Zdecydowałam, że jej powiem. Niee... Nie mogę jej powiedzieć.. No ale muszę no, muszę jej powiedzieć, bo ona mi tego nie wybaczy. A jak uzna, że jestem powalona jakaś?? Przecież to jakiś absurd. Normalnie w życiu takie rzeczy się nie dzieją. Ale pewnie.. Vergii tak, bo Vergia to wariatka jakaś niewydarzona, która oczywiście musiała rozdziewiczyć swoje usta z bogiem seksu i najprzystojniejszym i najzajebistszym facetem na Ziemi. Tylko ty tak potrafisz zrobić, co nie, Vergia? No pewka. Nikt inny, tylko ty. Dobra, wejdź na neta, zobacz co ciekawego na jego temat piszą. Pewnie znów jakiś skandal, pewnie o mnie głośno. Właśnie! Mam dowód! Gazeta. Przecież jestem w gazecie na okładce! Pewnie mnie już widziała. A jak widziała, to co ona sobie pomyśli. Że ja jakąś dziwką pierdoloną jestem czy jak do jasnej cholery jebanej. No ja nie ogarniam, mam mętlik w mózgu swoim pojebanym. Jak ksiądz na kacu kurwa się czuję. A jebać to, co ma być to kurwa niech będzie, świat się nie zawali, ale jak mam z nią iść na koncert no to chyba powinna wiedzieć, tym bardziej, że mamy wejścia dla VIP-ów to mnie pozna przecież. Chyba, że specjalnie będzie udawał, że mnie nie zna. Żeby sobie kłopotów nie narobić. I tak chyba będzie lepiej. Tak uważam. Dlatego lepiej będzie jeśli jej wszystko powiem. Nie wolno niczego przed przyjaciółką ukrywać. Nawet jeśli ona nie chce tego słyszeć.
Tak pogrążyłam się w tych refleksjach, że przerwał mi dzwonek do drzwi. Kelly przyszła. Doobra..
- No hej, piękna! Jak ja się za tobą stęskniłam. Dzwoniłam, ale się nie odzywałaś, co się z tobą działo? Tak blisko mieszkamy, przyjaźnimy się, a ty nawet nie dawałaś przez jakiś czas znaków życia. Opowiesz co się stało? Myślałam, że koniec naszej przyjaźni - przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać.
Strasznie to jeszcze przeżywam. Zakochałam się w nim i tyle. I jeszcze ten kiss.. To nienormalne. Po co on to robił? A raczej zrobił... A raczej oboje to zrobiliśmy.. Po co? I on jest zraniony i ja. I gówno kurwa. Jebaństwo pierdolone. Czułam, że ona mi uwierzy, muszę jej wszystko powiedzieć.
Ona była osobą, która tak naprawdę mnie zna, jako jedyna. Ona mnie wspiera kiedy jest źle, postawi mnie do pionu kiedy trzeba, pocieszy... Warto mieć taką osobę. Ale jedną, bo jak masz więcej, to masz wyrzuty sumienia, że zaniedbujesz tą drugą. Wtedy czujesz się jak suka, bo myślisz, ze jesteś okrutna i nie ma cię, kiedy ktoś cię potrzebuje, że jesteś tylko dla jednej osoby i się poświęcasz, a dla drugiej już nie, że ta druga cię nie interesuje, mimo, że starasz się najmocniej na świecie. Wiesz, że obydwie są bliskie twojemu sercu, a jednak.. Niby nic, ale jednak coś.. Coś jest na rzeczy. No.. W każdym razie ja mam jedną taką osobę. I tak jest dobrze. Stałam tak wtulona w nią i szlochałam. Nie umiałam nic powiedzieć. Miałam zalokowane gardło. Chciałam się na razie wypłakać. Tego mi było trzeba. Układałam sobie słowa, jakie mam jej powiedzieć, w oczach mając jego i nasz pocałunek. Zawsze jak sobie układam przemowę, to ona nigdy nie wychodzi i tak mówię co innego niż chcę. Niby nie mam obaw co do tego, że nie uwierzy, ale jednak w pewnym sensie to jest absurdalne. Ale opowiem jej od początku uprzedzając ją najpierw, że to może dziwnie zabrzmieć i może mi nie uwierzyć, ale sobie tego nie wymyśliłam. Kelly w końcu odezwała się półgłosem mówiąc..
- Heej, Vergia, kochanie.. Co się stało..? Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć. Bez wyjątku.
- Wiem, wiem Kelly, tylko że ja się boje ci tego mówić, bo boję się, że mi nie uwierzysz..
- Uwierzę.. Przecież wiesz.. Razem sobie z tym poradzimy..
W końcu się od niej odkleiłam. Odgarnęła mi włosy tak, że było mi widać zapłakaną twarz. Chciałam odwlec od tematu. Pokazałam jej bilety i udawałam szczęśliwą. Ze sztucznym uśmiechem powiedziałam jej o biletach.
- Ooo, zobacz, byłabym zapomniała.. Dostałam bilety od rodziców.. Dwa.. Żebyśmy razem poszły - głos mi się załamał.
Popatrzyłam na te bilety i znowu łza spływała mi z policzka, odwróciłam się plecami do Kelly. Ona chyba tylko udawała, że nic nie wie. Przecież to było na czołówkach gazet. Nie myliłam się. Wiedziała, że chodzi o niego, tylko że nie miała pojęcia co tak naprawdę się tam zdarzyło.
- Vergia.. Ja.. Widziałam cię z gazecie. To o niego chodzi, prawda? Już wiem dlaczego boisz mi się to powiedzieć. Myślisz, że cię znienawidzę, bo ja też jestem jego fanką i uważam za ideał człowieka. Wiesz, że go kocham, mimo że go nie znam, ale cały czas mam taką cichą nadzieję, że może kiedyś… Wcześniej często się kłóciłyśmy.. Pamiętasz? To była niby przyjaźń, ale tak naprawdę, jak chciałyśmy sobie o wszystkim powiedzieć to wybuchała kłótnia, bo każda trzymała się swojego zdania i nie chciała ustąpić, ciągnąc dalej ten idący donikąd spór. W ogóle nie doceniałyśmy tego, co między nami jest. Czasem zastanawiałam się, czy to aby na pewno jest przyjaźń, ze może to jest zupełnie coś innego, może za bardzo się różnimy. I w wyglądzie, i z charakteru. We wszystkim, jednak zawsze wiedziałam, że pomimo tego, iż ciągle się ranimy to jednak nie możemy przeżyć bez wzajemnego kontaktu. W końcu tak długo się nie odzywałaś, nie odbierałaś moich telefonów, że myślałam, że wszystko skończone. Aż tu nagle dzwonisz ty. Nawet nie wiesz, jak ja się ucieszyłam. To powiesz mi w końcu o co chodzi? - spuściła głowę na dół siedząc na moim łóżku. Chyba rzeczywiście ją zraniłam, a najgorsze jest to, że jeszcze tego nie pamiętam.
- Kelly… Ja przepraszam… Za wszystko.. - wyszeptałam ciężko. Nie było mi łatwo. Naprawdę.
- Już dobrze.. Powiedz mi o co chodzi - lekko się uśmiechnęła.
- Słuchaj.. Wtedy, kiedy się nie odzywałam to.. To miałam wypadek, tzn. potrącił mnie samochód.
- Co?! I nic nie wiedziałam? Nic ci się nie stało? - przestraszyła się.
- Ogólnie to nie, tylko że mam amnezję.. Na początku kompletnie nic nie pamiętałam: moich rodziców, gdzie mieszkam, ciebie też nie... Kompletna pustka. Ale zaczynam już sobie przypominać. Dlatego zadzwoniłam, bo sobie przypomniałam. To znaczy nie wszystko, ale już osoby, wydarzenia.. Wszystko już pamiętam. Na razie nic nie mów - uprzedziłam ją, bo widziałam, że chce coś powiedzieć. - Obudziłam się w.. Boże. Z każdą chwilą jest mi to trudniej wymówić.. Obudziłam się w ramionach Justina, bo okazało się, że to właśnie on mnie potrącił. Najgorsze było to, że wygłupiłam się mówiąc tak kochanie, wyjdę za cb.. Coś tam.. Jak się wybudzałam. Bo jak straciłam przytomność to myślałam, że moje życie toczy się dalej, zupełnie naturalnie. Spełniały się moje wszystkie marzenia, całowałam się z Justinem, byliśmy ze sobą, miałam siostrę Betty, potem byłam w ciąży, ale poroniłam, bo mięliśmy wypadek w powrocie ze szpitala, potem był ślub Betty i Justin mi się oświadczył i to właśnie wtedy miałam mu powiedzieć ‘tak’ i się obudziłam.. No ale to ci kiedy indziej ze szczegółami opowiem jak będziesz chciała, bo tam było dużo pikantnych szczegółów. No.. To wgl obudziłam się w jego domu.. Był taki sam jak w śnie, tylko nie było już tej magii. Potem przyszła Selena, a ja takie wtf?!!! Ale takie zajebiste, z miną typu „Are you fucking kidding me?” On i ta.. Wrr… No nieważne. Potem ja się wkurwiłam i powiedziałam, że nie będę tu dłużej i chcę wrócić do tamtej mojej bajki, która niejako była jebanym snem, więc nie zastanawiając się poszłam do pokoju na górze z balkonem, weszłam na barierkę, i mimo iż wbiegł tam Justin i już po części zmieniłam zdanie, to noga mi się ześlizgnęła i traachhh! Byłam na dole z moim bogiem seksu w garniturze, który wpatrywał się we mnie swoimi czekoladowymi oczami, od których aż biło miłością do mnie. Aż raziło. Dziwne było to, że słyszałam realnego Justina jak mnie błaga, żebym nie odchodziła, ale ja nie mogłam otworzyć oczu, nie mogłam się obudzić, to było takie.. Kurwa.. Jak tak sobie myślę to kurwa taki Second Life prowadziłam. Ale chyba nie chcę tam wracać, muszę powalczyć o to, co jest teraz. No więc…! Potem przyjechała po mnie karetka i zabrali mnie do szpitala, tam wybudzając się znowu krzyknęłam „Tak, Justin..!” Taak.. Tam, kiedy leżał nade mną, na podwórku, to zerwał z Seleną, ale ta oczywiście potem zadzwoniła i pieprzyła farmazony, że przeprasza. Te swoje rytuały na nim odprawiła jakieś kurwa chore jebane sztuczki Jedi. No i się pogodzili. A moje serce było jak ucierniowane, kurwa.. Potem pojechaliśmy do jego domu, dał mi jakąś piżamę, był taki opiekuńczy.. Blah, blah.. Potem.. Już ci nie będę szczegółów mówić, bo to by zajęło wieki.. Potem puścił muzykę taką wolną.. Wiesz tam do tańca i wgl.. I wiesz.. Jakieś te swoje gierki, a ja przecież nie umiałam mu odmówić. No i chciał mnie pocałować, ale ja czułam, że nie mogę tego zrobić Selenie i jemu, mimo, że nienawidzę tej suki. Nie chciałam, żeby ich związek się rozpadł. Więc wybiegłam z domu jak z procy, jak by mnie coś w pipę oparzyło (0_0), no i zrobiłam mu szopkę coś tam zaczęłam go obrażać i go bardzo uraziłam. A oczywiście musiała nas złapać ta grupa niewydymanych paparazzi no i tym sposobem znalazłam się w gazecie. Złapał mnie, pojechaliśmy znów do niego do domu i był taki oschły, taka pustka straszna w nim tkwiła i dał mi wybór. Albo jego dom, albo schronisko. No to wiadomo, co wybrałam. Musiałam być blisko niego, czułam, że im bardziej go poznawałam, tym bardziej się w nim zakochiwałam. I tak mi było wstyd i żal, że tak go potraktowałam. Czułam w środku jakby mi dosłownie serce krwawiło. Nie mogłam tego znieść. Oczywiście nie mogłam tak sobie u niego być bez przeprosin, bo nie zniosłabym tego, poza tym musiałam go przeprosić, bo zraniłam ukochaną osobę i jeśli on jest smutny, to ja też. Jeśli on cierpi, to ja tym bardziej. Więc poszłam, tzn. chciałam, ale oczywiście zemdlałam, Just zaniósł mnie z powrotem do łóżka i wtedy do zaczęłam przepraszać, on mnie mocno przytulił, a ja byłam skulona i się odsuwałam, bo nie byłam godna jego uścisku. Tak wiem, to brzmi idiotycznie. Ale no co.. W końcu się wtuliłam i chcieliśmy powtórzyć tą zajebistą chwilę i znów tańczyliśmy i znów zadzwonił telefon, ale tym razem pierdolnął o ścianę no i się pocałowaliśmy. To było takie.. Nie da się tego opisać. A ja czułam się jak w niebie. Ale potem powiedziałam głupia, że nie jesteśmy sobie przeznaczeni i że jestem kolejną fanką i poszłam… I teraz cały czas płaczę, cierpię, nie mogę na niego patrzeć, bo widzę nasz pocałunek. Bałam się powiedzieć ci to, bo się bałam, że mi nie uwierzysz.. I nie wierzysz.. Prawda?
- To jest trochę dziwne, ale wierzę ci. Jestem twoją przyjaciółką. Razem coś poradzimy. Czyli mamy bilety na koncert Justina.. Świąteczny.. Z wejściami VIP. I nie możesz pokazać rodzicom, że cię to boli, bo oni o niczym nie wiedzą..
- A skąd wiesz, że nie wiedzą? - zrobiła minę typu Bitch, please.. - No dobra.. Znasz mnie.
- No właśnie. Więc. Idziemy na koncert! Przyjdziemy wcześniej, ale nie za wcześnie, tak, żeby nie mógł do ciebie podejść, ale tak żeby cię widział. Zobaczymy jego reakcję.
- A wiesz… Może to głupie… Ale tak za nim tęsknię.. Chciałabym go znów zobaczyć. Ale.. Kelly, ty się nie gniewasz na mnie?
- Nie no, coś ty.. Wiesz, ostatnio spodobał mi się Liam Payne z One Direction.. Wiesz, ten taki nowy zespół..
- Mmmm… A pokaż mi tego kociaka!
Miałam włączony komputer, więc poszłyśmy. Wpisała imię i już wyskoczyło.. Mmm.. No niezłe ciacho z tego Liama.. On chyba jest gdzieś w wieku Justa.. Nie?
- Rok starszy. Ale jest zajebisty! Zawsze pozostanie mi sentyment do Justina, ale jakoś tak wiesz… Poza tym nawet gdybym jeszcze go kochała i była jego fanką #1 to i tak bym ci nie miała tego za złe.
- Dobrze.. Ej!! Wgl kiedy jest ten koncert? - taka rozkmina, bo nawet nie wiedziałam, kiedy jest.. A chyba trzeba wiedzieć, kiedy jest, żeby na niego pójść.. Tak czy nie?! Pierdole te refleksje jak Grzybowa z Plebanii.. No w każdym razie. Bilety leżały na łóżku, więc poszłam po nie, żeby sprawdzić. Oczywiście takie WTF…
- Wiesz, ja nie chcę nic mówić, ale ten koncert jest za 3 godziny..
- Że co?! Ale jak to? Przecież… Ale nie zdążymy przecież! Poza tym moi rodzice..
- Twoi rodzice wiedzą o wszystkim. Tak mi się wydaje. Poczekaj sekundę - pobiegłam szybko na dół.
- Mamo! Mamo! - rzuciłam się jej na szyję, żeby za wszystko podziękować. Była w kuchni i robiła obiad. – Mamuś, dziękuję za wszystko! Za iPhone’a, za te wszystkie rzeczy, i za bilety! Tylko jedna rzecz.. Rodzice Kelly wiedzą, że my je mamy i że to jest dzisiaj?
- Tak, spokojnie, o wszystkim ich powiadomiłam. Leć do Kelly i szykujcie się.
Pocałowałam ją w policzek.
- Mamo! Jeden problem, kto nas zawiezie..?
- Mmm.. Ja zaraz do pracy, tata też.
- Dobra, załatwię to. Nie martwcie się - uśmiechnęłam się szeroko, chociaż w głębi duszy byłam bardzo przygnębiona. Postanowiłam pójść do Hawk’a. Pewnie się nie zgodzi. Nienawidzimy się, od kiedy wyśmiewałam się z niego, bo jest pedałem. Znaczy gejem. Ale wtedy jeszcze nic nie rozumiałam. Muszę go przeprosić, bo to tak nieładnie. W końcu to nie jego wina, poza tym to mój brat poniekąd. No więc.. Raz kozia dupa, trza iść. Doszłam do jego pokoju. Akurat był w domu.. To cud chyba. Ale kurde.. To będzie dziwnie.. Bo wyjdzie, że przepraszam, bo coś chce, a wcale tak nie jest. Dooobra. Zapukałam. Nacisnęłam klamkę. Co ja widzę? Fap, fap.
O kuurwa. Seks wirtualny, no dobra, rozumiem biedaka. W końcu w naszej okolicy chyba niedużo gejów się nagromadziło. Może niewyżyty jest.
- Eckhem.. Hawk? Mógłbyś przestać na chwilę..? - widząc jego minę jak go na tym przyłapałam.. Bezcenne haha.. Bitch please again!
- Nooo.. Sorry, że musiałaś na to patrzeć. A tak wgl to czego do cholery chcesz, młoda? - stary Hawk.. Zawsze miły i uczynny..
- Bo wiesz, po tym wypadku to ja miałam amnezję, ale na szczęście chwilową. Ale to nieważne. Słuchaj, wiem, że się nienawidziliśmy, ale może pora to zmienić. Przepraszam, że się wyśmiewałam z ciebie, ale byłam wtedy durnym bachorem, który nie ma o niczym pojęcia. Teraz dorosłam i już wiem wszystko. Głupio mi. To jak..? Sztama, bro?
Czy on cały czas ma taki wyraz twarzy?? Nie mogę.. Zaraz się będę brechtać. Nooo.. szybciej..
- Sztama heh, no młoda.. To jak? Normalne rodzeństwo? Ja ci daje rady, a ty mi?
- Spoko. Słuchaj.. A propos: Mam bilety na koncert dzisiaj, ale nie mam szofera. Nie znasz kogoś, kto mógłby nas zawieść z Kelly? - zrobiłam nieśmiałą minkę, mając nadzieję, że nie będzie się czepiał.
- Ja was zawiozę.. Jeśli ci to nie przeszkadza - przytuliłam go.
- Jasne, że nie! Dziękuję! Hawk..
- Tak..?
- Mam nadzieję, że nie myślisz, że ja tylko dlatego się z tobą pogodziłam..?
- A mam tak myśleć, mała?
- Nie, no coś ty. To dobrze. To o 17.30 na dole, ok?
- Spx.
Szybko pobiegłam do pokoju.
- Kelly! Wszystko załatwione! Ubieramy się. Weźmiesz sobie coś z mojej szafy.
- Noo, kobieto. Ty to jednak masz te swoje hehe.. Heej! Rozumiem, że robisz się na bóstwo dla tego przystojniaka?
- Ale ja nawet nie wiem, czy on chce mnie jeszcze. A jak to rzeczywiście było tylko takie przelotne ‘nie wiadomo co’? Pewnie już się dawno z Selenką bzykał.. Gdzieś w garderobie. Ja jestem tylko jednym marnym pionkiem w tej całej chorej grze.
- Na pewno cię pamięta, przecież to dla niego na pewno wiele znaczyło. To nie jest jakiś alfons, że sobie przeleci tyle panienek, ile chce. On ma uczucia. A Selena..
- No właśnie, Selena. Mówił, że ona to tylko dla mediów. Ani ona ani on nic nigdy do siebie.. Ale czy to prawda..?
- Był szczery, na pewno. No już, już! Ubieramy się! - uśmiechnęłyśmy się i złapałyśmy za ręce. Poszłyśmy do mojej garderoby. Nie powiem, nie powiem okazałe to było. Może nie takie jak Justa ale spore. No.. To iii cha!! Wbiłyśmy tam jak byśmy co najmniej do buszu weszły. Wykopałyśmy wszystko z szaf. Obydwie chciałyśmy olśniewająco wyglądać, ale Kelly nie lubi być widoczna dla wszystkich i powiedziała, że ubierze się w miarę skromnie, ale przede wszystkim rozkazała mi wyglądać zajebiście tak, żeby mu gały wyszły. Nie umiałam nic wybrać. Niezdecydowana jestem. Kelly wyjęła z szafy zajebistą sukienkę bez ramiączek, czarną na górze, a pod klatką piersiową z beżowymi falbanami. Była akurat. Kazała mi przymierzyć, ale powiedziałam, że zaraz. Nie chciałam przesadzić.. wiecie.. dlatego uznałam, że to w niej pójdę. Bardzo ładna i olśniewająca, ale bez zbędnej przesady. Do tego wybrała mi szarawe sandały na wysokim obcasie z ćwiekami. Ależ skubana ma gust, noo.. No co ja będę więcej mówić. Sami zobaczcie:
A moja zacna przyjaciółka dla siebie wybrała naprawdę bardzo fajną sukienkę, różową,
a do tego czółenka na platformie, ale za to na niższym trochę obcasie, no bo ona trochu wyższa ode mnie jest.
Postanowiłyśmy się przebrać. Wzięłyśmy jeszcze silikonowe paski do staników i wbiłyśmy do łazienki. Razem. A co tam. Zaczęłam się rozbierać, kiedy spostrzegłam się, że.. Mam niewydepilowane nogi i pachy! -_- Ja pierdolę! Co za Tarzan ze mnie! Jakiś małpolud z prehistorii, kurwa. Bożee. To wszystko przez ten wypadek. A Justin nawet tego nie zauważył. No to trzeba szybko się wziąć do roboty. Jak dobrze, że mam własną łazienkę, do której nikt nie wchodzi i mam wszystkie potrzebne rzeczy na wierzchu. Musiało to rozwalająco wyglądać, jak ja goliłam sobie jedną nogę, a Kelly mi drugą, żeby było szybciej, a potem to samo z pachami. Ooh, Gosh..! Nevermind. Czas uciekał, a my w łazience.. Godzina 16. Mamy czas.. Dobra. Wydepilowane, jeszcze brwi. KURWA JEGO MAĆ NO! Co za niesmak. Dobra, szybko. Ciach! Jeden włosek, drugi.. Spoko. Tak właśnie minęło pół godziny. W końcu ubrane. Hmm.. Co zrobię z włosami?
- Chyba zostawię rozpuszczone.. - powiedziałam do siebie. Justin takie lubi, rozplątywał je za każdym razem, kiedy się do siebie zbliżaliśmy. Jak myślisz? Zostawić?
- Oh.. Jak ja bym chciała mieć takie włosy jak ty.. Zostaw takie, tylko uczesz.. Mogę ci uczesać, a ty się maluj w tym czasie.
- Spoooko.
Ależ ona delikatna. Nic mnie nie bolało.. To będzie mój prywatny fryzjer. Doobra, zamieniłyśmy się rolami. Teraz ja ją czesałam. Kelly ma proste blond włosy sięgające pod piersi. Taak, niezły opis..
- Wiesz co.. - powiedziałam. - Mogę ci zrobić kłosa na bok? Takiego wiesz, takiego niedbałego, żeby dodać efektu?
- No pewnie. Rób tak, by było fajnie, ufam ci heh.
Tak w ogóle to taki tylko lekki makijaż sobie zrobiłyśmy z tym, że ja miałam zrobione kreski eyelinerem,
a Kelly machnęła sobie zwinną, sprytną łapką efekt smoky eye.
Ja nie wiem, czemu ona mówi, że jest brzydka. Odwala jej haha. No! Gotowe w końcu. Jest akurat! 17:10. Mamy jeszcze czas, żeby.. Ej, no właśnie. Perfumy. Zobaczmy co stoi na mojej wyjebistej szafeczce. No co.. Lubię ładnie pachnieć. To tak.. Co my tu mamy.. Beyonce, Lavigne, Aguilera, Fergie, Someday, Leona Lewis.. Ej, zaraz, co ja pacze.. Someday?
Kurwa SOMEDAY! No to już wiemy czym.. Psik, psik. Kurwa, co ja kicham?
- Kelly!! Bierz se co chcesz, chodź tu! - podeszła.. Paczy, paczy.. Wzięła Avril Lavigne „Forbidden Rose”.
Ładny zapach.. Nie powiem. No to finał. Zeszłyśmy na dół. Nikogo nie było oprócz Hawka. Nie zszedł jeszcze, więc go zawołałam.
- Hawk! Jesteś? - to mi przypominało bardziej Hulk heh. Słyszałam kroki. Idzie. Objawił się heh.
- No, no.. Chyba zmienię orientację ^^ - poruszał brwiami. - A kim są ci szczęściarze, którzy z wami idą na koncert?
- Yy, idziemy same.
- Niemożliwe. To jak nie macie nikogo do towarzystwa, żeby was chronił to uważajcie na siebie. Telefon masz? Przyjadę po was po koncercie, ok?
- Ok. Naprawdę dziękuję, „braciszku”.
- Nie ma za co - przytuliliśmy się, chyba pierwszy raz. Nie, chwila.. drugi chyba.. A chuj!
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy. Uuu. Ten to ma też dobrze.. Lamborghini Embolado. Nie ma co. Dojechaliśmy w 30 minut, mimo że to było na drugim końcu miasta. No ale ok. Dobrze, że u nas przez cały rok jest słonecznie, bo tak to lipa by była. Mimo, że jest śnieg. Oczywiście Hawk zmienił opony…
Ale to było wielkie.. No, ale w końcu koncert samego Justina Biebera. Musi się tam zmieścić przynajmniej 40 tysięcy piszczących na jego widok i śliniących się dziewczyn, które czekają jak na mięso, wiedząc, że nigdy żadna z nich go nie dostanie, a mimo to krzyczą teksty typu: „Zrób mi dziecko!”, „Wyjdź za mnie!”, albo po prostu: „Kocham cię, Justin!”. Pożegnałyśmy się z Hawkiem i poszłyśmy na ten ogromny plac. Było już trochę osobników naszej płci, ale akurat tyle, że mnie to Justin na pewno zauważy. Nie wiem, czy tego chce. To jest ode mnie silniejsze. Niedaleko nas stała jedna dziewczyna. Wyglądała na miłą i skromną. Była ubrana normalnie, a nie tak jak wszystkie kurwa, każda jednakowo -_- Rzygać się chce, jak się
widzi tyle identycznych, nic nie różniących się od siebie ludzkich istot. A pomyśleć, że Bóg miał na celu stworzenie każdego człowieka wyjątkowego, tak aby nikt nie był taki sam. A tu co? Bezczeszczą dar Boga! Niewiarygodne. Kurde. Niewygodnie mi z tą torebką. Ale musiałam ją wziąć, no bo telefon.. Bilety.. Tak. Haha, wgl ochroniarz takie fajne pieczątki w kształcie serca przytegowywał, żeby wiecie.. Zaznaczyć te co są, żeby jakby co to wiecie.. Rozmawiałyśmy z Kelly o tym wszystkim.
widzi tyle identycznych, nic nie różniących się od siebie ludzkich istot. A pomyśleć, że Bóg miał na celu stworzenie każdego człowieka wyjątkowego, tak aby nikt nie był taki sam. A tu co? Bezczeszczą dar Boga! Niewiarygodne. Kurde. Niewygodnie mi z tą torebką. Ale musiałam ją wziąć, no bo telefon.. Bilety.. Tak. Haha, wgl ochroniarz takie fajne pieczątki w kształcie serca przytegowywał, żeby wiecie.. Zaznaczyć te co są, żeby jakby co to wiecie.. Rozmawiałyśmy z Kelly o tym wszystkim.
- Kelly, wiesz co ja nie jestem przekonana, czy ja dobrze robię. W końcu tu są tysiące dziewczyn, które są w nim zakochane, a on może mieć każdą. Poza tym.. To się pewnie dla niego nie liczyło.
- Liczyło się. Na pewno dostanie szybkiej erekcji, jak cię zobaczy. Ewentualnie wytrysku od razu Haha. Głowa do góry. Jak wejdziemy za kulisy to sobie pogadacie.
- Ja nie wejdę za kulisy. Nie ma mowy. Dam jakieś dziewczynie tą plakietkę. Niech się cieszy. O, zobacz, widzisz tamtą, co tak na uboczu stoi? Taka cicha, skromna.. Pójdę do niej, może ona weźmie.
- Ej! A co ja sama pójdę?
- No tak.. Ja nie mogę iść. No nie mogę! Tak będzie lepiej. To nie będzie dobry pomysł. Co.. wbije tam jak jakaś pojebana i będę udawać, że nigdy nic? Nie potrafię.. Nie potrafię kurwa no!
Postanowiłam pójść do tej dziewczyny. Doobrz.. Poznamy się, zagadam, może nawet z nami postoi.
- Hej, jestem Vergia, a to moja przyjaciółka Kelly, a ty?
- Hayley. Miło mi. Co, też wielkie fanki?
- Yyym, no można by tak powiedzieć. Słuchaj, mam pytanie do ciebie.
- No wal.
- Bo my mamy wejścia dla VIP-ów, a ja nie mogę tam.. Tzn. nie chcę tam wejść, więc może chcesz wziąć? Nie chcę, żeby się zmarnowały.
- Dzięki, ale nie. Tam chodzą piszczące fanki, a ja mimo iż jestem Belieberką, to nie potrafię tak tego okazać, niestety muszę zrezygnować, ale zapytaj się ich. One pewnie się o to pobiją.
- Tych pożal się boże plasticzków? Prooszę cię. Nie rozśmieszaj mnie. Przyszłam do ciebie, bo jesteś normalna, tak jak my. Może po mym stroju tego nie widać, ale po prostu czasem lubię się ładnie ubrać.
- Coś ty. Nie wyglądasz jak plastik. Bardzo ładnie, gdzie ją kupiłaś?
- Szczerze to nie pamiętam. Możemy tu z tobą stać? A może pójdziemy bardziej na środek?
- Chodźmy.
Poszłyśmy we trzy. Stanęłyśmy na samym środeczku, ale ludu przybyło. Pierdolę. Boje się. Złapałam Kelly za rękę i popatrzyłyśmy się na siebie.
- Zobaczysz.. Będzie dobrze.. - szepnęła mi do ucha. Puścili muzykę, tak żeby nudno nie było przed koncertem i próbą, która powinna się zaraz zacząć. Leciało She doesn’t mind. Sean Paul. Fajna nuta. Zamknęłam oczy i puściłam rękę Kelly. Nawet nie zauważyłam jak Justin wszedł na scenę. Miał próbę. Ach.. Ten jego głos, jego usta, oczy. Widziałam w nich smutek. Był taki.. Hmm. No nie wiem, rozgoryczony, smutny. Słychać było jego nastrój na kilometr. Zero uśmiechu na twarzy. Prześpiewał sobie piosenkę i wyszedł. Za 15 minut zaczął się koncert. Zaczął od Mistletoe. Był ubrany tak:
Wyglądał bosko.. Zresztą jak zawsze. Wśród tego tłumu ludzi nie widział mnie. Nadal był przygnębiony. Śpiewałam razem z nim. Znałam na pamięć wszystkie jego piosenki. Potem poleciało Christmas Eve, Home this christmas, Fa la la… Potem zaśpiewał Christmas Love. I wtedy.. Zobaczył mnie. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Uronił łzę i uśmiechnął się. Potem w większości patrzył się tylko na mnie. Odwzajemniłam mu uśmiech, ale lekki. Czułam, że nie wytrzymuję tego napięcia i łzy lecą mi po policzkach. Justin widział moją reakcje. Niestety. Złapałam Kelly i wybiegłyśmy stamtąd. Nie mogłam tak dłużej. Płakałam coraz bardziej. Słyszałam jak głos Justina nagle się urwał i słychać było krzyk oburzenia. Nie chciałam się odwracać. Byłyśmy obok ochroniarzy. Szybko zadzwoniłam do Hawka. Powiedziałam, że ma przyjechać. Mimo, że minęła dopiero połowa koncertu.
- Przepraszam cię Kelly, ale nie mogłam. Jeśli chcesz, możesz tam wrócić, poczekam w samochodzie - patrzyłam na nią cała zapłakana. Nagle jeden ochroniarz:
- Ach.. te fanki. Za każdym razem tak jest.. Nie wiem, czemu one tak szaleją.. Żałosne.. Pff..
No i stało się…
- Zamknij mordę gościu jak nie wiesz o co chodzi! Kurwa bodyguard od siedmiu jebanych boleści! Myślisz, że wszystko wiesz?! Gówno wiesz! Tyle ci powiem! Najlepiej wszystkich osądzać..
Kelly mnie objęła. Przez łzy widziałam, jak ktoś biegnie w naszą stronę. O nie! To Justin! Muszę uciekać. Wyrwałam się z objęć Kelly i zaczęłam biec przed siebie, nie wiem dokąd, nawet nie znałam za bardzo tej okolicy. Jeszcze na obcasach. Stanęłam na chwilę żeby zdjąć buty, bo kurwa nie dało rady tak
biec. Nosz ja pierdole! Podniosłam głowę a tu On. Nic nie powiedział, nawet cześć. Po prostu mnie przytulił, unosząc mnie do góry i kręcąc mną. I sobą. Jak dobrze było czuć jego nieziemski zapach. Postawił mnie na ziemi, ale nie puszczał. Upuściłam buty. Chuj z butami. Wtuliłam się w niego. Ale ta chwila musiała się kiedyś skończyć. Podjechał Hawk. Chyba się troszkę zdziwił, ale zatrąbił. Puściłam Justina i powiedziałam cichutko:
biec. Nosz ja pierdole! Podniosłam głowę a tu On. Nic nie powiedział, nawet cześć. Po prostu mnie przytulił, unosząc mnie do góry i kręcąc mną. I sobą. Jak dobrze było czuć jego nieziemski zapach. Postawił mnie na ziemi, ale nie puszczał. Upuściłam buty. Chuj z butami. Wtuliłam się w niego. Ale ta chwila musiała się kiedyś skończyć. Podjechał Hawk. Chyba się troszkę zdziwił, ale zatrąbił. Puściłam Justina i powiedziałam cichutko:
- Przepraszam - i poleciała mi pojedyncza łza.. Mimo iż już byłam cała zapłakana. Dobrze, że miałam wodoodporny tusz. Wsiadłam do auta, zamknęłam drzwi i ułożyłam serce z dłoni. Potem podjechaliśmy po Kelly. Pierwotna wersja była taka, że mieliśmy ruszyć do domu, ale hmm.. No pewnie, że nie. Pojechaliśmy do McDonalda. Byłam głodna, poza tym jak mi smutno to zawsze jem. Postanowiłam się nawpierdalać. Wzięłam sobie KurczakBurgera, WieśMac’a, McWrapa, Dużego Shake’a, Dużą Coca-Colę i Nuggets’y. Hawk wziął tylko Colę, a Kelly nic. Powiedziała, że nie ma kasy, więc nie bd mnie naciągać. Ale ja jej i tak kupiłam Shake’a i McWrapa. Spakowali nam to i poszliśmy do samochodu. Stanęliśmy na pustym parkingu. Jadłam wszystko po kolei, rycząc jak krowa w międzyczasie.
- Ja pierdolę! Czemu ja?! No kurwa czemu.. M.. Miałam takie życie, a on wszystko spieprzył. Wszystko. W.. Wszystko. Zawrócił mi w głowie pierdoleniec jeden.. Już się z tym po.. pogodziłam, że to koniec.. Co ja pierdole.. Ale.. Ale znów musiał.. No musiał.. I jeszcze przerwał koncert. Dla... Dla mnie. Kochany.. Misiu.. - prawie dławiłam się jedzeniem. Już nie wiedziałam co ja mam robić. Hawk zawiózł nas do domu. Kelly spała u mnie. Nie chciałam być sama, a dała cynka rodzicom, więc..
Przegadałyśmy calutką noc, dopiero rano o 6 poszłyśmy spać i obudziłyśmy się o 17. Kelly musiała wrócić do siebie, a ja przeżywałam cały dzień, leżąc skulona na łóżku z pudełkiem chusteczek.. Rodziców jak zwykle nie było, więc miałam spokój. Cierpiałam w ciszy i spokoju. Od czasu do czasu Hawk pytał się czy nic nie chcę. Trochę ze mną posiedział, pogadał ze mną, pogłaskał po głowie. Opiekował się. Dni mijały. W końcu nadeszła Wigilia. Nie wiem jak mama się wyrobiła, ale wszystko było wyszykowane, a ja przy nich udawałam, że nic się nie stało. Poczekaliśmy na pierwszą gwiazdkę i zaczęliśmy dzielić się opłatkiem. Blah, blah, blah.. Życzenia, życzenia. Tak, tak, wszystkiego najlepszego. A tyle. Tylko Hawk życzył mi.. Justina, ale to jak mnie przytulił to wyszeptał tak, że rodzice nie słyszeli. Powiedział, że wszystko się ułoży. Może i tak, ale nie w tym życiu. Zjedliśmy kolację wigilijną. Pośpiewaliśmy kolędy, ja grałam na pianinie. Nie pamiętam skąd się nauczyłam, ale szło mi całkiem-całkiem. Potem poszłam do swojego pokoju i zasnęłam. Obudziłam się dopiero rano. O 11:00. Zjedliśmy śniadanie, siedzieliśmy w milczeniu w salonie.. Mama się zapytała jak tam było na koncercie. Udawałam, że świetnie. Wszystko dobrze.. Jasne. Zabrałam Kelly na jarmark świąteczny. Oczywiście ironia losu.. Leciało Mistletoe. No świetnie. A mi oczywiście łzy.. Jak zwykle.
- Kelly ja cię strasznie przepraszam, jak chcesz to nie musisz ze mną być tutaj, jak masz mnie dość to idź. Nie będę zła na ciebie.
- Przestań, przecież powiedziałam, że przejdziemy przez to razem, tak? To nie mów tak więcej, bo robi mi się przykro.
Nic ciekawego nie było na tym jarmarku. Tylko tyle, że była świąteczna atmosfera. O Fuck.. Co to.. Śnieg pada.. Ahaa.. No tak. Cieplutko, cieplutko, a tu nagle znowu śnieg. Woow. Wróciłam do domu i usiadłam na kompa. Włączyłam sobie Yiruma - River Flows In You. Piękna melodia. Przeszukałam Internet, czy może coś nie pisze o Justinie i mnie. Taak, no wcale.. Wcale, nic.. Pełno tego, ale na szczęście się nie skapnęli, że to ja. Nie wiem jakim cudem. Tylko się ciekawią kim jestem i czy zdradza ze mną Selenę.. Naprawdę ciekawe.. Taak. Sprawdziłam sb Twitter’a i Facebook’a i wyłączyłam, bo nic ciekawego nie było. Hmm.. Ciekawe co będę w Sylwestra robić. Pewnie nic, obejrzę sb jakieś filmy. Hawk’a nie będzie, rodziców też. Ale co tam. Nic ciekawego, kolejny nudny rok za mną. I 15 lat na karku. I po drugim dniu świąt. Właściwie te dni wszystkie były identyczne. W jeden dzień poszłam do parku.. W moje miejsce. Kolejnego dnia wstąpiłam do centrum handlowego i kupiłam sobie parę ciuchów i buty.. Supry. Fioletowe.
A tak to albo komputer, albo łzy i łóżko, czasem byłam u Kelly, czasem oglądałam telewizję. Czyli nic ciekawego i tak mijał czas aż w końcu nadszedł 30 grudnia. Dzień przed sylwestrem.








