poniedziałek, 2 stycznia 2012

The 5th Chapter


- Dzień dobry! Co tu się dzieje? – przystawiła mi mikrofon do ust. Wtedy Justin z jabłkiem zszedł po schodach.
- Kto przyszedł? O fuck! – potem szybko schował się za ścianą.
- No kurwa, co wy sobie robicie?! Żeby mnie w domu, w bieliźnie nachodzić?! Won mi stąd i to już – nawrzeszczałam na nich i zamknęłam im drzwi przed nosem. - Co oni sobie myślą?! Justin, nic ci się nie stało?
 - Nie, nic. Tylko walnąłem się… tutaj…(pokazał na usta)… wiesz, mogłabyś mi je opatrzyć?
 - Ty nie bądź taki mądry hehe  – powiedziałam. Dosłownie powiedziałam hehe ;)
 - Nie chcesz to Cię siłą zaciągnę – i przyciągnął mnie do siebie…
 Wiadomo co było dalej. Jak zwykle zmieniłam zdanie i poszłam za pożądaniem, a że rodzice w pracy, Jesse u dziewczyny, no to wykorzystaliśmy szansę. Jednak jak już prawie do tego doszło, to przypomniałam sobie, że mi się okres nie skończył. I lipa.
 - Justin? – powiedziałam dotykając jego ust
 - No?
 - Okres mi się nie skończył i lipa.
 - No i co? Przecież nie musimy się kochać. Przełożymy to na kiedy indziej. A teraz chodź.
 I poszliśmy na dach. Obserwowaliśmy zachód słońca, kiedy na dachu pojawił się szczur. Zaczęłam piszczeć. 
 - Justin proszę Cię zabierz go!
- Boisz się?
- Nie. Wrzeszczę tak dla jaj.. Jasne, że się boję.
Wziął tego szczura na ręce.
- No weź coś z nim zrób, a nie tak siedzisz jak pospolity debil.
- Mam go niby zabić?
- No może.. Nie wiem co się robi ze szczurami. Jak wolisz to możesz go pocałować, ale wtedy pożegnaj się z moimi ustami. Wiesz… Ja się boję szczurów od dziecka. Niczego się tak nie boję jak szczurów.
- Ale wiesz.. Szczur to też człowiek, yy.. tzn. to też stworzenie Boże. Nie powinnaś się go bać… Wiesz.. To że jest brzydki to wcale nie znaczy, że jest zły. Też kiedyś byłem brzydkim kaczątkiem…















- Ale nie byłeś szczurem, a dziwi mnie, że z małej kaczki wyrósł taki sexy facet.. :D
- Nie no dzięki, ale zmierzam do tego, że…
- Że z tego szczura wyrośnie Justin Bieber Junior.
- Niezupełnie. Chodzi mi o to, że ten szczur też zasługuje na szacunek. Przecież Bóg go takiego stworzył. To nie jego wina.
Wtedy przybliżyłam się do Justina i zaczęliśmy głaskać szczura. To było głupie. Wiedzieliśmy o tym, ale pomimo to go głaskaliśmy. To było dziwne, ale głaskaliśmy szczura. Nie mogę zaprzeczyć, bo naprawdę głaskałam szczura z Justinem Bieberem. Szaleństwo! Ale stało się. Tak po prostu było. Dopóki szczur nie ugryzł mu palca. Wtedy wyskoczył i pobiegł po rynnie w dół. Justina palec krwawił, więc zeszliśmy z dachu i poszliśmy do łazienki w moim pokoju.
- Jeszcze nie sprzątnęłaś tych testów?
- To nie jest teraz najważniejsze. Ty krwawisz, skarbie.
- O, jak ty się o mnie troszczysz, kochanie. Ale krwawi! Wielkie i szpiczaste zęby miał ten szczur.
- Tylko mi tu nie zemdlej. Może mam ci wyssać tą krew z palca?
- Nie no. Jeszcze jakby to była bita śmietana to wiesz… ale krew… może lepiej nie… albo dobra.
- Co ty taki niezdecydowany jesteś?
- No wiesz. Przepraszam cię, ale już drugi raz krwawię w tym domu. Twoi rodzice znowu pomyślą, że masz okres na podłodze.
- Daj spokój.
Zaczęłam mu zasysać krew z palca. Szczerze… Robiłam to specjalnie. I jeszcze patrzyłam mu głęboko w oczy. Czemu to robiłam? Czytajcie dalej..
- Przestań, błagam.
Zaczął się wiercić.
- No proszę. Kocham cię, ale nie rób mi tego.
Dalej się wiercił. W pewnej chwili drugą ręką zakrył swoje spodnie w kroku i wyciągnął ten palec z moich ust. Zaczęłam się śmiać.
- Przecież ja tylko żartowałam. Podobało się?
- Nie.
Wychodząc już z łazienki mówił:
- Przez ciebie muszę zmienić gacie i spodnie. Zajebiście po prostu. No dzięki. Zajebiście.
Aż mnie zatkało. Pomyślałam sobie: Czy to naprawdę go tak podnieciło, że aż…? Nieważne. Musiałam pójść go przeprosić. Wyszłam z łazienki z plastrem i wodą utlenioną. On stał tam goły, przebierał się. Chciałam zakryć oczy, ale zapomniałam o wodzie utlenionej i nalała mi się do oka.
- Masz za swoje – powiedział.
- Ale kochanie, przepraszam. Nie wiedziałam, że aż tak ci się podobam.
- No przecież cię kurwa kocham. Nawet tak to sprawdzasz?
- Nie no. Nie wiem co mnie napadło. Przepraszam cię. Zanim podejdziesz, żeby mnie przytulić ubierz się.
- Skąd wiesz, że chce podejść?
- Wyczuwam to w powietrzu. Taka telepatia.
Chyba się ubrał, bo podszedł do mnie i mnie przytulił. Zaprowadził mnie do łazienki i delikatnie przemył mi oczka. Milusi jest. Potem mnie pocałował w czółko i przytulił mnie mocno. To było takie urocze. Nic nie mówiłam. Opatrzyłam mu palec. Wyszliśmy z łazienki. Zaczęłam się zastanawiać czy powiedzieć mu o moich urodzinach, czy nie..
- Justin?
- Tak?
- Bo wiesz… A nieważne w sumie.
- Powiedz mi. Proszę. Coś cię gnębi?
Przybliżył się do mnie i położył dłonie na moich plecach (stał z przodu).
- Bo wiesz… Nic mnie nie gnębi. Jakoś tak nie mam nastroju. Jestem przygnębiona.
- Więc jednak coś cię gnębi.
- Nie. Po prostu.. Właściwie to tak. Chociaż nie… Chyba nie…
- Widzę, że nie powinienem już nigdy więcej kupować trawki od zdesperowanego hipisa. Na nas oboje źle to zadziałało. Nie dość, że obudziliśmy się w jednym łóżku to jeszcze ciągle nie możemy się zdecydować.. Zastanawiam się czy… Nie. To głupie… Nieważne.
- Widzisz… Chyba masz rację. Prześpijmy się.
Już podchodziliśmy do mojego łóżka.
- Justin, a gdzie ty idziesz?
- No jak to gdzie? Do łóżka. Spać.
- O nie. Wiesz co przepraszam cię, ale lepiej żebyśmy nie spali razem w jednym łóżku tzn. nie dzisiaj.
- No dobra. To co? Ja na podłodze, a ty w łóżku?
- Nie. No co ty nie pozwoliłabym ci na to. Może.. Wiesz co… Ty pójdź do jakiegoś innego pokoju spać, a ja tutaj pośpię.
- Dobrze, jak chcesz, kotku.
Pocałował mnie na pożegnanie. Zamknęłam za nim drzwi. Na klucz. Nie chciałam, żeby coś go pokusiło i żeby wszedł do środka. Zaczęłam się zastanawiać czy założyć do spania skarpetki, ale odechciało mi się spać. Liczyłam na to, że Justin nie stoi pod drzwiami i otworzyłam je. Miałam rację - nie stał, tylko leżał. Szkoda mi się go zrobiło, że tam tak leżał jak jakieś zwierzę zamiast spać w normalnym łóżku. Wsunęłam mu pod głowę poduszkę i przykryłam go kocem. Nie chciałam, żeby zmarzł. Po cichu poszłam na strych. Weszłam na dach i zaczęłam przez lornetkę obserwować miasto. Tak, podglądałam też sąsiadów. W sumie nic ciekawego się nie działo. Ludzie chodzili chodnikiem. Nastoletnia młodzież jeździła na rolkach, deskach i rowerach. Sąsiadki wracały z zakupów, starsze panie wracały z zakupów. Na pozór zwykłe czynności. Jednak coś mnie zaczęło zastanawiać. Zobaczyłam mojego kuzyna George’a. Rozmawiał z jakąś dziewczyną. W pewnym momencie walnęła go w twarz i uciekła. Ta dziewczyna to była moja koleżanka Jessica. Zeszłam do George’a.
- Co ty tu robisz?
- Pamiętasz jak mnie przytuliłaś? Wtedy kiedy to było w gazetach.
- No…
- Więc ja tu wtedy byłem, bo szedłem ją odwiedzić. Jak zobaczyła nasze zdjęcie to mnie rzuciła, a ja tak ją kocham. Wiesz co to miłość?
- Wiem.
- Od tamtej pory próbuję jej to wytłumaczyć, ale widzisz…
- Hmmm… Wiesz co ? Pogadam z nią jak tylko ją spotkam, co ty na to?
- Taaa, ja na to jak na lato, ale wiesz, nie wiem czy zechce z tobą gadać, bo w końcu ty byłaś na zdjęciu… 
- Nic się nie martw, jakoś to załatwię.
- Dzięki, dobra ja muszę lecieć, paa  - powiedział i poszedł sobie, a ja postanowiłam iść na krótki spacer, ale najpierw poszłam po Justina. Już nie spał. Spytałam:
- Hej kochanie, pójdziesz ze mną na spacer? – mówiłam tak do niego, kiedy rodziców nie było w domu. 
- Yyyy, tak jasne, tylko poczekaj chwilkę… - i wbiegł do mojej sypialni, zamykając drzwi na klucz.