Dziwny jest ten świat. Niedawno się o tym przekonałam. To był wtorek. Leżałam sobie na kanapie oglądając MTV, kiedy ktoś rozbił okno w kuchni rzucając kamieniem owiniętym w kartkę. Odwinęłam tą kartkę krzycząc: Co debilu?! Uciekasz? Zaczęłam go gonić, ale zajechała mi drogę jakaś limuzyna. Okno się otworzyło. Próbując się opanować powiedziałam: Zjeżdżaj palancie! Właśnie mu pomogłeś uciec! Na początku go nie poznałam, więc nie szczędziłam emocji. Wykrzyczałam mu wszystko w twarz. A on wpatrywał się we mnie i powiedział: Już? Skończyłaś? Świetnie, to teraz mi opowiedz co się stało... Zaczęłam się na niego głupio patrzeć. W kółko powtarzałam: Kogoś mi przypominasz… Czy ty… Nie. To głupie. Spytał o co mi chodzi. Odpowiedziałam, że nieważne. Świadoma swoich myśli odeszłam. Słyszałam jak mnie wołał. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za rękę i odwraca do tyłu. Nie odpuścił. Pomyślałam sobie: Dlaczego mu tak na tym zależy? Cały czas nie byłam tego pewna, czy to naprawdę jest on, ale przecież to nie możliwe, co on by tu robił? Po chwili zaczęłam głośno myśleć i go zapytałam, dlaczego jeszcze nie wsiadł do tej limuzyny i nie odjechał. W milczeniu uśmiechnął się. Jeszcze raz spojrzałam na niego spod ciemnych okularów. Zdjęłam je i opierając się o najbliższy śmietnik cwaniackim stylem powiedziałam: Skąd masz tyle kasy, że cię stać na limuzynę? Za wszelką cenę próbowałam z niego wycisnąć informację kim jest i czy jest tym kim myślę, że jest. On nadal się nie odzywał tylko milczał. Staliśmy tak dosyć długo patrząc się nawzajem na siebie. Nie mieliśmy zamiaru przestawać. Ja też przestałam się odzywać, bo mi się to znudziło. W końcu z tej pięknej chwili wyrwał nas mój starszy brat wychodzący właśnie z domu. Zapytał się czy zostaje w domu. Powiedziałam, że tak i zaprosiłam tego chłopka z limuzyny do domu. Nie pytając się o nic podałam mu szklankę soku i usiedliśmy w ogrodzie. Sam z siebie w końcu powiedział mi kim jest. Nie myliłam się, ale w ciszy patrzyłam mu prosto w oczy zagryzając wargi. Nie to, że chciałam go podniecić czy coś. Ja tylko nie chciałam powiedzieć czegoś głupiego. Zapytał:
- Czemu to robisz ?
- Ale co? – spytałam.
- No to. - odpowiedział.
- Ale co? – sytuacja się powtarza :D
- No tak zagryzasz wargi. Weź przestań.
- Ale czemu? Coś się stało? O Boże, głupio wyglądam tak?
W sumie to mógł sobie coś pomyśleć bo to musiało dość dziwnie wyglądać. Ale ja nie robiłam tego specjalnie! Chociaż... jest bardzo przystojny, wysoki i z tego co widać inteligentny, więc czemu by nie... Nie no co ja gadam, przystawiam się do gwiazdy!! Ale chyba zaczynam się w nim... Nie, to niemożliwe, uspokój się, opanuj emocje... Po dłuższym rozmyślaniu w końcu powiedział:
- Po dłuższym rozmyślaniu w końcu to powiem. Nie przestawaj zagryzać warg. You look hot kiedy to robisz.
Poczułam się jakbym grała w jakimś romantycznym filmie. To było takie urocze. Gdy tak myślałam walnęłam się z liścia w twarz i głośno myślałam: „Nie wolno ci tak myśleć. On jest gwiazdą. To przecież Justin Bieber.” Dziwnie to musiało wyglądać, ale stało się i już.
- Co jest, powiedziałem coś nie tak?
- Nie no co ty, ale wiesz, ja na co dzień nie słyszę takich komplementów... - Oczywiście jak to ja zaczerwieniłam się od razu.
- Ouu.. Nie chce, żebyś sobie coś pomyślała o mnie…
- Przestań, to nie twoja wina, tylko moja... bo wiesz, to się stało jakoś tak szybko i.. No wiesz... Oj, tak trudno mi jest to powiedzieć.. Po prostu ja... Nie wiem jak to powiedzieć, bo tak krótko się znamy..Ohh.. Nieważne.
- Przestań, to nie twoja wina, tylko moja... bo wiesz, to się stało jakoś tak szybko i.. No wiesz... Oj, tak trudno mi jest to powiedzieć.. Po prostu ja... Nie wiem jak to powiedzieć, bo tak krótko się znamy..Ohh.. Nieważne.
- Nie, powiedz mi, czuję się źle, kiedy nie wiem, co Cię gryzie.
I nagle zrobiło mi się tak lekko, kiedy to usłyszałam. Pierwszy raz słyszę tyle miłych rzeczy od chłopaka. Jeszcze w dodatku tylko kilka godzin temu się poznaliśmy. Chwilę potem dotknął ręką mojego kolana, czułam jak robię się coraz bardziej czerwona...:D Jak sobie wyobrażam siebie w letniej sukience, a on tą rękę tam kładzie to ja po prostu w to nie wierzę. Zsunęłam delikatnie jego dłoń z kolana i wstałam z krzesła. Z zakłopotaniem powiedziałam:
- Także tego… To ja idę do kuchni. Może chcesz coś do jedzenia?
Justin zaczął się śmiać. Spytałam:
- O co ci chodzi? Co cię tak śmieszy?
- Nic. Po prostu zachowujesz się jak małe dziecko. Czemu ode mnie uciekasz?
- Bo to wszystko dzieje się za szybko. Nie uważasz? Czego ty ode mnie oczekujesz?
- Za szybko? Myślisz, że ja mam czas? Zaraz mam koncert. Ile ty właściwie masz lat?
- A na ile wyglądam?
- No nie wiem.
- Dobra, ale się nie śmiej. Mam 14 lat.
Bieber szybko wstał, przeprosił mnie i pobiegł do limuzyny. Czułam w nim strach, tylko nie wiem przed czym. Odjechał, a ja stałam jak wryta nie wiedząc co źle zrobiłam, co powiedziałam. Nie mogłam się otrząsnąć. Widziałam wtedy w jego oczach rozczarowanie. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Pobiegłam za nim, ale nie zdążyłam otworzyć drzwi. Nawet nie mam do niego żadnego kontaktu, numeru telefonu, czegokolwiek. Nie wiedziałam co robić, widziałam, jak się spłoszył. Pewnie się teraz obwinia, bo myśli, że się dobierał do jakiejś małolaty. Albo wręcz przeciwnie. Myśli, że sama tego chciałam i go prowokowałam. Kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Postanowiłam pójść do swojego pokoju. Wpadłam na pomysł, że zobaczę na necie, czy czasem nie ma jego numeru – przecież wszyscy go znają, albo może adres e – mail. Na szczęście znalazłam nr komórki. Pospiesznie zadzwoniłam, ale nikt nie odbierał. Pomyślałam, że może nie ma czasu. Odłożyłam telefon. Nie mogłam dać sobie spokoju i dzwoniłam tyle razy, ile to było możliwe, jednak nadal bez skutku. Byłam zmęczona tym wszystkim i zdrzemnęłam się. Jak się obudziłam spojrzałam na zegarek. Już 17:00. Zeszłam na dół. MTV wciąż było włączone, a ja ciągle byłam sama w domu. Dziwne było to, że akurat puszczali jego koncert. Kończył się. Zrobiłam sobie popcorn. Wsypałam do miski i położyłam się na kanapie. Wtedy zdarzyło się coś czego bym się nigdy nie spodziewała. Justinowi leciały łzy z oczu, próbował to ukryć, ale to było silniejsze od niego. W końcu powiedział:
- Dzisiaj zdarzyła się szansa, którą zaprzepaściłem. Strasznie tego żałuję. Wiecie.. Zakochałem się..
Wtedy wyplułam popcorn na telewizor, a miska aż mi spadła na podłogę.
- Nie znam nawet jej imienia, ale wiem, że jest jedna na milion. Kocham ją. Przepraszam..
I wtedy zbiegł ze sceny za kulisy. Widownia ucichła i jakiś koleś wszedł i powiedział: Justin chyba ma depresję. Musimy zakończyć koncert.
Pomyślałam: „To nie depresja. To miłość.” Była dopiero godzina 20:00, a mi już tak się chciało spać, że położyłam się w łóżku lecz nie mogłam zasnąć. W głowie plątały mi się myśli o tym co powiedział. Czy naprawdę miał na myśli mnie? A może codziennie się tak spotyka z dziewczynami?
OCZAMI BIEBERA:
OCZAMI BIEBERA:
Ale już późno.. Z drugiej strony właśnie zauważyłem jaka silna jest miłość. Jadę limuzyną szukając domu tej dziewczyny. Znalazłem. Kazałem kierowcy jechać do domu. Zastanawiałem się jak tam wejść i gdzie jest jej pokój. Znalazłem okno z fioletowymi firankami. Uwierzyłem, że to jej pokój. Wdrapując się po rynnie zahaczyłem o jakiegoś gwoździa. Strasznie zabolało. Krew mi zaczęła lecieć strumieniami. Jednak wszedłem do środka. Nikogo tam nie było. Może to nie jej pokój. Po cichu wyszedłem i szedłem przez korytarz. Na jednych drzwiach był napis: Nie wchodzić! Pokój Vergii. Vergia- może to jej imię. Zaryzykowałem i cichutko wszedłem do środka. Tak myślałem, to jej królestwo. Widać – plakaty na ścianach, gitara, sterta książek na biurku. A ona leżała na łóżku odwrócona do mnie plecami. Podszedłem powoli bliżej. Miała zamknięte oczy. Uklęknąłem przy niej i zacząłem głaskać jej rękę, kiedy nagle się obudziła.
- O mój boże, Just… - zaczęła.
- Ćśś…. Nic nie mów, tylko mnie posłuchaj – odparłem z odrobiną zdenerwowania w głosie – Przepraszam Cię za wszystko, nie chciałem cię pospieszać, ani nie miałem nic złego na myśli, ja po prostu się w Tobie zakochałem od pierwszego wejrzenia rozumiesz? Nigdy wcześniej nic takiego nie czułem. To jest naprawdę piękne uczucie i trudno mi jest to opisać.. Ale wiedz, że Cię kocham.
Wpatrywała się we mnie z uśmiechem swoimi wielkimi, niebieskimi oczami, po chwili mówiąc:
- Ja też Cię kocham, ale teraz wstań, proszę.
Wstałem, za chwilę ona też wstała i przytuliła mnie tak, jak jeszcze nikt inny. Staliśmy tak w ciszy wtuleni w siebie około 20 min., dopóki nie zasnęła mi w ramionach. Wpadłem na pewien pomysł i obudziłem ją.
- Co się dzieje?- spytała po przebudzeniu.
- A nie, nic. Tylko chodź ze mną.
Poszedłem z nią na strych i wyszliśmy małym oknem na dach. Usiedliśmy. Patrzyliśmy się na niebo. Gwiazdy świeciły jak jeszcze nigdy dotąd. Księżyc jaśniał i był potężny.
Do tej pory tego nie zauważałem. Wpatrywałem się w nią. Miała przepiękny uśmiech. Taki jaki tylko niebo może stworzyć. Modlę się do Boga każdego dnia, żeby cały czas na jej twarzy było tyle szczęścia. Włożyłem dłoń do kieszeni. Była tam paczka suszonych bananów. Spytałem czy lubi banany. Odpowiedziała, że tak. Lubi też winogrona. Tak jak ja. Zaczęliśmy jeść te banany. Ja częstowałem ją, a ona mnie. Czułem się jakbym już nie żył. Jakbym wylądował w niebie razem z nią. W takim naszym królestwie. W naszym świecie. Bez anty-fanów i wrogów. Zapomniałem o otaczającym nas świecie i wpatrywałem się w nią. Przytuliłem ją i zasnęliśmy.
Do tej pory tego nie zauważałem. Wpatrywałem się w nią. Miała przepiękny uśmiech. Taki jaki tylko niebo może stworzyć. Modlę się do Boga każdego dnia, żeby cały czas na jej twarzy było tyle szczęścia. Włożyłem dłoń do kieszeni. Była tam paczka suszonych bananów. Spytałem czy lubi banany. Odpowiedziała, że tak. Lubi też winogrona. Tak jak ja. Zaczęliśmy jeść te banany. Ja częstowałem ją, a ona mnie. Czułem się jakbym już nie żył. Jakbym wylądował w niebie razem z nią. W takim naszym królestwie. W naszym świecie. Bez anty-fanów i wrogów. Zapomniałem o otaczającym nas świecie i wpatrywałem się w nią. Przytuliłem ją i zasnęliśmy.

