię?
- Przecież jakbyś nie kłamała gówniaro to byś mi pokazała, w tej chwili daj mi swój telefon. 
- Nie! Nie masz prawa! Ja ci do twojego nie zaglądam, to jest moja prywatna sprawa! – matka nie wytrzymała, wyrwała mi telefon, zobaczyła kto dzwoni i strzeliła mi z całej siły w twarz.
- Suka – powiedziałam.
- Słucham? Coś ty do mnie powiedziała głupia dziwko?! Do własnej matki? W tym wieku już się szmacić, wstydziłabyś się – teraz to się naprawdę wkurzyła. A właściwie wkurwiła.
- Masz szlaban na komputer, telewizor do końca wakacji, a nie chcę widzieć Cię w domu później niż o 18! Marsz do swojego pokoju i żebyś mi się na oczy nie pokazywała!
Popłakałam się i pobiegłam do swojego pokoju. Jak ona mogła tak o mnie powiedzieć. Ale teraz muszę zadzwonić do Justina i wszystko mu wyjaśnić. Dzwonię. Pierwszy sygnał.. Boże co ja mu powiem.. Drugi sygnał… Może nie odbierze… Trzeci sygnał… CHOLERA!
- Justin? Dzwoniłeś? – zaczęłam jakby nigdy nic.
- Tak. Dzwoniłem. Nie udawaj, że nic się nie dzieje. Widzę, że się świetnie bawisz.
- Przecież jesteś chyba w domu no nie? Swoim domu..
- Nie udawaj głupiej… Wiesz.. Szedłem obok kiosku z prasą i rzuciło mi się w oczy.. Hmmm.. Co to było? A tak. TWOJE ZDJĘCIE Z JAKIMŚ DUPKIEM! On mógłby mi co najwyżej stopy masować. Kochasz go? Powiedz. Długo to trwa? Czemu mi to robisz? Ja cię kocham, a ty tak ranisz – wtedy usłyszałam łzy.
- Justin! Zamknij się. Daj mi ci coś wytłumaczyć.. – w tym momencie mi przerwał.
- Co? Często to robisz? Wszystkim już to robiłaś? Podła jesteś. Mówił ci to ktoś już? Nie? To ja może będę pierwszy…
- Do jasnej cholery. Przestań szczekać i daj mi coś powiedzieć. Ten chłopak to mój kuzyn. Dawno się nie widzieliśmy. Nazywa się George. Pamiętasz? Był w moim albumie zdjęć. Tak, w tym który przeglądałeś. Pamiętasz?
- Wiesz.. Prawie ci uwierzyłem. Nawet może bym uronił łzę, ale już dzisiaj sikałem i wiesz… Odwodniłem się trochę..
- Co to za teksty? Justin, ja cię kocham. Nie rozumiesz tego? Jak możesz mi tak nie ufać? A ja ci tak mocno zaufałam..
No i się rozłączyłam. Nie wiem co on poczuł, ale nie obchodzi mnie to. Jak on może mi tak nie ufać. I to tuż przed moimi urodzinami.. Siedziałam tak na kanapie kiedy usłyszałam pukanie w okno. To Bieber. Wpuściłam go.
- Co ty tu robisz? – spytałam.
- Przepraszam.
Wtedy rzucił się na mnie. Żeby mnie przytulić oczywiście. Nie odzywałam się. On też milczał. W tym momencie wyciągnął coś z kieszeni. To był wisiorek z dużym sercem i napisem One Less Lonely Girl. 
 Coś w tym stylu, ale było naprawdę duże i to nie był jakiś zwykły breloczek, był na pięknym łańcuszku i właściwie niepodobny do tego breloka u góry. :D haha, nie wiem po co go tu pokazuję.. :D
Powiesił mi go ostrożnie na szyi, spojrzał głęboko w oczy i wyszedł oknem, nie odzywając się. Ja i tak wszystko rozumiałam. Zaczęłam się kręcić w kółko i uśmiechać do tego naszyjnika, gdy moja mama wyważyła drzwi.
- Ktoś tu był? Słyszałam rozmowy – odparła.
- Nie mamusiu. To Jesse rozmawiał przez komórkę.
- Jego nie ma w domu.
- No to nie wiem…
- Dobrze. Tym razem ci uwierzę.
Już miała wyjść gdy zauważyła naszyjnik. Zerwała mi go z szyi. Nie wiem co potem się działo. Szargały mną emocje. Pamiętam, że krzyczałam: Mamo, nie! Wiedziałam, że znowu będę miała lipę po tym co zrobię, ale pomimo to pod wpływem emocji to zrobiłam. Mama położyła naszyjnik na szafce w kuchni. Wiem, bo zawsze wszystko tam chowa. Jak była w łazience, a tata pojechał na zakupy zabrałam łańcuszek i wymknęłam się tylnymi drzwiami w kuchni. No pięknie. Idę obok okolicznej kawiarenki, zaglądam do środka, patrzę, a tam.. Justin z jakąś lafiryndą. Zagryzłam wargi. Zauważył mnie. Wybiegłam. Założyłam kaptur. Włożyłam do uszu słuchawki od mojej mp4-ki i schowałam ręce do kieszeni. Włączyłam sobie Billy Talent - Nothing to Lose i zaczęłam biec, bo wiedziałam, że Bieber mnie goni. Przebiegłam przez całe miasto. Dobiegłam do jakiegoś pola. Położyłam się na trawie i zaczęłam płakać. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. To mój telefon. Justin dzwonił. Odrzuciłam rozmowę i rzuciłam telefon daleko, żeby mi nie przeszkadzał. Patrzyłam na chmury. Wyłączyłam muzykę. Teraz słuchałam jak psy szczekają. Zdjęłam z szyi naszyjnik i zauważyłam, że to serce się otwiera. Otworzyłam więc. W środku były dwa zdjęcia: moje i Justina. W pewnej chwili wiatr porwał fotografię Biebera i odwrócił ją na drugą stronę. Z tyłu był napis: „Forever together, Shawty! I love You!” Poczułam w brzuchu jakieś takie.. motyle. Wstałam. Nie wiedziałam co robić. Zaczęłam szukać telefonu. Znalazłam. Justin ciągle dzwonił. Odebrałam. Musiałam dać mu szansę. Za bardzo go kochałam, żeby teraz go stracić. Na początku rzeczywiście, byłam na niego wściekła, ale w końcu mogło być z nim tak samo jak ze mną. No więc odebrałam i zaczęłam:
- Tak słucham? – byłam tak zapłakana, że prawie nie było mnie słychać.
- Vergia? Czy to ty? Proszę Cię, zanim zaczniesz cokolwiek mówić posłuchaj… - chciał kontynuować, ale mu przerwałam.
- Nie, to ty najpierw posłuchaj. Na początku byłam na Ciebie bardzo wściekła, ale kiedy zobaczyłam napis na wisiorku, coś we mnie pękło. Za bardzo mi na Tobie zależy i Cię kocham, żebym tak cierpiała nie wiedząc nawet, co masz do powiedzenia, tylko proszę, nie mów mi, że… Że mnie już nie kochasz. Nie zniosłabym tego. Yyyy, wiesz co przyjdź do mnie teraz, jestem na polu. Wiem, że jest już późno, ale proszę Cię. Jeżeli nie przyjdziesz, to chyba nie będę taka silna i… odbiorę sobie życie. 
- Oczywiście kochanie, nie martw się, zaraz będę, pamiętaj, szaleję za tobą i kocham Cię. Pa. 
- Pa… 
Kiedy tylko słyszę jego głos od razu robi mi się cieplej na sercu. Nie wyobrażam sobie bez niego życia. Po prostu nie. A kiedy go widzę, dotykam, przytulam to omal nie dostaje samorzutnego orgazmu. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że on jest zawsze przy mnie kiedy tego potrzebuję. Nie minęło 10 minut, kiedy szedł w moją stronę. Odwróciłam się i rzuciłam się w jego ramiona. Nie mogłabym go stracić. Nie teraz, nie wtedy i nie w przyszłości. 
- Hej, nie mogłam się doczekać aż przyjdziesz.
- Przecież wiesz, że nie mógłbym Cię zostawić samej, a już na pewno nie dla innej. – powiedział opiekuńczym głosem. 
- No wiem, ale przecież mógłbyś spotkać lepszą, ładniejszą i starszą, bardziej doświadczoną no wiesz… 
- Nie ma ładniejszej i lepszej od Ciebie. Ty jesteś moją idealną wariatką. Zapamiętaj to sobie. I nie waż mi się zabijać. Bo wyjdzie jak w Romeo i Julii A chyba tego nie chcesz? Bo ja nie chce tak skończyć! Chociaż nie wahałbym się oddać za ciebie życia.
- Ja za ciebie też nie, ale przysięgnij mi, że mnie nie opuścisz. 
- Przysięgam. Nawet mogę to przypieczętować. – powiedział. Już wiedziałam co ma na myśli mówiąc „Mogę to przypieczętować”. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Wsadziłam swoje palce w jego czuprynę. On złapał mnie w pasie i namiętnie pocałował. 

To było piękne, a ja znowu poczułam się jak w niebie. Potem poszliśmy do domu, bo zrobiło się już późno. Nigdy tego nie zapomnę. Ciekawe, jaka będzie reakcja rodziców…