sobota, 1 września 2012

The 30th Chapter


No cóż, po dłuższym zastanowieniu zdecydowanie nie nazwałabym tego tańcem, ale jakimś wywijaniem pizdy na lewo i prawo bardziej niż włosami. Se wybrał naprawdę. Zamiast to poczekać na wolnego, żeby nie wiem… Podroczyć się, poflirtować <niewinnie oczywiście>, potem jakieś giereczki szmateczki w WC… Yyy, czy coś. Nie no, ja nie mam jakiś brudnych myśli czy coś, żeby nie było. Ja go nie chce. Niech spierdala, pf.. Co tam taka gwiazda, najpopularniejszy face na świecie… Ja sobie poczekam na tego jedynego, idealnego, na tego jak mu tam.. Nikogo. Znaliście takie imię? Uwielbiam użalać się nad sobą. Właściwie to nie jest użalanie się nad sobą, to jest stwierdzanie faktów. Powiedzmy sobie otwarcie kurwa! Nikt mnie nie chce, nikt. Na tym świecie jak pizda jedna umrę sama. Nawet mnie nikt nie pochowa, nikt się tym nie przejmie. Nikt. Jak pizdę kocham. Jak się denerwuję to często przeklinam. Taki już mój urok. Nienawidzę być dorosła. Co się kurwa dzieje, jeszcze wczoraj miałam 15 lat, byłam niezrównoważoną, kochającą seks uczennicą, w której kochał się najpopularniejszy nastolatek świata, który za nią szalał, który co prawda wyszedł jej naprzeciw w gołym kutaskiem, haha, jakie to było słodkie. Miał wtedy.. Niech policzę… Jeden palec, drugi palec.. Dobra, jebie mi już. Osiemnaście lat miał, niecałe.. I co kurwa dziwne, ja wszystko pamiętam, wszystko, i to uczucie, aż mnie ściska.. Aaach, aach.. Dobrze, że byłam w toalecie. Zawsze noszę przy sobie wibrator. No co, każda samotna szanująca się singielka powinna mieć. Jak nie ma porządnego kurwa faceta z wielkim jak u konia, albo chociaż jakiegokolwiek chętnego.. To trzeba. Nie będę się zagłębiać w ten temat. Po prostu wyjęłam z torebki <składany, haha> i zaczęłam sobie… Wsadzać kurwa. I chuj. Najpierw powoli, ale byłam taka napalona, mając przed oczami sceny z Justinem. Och, Och, OoooooOOooOch! Ja PiedzieleeeeE! O gosh, o, o gosh, jak dobrze, Aaaach. Szczerze? Nie chcielibyście widzieć mojej miny, ooj nie. Ale było zajebiście. A jaki śluz… Mmm, orgazm zaliczony. Teraz można się bawić dalej. Szkoda, ze minetki sobie nie mogę sama zrobić.. Mmm, qrde, zaraz wezmę któregoś. Może nawet nie skończy się na minetce, mm.. Ale twarde sutki, Aaaa <seksowne pisknięcie,hhaa>. Uwielbiam ten stan ekstazy, ten błysk w oczach. Ale to nie to samo co z jakimś napalonym zboczeńcem. Ach, przebzykałabym. Mógłby być na przykład taki.. Hm… Mitchel Musso.. Może być.. Trochę nieokrzesany, ale ma ten seksapil.. Albo Enrique Iglesias, trochę za stary. Albo.. Chri Brown. Nie no, nie przelece kolegi Justina. Bez sensu. Hmm, gdzieś tu powinien być Liam.. Ej no kurwa nie, co ja się tak na tych Liamów napaliłam. Poza tym on jest z Miley, bez przegięcia.  Dobra, idę na poszukiwania. Tylko trzeba się jakoś ogarnąć. Hmm, co ja mam w mojej torebce.. Sukienkę, buty, jakieś tusze do rzęs, jakieś maziaje, duperele. Doobra, po co ja to wszystko brałam? Nie wiem, idę się przebrać. Po dziesięciu minutach byłam gotowa. Miałam sukienkę taką, jakby marchewkowa z ogonem, znaczy dłuższa z tyłu, do tego butki takie sandały na koturnach. Tyle. Makijaż poprawiłami wszystko. Można iść wyrywać jakiś napalonych celebrytów. W końcu tylko ja tu jestem paparazzi, a mnie się też chwila odpoczynku należ, więc… No, nikomu się nie muszę tłumaczyć. Wyszłam na salę z aparatem, porobiłam trochę zdjęć, oczywiście miało to być przykrywką. Justina w pobliżu nie było, więc jebać go. Patrzyłam się to tu, to tam, a moim zajebistym sprzętem robiłam nagie dupencje i cycunie pijanych gwiazdek, które będą rozchwytywane w portalach, tabloidach i innych. Która to godzina… Druga. No cóż, trzeba się streszczać jak chcę jeszcze zaliczyć jakieś ciacho. Ale najpierw.. Pójdę się czegoś napić, suszy mnie bo tym Vergia + Wibrator… Podeszłam do baru. Myślałam, że działa samoobsługa, no ale jak widać nie. Mmm, seksowny ten barman. Lekki zaroście, wysoki, oczęta zielone, okularki. Taki.. Grzeczny. Pomyślałam, Mmm… Jak ja to lubię! Aż mi się oczy zeszkliły. Dobra ej, stop! Ja nie poznaję siebie. Przecież ja taka nie jestem, cholera jasna. Jestem poukładana, mądra, haha, taak.. Jasne. Nieważne. Chyba coś się zmieniło, bo jakoś się nie poznaję. Może to stan chwilowy. Nie wiem, ale mam ochotę na dziki seks. Nieważne czy grupory, czy sam na sam. Byle by dziki. Tu i teraz, na barze. Z nim. Nie ukrywam, miałam dość duży dekolt. A on, jakie to słodkie.. Chyba się zarumienił. A paczył.. Nie no, wcale nie było widać. Był gdzieś w moim wieku, nie więcej. Ale na pewno nie mniej. Pokazałam mu palcem w swoją stronę.. Przysunęłam się i szepnęłam..
- Chcesz tego..? – ach, ten dar… Tylko się uśmiechnął. Dobra, chyba jednak nie podziałało.
- A może się napijesz.? Tak na dobry początek… Hmm? – nie wyglądał mi podejrzanie, ani trochę. Ale wygląda, że był bardziej cwany, niż by się mogło wydawać. Jednak zgodziłam się.
- Hmm.. A co mi zaproponujesz?
- Nie wiem, może Sex on the Beach… Maleńka.
- Nie jestem maleńka, ogierze. Nie chcę takiego badziewia. Dawaj podwójne Malibu Solaris.
- Uuu, widzę burżuj.. Okej, żartuję. Po prostu nie pijesz byle czego. Już daję.
I tyle kurwa pamiętam z tego całego wieczoru. Tyle. Obudziłam się z bólem głowy na drugi dzień w jakimś.. Nie wiem nawet co to do jasnej piczki jest. Jakaś piwnica, chociaż… Ja bym to raczej przedstawiła jako ołtarzyk dla.. Nie wypowiem bo się boję. Wokół były świece, na środku ogromny pentagram, jakieś pochodnie. Byłam związana. Super, że nawet usta miałam zaklejone, co za pedofil. Nawet nie zauważyłam z tego wszystkiego, że.. Jestem kurwa naga. Cała, All. Sutki mnie bolą. Bez bielizny, bez niczego. Co on sobie myśli. Goosh. Pojebaniec, chce mnie złożyć w ofierze czy co? Wokół.. Do dobra, nie wokół. Na ścianach i podłodze były porozwalane moje zdjęcia, jak mnie bzykał. Całował, lizał, robił minetę, wsadzał mi. Nawet.. Boże, jak mogłam tego nie czuć?! Robił sobie loda z moimi ustami, jakkolwiek to brzmi. Były jeszcze zdjęcia jak mnie macał po cyckach, jak przegryzał moje sutki, jak trysnęła jego sperma na mnie.. Może.. Nie no.. No nie.. On, no nie no.. Nie.. on jest nekrofilem i wyobrażał sobie.. nie.. albo myślał, że jestem martwa? O fuu… Boże. Najdziwniejsze było to, że ja go skądś znam… Tylko nie mogłam sobie przypomnieć kto to jest.. Tak patrząc na te zdjęcia… Ja pierdole, to Jim! Jim kurwa. I chuj. Ale przecież.. Przecież, no jak to. Przecież my się przyjaźnimy.. Boże.. Myślałam, że go znam, że jesteśmy bratnimi duszami, że… Matko, z kim ja żyłam.. To jakieś chore. Jak on się dowie, że ja żyje, to.. To mnie zabije. Muszę udawać, że nadal jestem nieprzytomna. Nie mam żadnych ubrań, telefonu, nic. Zero kontaktu ze światem. Zero. Muszę się stąd jakoś wydostać... Tylko jak, nie widzę żadnego wyjścia. Ale za to… Moja torebka! Może coś w niej jest. Ba, no na pewno cos w niej jest. Chyba że wyciągnął. Już miałam się po nią jakoś zaczołgać, ale oczywiście on się zbliżał, albo raczej oni.. Było ich dwóch. Coś memlali pod nosem, ale był taki pogłos że nic nie usłyszałam, słowa się zlewały. Dobra, udaję, że się nie ocknęłam. Byli już obok mnie. Znam ten głos. Ten pierwszy to Jim, a ten drugi.. Ten barman z wesela! No jak on mógł no. Jak! Milczeli tak przez chwilę, dopiero barman się odezwał.

- Po co ty to kurwa robisz?! Pojebało do reszty? Jak się psy dowiedzą to cię zamkną na co najmniej parę lat do pierdla. Ona jest paparazzo, prędzej czy później będą jej szukać, w końcu jest najlepsza w Stanach debilu. Pomogłem ci dawając jej pigułkę, ale nic więcej nie będę dla ciebie robił stary, kocham cię, ale sorry, lekka przeginka pały.
- Nie wiesz, co ona mi kurwa zrobiła. Przez tyle lat się z nią przyjaźniłem, pomagałem, próbowałem uwieźć, zakochałem się w niej bez pamięci a ona? Potraktowała mnie jak psa, odrzuciła mnie, zachowywała się jak zakonnica, udawała, że niczego nie zauważa. Nie mogąc się z tym pogodzić zostałem pedałem, Kurwa! Nigdy jej tego nie wybaczę, w końcu przyszedł czas na upragnioną zemstę. Wyrucham ją jak dziwkę, jak ostatnią bitch. Żeby nie zaznała już żadnej rozkoszy z seksu, wykastruje, a na końcu jak będę miał ochotę.. Zarżnę. Najpierw zerżnę, potem zarżnę. Zobaczy jak ja się czułem. – boże, serce mi biło jak jasna cholera, co ja mu zrobiłam. Żeby mi tylko łza nie poleciała, żeby tylko łza nie poleciała. W życiu bym się nie domyśliła, że on coś do mnie, boże, ja go zraniłam. Ale mógł powiedzieć, a nie. Przecież przyrzekaliśmy sobie, że żadne z nas nigdy, że każdy ma swoje życie.
- Stary, ja cię nie poznaje. Już dość ją wybzykałeś. Przecież to jest człowiek, kobieta. Przecież… Czekaj.. Ty nadal ją kochasz, prawda…? – czekałam na odpowiedź. Oboje czekaliśmy. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Nie wiedziałam co się dzieje. Czy on naprawdę nadal coś do mnie czuje? Przecież to nie może być prawda. Qrwa. Ze słodkich rozmyślań wyrwał mnie huk strącanych po kolei jakiś narzędzi, metalowych naczyń.. Nagle cisza, ledwo słyszalny dźwięk osuwania się po ścianie. Płacz.. Ja pierdole, jeszcze nigdy nie widziałam jak on płacze. Jim był zawsze delikatny i wrażliwy, owszem.. I zawsze mi się to w nim podobało. Przez pewien czas nawet wydawało mi się, że coś do niego czuję, ale przecież nasza obietnica. Już miałam się ujawnić, że wszystko słyszałam, już miałam do niego podejść i go pocieszyć, przytulić się do niego chociaż gardziłam nim przez to, jak mnie potraktował, jak mnie wykorzystał, brzydziłam się nim. Jak mógł mnie tak brutalnie gwałcić. Dobrze, że jeszcze żyję. Jeszcze robił zdjęcia. Jak on mógł. Ale mimo tego było mi go szkoda. Tak wiem, pojebało mnie. I chuj. Mogę robić co chce i czuć co chcę. Mogę nawet z nim być i nikt mi nic nie zrobi. Zaczęłam się go bać, ale chciałam z nim pogadać. Otworzyłam oczy.