czwartek, 10 listopada 2011

The Third Chapter

Weszliśmy razem do środka. Justin szedł za mną. Rodzice wstali. Tato do mnie podszedł, podniósł rękę i chciał mnie walnąć z liścia za to co zrobiłam, ale w ostatniej chwili Justin złapał mocno jego rękę i spojrzał mu w oczy. Powiedział:
- To pańska córka. Powinien pan ją traktować z szacunkiem. Czemu nią tak pomiatacie?
Tato wyrwał swoją rękę z dłoni Biebera i zaczął pocierać swój nadgarstek. Justin chyba rzeczywiście go mocno ścisnął. Ojciec wyszedł. Justin poszedł za nim. Słyszałam jak mówił: "Proszę jej nie ignorować. Ona zasługuje na więcej." Wtedy drzwi od tarasu się zamknęły. Stałam ja. Stała moja mama. Patrzyłam na owoce leżące na stole. Jakieś 10 minut była taka cisza. Wtedy szybko ktoś otworzył drzwi od tarasu. Justin z tatą weszli do pokoju gościnnego, w którym ja wraz z mamą stałam. Ojciec spojrzał na mnie. Zaczęłam się bać. Pokazał na Justina i powiedział do matki: DOBRY JEST! Byłam zdziwiona. Justin do mnie podszedł. Stanął za mną. Objął mnie od tyłu. Złapał za biodra i położył głowę na moim ramieniu. To samo zrobił tato z mamą. Byłam zaskoczona. Usłyszeliśmy:
- Mamo, wróciłem! – to był Jesse. – O! Co tu się dzieje? Dawno nie widziałem was w takim nastroju. WOW! Siostra, masz chłopaka? Czekaj, czekaj. Czy to Justin Bieber?
- Tak. Jakoś tak wyszło. No wiesz.. – rzekłam.
Podszedł do Justina. Przywitali się jak kumple. Poprosił rodziców o to, żeby mógł urządzić swoją imprezę urodzinową w domu i zaprosić kilkuset znajomych. Zgodzili się. Moje urodziny mają być za tydzień, a Jesse’iego za dwa tygodnie. O dziwo, rodzice pozwolili Justinowi u mnie przenocować. Była 22:46 jak wszyscy już spali. Ja z Justinem po cichu poszłam na dach. Uwielbiamy tam przebywać. Nie odzywaliśmy się. Patrzyliśmy się na siebie, uśmiechając. Justin na chwilę wyszedł i zaraz wrócił z gitarą.
- Zaśpiewać ci coś?
Nie musiałam odpowiadać. Wystarczyło, że zamknęłam oczy i oparłam swoją głowę o jego ramię. Zaczął śpiewać Favourite Girl, ale w pewnym momencie przestał. Zaczął śpiewać co mu ślina na język przyniesie. Tak powstał kawałek Next 2 you, który potem wykonał z Chrisem Brownem. Gdy skończył śpiewać na niebie pojawił się jakiś samolot. Napisał na niebie: "Moje serce przy tobie płonie szczerym ogniem miłości." Jarałam się tym napisem, podczas gdy on uśmiechał się, obserwując mnie. W pewnym momencie powiedział:
- Zawsze chciałem mieć taką dziewczynę jak ty. Chciałem żeby miała usta w kształcie serca, duże, błękitne jak morska fala oczy i piękny, szczery uśmiech. Jesteś..
- Też cię kocham.
Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że zrobię coś takiego jak to co zrobiłam. Delikatnie dotknęłam jego twarzy, potem rozczochrałam mu włosy i rzuciłam się na niego. Położył rękę na moich plecach. Rozczochrał mi włosy i położyliśmy się na tych zimnych dachówkach. A ja nadal go namiętnie całowałam. W pewnym momencie usłyszałam jak coś głośno walnęło na ogródku. Przestaliśmy. Zeszliśmy na dół. Mama, tato i Jesse też wyszli na ogródek. Domyślałam się kto tak hałasuje o tej porze. To moja wredna i zarozumiała siostra bliźniaczka Betty. Żuła gumę, miała na sobie przeciwsłoneczne okulary, wielki słomiany kapelusz, krótkie dżinsowe spodenki, różową bluzkę bez rękawów, czarne buty na obcasach, niosła różową torebkę, a i co nas różni to jeszcze to, że ona przefarbowała włosy na blond, a ja od urodzenia jestem szatynką. Tak tam staliśmy dopóki ona nie powiedziała:
- No co tak stoicie? Wnieście mi to. O! Justin, no hej kotku.
Potem zrobiła taki gest jaki często robią plastiki, witając się. Chodzi mi o takie udawane pocałunki w policzki.. Wiadomo o co chodzi. Ona w ogóle się nie przejęła tym, że to Justin Bieber. O nic nie pytała. To ona zawsze się uważała za najlepszą. Wcale taka nie jest. Po prostu się za taką uważa. Ona myśli, że Justin może jej buty czyścić, a Beyonce mogłaby jej drinki robić. Taka tam siostra.. Bieber stał, robiąc głupią minę i dziwiąc się zachowaniem Betty.
- Kto to niby jest? Twoja gorsza kopia? – spytał.
- Zabawne. Wszyscy mówią, że to ja jestem jej gorszą kopią. To moja siostra bliźniaczka Betty. Wiesz co… Chodź do pokoju gościnnego. Nie zwracajmy na nich uwagi. Obejrzyjmy coś.
Rodzice rozpakowywali moją siostrę. Jesse poszedł do swojej dziewczyny, Betty poszła spać, a ja z Justinem siedziałam na kanapie. Oglądaliśmy Family Guy’a. Kocham ten serial. Najbardziej mnie śmieszy Stewie i te głupie teksty, mówi jak stary facet i zachowuje się jak dziecko. No w końcu jest dzieckiem, może niezbyt normalnym, ale dzieckiem. Nie ważne. Serial się skończył, a my tak siedzieliśmy. Trochę nam zaschło w gardle, więc poprosiłam Justina, żeby poszedł do lodówki po coś do picia. Gorąco było. Przyniósł 4 RedBulle.

- Zwariowałeś? – spytałam.
- Nie. No co ty? Nie pijesz? – spytał.
- Nie ważne. Ale to mojego brata. Tak wgl to po co ci aż 4?
- 2 dla mnie, 2 dla ciebie. Jeden RedBull nie ugasi mi pragnienia. Poza tym łatwiej nam będzie rozmawiać.
I tak wypiliśmy po 2 RedBulle. Justin jednak nie był gotowy żeby zacząć mi się zwierzać, więc wypił ich w sumie 8. Nawet nie wiedziałam, że mamy takie zapasy.
- Moje dzieciństwo przypominało młode lata Olivera Twista – zaczął opowiadać. - Mieszkaliśmy z mamą w piwnicy jakiegoś domu. Było brudno. Wszędzie rozstawialiśmy łapki na myszy, bo nie brakowało ich w naszym mieszkaniu. Nie miałem prawdziwego łóżka, spałem na rozkładanej kanapie. W lodówce zawsze było pusto, nie licząc mielonki na kanapki do szkoły i makaronu z serem. Wiesz co.. nie będę cię przygnębia…. Właściwie gdzie ty jesteś? – tym pytaniem mnie powalił.
- Siedzę przed tobą. Nie widzisz mnie?
- Chyba nie powinienem dosypywać sobie tego czegoś do Red Bulla. Najarałem się jak nigdy. I tak ciężko mi mówić o przeszłości. To nie było dzieciństwo.
- Ale naprawdę mnie nie widzisz? Tutaj jestem.
- Nie wiem gdzie siedzisz, ale jesteś tu, w moim sercu, od zawsze, na zawsze. Póki śmierć nas nie rozłączy.
- Amen.
Dziwnie to wyglądało jak po tylu puszkach Red Bulla zaczęliśmy się modlić. Ale cóż.. W końcu to nie był sam Red Bull.
Na drugi dzień obudziliśmy się w jednym łóżku w mojej sypialni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz