niedziela, 5 lutego 2012

The 26th Chapter

Coś wymyślimy, ale najpierw muszę skłonić Justina do tego, żeby zdemontował te plotki o ciąży. Przecież ta suka go zniszczy! To nie może się tak skończyć. Nie żebym ja go chciała go przekabacić na swoją stronę czy coś w tym rodzaju, ale to wszystko dla niego. Dzięki temu będzie szczęśliwy. Nie będzie musiał wszystkich okłamywać, ani się nikomu przypodobać. W zasadzie to nie wiem, dlaczego to wgl zaczął, ja rozumiem, rozgłos, te sprawy… Ale przecież i bez tego jest najprzystojniejszym i najsławniejszym nastolatkiem na Ziemi. W dodatku jest naprawdę wartościowym człowiekiem. Czasami wydaje mi się mimo wszystko, że jednak sława go trochę zmieniła, ale to może tylko w oczach mediów. W sumie gwiazda musi się podobno zmieniać, bo inaczej będzie nudna. Niestety, nie wystarczy tylko talent, który oczywiście ma.
W moich zajebistych refleksjach przeszkodził mi mój mocznik, który niestety upominał o toaletę. Nie dziwię się, w końcu nawet nie pamiętam ile czasu temu w niej byłam. Taak, to dziwne. Wgl bardzo fajnie, że już jestem w domu. Napiszę sms’a do Justina, ale najpierw potrzeby fizjologiczne wzywają. Z tego wszystkiego nawet zapomniałam, że muszę iść jutro do szkoły… W końcu 4 stycznia.. Więc, no niestety. Taak, takie jest życie zwykłej nastolatki. Niestety, ale wszyscy nie możemy zostać gwiazdami i zrobić karierę w show-biznesie bo życie stałoby się nudne. Tak samo jak nie mogą być na świecie sami piękni ludzie. I sami szczupli. Musi być jakaś różnorodność. Tak samo jest z charakterem, muszą być niektóre czarne, niektóre złośliwe. Kuurwa.. Czasami wydaje mi się, że ja uważam się za bardziej dorosłą niż jestem, ale tak nie jest. Zawsze miałam trochu nierówno pod sufitem, i miałam inną mentalność niż moi znajomi. Byłam dojrzalsza i poważniejsza. Nigdy nie wyglądałam na swój wiek. Ale cóż poradzić na to. Dziś niedziela. I co z tego. O mój boże kochany! Ja cię pierdolę! Jak ja wyglądam! Matko boska, jak ja się pokaże rodzicom, jak ja się pokaże w szkole! Oczy podpuchnięte, tusz rozmazany.. Cóż, raczej się nie maluję, ale tak tusz i błyszczyk to czasem tak. Włosy potargane jakieś, boże, śmierdzę.. Kiedy ja się kąpałam.. Nie no, niedawno, żeby nie było, no ale bez przesady, to wszystko przez niego. Dobra.. o ja tu mam.. Jakieś kremy, płyny do kąpieli.. Mydła.. Jakieś perfumy. W szafce ręczniki, suszarki.. Dwie, ciekawe po co. Prostownica, karbownica.. Takie tam.. Gumki.. Yym... Do włosów oczywiście, żeby nie było^^. Chyba, że tylko mnie się kojarzy. Jakieś spinki.. Jakieś pierdoły do makijażu.. Jaki tu kurwa burdel! No ja pieprze! Ostatnio widziałam taki w.. moim śnie, ale był czerwony i były tam dziwki i alfonsi.. Plus faceci tańczący na rurach. Nie powiem, ciekawie. Jak na piętnastolatkę to ja kurwa przeżyłam więcej w tej pieprzonej czasoprzestrzeni niż moja matka orgazmów. Boże, obrażam własną matkę, ukaż mnie za to.. Hahah, znów skojarzenia, jakbym mówiła ‘Ahh.. daj mi klapsa, kotku!’. Jakaś pierdolnięta jestem. Już moja psychika nie wytrzymuje napięcia.. Dobra, trzeba się wykąpać. Ale najpierw.. Idę do garderoby po ciuchy. Albo nie, potem pójdę, w szlafroku. Aha, jeszcze miałam do Justa napisać. Wgl to skąd ja mam jego numer telefonu? Nieważne. Pewnie zębowa wróżka mi przyniosła. Taak, ciekawe co ona ma wspólnego z jego nr, ale niech będzie. Skoczyłam po telefon, oczywiście wzięłam go do łazienki. Jak tak weszłam to dopiero się skapnęłam, jaka ona wielka jest. No w każdym razie.. Wybrałam numer i postanowiłam zadzwonić. Chyba, że on sobie tego nie życzy.. Nie no, może nie.. Nie wiem, zobaczę jak zadzwonię. Właściwie usłyszę. Woooow, przystawiłam słuchawkę do ucha.. No nie moogę. Oczywiście co usłyszałam?
„Hej, tu.. Em, Justin.. Wiesz co masz robić, baaby mrr hehe” - no pewnie kurwa, a czego ja się spodziewałam.. Przecież to gwiazda.. Wyłączony telefon to kurwa podstawa. Napisze do niego sms to może kiedyś odbierze.. Mógłby się głupek domyślić, że się martwię, ale nie… Po co? Po co? Po co odebrać?!! Nieważne. Zostawiłam mu wiadomość na tej jego zajebistej poczcie głosowej zamiast sms, bo przecież sierota nie odbierze heh. Oczywiście musiał ten swój śmiech nagrać.. Kocham.. Like a One Less Lonely Girl. Ale po chuj to mrrr… Cóż. Niech będzie.
„Am.. Hej Justin, chciałam się zapytać jak się czujesz.. Jak odbierzesz, proszę zadzwoń…. <przerwa na myślenie^^> kocham cię – Vergia”
Kurwa.. To było beznadziejne.. No.. Ej! Ja się muszę w końcu wykąpać. Noom.. Napuściłam sobie gorącej wody do mojej ogromnej, na serio, wanny i wlałam sobie czekoladowy płyn do kąpieli.. Uchu! Ale się nalało pełno! Rozebrałam się i weszłam, telefon położyłam na boku, tak na brzegu wanny, jakby Justin zadzwonił, ale pewnie i tak tego nie zrobi. Weszłam do wanny.. Ale pachnie.. Mmm.. Przypomina mi to Justina, zresztą jak wszystko. I odpłynęłam przy Gotye ft. Kimbra – Somebody That I Used To Know 



w słuchawkach Monsterbeats od Dr Dre 




:P Obudziłam się po jakiejś godzinie, bo poczułam zimno. No nie dziwie się, haha. O proszę! Nawet nie słyszałam, że Justin dzwonił. Szybki jest, haha. Hmm.. Ok, widzę nawet dziesięć wiadomości.. Aha, od niego.. Dobrze.. Co najmniej jakbym nie odbierała przez tydzień. Odsłuchałam.. Spoko.. Pierwsza:
„Verguś przepraszam, że nie odebrałem, ale miałem ważne spotkanie z kolesiami z branży. Spokoju nawet przez chwilę mieć nie można. U mnie wszystko ok, ale to dzięki tobie. Zadzwoń, proszę chce usłyszeć twój głos.” .. Hmm.. Interesujące.. „A zapomniałbym.. Kocham cię!”.. „No proszę cię zadzwoń do mnie, pleaaase!!” Noo.. Reszta też tak mniej więcej wyglądała. Kochany jest! :) Aż się morda cieszy, jak psu jak kiełbasę widzi.. Nie no.. Owinęłam się ręcznikiem, osuszyłam trochę włosy.. Bo je też myłam i wyszłam z łazienki. Miałam na sobie taki fajny różowy ręczniczek, ale ciemnoróżowy i taki fajny, nie sweetaśny. Patrząc się przed siebie i śpiewając sobie Somebody That I Used To Know skierowałam się.. Haha, jak oficjalnie.. Poszłam do garderoby.. Oczywiście jeszcze w tamtej chwili nie widziałam, że na moim łóżku siedzi sobie rozmarzony moim widokiem Bieber, ze swoim cwaniackim uśmieszkiem. Haha.. Weszłam do tej mojej zacnej garderoby, żeby się ubrać. Doszłam nawet do refrenu piosenki i sobie głośno śpiewałam, na cały głos haha.. Jeszcze do tego zaczęłam sobie tańczyć, oczywiście tak wiecie.. Kołysać się. Jak bym wiedziała, że on tam będzie to w życiu bym tak pyska nie wydzierała. A tym bardziej nie wygłupiała się. Ale oczywiście nie umiał się odezwać, tylko musiał się na mnie napatrzeć. Nie wiem co mu się tak we mnie podoba.. Nevermind. To, że jest obecny w moich progach.. Haahaha, jak mnie to śmieszy.. Dowiedziałam się dopiero jak podszedł i złapał mnie od tyłu.. Haha, nie żeby coś. Ledwo mnie dotknął, a ja się tak wystraszyłam, że odwróciłam się błyskawicznie i…
- Aaaa! Ja pierdziele, Justin, to ty. Wystraszyłeś mnie głupku – powiedziałam ze śmiechem, a raczej z uśmiechem.. na twarzy..
- Przepraszam, ale musiałem cię zobaczyć. Ale nie sądziłem, że ujrzę cię.. Ymm.. Taką ^^ - oczywiście te jego brwi..
- Wpuścili cię? A nie, sorry.. Przepraszam, moi rodzice są w Turcji, Hawk cię wpuścił?
- Ym, tak..
- Ej, chwila.. Co to ma znaczyć „taką”?
- No taką, w ręczniku, prawie nagą.. - zaczął się przybliżać świr jeden. :D
- O nie, nie.. Nie ma tak dobrze. Teraz nie będzie żadnego przytulania. Albo nie… – rzuciłam się na niego, bo tak się za nim stęskniłam, że aż mi prawie ręcznik spadł.. – Boże, jak ja za tobą tęskniłam.. Nie puszczę cię teraz.
- Ja za tobą też. I nie mogłem już żyć bez twojego głosu, bez dotyku, zapachu..
 - Cóż.. Nie ma tak dobrze… Ym, a tak mniej więcej ile ty tutaj już jesteś?
- No jakieś pół godziny. Siedziałem na twoim łóżku i patrzyłem jak idziesz do garderoby w tym ręczniczku i miałem ochotę go z ciebie zdjąć, ale pomyślałem, że nie będę ci przeszkadzać.. I posłucham jak śpiewasz.. heh..
- O ty zboczuchu! No wiesz?!? Hehe, dobra, poczekaj w pokoju, zaraz przyjdę, tylko bez podglądania mi tutaj! Boże, a ja chciałam naga wyjść z łazienki.. Jednak mnie intuicja nie zawodzi. Haha – Justin zrobił minę jak.. haha, nieważne. Kurde, ale ja jestem… Nie wytrzymałam.. Już się obrócił, żeby wyjść, ale ja oczywiście nie.. Musiałam.. Pociągnęłam go za koszulkę z tyłu i go pocałowałam. Nosz, no nie mogłam tego nie zrobić no.
- Mmm.. Nie powiem, podobało mi się – jak zwykle uchachany.. Ja nie wiem.
- Już, już… Nie ciesz się tak, tylko idź.
- A może jeszcze raz? Taki mały, malutki buziaczek? Proooszę.
- Nie, nie, nie! Już wystarczy.. Muszę się w końcu ubrać.
No, w końcu się ubiorę haha, ale nie powiem.. Mm, dla niego mogłabym zrzucić ten ręczniczek.. Haha, ja to dzisiaj jakaś walnięta jestem. Kobieto, otrząśnij się! Ty masz dopiero 15 lat! Nie jesteś jakąś burdelmamą! Nie zachowuj się jak.. Haha. Już, już biję się z samą sobą. Ale jak tutaj mają mi jajniki nie eksplodować przy nim? No jak? Cóż. Przejrzałam co ja w tej szafie mam i… Wybrałam bluzę z Pepe (Panem Dziobakiem :D), 




czerwone rurki 
i białe skarpetki z Puma… Cóż.. Z racji, że dzisiaj mam dobry humor, założyłam też.. Ładniutką bieliznę :P W końcu kobieta musi czuć się zmysłowo i seksownie.
Wyszłam z tego zajebistego pomieszczenia i wróciłam do łazienki po szczotencję do włosów. No i  potem już do pokoju.. W końcu. W końcu do niego. I like It! Ale poplątane te włosy, no… Usiadłam obok niego i uśmiechnęłam się. Zajebioza kurwa! Szczotka mi się wplątała we włosy i nie mogłam jej wyciągnąć…. Hmm…




- Justin.. Mógłbyś mi pomóc? Proszę.. Głupie włosy. Chyba je zetnę.
- Heej, ani mi się waż ich ścinać! Są piękne, będę ci je codziennie czesał, tylko błagam nie ścinaj ich, kocham je.
- Ahaa. Czyli kochasz nie mnie, tylko moje włosy? Wiesz, dziękuję bardzo – powiedziałam i machnęłam foszka małego hehe
- Verguś, przecież wiesz, że nie. Kocham ciebie. I tylko ciebie. Za wszystko. Nie za włosy, chociaż są piękne. Daj, rozplącze ci to. No chooodź tu.. – jemu to jednak się nie da odmówić. Złapał mnie za rękę. Przysunęłam się.
-  Wiem, że mnie kochasz. Żartowałam – przysuwałam się do niego coraz bardziej.Popatrzyłam się na jego różowe usta w kształcie serca, które przypominały mi o walentynkach, których niegdy nienawidziłam, ale chyba teraz je polubię. Wzięłam jego twarz w swoje ręce.. Haha, o goshh, jak to brzmi! Boże! Haha. Nieważne. Objęłam jego twarz swoimi dłońmi. Taak, zazwyczaj to facet robi (wcale niee), ale ja też chcę. No i skończyło się na pocałunku.. Ale takim ładnym, obfitym.. Mmmm… ^^ Haha, położył mnie na łóżku i kontynuowaliśmy. Wszystko szło ok, do czasu kiedy… Szczotka nie zaczęła wbijać mi się w głowę.
- Mmm! Auć, ał!
- Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, głuptasie, nie ty, tylko szczotka wszystko zepsuła. Mógłbyś mi to rozplątać? Proszę.. – mówiłam, lekko jęcząc. To znaczy nie w tym sensie jęczeć, tylko z bólu.
- Daj to mała, haha.
- Ej, nie nazywaj mnie mała, wtedy czuję się jak.. No wiesz.. Jak dziwka. To taki teksty dla tanich panienek.
- Przepraszam – i dostałam całusa w poooliko..
Usiadł za mną i zaczął mi rozplątywać swoimi delikatnymi dłońmi. Nie powiem, szybko mu to poszło.. A co najważniejsze.. Bezboleśnie. Jego ręce leczą.. Cóż. Zaczął mi czesać te włosy moje kochane zapuszczane od urodzenia. Ale naprawdę czasem mam ich dość i zastanawiam się czy ich nie obciąć.
- Justin..
- Hmm..?
- A tobie się ze mną nie nudzi?
- Mmm.. – objął mnie od tyłu i położył głowę tak, że była na moim ramieniu i haha, patrzyła się na mnie. – Kochanie co ty mówisz?
- No bo ja nie wiem co ty możesz ze mną robić. Pewnie się nudzisz tutaj..
- Nie nudzę się. Sama twoja obecność przy mnie, mnie uszczęśliwia. Nic mnie nie utrzymuje przy życiu tak jak ty.
- Ale przecież ja prawie doprowadziłam do tego, że nie miałbyś nóg. Przeze mnie tylko cierpisz. Wtedy kiedy u ciebie mieszkałam to też cię zraniłam. Potem na tym głupim balu sylwestrowym.. Ja tam poszłam dla ciebie. Ledwo się tam dostałam, bo tam tylko znane osoby mogły przebywać. Chciałam cię zobaczyć, chciałam być przy tobie, ale jak zobaczyłam twoich rodziców i wszystkich takich szczęśliwych z powodu ciąży Seleny to pomyślałam, ze nie będę ci tego psuć… -  poleciała mi pojedyncza łza.
- Ale ja nie jestem z tym szczęśliwy. Jestem szczęśliwy z tobą. Tylko z tobą. Nigdy w życiu nie czułem takiego czegoś do nikogo, rozumiesz? Nikogo. Selena to jest tylko pretekst do rozgłosu, i tyle. Ja tego nie chciałem, ale jej manager się uparł, bo musi zrobić karierę czy coś. Na początku jeszcze jakoś to znosiłem, bo jej nie znałem, ale potem już poznałem i to jest jedna wielka rozpieszczona suka. Nie liczy się dla mnie wcale. A bal.. Zrobiłem to, bo cię kocham.
- Ale zrobiłeś sobie krzywdę przecież! I to przeze mnie. Ja rozumiem, uczucie uczuciem, ale pomyśl… Jakbyś się nie wyleczył to jak byś do mnie przychodził? Zresztą pewnie nie chciałbyś mnie znać.
- Chciałbym, wiedziałem przecież z czym się to wiąże. Nie rozumiem tylko, dlaczego uciekłaś, zamiast ze mną porozmawiać.
- Bo pomyślałam, że to wszystko rozwiąże, jak mnie nie będzie w twoim życiu. Ja bym cierpiała. Cierpiałabym, ale ze świadomością, że ty jesteś szczęśliwy. Ale teraz też cierpię, bo chyba do końca życia będę miała wyrzuty sumienia przez ciebie głupku - nie wytrzymałam i znów jego twarz złapałam, ale tym razem mocno i brutalnie. - Nie rozumiesz, że ja cię kocham??!! Nie rozumiesz?!
Nasze twarze były tak blisko, że prawie stykaliśmy się nosami. Patrzyliśmy sobie w oczy. Boże.. Chyba nie ma bardziej przepełnionych miłością oczu niż jego. Ale się świecą.. Niczym gwiazdy w ciemną noc.. Położył dłonie na moich i oparliśmy się czołami. Zamknęłam oczy i znów poleciała mi łza.
- Już nie płacz.. Proszę – szepnął. Otarł mi ją i wstał. Podał mi rękę, a ja znów się w niego wtuliłam. Lubię to jego ciało, hehe. Lubię czuć się bezpieczna, a przy nim jestem. Wziął mnie na ręce, tzn.. Na barana od przodu xD. Że niby nogi miałam na wysokości jego bioder :P I trzymał mnie za dupę hehe. W ten sposób:



- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię.. I nic tego nie zmieni. I nie dręcz się już tym, bo to w końcu też dzięki tobie teraz chodzę. Obiecaj mi, że już nie będziesz o tym myśleć. Obiecujesz?
- Obiecuję. A wiesz.. Muszę ci się do czegoś przyznać. Bardzo brzydkiego.
- Eeejj, nie zdradziłaś mnie?
- Niee, króliczku no co ty mówisz..? Po prostu dzień przed balem.. To znaczy jeszcze wtedy nie wiedziałam, że tam idę.. I weszłam do ciebie na balkon, bo nie mogłam wytrzymać bez ciebie i słyszałam jak mówisz, że cię nie chcę… Za to też przepraszam.
- Naprawdę tam byłaś? Noo.. To już teraz masz pewność, że cię kocham. Ale następnym razem możesz mnie uprzedzić, że jesteś na moim balkonie, szczególnie, że było już ciemno i mogło ci się coś stać.
- Oh, ty rycerzu mój, nie martw się, nic mi się nie stało. Ale muszę ci powiedzieć, że seksownie wyglądałeś w tym podkoszulku^^ - uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Przestań! Na pewno nie bardziej niż ty w tym ręczniczku! Haha
- No dobra, puść mnie, muszę w końcu porządek z tymi włosami zrobić. No bo jak ja wyglądam?
- Dla mnie zawsze idealnie.
- Dobrze, dobrze, ty mi już tutaj nie wciskaj farmazonów hehe. I puść mnie!
- A jak nie to co?
- Ymnym.. wyrwę się i sama zejdę!
- Mhm.. To proszę cię bardzo! – cóż, dobra.. Nie sądziłam, że to zrobi.. Miałam nadzieję, że mnie ten głupek puści, ale widać nie.. Hehe..
- Masz gilgotki? Hahah..
- Ymm… Nie… - wiedziałam, że kłamie.. więc… do dzieła! - Zaraz to sprawdzimy.. – zaczęłam go gilgotać po brzuchu, ale on nie puszczał, mimo że nie wytrzymywał ze śmiechu.
- O.. hhaa… Ok, ok.. Uchuu!.. Hahaha.. Dobra.. Haha, przestań, bo cię upuszczę, bo spadniesz! Haha.. Proszę cię, przestań.. Haha, UUUCH! Proszę, dobra, puszczę cię, tylko przestań! Haha! Już, już! Puszczam, haha.
- A mówiłeś, że nie masz łaskotek… Hmm.. :P Kłamczuszek z ciebie.. :DD – odwróciłam się i poszłam do łazienki, ale nie zamykałam drzwi.. No bo po co. Oczywiście ten poszedł za mną..
- Daj te włosy.. Ja chce sobie poczesać haha.. Mógłbym ci je tak codziennie..
- Dobrze. Dobrze, możesz codziennie :P Ale chyba to niemożliwe, bo nie będziemy mogli się codziennie widywać.
- Chcieć to móc.
Ach, te jego delikatne ręce. Staliśmy tak przed lustrem i patrzyłam się na niego jak on to robi z delikatnością, taką subtelnością. W ogóle to która jest godzina..? Hmm… Włożyłam rękę do kieszeni po telefon.. Ale nie do swojej kieszeni, bo mój był w pokoju. Do tylnej Justina..
- Ym, pozwól, że zobaczę godzinę, ok? – powoli, powoli.. haha, sięgnęłam po telefon. Uuu, fajnie. 16.
- Która?
- 16. Jutro muszę iść do szkoły.. Boże.. Jak mi się nie chce.
- To może ja już pójdę?
- Nie, nie, nie! Nie idź, proszę, błagam. Nie mam dzisiaj nic do zrobienia.. Przerwa była przecież.
- I nie masz żadnych planów na dziś?
- Mam, spędzić z tobą resztę dnia. I życia.
- To tak jak ja. Wiesz co.. Zabieram cię dzisiaj w jedno magiczne miejsce.
- Nice, z tobą wszędzie. Rozumiem, że to niespodzianka..
- No pewnie, a że dziś jest ciepło, i nie ma śniegu.. Pogoda jest tu strasznie zmienna, taaak.. To jest to idealna pogoda, żeby tam właśnie pójść, ale to jak się ściemni.
- Okej.. Heh, wiesz, mógłbyś mnie tak czesać zawsze.
- Ale że jak?
- No tak.. tak delikatnie, i z takim uczuciem.. Nawet o głupie włosy dbasz.
- Ale to nie są głupie włosy.. To są wyjątkowe włosy, bo są twoje – uśmiechnęłam się tylko i czułam, że przechodzi mnie rumieniec. Mam nadzieję, że nie zauważył. Spuściłam oczy w dół.
- Zauważyłem – wyszczerzył  się. Ja nie wiem, z czego n się tak cieszy zawsze, no nie kminie go czasami. – Przede mną nic się nie ukryje.
- Jasne, jasne, takie wały to nie mi. Selence to możesz sobie wciskać kity i możesz udawać, ale ze mną masz być szczery zawsze. Jasne?
- Już, już.. Widzę, że się waćpanna oburzyła zachowaniem pazia. Wielkie pany! Burżuje jebane! Haha – uwielbiam jak tak mówi, haha. Obydwoje wybuchliśmy śmiechem. Hahhaha.. ooo.. Uch.. Nie mogę. Dobra dość.
- Haha.. Ok, to było mocne. Hahah, już skończyłeś czesać moje zacne włosy?
- Może… - zrobił minę typu -_-.. tylko z uśmiechem haha, coś takiego –U- Nie no haha, dobra zart. – Tak skończyłem i zabieram cię na spacer.
- Ale.. Paparazzi.. Wiesz..
- Tak, tak.. Pieprzę paparazzi. Ty jesteś najważniejsza. Co to kurwa ma być, żebym ja nie mógł z własną dziewczyną na spacer wyjść? – popatrzyłam się tylko i poszliśmy. Niech mu będzie. Skoro tak.. Jego wybór przecież. To nie ja jestem gwiazdą tylko on przecież, co nie? No właśnie. Tak się zastanawiam.. Właściwie to z jakiej racji on mnie kocha? Ja rozumiem uczucie blah, blah.. Ale on chyba nic o mnie nie wie przecież. Fuck the system wgl.. Ja o nim też prawie nic nie wiem. Ale tym się będę później martwić. Mimo tego byłam taka przygnębiona. Szliśmy za rękę, splecione palce itd. Nawet tego pieprzonego plebsu z aparatami nie było. Oczywiście Just musiał zauważyć, ze jestem smutna i stanął naprzeciw mnie. Ale ręki nie puszczał. Popatrzył się na mnie.
- Co się dzieje…? – puścił rękę i odgarnął mi włosy z twarzy. Był poważny, to znaczy.. Nie miał uśmiechu na twarzy, chyba był zmartwiony tym wszystkim trochę. – Nie jesteś ze mną szczęśliwa, tak?
- Justin, jestem, jestem. Jesteś najlepszą rzeczą, jaką bóg mi zesłał. Tylko po prostu martwię się o ciebie.
- To się nie martw. Poza tym nie ma o co się martwić przecież – palcami zrobił z moich ust uśmiech. Haha, nie wiedziałam jak to napisać :P Pokręciłam tylko głową i z uśmiechem poszliśmy dalej. Objęliśmy się nawzajem w pasie. W sumie dalej nie wiedziałam, gdzie on chce mnie zabrać. Może ma jakieś swoje ulubione miejsce, albo nie wiem.. Nie wiem. Ufam mu. Było już po 17. Tak się grzebaliśmy z tym wszystkim, że tak dzień przeleciał na ‘nicnierobieniu’. Ściemnia się, w końcu niby zima haha. Taka zima, że normalnie w bluzie albo i bez można wyjść. Rozpłynęłam się w myślach o nas, o naszym szczęściu, o… Taak, mam bardzo zboczone myśli ^^ ale co.. Marzeń mieć nie można? Można. Ale pewnie rzuci mnie prędzej czy później, dlatego muszę się cieszyć jego miłością, póki jest. Ja będę go kochała do końca życia, ale on na pewno znajdzie sobie inną laskę. W końcu to facet. Moje rozmyślania przerwał właśnie ten mój facet.
- Kochanie, ponieważ jesteś smutna.. Nawet jeśli mówisz że nie, to ja to widzę. Postanowiłem cię zabrać w pewne piękne miejsce, które łączy miliony ludzi i przychodzą tu, żeby móc spełnić swoje marzenia. Przynajmniej wierzą, że się spełnią i zazwyczaj się spełniają, podobno. Moje już się jedno spełniło. Poszliśmy… Na plażę. Tak, nasze plaże są przepiękne.. Lazurowa woda, piaszczysta plaża. Ale nigdy nie widziałam w niej nic innego niż plaży. Ale jeśli on widzi, to może ja też zobaczę. Chwila.. Nigdy nie byłam w tej części plaż. Byliśmy przed schodami i obok nich stał taki bodyguard heh. Nie no dobrze zbudowany facet, ale niezbyt przystojny bym powiedziała. Stary. Każdemu kto wchodził dawał jakieś opakowanie, w którym zapewne coś było, ale ja nie wiedziałam co to. Zeszliśmy na dół i nagle wyłoniły się tysiące ludzi i setki.. Chińskich lampionów.

- Wooow.. Justin.. Tu jest pięknie. Ale w  większości widzę tu tylko pary zakochanych…
- Tak, bo przychodzą tutaj puścić lampion za swoją miłość. Chcą, żeby przetrwała do końca życia i jeden dzień dłużej.
- Czyli.. To co ci dał ten facet to jest właśnie lampion..
- Tak, to jest lampion. Zabrałem cię tutaj, ponieważ.. Może to śmieszne, ale też chcę, żeby nasza miłość przetrwała i wierzę w te lampiony. Są magiczne.
- Magiczne jak ty. Dziękuję.. – przytuliłam go. Mój romantyk kochany. Poszliśmy poszukać jakiegoś wolnego miejsca.. Raczej kawałka wolnego miejsca, bo ludzi było naprawdę ogrom. Pięknie wyglądały te wszystkie szczęśliwe pary zakochanych, które przypieczętowały tym lampionem swoja miłość. A lampiony lecące w niebo.. Coś nadzwyczajnego.
Dobrze, że Just miał zapałki. No tak, przecież wiedział, że tam idziemy więc musiał mieć. Heh. Zaświeciliśmy lampion i trzymaliśmy oboje, bo musiał się nagrzać, żeby poleciał. Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy i byliśmy przepełnieni nawzajem swoją obecnością i szczęściem. W końcu wypuściliśmy lampion, złączyliśmy się dłońmi i patrzyliśmy chwilę w niebo. Chciałabym wiedzieć o czym on myśli.. Szkoda, że to niemożliwe. Po tym jak już nie widzieliśmy naszego świecidła.. Popatrzyliśmy sobie na usta i oboje wiedzieliśmy czego chcemy. Wznieśliśmy jakby toast haha..
- No to za nas.
- Za nas kochanie.
To było piękne, nie sposób opisać tego po prostu. Pocałunek z ukochaną osobą jest jak.. Jak skrzydła anioła. Te które przyniosły tyle nieszczęścia.. Ale to były sztuczne skrzydła. Wpletłam palce w jego czuprynę, on posunął rękę na moją pupę i złączyliśmy swoje wargi.. Mmmm.. Chyba nikt nie ma takich słodkich i miękkich ust. Mogłabym się od niego w ogólne nie odrywać, ale no niestety nie da się. Na koniec podniósł mnie do góry i prawie zakryłam jego twarz moimi „wyjątkowymi” włosami. Głupek. W noc mnie pocałował. A ja jego, no bo przecież nie można być dłużnym haaha. Niestety zrobiło się już dość późno, więc odprowadziliśmy się nawzajem do domu i musiałam iść.. Łeee! Jutro szkoła. Ale nie myślę o tym. Najpierw pożegnanie z Justinem.. Tak, więc stałam pod drzwiami do mojego domu razem z Justinem. Gapiłam się na drzwi i dziwnie się czułam. W środku świeciło się światło.
- Coś nie tak? Czemu nie otwierasz drzwi? Pomóc ci może?
Spojrzałam na Justina i zabójczo się zaśmiałam.
- Wiesz, że w domu nie ma moich rodziców? – złapałam go za rękę i mocno ścisnęłam, patrzyłam mu w oczy. – Hawk zaraz wychodzi do chłopaka.. I wiesz.. Jeżeli bardzo chcesz to.. – przegryzłam dolną wargę i zaczęłam się denerwować, a Justin włożył dłoń w moje włosy i przeciągnął ją od nasady aż po końce (brzmi trochę jak z ulotki od szamponu do włosów, ale doobra). Uśmiechnął się tylko i musnął delikatnie moje usta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz