niedziela, 12 lutego 2012

The 27th Chapter

-  Muszę już iść. Ale przyjdź jutro po szkole na plażę w to samo miejsce, gdzie byliśmy dzisiaj.
- Mm.. Dobrze. A nie chcesz wejść?
Wtedy światło w domu zgasło, a Hawk gwałtownie otworzył drzwi.
- O! A co wy tu robicie? Myślałem, że jeszcze nie wracacie.. Albo, że wgl na noc cię nie będzie, Vergia.. – zaśmiał się.
- Nie przesadzajmy, że tak od razu.. – uśmiechnął się Justin. – Grzecznie odprowadziłem ją do domu, a teraz muszę iść. A ty, Hawk, idziesz czy nie?
Hawk się nieco zmieszał, zostawił mi klucze od domu i poszedł.
- No Justin.. To chata wol.. – nie zdążyłam skończyć, bo Justin przykleił swoje usta do moich i wepchnął mnie do domu, nie zapalając światła. Zatrzasnął za nami drzwi i wdrapał się ze mną na schody, położył mnie na nich, a siebie na mnie. Ja tam nie wiem co w niego wstąpiło, ale nie wiedziałam, że aż tak się napalił. I nie wiedziałam czego oczekiwał. W pewnym momencie wepchnął mi do buzi swój zacny język i powoli podciągał mi bluzkę do góry. Nie opierałam się na początku, bo niezupełnie kojarzyłam co się działo. Pocałunek się pogłębiał, więc go odwzajemniałam. Robiło mi się gorąco. Bałam się. Czego? Może tego, że potraktuje mnie jak dziewczynę na jedną noc? Nie wiem. W każdym razie czegoś się bałam.
I wtedy, w pewnym momencie poczułam wibracje gdzieś w okolicach naszych ud. Ej, no ale proszę mi tu nie mieć zboczonych myśli ^^. Mój telefon leżał jak zwykle na parapecie na górze, więc to do Niego ktoś dzwonił. Nie chcieliśmy przerywać, ale ktoś dobijał się tak długo, że musieliśmy. Justin wściekły odsunął się ode mnie i wstał. Wysunął telefon z kieszeni i spojrzał na ekran.
- Muszę już iść – uśmiechnął się. – Ale przyjdź jutro na plażę po szkole. Mam dla ciebie niespodziankę – puścił mi tylko oczko i wyszedł, a ja zapaliłam światło na korytarzu. Zdjęłam bluzkę, której Justin zdjąć nie zdążył. Zamknęłam dom na klucz, 
bo Hawk raczej nie zamierzał szybko wrócić i poszłam na górę do swojego pokoju. Zdjęłam spodnie i rzuciłam je gdzieś na podłogę jak zwykle i poszłam do łazienki. Zdjęłam kolczyki przy lusterku i położyłam je na umywalce. Puściłam sobie radyjko i napuściłam wody do wanny. No, wiadomo, zdjęłam bieliznę i weszłam do wanny. Wykąpałam się, bez szczegółów i wyszłam w szlafroku stamtąd. Założyłam piżamę, włączyłam telewizor i trochę oprzątnęłam ten cały syf. Usiadłam na łóżku i chwilę pooglądałam jakiś komercyjny program. Wyłączyłam TV i poszłam spać, bo strasznie byłam zmęczona. Oczywiście nie zasnęłam od razu. Jak zwykle musiałam jeszcze dużo rozmyślać. Myślałam o tym jak Justin mnie potraktował. Rzeczywiście się wtedy poczułam jak dziwka.
Następnego ranka, gdy się obudziłam Hawk był już w domu. Zrobił śniadanie, zjadłam je szybko. Ubrałam swoją ulubioną bluzę




i jeansy, 




ale znowu zaczął sypać śnieg, więc musiałam założyć kozaki i kurtkę. Poszłam razem z Kelly do szkoły. Całą drogę milczałyśmy. Pierwsza – fizyka. Kurwa, ja nie wiem kto to wymyślił, ale tego nie ogarniam. Oczywiście musiała być niezapowiedziana kartkówka, bo się kurwa inaczej w tej szkole nie da! Wszystko ściągałam od Eric’a, bo on to ogarnia, a ja nie. Najlepsza w nauce to ja nie jestem, ale i tak najważniejsze, żeby jakoś przetrwać. Taaak, potem nastała chemia.. Piękny początek tygodnia. Dostałam 2 jedynki sama nie wiem za co -_-. Potem matma.. Nudna jak zwykle. Pół lekcji przespałam na ławce. Siedzę pod samym biurkiem, więc mnie nie widziała, bo zasłaniał mnie jakiś chiński parawan. Przyszła pora na dwie lekcje angielskiego. Kocham mój język i pisanie czegokolwiek, ale nauczycielka, która swoją drogą nie jest najgorsza, uwzięła się na mnie, bo uważa, że jej nie lubię -_-. Tsaaa.. Potem w-f i koniec. Nienawidzę ćwiczyć na w-fie. Nie wiem wgl o czym oni do mnie mówią. Dobraa, siatkówkę ogarniam. W podstawówce jeszcze mnie to bawiło, ale jak przyszłam do gimnazjum.. Tak, zaczęły się miłości rzekome.. Jeden związek z klasowym kolesiem, który musi się popisywać, czyli z Michael’em, o którym wiecie, bo w moim durnym śnie okazało się, że jest gejem. Tak, w realnym świecie wszystkie panny na niego lecą, ale jest gejem no więc co zrobić.. Muszą jakoś z tym żyć. Ale nieważne. Drugi związek z Bob’em, który trochę przypomina Ryan’a Butler’a.. 




Najcudniejszy z wyglądu to on nie jest, ale był dobrym przyjacielem. Po naszym związku wciąż zostaliśmy przyjaciółmi. No ale to nie ma żadnego znaczenia, chociaż przez tych dwóch przestałam się uczyć i interesować siatkówką. Tssaaak.. Koniec rozmyślań. Koniec lekcji.
Wracałam do domu z Kelly, milczałam, ona to rozumiała. Czasem lubię milczeć. Na nią mogę liczyć, ona lubi ze mną milczeć..
Odniosłam plecak do domu i poszłam na plażę, gdzie miał być Justin. Co zobaczyłam? Kurwa! Zobaczyłam jak się obściskuje z jakąś suką, która btw wyglądała jak dziewczyna z teledysku Wiz Khalifa – Roll Up.. taka wiecie.. z wygoloną po części głową.. no wiecie.. Haha. Jak nie wiecie to obejrzyjcie ten teledysk. W każdym razie tak wyglądała szmata, która się obściskiwała z Justinem. Nie mogłam na to patrzeć. Pobiegłam z płaczem do domu i szybko zadzwoniłam do Kelly. Wyżaliłam jej się, powiedziałam co się stało i jak się czuję. Ona wszystkiego cicho wysłuchiwała, współczuła mi i próbowała pocieszyć, ale wiedziała, że to bezcelowe. Kiedy się rozłączyłyśmy wzięłam mojego starego pluszowego misia i się w niego wtuliłam.



Płakałam do niego. Hawk’a nie było w domu, bo musiał pracować. W zakładzie fryzjerskim był. Znowu zaczęłam myśleć i gadać sama ze sobą.
- Dobra, chwila.. Skoro Justin mnie tak potraktował.. tak samo jak Michael to może.. Może ja po prostu mam przeznaczone bycie dziwką. Swoją drogą.. Prawdą jest, że mi się nie przelewa i przydałoby mi się trochę kaski.. No, ale może nie przesadzajmy.. Z drugiej strony.. Jest u mnie w klasie taka jedna.. Whoopi.. Tak, jak Whoopi Goldberg.. No i ona.. cóż by tu powiedzieć.. Jest galerianką.. Może ja też powinnam. Kurwa nie wiem co robić! Wszystkiego muszę próbować.. Muszę, bo może to powinnam robić.
Zwątpiłam w swoją moralność i zadzwoniłam do Whoopi.
- Vergia? A czemu ty do mnie dzwonisz, bitch?
Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby.
- Masz jakichś wolnych klientów?
- Co? – tu wydaje mi się, że zakrztusiła się dymem papierosowym. Tak to brzmiało – Ale.. Przecież ty jesteś niewinną cnotką.. Dziewicą..
- To kim jestem to już zostaw mnie! Kurwa, umów mnie z jakimś facetem! – zaczęłam krzyczeć przez łzy.
- No dobra, doobra. Uspokój się dziewczyno! Możesz.. Możesz pojechać do Adama. Mieszka na ulicy..
Podała mi jego adres, zapisałam go sobie. Ubrałam się jakoś bardziej zmysłowo, cały czas płacząc. Przez łzy zaczęłam sobie śpiewać Bob Marley – Don’t Think Twice, It’s Allright. Kiedy się ubrałam i umalowałam założyłam kurtkę i poszłam do tego faceta. Mieszkał w bloku. Na oko miał jakieś 23 lata. Otworzył mi drzwi.
- Taak? – spytał, opierając się o futrynę, trzymając piwo w ręce. Co jakiś czas je popijał.
- Ja od Whoopi.. Whoopi mnie przysłała do pana.
- Do pana? Co tak oficjalnie? Mów mi Adam – uśmiechnął się i wciągnął mnie do środka do mieszkania.
- Vergia.. – podałam mu niepewnie dłoń.
- Napijesz się czegoś? – spytał, nie podał mi dłoni, więc zabrałam rękę i podrapałam się w głowę.
- Proszę, nie utrudniaj mi tego. Przejdźmy do rzeczy. Chcę to mieć za sobą – mówiłam.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam w jakie gówno wlazłam. Nie myślałam o tym, że właśnie mam mieć swój pierwszy raz z facetem, którego nigdy na oczy nie widziałam. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że chciałam się zachować jak dziwka.
Spojrzał na mnie jakimś takim nachalnym wzrokiem i się zaśmiał. Zbliżył się do mnie, nie pozwalałam mu się pocałować. Czułam jakby moje usta były przeznaczone tylko dla Justina. Adam zaczął mnie obmacywać w korytarzu. Potem wziął mnie do sypialni. Dopiero gdy rzucił mnie na łóżko i zaczął rozbierać zrozumiałam, że robię źle.



Zaczęłam krzyczeć i próbowałam mu się wyrwać z objęć.
- Nie! Proszę! Zostaw mnie! Ja nie jestem dziwką! Ja nie chcę! Błagam! – do oczu znów zaczęły mi napływać łzy. Czułam się fatalnie i nie mogłam nic zrobić. Nie miałam już na sobie kurtki i bluzy. Nieznajomy rozbierał mnie i obmacywał, próbując dostać się do moich ust. Cały czas przekręcałam głowę, żeby tylko nie dotknął swoimi wargami moich ust. W końcu się wkurzył, nazwał mnie ‘suką’ i złapał agresywnie moją twarz, przekręcił w swoją stronę. Zacisnęłam powieki i wypłynęły mi kolejne łzy. Czułam, że jego usta były coraz bliżej moich..
W tamtym momencie usłyszałam straszny huk, oczy miałam tak zalane łzami, że nie wiedziałam co się dzieje. Nic nie widziałam, przecierałam je dłońmi, ale łzy wciąż leciały i nie dawały za wygraną. Słyszałam krzyk Adama. Słyszałam bójkę. Ktoś mnie pociągnął za rękę i wytargał z sypialni, zakładając mi bluzę. Za sobą widziałam tylko Adama z zakrwawionym nosem, patrzącego na mnie z pogardą. Wyszliśmy z jego mieszkania. Wtedy trochę opanowałam łzy i zobaczyłam… Justina.
- Idiotko! Czemu to chciałaś zrobić? Miałaś przyjść na plażę, a nie się puszczać.. Czemu chciałaś mi to zrobić? Ja cię kocham! Ja cię kurwa kocham, skarbie!! – krzyknął bardzo głośno i mnie w siebie wtulił. Zbiegł ze mną na dół po schodach i wyszliśmy z bloku, odsunęłam się od niego i wciąż przecierając oczy skierowałam się w inną stronę. Pociągnął mnie za nadgarstek.
- Gdzie ty teraz idziesz niby? Chcesz mnie tak po prostu zostawić?! – w jego oczach zbierały się powoli łzy. Widziałam obawę przed stratą mnie.
- Ale.. Justin.. – pociągnęłam nosem i wytarłam znowu łzy. – Ty mnie nie kochasz.. Widziałam cię z tą dziewczyną na plaży.. Obściskiwaliście się.. To ją kochasz, a nie mnie!
Przyciągnął mnie do siebie i założył mi kaptur na głowę, okrył mnie moją kurtką i przetarł łzy z policzków.
- Głuptasie.. Nagrywałem teledysk..
W tym momencie zrozumiałam, że jestem głupsza niż przypuszczałam i że posądziłam Justina po pozorach -_-. Że tak zacytuję: „Bitch, please..”
- Boże! Justin! Przepraszam! Nie zasługuję na ciebie.. Ja.. myślałam, że mnie zdradzasz.. Jestem głupia! Wiem o tym. Powinnam była ci ufać. Powinnam była cię nie osądzać. Przepraszam.. – osunęłam się po jego ciele, siadając na jego stopach i tuląc się do jego kolan (do nóg..).
- Przestań. Uspokój się, kochanie.. – podniósł mnie i znowu przytulił.
- Nic już nie mów. Nic się przecież nie stało. Do niczego nie doszło. Nie przejmuj się. Każdemu się może zdarzyć taka pomyłka. Ale musimy sobie bardziej ufać. Zgoda?
- Zgoda, zgoda. Justin, wybacz mi.. Ja naprawdę nie chciałam.. I bałam się tego faceta.. Ja nie chcę tego zrobić z nieznajomym.. Ja nie chcę się puszczać.. Błagam cię.. Wybacz mi..
- Już. Spokojnie. Wybaczyłem ci. Nie byłem na ciebie zły nawet. To ja cię przepraszam, że musiałaś patrzeć jak się obściskiwałem z jakąś inną dziewczyną.
- No tak, Justin. Ale to twoja praca. Twoja kariera..
Tak się sprzeczaliśmy kto większy błąd popełnił, kiedy śnieg zaczął jeszcze mocniej sypać.
- Musimy iść do domu. Zapowiadali, że będzie -30 stopni.
- Chyba sobie żartujesz! – zrobiłam minę typu AYFKM?! i złapałam Justina za rękę. Uśmiechnęłam się w końcu.
- Vergi..
- Tak, Justin..?
- Zapomnijmy o tym kolesiu, dobrze? – uśmiechnął się.
Przytuliłam się do niego. Zobaczyłam jakiegoś małego chłopca na rowerku takim śmiesznym, dziecięcym. 


Wjechał w wielką, zaśnieżoną donicę i nie mógł się wydostać. Zrobiłam „aww” i podeszłam do niego. Kucnęłam przy nim.
- Co się stało? – jakbym na chwilę zapomniała o Justinie, ale trudno mi było się skupić, bo jak zwykle miałam milion myśli na minutę.
- Wjechałem i nie mogę wyjść.
Uśmiechnęłam się do małego i wstałam. Pomogłam mu się wydostać. Znowu przed nim kucnęłam i złapałam go za te małe rączki.
- A gdzie twoja mamusia? Nie powinieneś jeździć sam takim rowerkiem, zwłaszcza, że śnieg jest.
Zaśmiałam się, a mały się na mnie patrzył jak w obrazek.
- Ładna pani jest.. – szepnął i się do mnie uśmiechnął. Rozczulił mnie, bo wyglądał jak malutki Justin.
- Dziękuję, ale nie zgodzę się. Poza tym nie mów do mnie per „pani”. Jestem Vergia – uśmiechnęłam się. – A ty jak masz na imię?
- Chammi.. Znaczy właściwie to Phill, ale wszyscy na mnie mówią Chammi, bo ciągle słucham Chamillionaire – zrobił taki śliczny uśmiech, jaki potrafią zrobić tylko dzieci i oczywiście Justin :P
- Aww.. A zgubiłeś się?
- Nie.. Właściwie to trochę Taak. Mieszkam za rogiem, potem w prawo i w lewo w takim dużym, białym domu, ale boję się sam tam jechać.
Wzruszyłam się jego słodką minką i poprosiłam Justina, żeby wziął ten jego kosmicznie mały rowerek. Sama wzięłam Phill’a na ręce. Tak, JESTEM KURWA SILNA! Haha. Odprowadziliśmy go pod sam dom. Duży był. Zapukaliśmy. Zapłakana kobieta nam otworzyła i wzięła małego na ręce.
- Boże! Tak się martwiliśmy.. – zaczęła, a Justin odstawił rowerek gdzieś z boku. – Nie wiem jak wam dziękować.. Chcecie pieniądze może.. – tak, chyba jej coś się z mózgiem stało.. Takie propozycje w biały dzień.. Haha. No ja nie wiem.
- Nie, nie chcemy. Mamy ich pod dostatkiem – zaśmiał się Justin.
- Czekaj, czekaj.. Charles! – zawołała męża. – Charles, chodź tutaj szybko! – przyszedł, wziął małego na ręce i popatrzył na Justina.
- Miło pana poznać w naszych skromnych progach.. Jest to dla nas wielki zaszczyt.. Zapraszamy do środka na kawkę, może na herbatkę..
Nie powiem, byliśmy tak przemarznięci, że weszliśmy tam. Chata jak chata tego architekta z serialu Tylko Miłość, którego już od paru lat Polsat nie emituje.. -_- Usiedliśmy w salonie, dali nam herbatę i siedzieliśmy tam chwilę. Rodzice Phill’a zajęli się Justinem i jego osobą, a mały zabrał mnie do swojego pokoju.
- Mogę? – spytał, nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Ale co?
- Nie pytaj tylko powiedz „Tak” lub „Nie”.
- Ymm.. Tak, możesz.
Mały się rozweselił nieco i włączył radio. Włączył Chamillionaire ft. Krayzie Bone – Ridin’ Dirty. Zaczęłam się śmiać, a mały wziął szczotkę, wszedł na biurko i zaczął udawać, że rapuje. Śmieszny był. I słodki zarazem. W końcu to małe dziecko. W końcu wstałam, złapałam go za ręce, on pogłośnił. Zaczął mi walić jakieś piruety i niewiadomo co. Ogólnie.. ciekawie, ciekawie.. Nie no słodki był i śmieszny. Przypominał mi Justina z filmu Never Say Never.. Tego małego na początku.. Aww.. No dobra, nie ma co. Przyznam się, że sama zaczęłam się kręcić w kółko i zachowywać jakbym była w jakimś teledysku 50 Cent’a co najmniej. TO BYŁO DZIWNE! Ale i zarazem..
- Sexyy – usłyszałam Justina. Zatrzymałam się i odwróciłam w stronę drzwi. Justin opierał się o futrynę i patrzył się na mnie jak na.. nie przesadzam.. jak na króliczka Playboya.. A ja zrobiłam -_- i zaczęłam się śmiać jak opętana. Uspokoiłam się. Mały pobiegł na dół po tabletkę, bo okazało się, że cierpi na jakąś chorobę.. Jego rodzice nie chcieli nam powiedzieć jaką.. Musi zażywać leki.. Biedny mały.. : ( Taak.. A ja oczywiście zostałam sam na sam z Justinem przy wciąż tej samej piosence.
- They see me rollin’.. They hatin’.. – zaczęłam się zmysłowo uśmiechać, zbliżać do Justina i śpiewać. Ruszałam dupą jak.. Nicki Minaj w Super Bass..




A tych porównań do gwiazd to mi się nazbierało trochę..
W każdym razie Justin mnie objął i ujął moją twarz w ręce, musnął delikatnie moje wargi i zetknął nasze czoła ze sobą. Co mnie zdziwiło to to, że piosenka w radiu zmieniła się w końcu na The Kooks – Young Folks. Milutko. A, że oczywiście uwielbiam tą piosenkę, jak prawie każdą inną.. Zaczęłam śpiewać prosto w usta Justina.. szeptem oczywiście. Hehe. Justin przegryzł dolną wargę, a raczej przejechał po niej zębami. Wtedy usłyszeliśmy refren. Pociągnęłam Justina na łóżko Phill’a i zaczęliśmy na nim skakać i cieszyć mordy jak dziwne dzieci. Nuciliśmy tą piosenkę, tańczyliśmy i ogólnie robiliśmy wszystko na tym łóżku.. Btw.. żeby nie było.. Robiliśmy wszystko na stojąco, w ubraniach i jak małe dzieci. Myślę, że teraz nie będzie podejrzeń. Zleźliśmy z tego łóżka i sprzątnęliśmy je, bo trochę się pościel przekrzywiła.. Co ja gadam.. Pościel leżała gdzieś między korytarzem a schodami także.. Nooo… Kiedy już był porządek przyszedł Phill.
- Słuchaj, słonko.. My już musimy iść.. – kto by pomyślał, że ja tak opiekuńczo się odezwę do małego chłopca..
- Nieeeeee! – robił foszki, ale w końcu nas puścił nadąsany.
A więc kiedy wyszliśmy z ich domu dostrzegliśmy, że zrobiło się całkiem biało na dworze, a temperatura sięgała już 30 stopni.. Justin wyjął z kieszeni słuchawki. Jedną dał mi, a drugą umieścił w swoim uchu. Wtuliłam się w niego, założyłam kaptur, zapięłam kurtkę. Przy okazji zasunęłam też zamek przy jego kurtce. Uśmiechnął się i puścił Natalie Walker – Waking Dream. Przy rytmie tej piosenki szliśmy przez pół miasta w zimnie i po ciemku. Drogi oświetlały tylko płatki śniegu leżące hałdami na ziemi, zakrywając trawniki. Z każdą chwilą coraz bardziej wtulałam się w Justina. W ten sposób nam obojgu było cieplej. Śnieg znowu zaczął sypać. Nie widziałam prawie nic przede mną, tylko Justina z boku. No tak sypało! I jeszcze mgła lekka była, ale w fizykę już nie wnikam. Spojrzałam na Justina, który prowadził mnie jakby przed oczami miał plan miasta i jakby na pamięć znał drogę do mojego domu. Zadziwiał mnie cały czas. Była w nim jakaś nieodkryta magia.
- Justin.. – szepnęłam, jakbym chciała, żeby nie usłyszał.
- Tak, skarbie..? Co się dzieje?
Byliśmy już jakieś 10 m od drzwi do mojego domu.
- Justin.. Co z Seleną? Może.. No nie wiem, ale nie możemy tak po prostu zniszczyć twojej reputacji.. bo wiesz.. ta cała jej ciąża.. Wgl.. uprawiałeś z nią seks? – tak, zajebiste przejście z tematów.
- Nie będę kłamał. Jak ją poznałem.. Jak zaczęliśmy tą chorą grę i byłem z niej zakochany… Doszło do czegoś.. Znaczy.. W sumie to nie wszedłem w nią, bo coś mnie powstrzymywało, ale jeżeli byś spytała czy widzieliśmy się nago to odpowiedziałbym, że tak. Ale tylko dlatego, że nie chcę cię okłamywać.
Posmutniałam troszkę no bo w końcu.. Wiadomo.
- Ale nie przejmuj się. Jakiś tydzień potem się okazało, że ona jest suką..
Postanowiłam zmienić temat, bo nie lubię o tym gadać.
- No dobra, dobra. Ale, stary, co my zrobimy z tym dzieckiem? Znaczy.. Wiesz..
- Posłuchaj.. – usiedliśmy na schodach przed drzwiami do mojego domu. – Jeżeli chcesz to możemy to ciągnąć przez jakiś czas. To znaczy możemy udawać, że niby jestem z Seleną i się w ten sposób po prostu nią bawić. Wszystkim moim fanom możemy wysłać wiadomości, że nie jestem z nią, ale tak w tajemnicy. I.. Możemy się pobawić trochę Seleną. Ty będziesz ze mną jeździć i latać wszędzie. Będziemy niby tylko przyjaciółmi.. A kiedyś, jak wszyscy zobaczą, że Selenie brzuch nie rośnie i że kłamała to.. No nie wiem, wtedy powiemy całą prawdę.. Spróbujmy może..
Słuchałam go z uwagą cały czas, aż w końcu wydało mi się to nieco dziwne.
- Ale Justin.. Przecież twój plan jest nierealny.. To niemożliwe.. Justin..
- Never say never.. – pięknie to zakończył. W sumie podobał mi się jego plan, bo mogłam się pobawić Seleną tak, jak ona się bawiła cały czas Justinem. Uśmiechnęłam się do niego i musnęłam jego usta nieśmiało. Wstałam z tych schodów.
- Justin, ale ja ci nie pozwolę w takie zimno samemu do domu wracać. Przecież ty mieszkasz na drugim krańcu miasta.. – Justin zrobił bezradną minkę i spojrzał na drzwi od mojego domu. Światło się świeciło, co oznaczało, że Hawk był w środku.
- Ale muszę iść. Rano się tu zbierze kupa paparazzi, a przecież musimy nasz związek na razie ukrywać. Sama wiesz jak jest z moją karierą. Muszę być sławny, a jak zerwę oficjalnie z Seleną to będzie to moim końcem, bo ludzie mnie znienawidzą.. Ty wiesz ile jest zwolenników Jeleny?
- Justin! – podniosłam głos. – Czy to ważne? Jesteś ze mną, tak? Ja nie chcę być popularna i nie chcę żebyś oficjalnie zrywał z Seleną, zwłaszcza, że tyle osób wierzy w to jej całe.. właściwie to wasze „dziecko”.
- Dobra, to nieważne. Jakoś to będzie – zgasło światło w domu. – To ja idę do siebie.. – szepnął i mnie pocałował w policzek delikatnie.
Odwrócił się i skierował do furtki, poprawiając kołnierzyk od kurtki, kiedy ja go złapałam i przyciągnęłam do siebie.
- Zostajesz tutaj – powiedziałam stanowczo.
- Ale paparazzi rano.. – zaczął, a ja mu przerwałam, ujmując jego twarz i wpijając się w jego usta.
- „But I don’t care what they say, I’m in love with you.. They try to pull me away, but they don’t know the truth…” – zaczęłam śpiewać Bleeding Love, które poniekąd było adekwatne do tamtej sytuacji. Justin przytknął mi palec do ust.



- Już dobrze, rozumiem.. Zostanę u ciebie skoro tak ci na tym zależy.. – szepnął i mnie pocałował, czule obejmując.
Otworzyłam cicho drzwi od domu i wciągnęłam go do środka. Zamknęłam za nami drzwi na klucz. Zapaliłam światło na schodach. Hawk wyszedł od siebie z pokoju z torbą na ramieniu i w kurtce.
- Wychodzisz gdzieś?
- Ymm.. A no wychodzę. Do Christine.. Się pouczyć.
- Do.. dziewczyny? Ty? Od kiedy?
- Tym razem serio idę na naukę, a nie do chłopaka – zaśmiał się i otworzył drzwi wejściowe.
- Dobra, to wy się świetnie bawcie, tylko wiecie.. Jakby co.. Jakbyście już się serio nie mogli powstrzymać to kondomy są w mojej łazience na półce.
Uśmiechnął się i wyszedł, a ja zaczęłam się zastanawiać po co gejowi prezerwatywy.. No ale cóż.. Może jednak coś przed nami ukrywa. Wiem! A może on nie jest homoseksualistą, tylko biseksualistą.. Dobra, nie wiem. Nie muszę się interesować seksualnością mojego brata, znaczy… prawie brata.
Nieważne, zostaliśmy sami: ja i Justin. Zakluczyłam znowu drzwi i zgasiłam światło na schodach i czekałam aż mój wzrok się dostosuje. Gdy to nastąpiło zdjęłam kurtkę swoją oraz Justina i powiesiłam je na wieszaku przy wejściu.
- To gdzie ja mam spać? – spytał Justin.
Odwróciłam się do niego i popatrzyłam zabójczym wzrokiem jakbym co najmniej chciała go uwieźć. Podeszłam do niego nieco bliżej i wzięłam jego dłoń do ręki, musnęłam nią po swoim policzku i się uśmiechnęłam.
- Justin.. A może chciałbyś spać w moim łóżku?
- Ale.. jak to? Przecież.. ledwo się znamy.. No i poza tym jesteś na to za młoda.. Podobno..
- Ohh, Bieber, Bieber.. Jak ty nic nie rozumiesz.. – pocałowałam go namiętnie w usta i nie zamierzałam się od nich odrywać. Justin włożył dłonie w moje włosy i położył je na mych plecach. Objął mnie, a ja popchnęłam go w stronę schodów. Odczepił się na moment od moich ust, żeby jakoś wejść po schodach, nie wywalając się. W momencie gdy weszliśmy do mojego pokoju, Justin położył się na łóżku i pokazał mi palcem, że mam podejść do niego. Przymknęłam więc cichutko drzwi od pokoju i spełniłam jego prośbę.. czy też rozkaz.. Nie wiem co to było. Ale przybliżyłam się do niego. Siedział na łóżku przede mną, a ja stałam przed nim. Położył dłonie na moich biodrach i spojrzał do góry w moje oczy.
- Kocham cię – wyszeptał, a ja się uśmiechnęłam.
- Ja ciebie też. I dlatego chcę to zrobić z tobą tu i teraz. Bo jeżeli ktoś miałby mnie zgwałcić to wolę jednak stracić dziewictwo z tobą.
Siadłam na jego udach okrakiem. Chyba mu się to podobało, bo położył dłonie na mojej pupie i zaczął mnie całować po szyi, potem w usta. Prawie od razu wepchnął mi do buzi język. Oczywiście, że się nie opierałam. No bo czemu miałabym to zrobić skoro tak bardzo mi się podobało? Justina język tak wił się w moich ustach, że aż całe moje ciało się ruszało w jego rytmie. Jakkolwiek to brzmi. Potem Just się trochę ode mnie odsunął i spytał:
- Ale Verguś.. Czy ty jesteś tego pewna? Serio myślisz, że to nie za wcześnie? Przecież ja mogę zaczekać, a my się bardzo mało znamy.. Prawie w ogóle..
- Zamknij się, skarbie.. – szepnęłam mu do ucha. – Tyle co ja z tobą przeżyłam to naprawdę.. Już jestem doświadczona. I wiem o tobie prawie wszystko..
- Czyżby? A czy ja ciebie znam tak dobrze?
- Masz rację, ale widziałeś mnie już w bieliźnie. Teraz moja kolej.
Polizałam go po szyi, nie mam pojęcia czemu byłam taka napalona i niewyżyta seksualnie.
- Justin.. Wyszepcz mi coś seksownego do ucha.. Wiem, że umiesz mnie podkręcić jeszcze bardziej.. tym swoim zajebiście podniecającym głoseeeeem.. – głos mi się aż załamał jak to mówiłam, na samą myśl o jego szeptaniu robiło mi się mokro w gaciach normalnie.
- Ale co? – spytał.
- No cokolwiek. Chociażby tekst z Thinkin’ ‘bout you.. No proszę.. Kotku.. – uśmiechnęłam się i zrobiłam słodkie oczka.
- Dobrze, dobrze.. – zaśmiał się. – Poczekaj, muszę się uspokoić.
Powstrzymywał się od śmiechu z trudem, a ja pchnęłam go na łóżko tak, żeby leżał. A ja leżałam na nim. Zbliżył usta do mojego ucha.
- „Baby, I could pick you up in a Rolls’ Royce.. Anywhere you wanna go, It’s your choice.. Everytime that I’m away, girl, I miss your voice. And I promise that I’m nothing like the mother-boys. I came from the battle.. Now I met the top.. Tell you I love you everyday and I don’t ever stop.. They say it’s true love, but is love true? Yeah, I think it’s love.. That’s why I’ve found you..” – tak to mniej więcej leciało. Potem trochę przyspieszył, zaczął normalnie śpiewać. Tym swoim zajebistym głosem i wciąż podkreślał to, że to R&B tymi swoimi mega ozdobnikami, a ja odchodziłam od zmysłów, jakby jego głos był najmocniejszym afrodyzjakiem na ziemi. Tak mnie podkręcił, że jak najszybciej zdjęłam mu bluzę i został z nagim torsem.. NAGIM TORSEM! TROLOLOLOLOLOLOLOLOLOLO! HOHOHOHOHO! Haha. Jego grzejniczek, znaczy kaloryfer właściwie, był tai pokaźny i zjawiskowy, że nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam obdarowywać go pocałunkami.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Eckhem.. Więc kolejny rozdział. Przyznam szczerze,  że wkurza nas brak komentarzy, ale co zrobic.. Hahha. Tak, wiem, że na tym zdjęciu na dole to nie on, ale to nie zmienia faktu, że obrazek faaaaajny :D 

niedziela, 5 lutego 2012

The 26th Chapter

Coś wymyślimy, ale najpierw muszę skłonić Justina do tego, żeby zdemontował te plotki o ciąży. Przecież ta suka go zniszczy! To nie może się tak skończyć. Nie żebym ja go chciała go przekabacić na swoją stronę czy coś w tym rodzaju, ale to wszystko dla niego. Dzięki temu będzie szczęśliwy. Nie będzie musiał wszystkich okłamywać, ani się nikomu przypodobać. W zasadzie to nie wiem, dlaczego to wgl zaczął, ja rozumiem, rozgłos, te sprawy… Ale przecież i bez tego jest najprzystojniejszym i najsławniejszym nastolatkiem na Ziemi. W dodatku jest naprawdę wartościowym człowiekiem. Czasami wydaje mi się mimo wszystko, że jednak sława go trochę zmieniła, ale to może tylko w oczach mediów. W sumie gwiazda musi się podobno zmieniać, bo inaczej będzie nudna. Niestety, nie wystarczy tylko talent, który oczywiście ma.
W moich zajebistych refleksjach przeszkodził mi mój mocznik, który niestety upominał o toaletę. Nie dziwię się, w końcu nawet nie pamiętam ile czasu temu w niej byłam. Taak, to dziwne. Wgl bardzo fajnie, że już jestem w domu. Napiszę sms’a do Justina, ale najpierw potrzeby fizjologiczne wzywają. Z tego wszystkiego nawet zapomniałam, że muszę iść jutro do szkoły… W końcu 4 stycznia.. Więc, no niestety. Taak, takie jest życie zwykłej nastolatki. Niestety, ale wszyscy nie możemy zostać gwiazdami i zrobić karierę w show-biznesie bo życie stałoby się nudne. Tak samo jak nie mogą być na świecie sami piękni ludzie. I sami szczupli. Musi być jakaś różnorodność. Tak samo jest z charakterem, muszą być niektóre czarne, niektóre złośliwe. Kuurwa.. Czasami wydaje mi się, że ja uważam się za bardziej dorosłą niż jestem, ale tak nie jest. Zawsze miałam trochu nierówno pod sufitem, i miałam inną mentalność niż moi znajomi. Byłam dojrzalsza i poważniejsza. Nigdy nie wyglądałam na swój wiek. Ale cóż poradzić na to. Dziś niedziela. I co z tego. O mój boże kochany! Ja cię pierdolę! Jak ja wyglądam! Matko boska, jak ja się pokaże rodzicom, jak ja się pokaże w szkole! Oczy podpuchnięte, tusz rozmazany.. Cóż, raczej się nie maluję, ale tak tusz i błyszczyk to czasem tak. Włosy potargane jakieś, boże, śmierdzę.. Kiedy ja się kąpałam.. Nie no, niedawno, żeby nie było, no ale bez przesady, to wszystko przez niego. Dobra.. o ja tu mam.. Jakieś kremy, płyny do kąpieli.. Mydła.. Jakieś perfumy. W szafce ręczniki, suszarki.. Dwie, ciekawe po co. Prostownica, karbownica.. Takie tam.. Gumki.. Yym... Do włosów oczywiście, żeby nie było^^. Chyba, że tylko mnie się kojarzy. Jakieś spinki.. Jakieś pierdoły do makijażu.. Jaki tu kurwa burdel! No ja pieprze! Ostatnio widziałam taki w.. moim śnie, ale był czerwony i były tam dziwki i alfonsi.. Plus faceci tańczący na rurach. Nie powiem, ciekawie. Jak na piętnastolatkę to ja kurwa przeżyłam więcej w tej pieprzonej czasoprzestrzeni niż moja matka orgazmów. Boże, obrażam własną matkę, ukaż mnie za to.. Hahah, znów skojarzenia, jakbym mówiła ‘Ahh.. daj mi klapsa, kotku!’. Jakaś pierdolnięta jestem. Już moja psychika nie wytrzymuje napięcia.. Dobra, trzeba się wykąpać. Ale najpierw.. Idę do garderoby po ciuchy. Albo nie, potem pójdę, w szlafroku. Aha, jeszcze miałam do Justa napisać. Wgl to skąd ja mam jego numer telefonu? Nieważne. Pewnie zębowa wróżka mi przyniosła. Taak, ciekawe co ona ma wspólnego z jego nr, ale niech będzie. Skoczyłam po telefon, oczywiście wzięłam go do łazienki. Jak tak weszłam to dopiero się skapnęłam, jaka ona wielka jest. No w każdym razie.. Wybrałam numer i postanowiłam zadzwonić. Chyba, że on sobie tego nie życzy.. Nie no, może nie.. Nie wiem, zobaczę jak zadzwonię. Właściwie usłyszę. Woooow, przystawiłam słuchawkę do ucha.. No nie moogę. Oczywiście co usłyszałam?
„Hej, tu.. Em, Justin.. Wiesz co masz robić, baaby mrr hehe” - no pewnie kurwa, a czego ja się spodziewałam.. Przecież to gwiazda.. Wyłączony telefon to kurwa podstawa. Napisze do niego sms to może kiedyś odbierze.. Mógłby się głupek domyślić, że się martwię, ale nie… Po co? Po co? Po co odebrać?!! Nieważne. Zostawiłam mu wiadomość na tej jego zajebistej poczcie głosowej zamiast sms, bo przecież sierota nie odbierze heh. Oczywiście musiał ten swój śmiech nagrać.. Kocham.. Like a One Less Lonely Girl. Ale po chuj to mrrr… Cóż. Niech będzie.
„Am.. Hej Justin, chciałam się zapytać jak się czujesz.. Jak odbierzesz, proszę zadzwoń…. <przerwa na myślenie^^> kocham cię – Vergia”
Kurwa.. To było beznadziejne.. No.. Ej! Ja się muszę w końcu wykąpać. Noom.. Napuściłam sobie gorącej wody do mojej ogromnej, na serio, wanny i wlałam sobie czekoladowy płyn do kąpieli.. Uchu! Ale się nalało pełno! Rozebrałam się i weszłam, telefon położyłam na boku, tak na brzegu wanny, jakby Justin zadzwonił, ale pewnie i tak tego nie zrobi. Weszłam do wanny.. Ale pachnie.. Mmm.. Przypomina mi to Justina, zresztą jak wszystko. I odpłynęłam przy Gotye ft. Kimbra – Somebody That I Used To Know 



w słuchawkach Monsterbeats od Dr Dre 




:P Obudziłam się po jakiejś godzinie, bo poczułam zimno. No nie dziwie się, haha. O proszę! Nawet nie słyszałam, że Justin dzwonił. Szybki jest, haha. Hmm.. Ok, widzę nawet dziesięć wiadomości.. Aha, od niego.. Dobrze.. Co najmniej jakbym nie odbierała przez tydzień. Odsłuchałam.. Spoko.. Pierwsza:
„Verguś przepraszam, że nie odebrałem, ale miałem ważne spotkanie z kolesiami z branży. Spokoju nawet przez chwilę mieć nie można. U mnie wszystko ok, ale to dzięki tobie. Zadzwoń, proszę chce usłyszeć twój głos.” .. Hmm.. Interesujące.. „A zapomniałbym.. Kocham cię!”.. „No proszę cię zadzwoń do mnie, pleaaase!!” Noo.. Reszta też tak mniej więcej wyglądała. Kochany jest! :) Aż się morda cieszy, jak psu jak kiełbasę widzi.. Nie no.. Owinęłam się ręcznikiem, osuszyłam trochę włosy.. Bo je też myłam i wyszłam z łazienki. Miałam na sobie taki fajny różowy ręczniczek, ale ciemnoróżowy i taki fajny, nie sweetaśny. Patrząc się przed siebie i śpiewając sobie Somebody That I Used To Know skierowałam się.. Haha, jak oficjalnie.. Poszłam do garderoby.. Oczywiście jeszcze w tamtej chwili nie widziałam, że na moim łóżku siedzi sobie rozmarzony moim widokiem Bieber, ze swoim cwaniackim uśmieszkiem. Haha.. Weszłam do tej mojej zacnej garderoby, żeby się ubrać. Doszłam nawet do refrenu piosenki i sobie głośno śpiewałam, na cały głos haha.. Jeszcze do tego zaczęłam sobie tańczyć, oczywiście tak wiecie.. Kołysać się. Jak bym wiedziała, że on tam będzie to w życiu bym tak pyska nie wydzierała. A tym bardziej nie wygłupiała się. Ale oczywiście nie umiał się odezwać, tylko musiał się na mnie napatrzeć. Nie wiem co mu się tak we mnie podoba.. Nevermind. To, że jest obecny w moich progach.. Haahaha, jak mnie to śmieszy.. Dowiedziałam się dopiero jak podszedł i złapał mnie od tyłu.. Haha, nie żeby coś. Ledwo mnie dotknął, a ja się tak wystraszyłam, że odwróciłam się błyskawicznie i…
- Aaaa! Ja pierdziele, Justin, to ty. Wystraszyłeś mnie głupku – powiedziałam ze śmiechem, a raczej z uśmiechem.. na twarzy..
- Przepraszam, ale musiałem cię zobaczyć. Ale nie sądziłem, że ujrzę cię.. Ymm.. Taką ^^ - oczywiście te jego brwi..
- Wpuścili cię? A nie, sorry.. Przepraszam, moi rodzice są w Turcji, Hawk cię wpuścił?
- Ym, tak..
- Ej, chwila.. Co to ma znaczyć „taką”?
- No taką, w ręczniku, prawie nagą.. - zaczął się przybliżać świr jeden. :D
- O nie, nie.. Nie ma tak dobrze. Teraz nie będzie żadnego przytulania. Albo nie… – rzuciłam się na niego, bo tak się za nim stęskniłam, że aż mi prawie ręcznik spadł.. – Boże, jak ja za tobą tęskniłam.. Nie puszczę cię teraz.
- Ja za tobą też. I nie mogłem już żyć bez twojego głosu, bez dotyku, zapachu..
 - Cóż.. Nie ma tak dobrze… Ym, a tak mniej więcej ile ty tutaj już jesteś?
- No jakieś pół godziny. Siedziałem na twoim łóżku i patrzyłem jak idziesz do garderoby w tym ręczniczku i miałem ochotę go z ciebie zdjąć, ale pomyślałem, że nie będę ci przeszkadzać.. I posłucham jak śpiewasz.. heh..
- O ty zboczuchu! No wiesz?!? Hehe, dobra, poczekaj w pokoju, zaraz przyjdę, tylko bez podglądania mi tutaj! Boże, a ja chciałam naga wyjść z łazienki.. Jednak mnie intuicja nie zawodzi. Haha – Justin zrobił minę jak.. haha, nieważne. Kurde, ale ja jestem… Nie wytrzymałam.. Już się obrócił, żeby wyjść, ale ja oczywiście nie.. Musiałam.. Pociągnęłam go za koszulkę z tyłu i go pocałowałam. Nosz, no nie mogłam tego nie zrobić no.
- Mmm.. Nie powiem, podobało mi się – jak zwykle uchachany.. Ja nie wiem.
- Już, już… Nie ciesz się tak, tylko idź.
- A może jeszcze raz? Taki mały, malutki buziaczek? Proooszę.
- Nie, nie, nie! Już wystarczy.. Muszę się w końcu ubrać.
No, w końcu się ubiorę haha, ale nie powiem.. Mm, dla niego mogłabym zrzucić ten ręczniczek.. Haha, ja to dzisiaj jakaś walnięta jestem. Kobieto, otrząśnij się! Ty masz dopiero 15 lat! Nie jesteś jakąś burdelmamą! Nie zachowuj się jak.. Haha. Już, już biję się z samą sobą. Ale jak tutaj mają mi jajniki nie eksplodować przy nim? No jak? Cóż. Przejrzałam co ja w tej szafie mam i… Wybrałam bluzę z Pepe (Panem Dziobakiem :D), 




czerwone rurki 
i białe skarpetki z Puma… Cóż.. Z racji, że dzisiaj mam dobry humor, założyłam też.. Ładniutką bieliznę :P W końcu kobieta musi czuć się zmysłowo i seksownie.
Wyszłam z tego zajebistego pomieszczenia i wróciłam do łazienki po szczotencję do włosów. No i  potem już do pokoju.. W końcu. W końcu do niego. I like It! Ale poplątane te włosy, no… Usiadłam obok niego i uśmiechnęłam się. Zajebioza kurwa! Szczotka mi się wplątała we włosy i nie mogłam jej wyciągnąć…. Hmm…




- Justin.. Mógłbyś mi pomóc? Proszę.. Głupie włosy. Chyba je zetnę.
- Heej, ani mi się waż ich ścinać! Są piękne, będę ci je codziennie czesał, tylko błagam nie ścinaj ich, kocham je.
- Ahaa. Czyli kochasz nie mnie, tylko moje włosy? Wiesz, dziękuję bardzo – powiedziałam i machnęłam foszka małego hehe
- Verguś, przecież wiesz, że nie. Kocham ciebie. I tylko ciebie. Za wszystko. Nie za włosy, chociaż są piękne. Daj, rozplącze ci to. No chooodź tu.. – jemu to jednak się nie da odmówić. Złapał mnie za rękę. Przysunęłam się.
-  Wiem, że mnie kochasz. Żartowałam – przysuwałam się do niego coraz bardziej.Popatrzyłam się na jego różowe usta w kształcie serca, które przypominały mi o walentynkach, których niegdy nienawidziłam, ale chyba teraz je polubię. Wzięłam jego twarz w swoje ręce.. Haha, o goshh, jak to brzmi! Boże! Haha. Nieważne. Objęłam jego twarz swoimi dłońmi. Taak, zazwyczaj to facet robi (wcale niee), ale ja też chcę. No i skończyło się na pocałunku.. Ale takim ładnym, obfitym.. Mmmm… ^^ Haha, położył mnie na łóżku i kontynuowaliśmy. Wszystko szło ok, do czasu kiedy… Szczotka nie zaczęła wbijać mi się w głowę.
- Mmm! Auć, ał!
- Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, głuptasie, nie ty, tylko szczotka wszystko zepsuła. Mógłbyś mi to rozplątać? Proszę.. – mówiłam, lekko jęcząc. To znaczy nie w tym sensie jęczeć, tylko z bólu.
- Daj to mała, haha.
- Ej, nie nazywaj mnie mała, wtedy czuję się jak.. No wiesz.. Jak dziwka. To taki teksty dla tanich panienek.
- Przepraszam – i dostałam całusa w poooliko..
Usiadł za mną i zaczął mi rozplątywać swoimi delikatnymi dłońmi. Nie powiem, szybko mu to poszło.. A co najważniejsze.. Bezboleśnie. Jego ręce leczą.. Cóż. Zaczął mi czesać te włosy moje kochane zapuszczane od urodzenia. Ale naprawdę czasem mam ich dość i zastanawiam się czy ich nie obciąć.
- Justin..
- Hmm..?
- A tobie się ze mną nie nudzi?
- Mmm.. – objął mnie od tyłu i położył głowę tak, że była na moim ramieniu i haha, patrzyła się na mnie. – Kochanie co ty mówisz?
- No bo ja nie wiem co ty możesz ze mną robić. Pewnie się nudzisz tutaj..
- Nie nudzę się. Sama twoja obecność przy mnie, mnie uszczęśliwia. Nic mnie nie utrzymuje przy życiu tak jak ty.
- Ale przecież ja prawie doprowadziłam do tego, że nie miałbyś nóg. Przeze mnie tylko cierpisz. Wtedy kiedy u ciebie mieszkałam to też cię zraniłam. Potem na tym głupim balu sylwestrowym.. Ja tam poszłam dla ciebie. Ledwo się tam dostałam, bo tam tylko znane osoby mogły przebywać. Chciałam cię zobaczyć, chciałam być przy tobie, ale jak zobaczyłam twoich rodziców i wszystkich takich szczęśliwych z powodu ciąży Seleny to pomyślałam, ze nie będę ci tego psuć… -  poleciała mi pojedyncza łza.
- Ale ja nie jestem z tym szczęśliwy. Jestem szczęśliwy z tobą. Tylko z tobą. Nigdy w życiu nie czułem takiego czegoś do nikogo, rozumiesz? Nikogo. Selena to jest tylko pretekst do rozgłosu, i tyle. Ja tego nie chciałem, ale jej manager się uparł, bo musi zrobić karierę czy coś. Na początku jeszcze jakoś to znosiłem, bo jej nie znałem, ale potem już poznałem i to jest jedna wielka rozpieszczona suka. Nie liczy się dla mnie wcale. A bal.. Zrobiłem to, bo cię kocham.
- Ale zrobiłeś sobie krzywdę przecież! I to przeze mnie. Ja rozumiem, uczucie uczuciem, ale pomyśl… Jakbyś się nie wyleczył to jak byś do mnie przychodził? Zresztą pewnie nie chciałbyś mnie znać.
- Chciałbym, wiedziałem przecież z czym się to wiąże. Nie rozumiem tylko, dlaczego uciekłaś, zamiast ze mną porozmawiać.
- Bo pomyślałam, że to wszystko rozwiąże, jak mnie nie będzie w twoim życiu. Ja bym cierpiała. Cierpiałabym, ale ze świadomością, że ty jesteś szczęśliwy. Ale teraz też cierpię, bo chyba do końca życia będę miała wyrzuty sumienia przez ciebie głupku - nie wytrzymałam i znów jego twarz złapałam, ale tym razem mocno i brutalnie. - Nie rozumiesz, że ja cię kocham??!! Nie rozumiesz?!
Nasze twarze były tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. Patrzyliśmy sobie w oczy. Boże.. Chyba nie ma bardziej przepełnionych miłością oczu niż jego. Ale się świecą.. Niczym gwiazdy w ciemną noc.. Położył dłonie na moich i oparliśmy się czołami. Zamknęłam oczy i znów poleciała mi łza.
- Już nie płacz.. Proszę – szepnął. Otarł mi ją i wstał. Podał mi rękę, a ja znów się w niego wtuliłam. Lubię to jego ciało, hehe. Lubię czuć się bezpieczna, a przy nim jestem. Wziął mnie na ręce, tzn.. Na barana od przodu xD. Że niby nogi miałam na wysokości jego bioder :P I trzymał mnie za dupę hehe. W ten sposób:



- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię.. I nic tego nie zmieni. I nie dręcz się już tym, bo to w końcu też dzięki tobie teraz chodzę. Obiecaj mi, że już nie będziesz o tym myśleć. Obiecujesz?
- Obiecuję. A wiesz.. Muszę ci się do czegoś przyznać. Bardzo brzydkiego.
- Eeejj, nie zdradziłaś mnie?
- Niee, króliczku no co ty mówisz..? Po prostu dzień przed balem.. To znaczy jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tam idę.. I weszłam do ciebie na balkon, bo nie mogłam wytrzymać bez ciebie i słyszałam jak mówisz, że cię nie chcę… Za to też przepraszam.
- Naprawdę tam byłaś? Noo.. To już teraz masz pewność, że cię kocham. Ale następnym razem możesz mnie uprzedzić, że jesteś na moim balkonie, szczególnie, że było już ciemno i mogło ci się coś stać.
- Oh, ty rycerzu mój, nie martw się, nic mi się nie stało. Ale muszę ci powiedzieć, że seksownie wyglądałeś w tym podkoszulku^^ - uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Przestań! Na pewno nie bardziej niż ty w tym ręczniczku! Haha
- No dobra, puść mnie, muszę w końcu porządek z tymi włosami zrobić. No bo jak ja wyglądam?
- Dla mnie zawsze idealnie.
- Dobrze, dobrze, ty mi już tutaj nie wciskaj farmazonów hehe. I puść mnie!
- A jak nie to co?
- Ymnym.. wyrwę się i sama zejdę!
- Mhm.. To proszę cię bardzo! – cóż, dobra.. Nie sądziłam, że to zrobi.. Miałam nadzieję, że mnie ten głupek puści, ale widać nie.. Hehe..
- Masz gilgotki? Hahah..
- Ymm… Nie… - wiedziałam, że kłamie.. więc… do dzieła! - Zaraz to sprawdzimy.. – zaczęłam go gilgotać po brzuchu, ale on nie puszczał, mimo że nie wytrzymywał ze śmiechu.
- O.. hhaa… Ok, ok.. Uchuu!.. Hahaha.. Dobra.. Haha, przestań, bo cię upuszczę, bo spadniesz! Haha.. Proszę cię, przestań.. Haha, UUUCH! Proszę, dobra, puszczę cię, tylko przestań! Haha! Już, już! Puszczam, haha.
- A mówiłeś, że nie masz łaskotek… Hmm.. :P Kłamczuszek z ciebie.. :DD – odwróciłam się i poszłam do łazienki, ale nie zamykałam drzwi.. No bo po co. Oczywiście ten poszedł za mną..
- Daj te włosy.. Ja chce sobie poczesać haha.. Mógłbym ci je tak codziennie..
- Dobrze. Dobrze, możesz codziennie :P Ale chyba to niemożliwe, bo nie będziemy mogli się codziennie widywać.
- Chcieć to móc.
Ach, te jego delikatne ręce. Staliśmy tak przed lustrem i patrzyłam się na niego jak on to robi z delikatnością, taką subtelnością. W ogóle to która jest godzina..? Hmm… Włożyłam rękę do kieszeni po telefon.. Ale nie do swojej kieszeni, bo mój był w pokoju. Do tylnej Justina..
- Ym, pozwól, że zobaczę godzinę, ok? – powoli, powoli.. haha, sięgnęłam po telefon. Uuu, fajnie. 16.
- Która?
- 16. Jutro muszę iść do szkoły.. Boże.. Jak mi się nie chce.
- To może ja już pójdę?
- Nie, nie, nie! Nie idź, proszę, błagam. Nie mam dzisiaj nic do zrobienia.. Przerwa była przecież.
- I nie masz żadnych planów na dziś?
- Mam, spędzić z tobą resztę dnia. I życia.
- To tak jak ja. Wiesz co.. Zabieram cię dzisiaj w jedno magiczne miejsce.
- Nice, z tobą wszędzie. Rozumiem, że to niespodzianka..
- No pewnie, a że dziś jest ciepło, i nie ma śniegu.. Pogoda jest tu strasznie zmienna, taaak.. To jest to idealna pogoda, żeby tam właśnie pójść, ale to jak się ściemni.
- Okej.. Heh, wiesz, mógłbyś mnie tak czesać zawsze.
- Ale że jak?
- No tak.. tak delikatnie, i z takim uczuciem.. Nawet o głupie włosy dbasz.
- Ale to nie są głupie włosy.. To są wyjątkowe włosy, bo są twoje – uśmiechnęłam się tylko i czułam, że przechodzi mnie rumieniec. Mam nadzieję, że nie zauważył. Spuściłam oczy w dół.
- Zauważyłem – wyszczerzył  się. Ja nie wiem, z czego n się tak cieszy zawsze, no nie kminie go czasami. – Przede mną nic się nie ukryje.
- Jasne, jasne, takie wały to nie mi. Selence to możesz sobie wciskać kity i możesz udawać, ale ze mną masz być szczery zawsze. Jasne?
- Już, już.. Widzę, że się waćpanna oburzyła zachowaniem pazia. Wielkie pany! Burżuje jebane! Haha – uwielbiam jak tak mówi, haha. Obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Hahhaha.. ooo.. Uch.. Nie mogę. Dobra dość.
- Haha.. Ok, to było mocne. Hahah, już skończyłeś czesać moje zacne włosy?
- Może… - zrobił minę typu -_-.. tylko z uśmiechem haha, coś takiego –U- Nie no haha, dobra zart. – Tak skończyłem i zabieram cię na spacer.
- Ale.. Paparazzi.. Wiesz..
- Tak, tak.. Pieprzę paparazzi. Ty jesteś najważniejsza. Co to kurwa ma być, żebym ja nie mógł z własną dziewczyną na spacer wyjść? – popatrzyłam się tylko i poszliśmy. Niech mu będzie. Skoro tak.. Jego wybór przecież. To nie ja jestem gwiazdą tylko on przecież, co nie? No właśnie. Tak się zastanawiam.. Właściwie to z jakiej racji on mnie kocha? Ja rozumiem uczucie blah, blah.. Ale on chyba nic o mnie nie wie przecież. Fuck the system wgl.. Ja o nim też prawie nic nie wiem. Ale tym się będę później martwić. Mimo tego byłam taka przygnębiona. Szliśmy za rękę, splecione palce itd. Nawet tego pieprzonego plebsu z aparatami nie było. Oczywiście Just musiał zauważyć, ze jestem smutna i stanął naprzeciw mnie. Ale ręki nie puszczał. Popatrzył się na mnie.
- Co się dzieje…? – puścił rękę i odgarnął mi włosy z twarzy. Był poważny, to znaczy.. Nie miał uśmiechu na twarzy, chyba był zmartwiony tym wszystkim trochę. – Nie jesteś ze mną szczęśliwa, tak?
- Justin, jestem, jestem. Jesteś najlepszą rzeczą, jaką bóg mi zesłał. Tylko po prostu martwię się o ciebie.
- To się nie martw. Poza tym nie ma o co się martwić przecież – palcami zrobił z moich ust uśmiech. Haha, nie wiedziałam jak to napisać :P Pokręciłam tylko głową i z uśmiechem poszliśmy dalej. Objęliśmy się nawzajem w pasie. W sumie dalej nie wiedziałam, gdzie on chce mnie zabrać. Może ma jakieś swoje ulubione miejsce, albo nie wiem.. Nie wiem. Ufam mu. Było już po 17. Tak się grzebaliśmy z tym wszystkim, że tak dzień przeleciał na ‘nicnierobieniu’. Ściemnia się, w końcu niby zima haha. Taka zima, że normalnie w bluzie albo i bez można wyjść. Rozpłynęłam się w myślach o nas, o naszym szczęściu, o… Taak, mam bardzo zboczone myśli ^^ ale co.. Marzeń mieć nie można? Można. Ale pewnie rzuci mnie prędzej czy później, dlatego muszę się cieszyć jego miłością, póki jest. Ja będę go kochała do końca życia, ale on na pewno znajdzie sobie inną laskę. W końcu to facet. Moje rozmyślania przerwał właśnie ten mój facet.
- Kochanie, ponieważ jesteś smutna.. Nawet jeśli mówisz że nie, to ja to widzę. Postanowiłem cię zabrać w pewne piękne miejsce, które łączy miliony ludzi i przychodzą tu, żeby móc spełnić swoje marzenia. Przynajmniej wierzą, że się spełnią i zazwyczaj się spełniają, podobno. Moje już się jedno spełniło. Poszliśmy… Na plażę. Tak, nasze plaże są przepiękne.. Lazurowa woda, piaszczysta plaża. Ale nigdy nie widziałam w niej nic innego niż plaży. Ale jeśli on widzi, to może ja też zobaczę. Chwila.. Nigdy nie byłam w tej części plaż. Byliśmy przed schodami i obok nich stał taki bodyguard heh. Nie no dobrze zbudowany facet, ale niezbyt przystojny bym powiedziała. Stary. Każdemu kto wchodził dawał jakieś opakowanie, w którym zapewne coś było, ale ja nie wiedziałam co to. Zeszliśmy na dół i nagle wyłoniły się tysiące ludzi i setki.. Chińskich lampionów.

- Wooow.. Justin.. Tu jest pięknie. Ale w  większości widzę tu tylko pary zakochanych…
- Tak, bo przychodzą tutaj puścić lampion za swoją miłość. Chcą, żeby przetrwała do końca życia i jeden dzień dłużej.
- Czyli.. To co ci dał ten facet to jest właśnie lampion..
- Tak, to jest lampion. Zabrałem cię tutaj, ponieważ.. Może to śmieszne, ale też chcę, żeby nasza miłość przetrwała i wierzę w te lampiony. Są magiczne.
- Magiczne jak ty. Dziękuję.. – przytuliłam go. Mój romantyk kochany. Poszliśmy poszukać jakiegoś wolnego miejsca.. Raczej kawałka wolnego miejsca, bo ludzi było naprawdę ogrom. Pięknie wyglądały te wszystkie szczęśliwe pary zakochanych, które przypieczętowały tym lampionem swoja miłość. A lampiony lecące w niebo.. Coś nadzwyczajnego.
Dobrze, że Just miał zapałki. No tak, przecież wiedział, że tam idziemy więc musiał mieć. Heh. Zaświeciliśmy lampion i trzymaliśmy oboje, bo musiał się nagrzać, żeby poleciał. Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy i byliśmy przepełnieni nawzajem swoją obecnością i szczęściem. W końcu wypuściliśmy lampion, złączyliśmy się dłońmi i patrzyliśmy chwilę w niebo. Chciałabym wiedzieć o czym on myśli.. Szkoda, że to niemożliwe. Po tym jak już nie widzieliśmy naszego świecidła.. Popatrzyliśmy sobie na usta i oboje wiedzieliśmy czego chcemy. Wznieśliśmy jakby toast haha..
- No to za nas.
- Za nas kochanie.
To było piękne, nie sposób opisać tego po prostu. Pocałunek z ukochaną osobą jest jak.. Jak skrzydła anioła. Te które przyniosły tyle nieszczęścia.. Ale to były sztuczne skrzydła. Wpletłam palce w jego czuprynę, on posunął rękę na moją pupę i złączyliśmy swoje wargi.. Mmmm.. Chyba nikt nie ma takich słodkich i miękkich ust. Mogłabym się od niego w ogólne nie odrywać, ale no niestety nie da się. Na koniec podniósł mnie do góry i prawie zakryłam jego twarz moimi „wyjątkowymi” włosami. Głupek. W noc mnie pocałował. A ja jego, no bo przecież nie można być dłużnym haaha. Niestety zrobiło się już dość późno, więc odprowadziliśmy się nawzajem do domu i musiałam iść.. Łeee! Jutro szkoła. Ale nie myślę o tym. Najpierw pożegnanie z Justinem.. Tak, więc stałam pod drzwiami do mojego domu razem z Justinem. Gapiłam się na drzwi i dziwnie się czułam. W środku świeciło się światło.
- Coś nie tak? Czemu nie otwierasz drzwi? Pomóc ci może?
Spojrzałam na Justina i zabójczo się zaśmiałam.
- Wiesz, że w domu nie ma moich rodziców? – złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam, patrzyłam mu w oczy. – Hawk zaraz wychodzi do chłopaka.. I wiesz.. Jeżeli bardzo chcesz to.. – przegryzłam dolną wargę i zaczęłam się denerwować, a Justin włożył dłoń w moje włosy i przeciągnął ją od nasady aż po końce (brzmi trochę jak z ulotki od szamponu do włosów, ale doobra). Uśmiechnął się tylko i musnął delikatnie moje usta.