czwartek, 27 grudnia 2012

The 31st Chapter


Zamrugałam dosyć powoli i przekręciłam głowę w jego stronę. Nagle zadzwonił telefon. Kelnerzyna odebrał, przytaknął i się rozłączył. Podszedł do Jim’a i poklepał go po ramieniu. „Spadam, a ty radź sobie sam” – powiedział i wyszedł. Chłopak przetarł policzki i podszedł do mnie. Cały czas go obserwowałam, na początku tego nie zauważył. Zaczął rozplątywać mi sznurki z nadgarstków i kostek. Chciał mi odkleić taśmę z ust. I dopiero wtedy zobaczył, że mam otwarte oczy. Wystraszył się i odskoczył. Nie wiedział co zrobić, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał. Przełknął ślinę i powoli zaczął uwalniać moje usta. Nie spuszczałam wzroku z jego oczu. On z moich też nie. Przypuszczam, że zastanawiał się nad moją reakcją. Rzucił taśmę do kosza, a ja milcząc znalazłam jakiś kocyk i się nim zakryłam. Myślę, że wystarczająco dużo zobaczył..
- Vergia.. Ja.. – westchnął i się do mnie zbliżył.
- Co „ty”? Zgwałciłeś mnie na milion różnych sposobów, zamiast po prostu mi powiedzieć, że mnie kochasz. Uważasz, że to było mądre?
- Nie chciałem ci powiedzieć, bo gdybym ci powiedział nasza przyjaźń by zginęła, a to jedyne co mam.
- Sądzisz, że nasza przyjaźń przetrwa po gwałcie? Naiwny jesteś..
- Ja.. Nie wiem.. Ja po prostu cię kocham. Od dawna. I wczoraj trochę wypiłem..
- Dobra, nie pierdol. Szczerze mnie to nie interesuje. Wszystko mnie boli. Przez twojego kutasa i dłonie. Miło ci się posuwało nieprzytomną kobietę? To świetnie. Bardzo mnie to cieszy, naprawdę. Bo inaczej się nie dało, tak?
- Naprawdę przepraszam, wybacz mi.
- Ha, ha, ha.. Śmieszne, rozbawiłeś mnie.. – powiedziałam sarkastycznie. – Jak ja mam ci to wybaczyć? No jak?!
- Po prostu. To się nigdy więcej nie powtórzy.
- O, genialne pocieszenie, naprawdę. – W tym momencie zrobiłam face palm.
- Ale ja cię kocham. Kocham cię jak cholera! Jak ty mogłaś nigdy tego nie zauważyć? Jak mogłaś mnie tak odrzucić?
- Aha, teraz zwalasz całą winę na mnie, tak?
- Nie. Nie chcę zwalić winy na ciebie. Jest mi naprawdę przykro, że to zrobiłem, ale czasu nie cofnę. Idiota ze mnie, skoro myślę, że mogłabyś mi po tym wszystkim tak po prostu wybaczyć. Miałem ciężkie dzieciństwo i jest wiele takich rzeczy, których ci nie powiedziałem, mimo że byliśmy przyjaciółmi. Może to nie tłumaczy tego co zrobiłem, ale nie potrafiłem inaczej. Gdybym po tych kilku piwach cię nie zobaczył pewnie bym tego nie zrobił, ale.. Zrobiłem. Stało się i już się nie odstanie.
- Masz rację. Nie odstanie się. I tak samo jak wybaczenie, nasza przyjaźń w tej sytuacji nie istnieje.
Ubrałam się pospiesznie i zarzuciłam torebkę na ramię. Założyłam pasek od aparatu na kark.
- Masz szczęście, że nie spotkamy się po tym w sądzie – westchnęłam i się odwróciłam.
Wyszłam stamtąd i zaczęłam rozmyślać, chociaż nie mogłam się jakoś specjalnie na jednej rzeczy skupić. Nawet nie miałam pojęcia gdzie byłam!
Po kilkudziesięciu krokach dotarłam do drogi prowadzącej ku pałacykowi, w którym było wesele. Postanowiłam tam pójść, z nadzieją, że wszyscy tam nocowali, łącznie z Justinem i Seleną.
Kiedy doszłam na miejsce wszystkie drzwi były pozamykane. Zostałam zmuszona do pójścia od strony ogrodu. Z trudnością pokonałam wysoki płot, wywalając się na jakiś krzak. Oczywiście musiałam przywalić nim w swoje krocze. Bolało cholernie, ale musiałam być silna, mimo, że czułam się jak wyrzutek z bezludnej wyspy.
- Ale ładny dzień się zapowiada, skarbie. – Usłyszałam to i wyjrzałam zza krzaka. Dosłownie kilka metrów przede mną stał niezwykle umięśniony Justin Bieber w samych bokserkach. Z jego pokoju (wspólnego z panną Gomez, jako że rzekomo byli małżeństwem) dobiegała piosenka Out Of My Mind, będąca duetem Nicki Minaj z B.O.B. Uwielbiałam ją, więc zaczęłam cichutko rapować i robić pojebane miny, kiedy usłyszałam Nicki. Szczerze mnie zdziwiło, że Selena słuchała takiej piosenki.
- Nie mów do mnie „skarbie”. Nie jesteśmy parą, pedałku.. – zaśmiała się. Justin udał, że tego nie słyszał i ciężko westchnął. Wsunął na siebie jakieś czarne spodnie i poszedł na huśtawkę. Tymczasem Gomezówna coś poprzeklinała pod nosem i wyłączyła muzykę. Chyba jednak jej się ten utwór nie podobał..
Wyczułam moment, w którym nikt mnie nie widział i wybiegłam zza krzaków. Pobiegłam szybko tylnym wyjściem do hoteliku i zobaczyłam jakieś lustro w holu. Poprawiłam włosy tyle, na ile się dało i wyszłam na dwór z powrotem, udając, że wcześniej tam nie byłam.
- O! Pan Bieber! – krzyknęłam i pomachałam do niego. Uniósł głowę i spojrzał w moją stronę. Odmachał mi z uśmiechem. Jego oczy wydawały się zaskoczone i ucieszone moją obecnością.
- Witaj, nieznajoma – powiedział. Wstał i podbiegł do mnie. Ucałował mnie w dłoń jak dżentelmen. Nie wiem skąd u niego ta szarmanckość, ale poczułam się milej trochę.
- Mam zdjęcia z wczoraj. Chce je pan może zobaczyć? – Podniosłam lekko prawy kącik ust, żeby się uśmiechnąć.
- A da się pani zaprosić na kawę?
- Ależ proszę pana, jest pan dopiero co po ślubie. I może nie wypada mi spytać, ale.. Jak minęła noc poślubna? – poruszyłam brwiami. Uznałam, że nie będę mu nic mówić o tym, że przyłapałam Selenę z jakimś facetem i wiem o całym tym oszustwie. On tylko zrobił skwaszoną minę.
- Fantastycznie minęła..
- Właśnie widzę – zaśmiałam się.
- Nie no, nie mam na co narzekać. Selena to moje kolejne błogosławieństwo od Boga, nieprawdaż?
- Tak słyszałam.
- W każdym razie pragnę, żeby pani poszła ze mną do kawiarenki, chociażby tutejszej. Tylko się ubiorę.
- Dobrze, pójdę. Potraktuję to jako spotkanie służbowe.
- Ale ja stawiam – uśmiechnął się.
- Okay. Tylko proszę się ubrać.
- A! No tak.. – Zaśmiał się i pobiegł do pokoiku. Po pięciu minutach wyszedł z niego z umalowaną, uczesaną i ładnie ubraną Seleną. Za rękę.
- Muszę zabrać żonę, jakby to wyglądało, gdybym po własnym weselu pił kawę sam na sam z jakąś piękną kobietą..
- Ale.. Przecież ona wie.. – zaczęła Selena i puściła jego rękę.
- O czym wie? – spytał zdziwiony i spojrzał na nią, a ja szybko zaczęłam wymachiwać rękoma, błagając, żeby mu o tym nie mówiła.
- Yy.. O tym, że jestem twoją żoną. Nie musisz tego zaznaczać. – Uśmiechnęła się, a ja odetchnęłam z ulgą. Kto by pomyślał, że jej umiejętności aktorskie się na coś przydadzą. Justin cmoknął ją w policzek, wysilając się najbardziej jak tylko mógł, żeby to wyglądało prawdziwie.
- Dobra, chodźmy na tą kawę, a ja wam pokażę zdjęcia.
Przytaknęli mi oboje i skierowaliśmy się w stronę kawiarenki. Szłam tuż za nimi, Bieber ciągle lepił się do niej i łapał ją za rękę, a ona się od niego odsuwała. Tylko co jakiś czas odwracał się w moją stronę, żeby sprawdzić czy wciąż za nimi idę.
Na miejscu wyjęłam aparat z pokrowca i zaczęłam pokazywać im zdjęcia. Selena siedziała po mojej prawej, a Juju po lewej. Miałam wrażenie, że zamiast patrzyć na ekran aparatu, patrzył na mnie, ale nie dawałam po sobie tego poznać. Po obejrzeniu wszystkich zdjęć Gomez poprosiła mnie, żebym część z nich wysłała do gazet.
- Dobrze, nie ma sprawy. W końcu to wszystko dla picu – westchnęłam i się uśmiechnęłam do niej lekko.
- J..Jak to dla picu? Jakiego picu?! – krzyknął Justin.
- Yy.. Nie no.. Dla picu, bo.. No bo no.. – zaczęłam się jąkać.
- Oj, Justin, musimy jechać na konferencję prasową! – wyrwała się Selena.
- Hy, faktycznie. Która to już godzina? – Spojrzał na swój nadgarstek, na którym miał olbrzymiego, dużego Rolexa. – Ja idę się przebrać, a wy dziewczynki sobie jeszcze posiedźcie chwilkę. – Uśmiechnął się i pocałował pannę Gomez w kącik ust. Przewróciła oczami i spojrzała na mnie.
Kiedy Bieber opuścił kawiarnię przysunęłyśmy się do siebie bliżej.
- Jak długo zamierzasz jeszcze udawać, że o niczym nie wiesz? – spytała.
- A jak długo wy dwoje zamierzacie jeszcze udawać, że jesteście razem?
- Tak długo, jak tylko będzie potrzeba. Czyli jeśli któreś z nas znajdzie prawdziwą miłość, albo będziemy na równym poziomie jeśli chodzi o sławę i pieniądze. Teraz proszę o twoją odpowiedź.
- O, prosisz? Coś nowego.. Wielka pani Selena Gomez mnie o coś prosi.. Chyba napiszę o tym na blogu.
- Rób co chcesz, ale odpowiedz mi na pytanie.
- Dobra. Prawda jest taka, że nie wiem. Nie mam pojęcia czemu ciągle coś udaję. Powiedziałabym ci coś o moim przedziwnym i niezrozumiałym życiu, ale nie wiem czy cokolwiek byś zrozumiała, skoro nawet ja tego nie rozumiem.
- Aha, spoko. – Wzięła łyk kawy. – Ale wiedz, że nie będę cię na zawsze kryła. – Spojrzała na mnie tajemniczo i przejechała językiem po przednich zębach, po czym podniosła brwi.
- Ja też nie będę was na zawsze kryła. – Wzruszyłam ramionami i zaśmiałam się dosyć podle.
- Nie odważysz się. – Złapała za swoją torebkę. – Bo inaczej twoje życie będzie skończone.
Hm.. W sumie, normalnie bym się przejęła, ale przecież co za różnica. Moje życie składa się z kilku żyć i każde jest nieważne. Jestem sama, spotykam Justina, zaczynamy się kochać, seks, te sprawy.. I nagle budzę się w kolejnym życiu. Wystarczy, że dotrwam do ostatniego życia i wtedy będę mogła być normalnym człowiekiem. Taa.. Tylko muszę rozkochać w sobie Justina. Musi być między nami miłość, żeby coś się ruszyło i żebym znowu znalazła ten cholerny kamień, owinięty kartką…
Od razu pobiegłam przed hotel, gdzie czekała już na mnie taksówka, oblężona przez zazdrosne fanki Biebera. Wsiadłam do niej i ruszyłam w stronę swojego domu czy jak to nazwać.. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na olbrzymie rozmiary budynku. Co więcej, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jaki pusty jest. Zdecydowanie za duży dla jednej osoby.