sobota, 7 kwietnia 2012

The 28th Chapter

Wszystko miało pójść dobrze, to znaczy.. szło dobrze, dopóki Justin nie przestał i siedział na łóżku, patrząc mi głęboko w oczy. Wgl nie mogłam odczytać jego myśli. Jakby.. Zaraz miał powiedzieć co innego, ale tak naprawdę myślałby zupełnie inaczej. Czekałam na jego reakcję. Cóż. Dziwnie było siedzieć okrakiem na nim z rozpiętym rozporkiem i bluzką podwiniętą do góry tak, że było mi widać mój czerwony stanik. Zeszłam z niego i spytałam.
- Wykrztusisz w końcu o co chodzi?
- Masz 15 lat. Jesteś pewna, że chcesz to zrobić?
- Nie kurwa, bawię się w kotka i myszkę jak dzieci w przedszkolu.
- Wiesz.. Ja nie jestem pewny, bo..
- Nie chcesz się ze mną kochać, tak? A może jestem tylko panną na jeden raz, co? Może uratowałeś mnie przed tym kolesiem tylko po to, żeby to nie on pierwszy mnie bzyknął tylko ty, co?
- Opanuj się dziewczyno, kocham cię, i martwię się, głupku, o ciebie. Po prostu, kto wie czy po tym nie będziesz żałować, że straciłaś cnotę tak szybko. – O ja pierdolę! Jak ja się zaczęłam brechtać, aż padłam na podłogę.. Hahaha! Doobra. Opanuj się dziewczyno, hoho.. Dobra, zrobiłam się poważna, bo nie spodobało mi się to. No sooory, co on kurrwa moja matka?! Please! No nie mogę no.
- Yyy, słucham? Że co? Że niby co? Ty moją matką jesteś? Co kurwa?! No pytam się! A może się boisz, że potem cię oskarżę o gwałt?! Wiesz co..
Skierowałam się.. Haha, zaraz będzie ‘rzekłam’ jak w tragedii Shakespeare’a albo w Trudnych Sprawach. No więc podeszłam do drzwi, wiadomo, nacisnęłam klamkę.. Hah, i otworzyłam je, po czym stanęłam i rzekłam, a raczej wydarłam się.. CHOĆ MOŻE NIE.
- Wynoś się. – Najpierw spokojnie…
- Ale Verguś….
- Wynoś się i to już!!! Teraz zamknę oczy i policzę do 5, jak je otworzę ma cię tu nie być.
Ale byłam wkurwiona! Pierwsza faza złości. Zawsze ją przechodzę jak się naprawdę wkurwię. Usłyszałam tylko westchnięcie i poczułam jego oddech. Pocałował mnie w policzek i wyszedł. Dopiero jak usłyszałam trzask drzwi na dole to zdałam sobie sprawę co ja durna zrobiłam. Jebnęłam drzwiami i zaczęłam rzucać wszystkim po kolei. Zrzucałam z półek książki, ubrania.. I tak nastała druga faza, a potem trzecia. Ryk, ja pierdolę, jak można ryczeć w poduszkę i jęczeć przy tym masakrycznie. 
Ciekawe, że nikt mnie nie słyszał. Hmm.. Co ja zrobiłam? Chciał dobrze, a ja... Jeszcze nie pobiegłam za nim. No pewnie.. Jak to ja, wielmożna pani, tak, tak, wielkie pany kurwa szlachta pieprzona. Ale w sumie, haha… Oooj, kolejna faza.. Śmiech, znowu, jak to ja tarzam się po pokoju wśród ciuchów i takich tam rzeczy.. Hooho, widzę nawet rozpakowaną prezerwatywę mmm.. Ale dobra! Prążkowana. Żeby wiecie, urozmaicić stosunek i przyspieszyć orgazm. A jaki zapach mm.. Czekoladowa! Dobra, no może lateks nie należy do najsmaczniejszych rzeczy, ale milutko byłoby mieć ją w swojej pochwie razem z zapewne ogromniastym penisem Justa. Ja pierdolę. Haha, załamka totalna. No i cisza. W końcu. Leżąc tak uroniłam kolejną łzę, było mi przykro, że straciłam tak ważną dla mnie osobę. To znaczy niby nie straciłam jej do końca, ale ją zraniłam. Choć może nie. Popatrzyłam na swoje żyły. Nadchodzi kolejna faza załamania. Tylko co to będzie? Potnę się? A może skoczę z okna? A może.. Może wybiję lustro i wszystkie kawałki polecą mi na twarz i okaleczą mnie do końca życia? Niewiadomo. Zdecydowałam, że…


~~ 2 minuty później ~~
Poszłam do kuchni. Wzięłam swój ulubiony nóż. Z ząbkami i ostrym zakończeniem. Uwielbiałam nim kroić wszystko. A to chleb, a to cebuuulkę. No więc… Postanowiłam nie robić sobie tradycyjnych cięć jak to wszystkie zdesperowane nastolatki, które robią się na Emo. Chwyciłam konkretnie nóż, nadstawiłam rękę. Okropnie się bałam na początku. No bo w końcu wiecie.. No mój first time, yeah? No. Zamknęłam oczy i wbiłam nóż w żyłę ostrym końcem. Dobrze, że nie w tętnicę, bo by było źle. Hoh, jaka wiedza biologiczna. Cóż za tygrysek się we mnie obudził. Gosh. Krew sobie leciała, zacisnęłam ją frotką sportową, taką wiadomo na pot i postanowiłam pójść do Justina go przeprosić. W końcu mu się to należy. Dobrze, że blisko mieszka, bo zaczyna mi się słabo troszkę robić, ale to tak wiecie, malutko, bo tak to spoko. Nawet nie bolało. Jak zawodowy masochista. Hehhh. No więc.. Ubrałam się i poszłam. Skręciłam w lewo. Było już po zachodzie słońca, po drodze spotkałam paru żuli. Zagadali do mnie, ale ja nie reagowałam. Potem idę, idę.. Mmm, ale ciała.. Mmm, ciasteczka. Uśmiechnęłam się. Odchyliłam trochę dekolt. A, przecież mogę im narobić apetytu, nie? Haha. W końcu nic złego nie robię.. Zatrzymali się.
- Hej, piękna, a gdzie to się chodzi tak późno? Może trzeba się tobą zaopiekować, hmm?
Yy, trochę mnie to zdezorientowało, no soooorry. Co to ma być? Wyglądali trochę jak Big Time Rush, albo ewentualnie One Direction. Nie wyglądali jak faceci, którzy pierwszą lepszą wybzykają w krzakach.
- Hej, pewnie bym się zgodziła, tyle że.. Jestem zajęta ^^ - Z takim zabójczym wzrokiem dawałam im do zrozumienia, że chcę więcej, przegryzłam wargę. Zresztą często to robię.
- Zajęta.. Mówisz? To może zmiana planów?
- Nie w tym sensie, no ale przecież jednego dnia ma się kogoś, a drugiego nie.. Nieprawdaż, chłopcy?
Najprzystojniejszy z nich, wyglądający trochę jak Liam Payne zaczął się do mnie przysuwać, objął mnie w pasie, nie powiem, bajecznie byłoby się z nim no… No ale ja.. Kurwa co ja robię? Przecież ja kocham Justina. No ale przecież go nie zdradzę. Nie jestem pierwszą lepszą dziwką no. A tak się właśnie zachowałam, chociaż.. Nie no to zwykły flirt jest. Taki tam..
- Hmm, może lepiej nie tracić tego, co się ma? Bo może być kiedyś tak, że miłość którą masz, nagle cie opuści i zostaniesz z tym wszystkim sama. A wtedy.. Więc może lepiej kochać jak wariatka kogoś, kto jest tego wart i cię kocha i oddałby za ciebie wszystko, dla kogo jesteś najpiękniejsza.
- Masz rację. Właśnie do tego kogoś idę, ale zachowuję się tak chyba dlatego, że.. – Pokazałam mu moją zakrwawioną frotkę. Żałowałam tego, co sobie zrobiłam. – Strasznie tego nie chciałam, ale.. To taka długa historia. – Zaczęłam płakać. – Kazałam mu się wynieść, tzn.. No i z rozpaczy wbiłam sobie nóż w rękę, wiedziałam, że on robi dobrze, że mnie kocha, a ja zachowałam się jak.. No i teraz biegnę do niego, bo chcę go przeprosić, ale.. Tracę siły. – Przytulił mnie.
- Rozumiem, wiesz co, może chodź do szpitala, zaprowadzimy cię.
- Nie. Pomyślą przecież, że jestem wariatką.
- A nie jesteś? – powiedział z uśmiechem. Coś czuję, że zostaniemy kumplami.
- Jestem, ale, no ale ja nie mogę teraz iść.
- No dobra, pokaż to. – Zeszliśmy trochę na bok. Krew nadal leciała. Zdjął delikatnie frotkę.
– O mój boże.. Wiesz co.. Tu jest apteka, kupimy bandaż i wodę utlenioną i szybko coś z tym zrobimy. Ale jak wrócisz od niego to szybko idź do szpitala. Albo nie.. Pójdziemy z Tb.. Louis, leć kupić, tylko szybko.
- Chłopaki, dziękuję wam bardzo, nie wiem jak by się to potoczyło, gdybym was nie spotkała.
Jeden z chłopaków, także zabójczo piękny pobiegł do apteki i równie szybko przybiegł z potrzebnymi rzeczami. Opatrzyli mi ranę i jakoś tak się zatamowała ta krew na szczęście. Całe szczęście.
- Nie dziękuj, nie ma za co. Idziemy?
- Y, słuchajcie, nie wiem czy możecie ze mną iść, znaczy.. Bo wy mi nie uwierzycie i będziecie się ze mnie śmiać jak was tam zaprowadzę. Więc albo może idźcie za mną jakieś kilka metrów, że niby mnie nie znacie, albo.. Bo ja bym bardzo chciała, żebyście ze mną poszli, no tylko że..
- Okej, to zostawiamy cię na razie, ale.. Tu masz mój numer, daj znać jak było i.. Może byśmy się zaprzyjaźnili? Jako paczka? Hmm? – Przytuliłam go jak przyjaciela oczywiście. Haah. No ja pierdziele, bez jaj. Ale akcja. Potem wszystkich po kolei i poszłam w stronę domu Justina. Ale się boję, w życiu nie byłam w takim gównie. No jak ty imbecylu głupi mogłaś mu tak powiedzieć?! No jak? Ja pierdole, haha, aż mi się przypomniało „Me gusta twe usta” haha. Ale fajny ten Liam.. Ej, kurwa! Masz Justina, to nie myśl o jakimś świeżo poznanym dupku! Kupel to kumpel, kminisz?
Byłam już prawie na miejscu, kiedy nagle się zatrzymałam. Hamulec wewnętrzny się odezwał. Co ja mu powiem? No co? Nie mam pomysłu na życie, na nic nie mam. Gówno, że ja pierdole. To jest jakieś chore. Nie mogłam w ogóle się ruszyć, jakieś coś takie jakieś nie wiem. Niby nic, niby idę tylko, TYLKO błagać swojego chłopaka o wybaczenie, ale jednak coś haha. Dobra, idę, jakoś trzeba. Tylko jeszcze nie wiem co ja mu powiem. Ale to już tam się zastanowię. Doszłam do ooogromnego domu Justina, no nie powiem, wyróżniał się od innych, no zresztą wiadomo, już tyle razy do niego wchodziłam. Nevermind. Stoję przed tą furtką i się patrzę jak durna, jak bym co najmniej bzykające się stonogi oglądała, hha. No nic, idę. Chyba ochrona ma wolne, bo coś jej nie widzę. Może przerwa na lunch albo coś. Przeskoczyłam przez płot, bo kurde ma domofon, a otworzyć nie łaska. Idę, idę. Pacze, drzwi. Haha, nie no dobra, powaga jakaś. Zrobiło mi się jakoś dziwnie smutno i przykro, że aż łzy zaczęły mi płynąć z powiek. No ale nic. Zapukam, albo zadzwonię dzwonkiem. I.. Puk, puk… Puk, puk.. Kurwa w łeb się puknij. Oczywiście, że ci nie otworzy idiotko. Już chciałam się odwrócić i sobie pójść, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi. Jaki cep, ja pierdole, żeby judasza nie mieć? Nieważne. Yyy, no tak zdezorientowanie.. Nie sądziłam, że zobaczę go.. Całego nagiego! Kurwa, no ja nie mogę. Armagedon kurwa! Bez gaci, bez kurwa niczego, bez slipek, ręcznika, czegokolwiek, chociaż by se ręką albo liściem jak Adam zakrył. Nie mógł wykrztusić słowa i był bardzo zdziwiony, że mnie zobaczył. No ale mógł trochę pomyśleć, no sorry, jest najsławniejszym nastolatkiem na świecie. Coś mu się odmieniło i zaczął tłumaczyć, że..
- Yyy, Vergia, przepraszam, ale ty nie możesz tutaj teraz być, ja ci wszystko wytłumaczę tylko ja nie mogę cię teraz wpuścić, bo.. – i nagle zza ściany wyłoniła się.. 
Dziwka w czerwonej, koronkowej bieliźnie z kilogramem tapety na mordzie i chyba najbardziej czerwonym odcieniem szminki jaki można kupić. 
Ja poczułam się jak dziwka. Jak szmata. Jak on mógł mi to zrobić? Ja przychodzę, go przepraszam, pocięłam się przez niego, a on sobie zamawia dziwki z burdelu?! Tak kurwa pogrywa? Ooo nie, ja nie będę po nim rozpaczać, nie ma mowy.
- Ty chuju.. Ty.. Nie chcę Cię znać więcej. Nie pokazuj mi się nigdy na oczy. Nigdy, rozumiesz?! Nigdy. I nie będę po tobie płakać ty alfonsie jebany. I lepiej żeby cię tu paparazzi nie zobaczyli, bo skończy się cnotliwy Justinek i kariera boskiej fryzury i uroku Bieberka. Lepiej do mnie nie przychodź, bo jak mnie wkurwisz to wszystko rozpowiem gazetom. – Wyciągnęłam telefon i strzeliłam im fotkę. Właściwie jemu z nią w tle. – I dowód też mam. Chuj jebany. Szczymryj kurwa. A ja cię kochałam… Zakochałam się w tobie bez pamięci, myślałam, że ty będziesz tym jedynym, jeszcze parę godzin temu mówiłeś, że się o mnie martwisz, a ty.. Wrr!! Jaka ja byłam głupia i naiwna, czego ja się mogłam po takiej gwieździe spodziewać. Pewnie codziennie inną sobie wybierasz, co? A może ty w ogóle masz swój własny burdel, co? Nawet mi teraz nie pokazuj, że ci przykro i nie zaczynaj mi mówić, że to nie tak ja myślę, bo takie kity to możesz tej swojej niuni wciskać, a nie mi. Pozdrowienia człowieku, bo żałosny jesteś. Już po orgazmie? A może już nie pierwszym dzisiaj? To miłej zabawy. – Wyciągnęłam swoją zakrwawioną frotkę z kieszeni i dałam mu. – O, a to na pamiątkę. Głupia byłam, że tak się dałam emocjom.
- Ale Verguś..
- KURWA NIE MÓW TAK DO MNIE! NIGDY! NIGDY WIĘCEJ!
Odwróciłam się, zarzuciłam włosami i poszłam stamtąd. Co za cwel. Jak on mógł mnie tak potraktować. No jak?! No ja się pytam. Czym ja sobie na to zasłużyłam? No czym?! On od początku taki był. A ja.. Kochałam go jak głupia, chciałam przeżyć z nim swój pierwszy raz. Kurwa! Czemu ty zawsze trafiasz na takich facetów. Zadzwonię do Liama. Chociaż.. Może nie. Przecież on mnie nie zna, to znaczy.. Znamy się tylko jakąś godzinę. Nie będę mu zawracać dupy. Kurwa. Miałam nie płakać, wiedziałam, że tak będzie, no wiedziałam. Usiadłam na murku koło tamtej apteki i zaczęłam ryczeć jak głupia. Nie wiedziałam, co ja mam ze sobą zrobić. Poczułam się strasznie samotna na tym świecie. Nikt mnie nie kocha, jestem brzydka i bezwartościowa, i każdy może się bawić moimi uczuciami. A przyrzekłam, że nie będę płakać. Wiedziałam, że tak cholera będzie no. Podkuliłam kolana i schowałam twarz między nie. Nie zwracałam uwagi na to, czy ktoś patrzy czy nie. W dupie mam ich wszystkich! Dłonie miałam na czubkach kolan i wbijałam w nie paznokcie. Myśląc tak nad tym wszystkim i rozpaczając poczułam czyjąś rękę na moich plecach, ale to nie była ręka Justina, ani jego zapach. Bałam się spojrzeć kto to, ale głupio tak było nie zareagować. Popatrzyłam się znad powiek i ujrzałam Liama. Ten to ma wyczucie czasu. No naprawdę. Ja do niego nie zadzwoniłam dla jego i mojego dobra, a ten kurwa przychodzi jakby miał GPS-a w dupie no. Ja pierdolę, co za koleś. Bo jeszcze się znowu zakocham. Ale cieszę się, że go widzę.
- Heej… mała, Co jest… Ssukinsyn… Nie płacz, nie warto dla takiego drania… - objął mnie i mocno przytulił.
- Przestań, Liam, zostaw mnie.. Chcę być sama. Proszę.. – nie mogłam sobie pozwolić na takie coś, no kurwa! Czy on musi być taki kurwa jebańsko słodki?
- Nie możesz zostać teraz sama. Chodź, jestem sam, bez chłopaków. Zabieram cię na ogromne lody. Chodź, chodź.
- Ale przecież.. Nie chcę ci zabierać czasu.
- Ale nie zabierasz, chodź. Teraz ty jesteś najważniejsza, chodź, wszystko mi opowiesz.
Ale on jest opiekuńczy. No ja nie mogę tak żyć, znowu ktoś próbuje być dla mnie miły i próbuje wpieprzać się w moje życie, bo być może chce być kimś ważnym dla mnie, a ja znów uwierzę, a on mnie kurwa zostawi jak lalkę Barbie albo zabawkowy samochodzik, który znudzi się po dwóch tygodniach. Nie chcę tak, pierdolenie w malinę. Ale niech będzie, idziemy na te lody. Kurwa, przypomniało mi się, że nie mam pieniędzy przy sobie.
- Liam, ja nie mam pieniędzy przy sobie teraz, więc może kiedy indziej..
- Żadne kiedy indziej, ja cie zabieram, tak? To nie marudź..
Wrr! No.. Cóż, doszliśmy do mojej ulubionej kawiarni Hard Rock Cafe i wzięliśmy po dużym deserze lodowym. Czekoladowym oczywiście. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami raz po raz zanosząc się łzami, pokazałam mu nawet zdjęcie. Chciał rozszarpać gnoja, ale powstrzymałam go cudem. Było minęło i tyle. Widocznie to nie była miłość.
- Co za chuj z niego no! Najlepiej byłoby zdemaskować skurwysyna.
- Liam, przestań, było minęło, ja jeszcze trochę pocierpię i mi przejdzie. A.. Dlaczego ty to robisz?
- Ale co?
- No tak się zachowujesz. Pocieszasz mnie, chcesz atakować Justina… Dlaczego?
- Bo cię lubię. Pomińmy, że nie wiem jak masz na imię, ale to nieważne. Chciałbym, żebyśmy się zaprzyjaźnili.
- Vergia.
- Co.. Vergia?
- No Vergia, mam na imię Vergia.
- O matko sorry, przepraszam, ale ja głupi jestem. Haha. – Zaczęliśmy się śmiać, ja odzyskałam trochę humoru, ale boję się nocy.
- Nie no jest, ok, też mam taki nieogar. Dobra, dobra, jest fajnie, ale muszę się zbierać. Wiesz.. Fajnie, że się poznaliśmy. Weekend dzisiaj. A ja sama wieczorem, boję się nocy.
- Hmm, wiesz co, mam propozycję dla ciebie. Idziemy dzisiaj z chłopakami na imprezę do dyskoteki tu niedaleko, do Manamanam. Dzisiaj gra Guetta. Będzie fajnie. To jak?
- Ale jesteś pewien? Bo ja nie wiem, czy chłopaki chcą.. – No kurwa, co się będę wpieprzać. Może se robią jakieś gej-kurwa-party czy coś.. Bo ja wiem? Nie będę im za przyzwoitkę robić, nie. W sumie nieparzysta liczba jest, to jeden by był bez pary, chyba że trójkącik. Nie no, za ładni są na gejów, i za mili. Nie wiem, jakoś pedały mi się z rowerami kojarzą. Ja pierdole. Nieważne. No..
- Chcą, mówili, że fajna jesteś i że możesz z nami pójść.
- Ok, to gdzie się spotkamy?
- Przyjdę po ciebie, gdzie mieszkasz?
- Niedaleko, dwie przecznice, koło centrum handlowego Omaha Mall.
- Omaha Mall…? Czy to tam, gdzie…? – nie musiał dokańczać, wiadomo o co chodzi. Kurczę, mógłby mnie odprowadzić do domu..
- Tak, tam. Nieważne, a o której?
- Yyy, jest 15, to o 19 będę pod domem, stoi?
- Stoi. To ja lecę się ogarnąć. Dziękuję za lody i za opiekę, za wszystko. – Przytuliłam go mocno. Nie wiem dlaczego, ale czułam, jakbym go znała całe wieki. Może znaliśmy się jako dzieci. Nie.. raczej nie. Ale od niego ciepełko biło. Mmm..
- Nie ma za co… Polecam się.. A może.. Odprowadzę cię do domu..?
- Uwierz, że bardzo bym chciała spędzić z tobą jeszcze chwilę, jak najdłużej, ale nie mogę. Może kiedyś powiem ci dlaczego, przepraszam. Widzimy się o siódmej. – Wysiliłam się z uśmiechem i przesłałam mu buziaka. Niby przypadkowo dotknęłam jego ręki i poszłam. Co za facet.. Takich się nie spotyka..
No czas się ogarnąć, bo wyglądam jak jakaś fretka po orgazmie, tylko gorzej. Dobra. Weszłam do domu, znaczy najpierw doszłam, no ale to można pominąć, pacze, a tu nikogo nie ma. Hyy!! Nikogo nie ma. Woow, to się nie zdarza. Zamknęłam drzwi na zamek i poszłam na górę. A potem do łazienki. Nie pierdoliłam się z niczym i nikim, więc zawitałam do łazienki. Umyłam włosy, napuściłam wody do wanny, wlałam sobie różanego płynu do kąpieli, puściłam z iPoda piosenki, akurat leciało hmm… Do nastroju i sytuacji Apologize – One Republic ft. Timbaland. 
Łzy napłynęły mi znów do oczu, no ja pierdolę, po chuj mi te kanaliki łzowe? Aż mi się biologia jebańska przypomniała. Wszystko już mi się kojarzy. Co za mózg. Jaki milord ze mnie, cóż za kąpiel. Przywracałam go wspomnieniami, nasze chwile, od poznania do teraz. Było tak magicznie, a on wszystko spieprzył. W końcu ktoś musi cierpieć, by druga osoba była szczęśliwa. W przypływie myśli zaczęłam wyobrażać sobie jak będzie wyglądać dzisiejszy wieczór, noc. Może on mnie pocałuje, może będziemy tańczyć przytulańca.. A może tylko robi to po to by mnie wykorzystać i przeżyć jednorazową przygodę. A jak da mi pigułkę gwałtu? O ja pierdolę. Może nie iść z nim? Nie no, to chyba nie jest jakiś chuj, który jest niewyżyty i pierdoli nastolatki na haju. Niee.. Ale musze być ostrożna. Zapomnijmy o tym. Noo.. Dobra, teraz trzeba się wydepilować ładnie, żeby jakoś wyglądać, tak. Vergia, ty to masz przesrane, tak jak wszystkie kobiety. Musimy się depilować, dbać o siebie, mieć zgrabną dupę i mieć swój honor, bo jak się prześpisz z trzema to już z ciebie dziwka. Co za kurwa życie! Może sobie dorobię jaja? I będę chodzić na dupy jak inni faceci i zaliczać każdą po kolei, nie patrząc czy boli czy nie. Nie no, to głupi pomysł, bo będę czuć się jak lesbijka. Poza tym ja uwielbiam facetów. Nie mogłabym bez nich żyć, są tacy opiekuńczy i wgl. Ale jak kurwa co do czego to każdy taki sam. Ale nie trać wiary mała. No.. To w co ja się ubiorę? Wiem. Założę taką jakby coś pod niby róż, ale takie też pod beż, ładną, na dole falbaneczki. Podoba mi się. Torebkę się zaraz znajdzie, no i moje ulubione butki.. kremowe platformy. A jak! Niech mu oczęto zbieleje. Już prawie gotowa. Jeszcze tylko makijaż i już. Nie będę się tapetować jak ta dziwka spod latarni, taki tam lekki make-up. No.. 18.30. Idę jeszcze się załatwić, napisać kartkę, że mnie nie ma i takie tam.. Akurat zadzwonił dzwonek. To Liam.
Otworzyłam, patrzę. On, ubrany w kraciastą koszulę, czerwoną, czarne rurki i Ray-bany czerwone. Wyglądał cudownie. W ręce trzymał czerwoną różę. To chyba nie ta okazja, no ale ok. Podziękowałam ładnie, odstawiłam ją szybko i wyszliśmy. Pod dyskoteką stali już chłopcy, każdy wyglądał równie zajebiście. No nic dodać, nic ująć. Chyba się upiję. Albo nie, nie będę wariatką. Mam zamiar się świetnie bawić, bez tego sukinsyna. Świat bez niego istniał wcześniej i teraz też będzie. I koniec. Niech wie co stracił. Jeszcze se zdjęcia zrobię z nim. Proszę! Ale nie mogę go wykorzystać, nie zrobię tego na złość, tylko że się świetnie bawiłam. To ma być nasza noc. Weszliśmy do dyskoteki, nawet się o wiek nie pytali. Ale muza, aww… W końcu Guetta. To musi dawać, tyle że nie słyszeliśmy siebie nawzajem. Poszliśmy na parkiet i szaleliśmy ile się da.
- Uwaga, uwaga! A teraz coś dla par. – I w tym momencie zobaczyłam jego. No kurrwa! Czy teraz.. On, musi tu być..? Liam podszedł do mnie, a ja jak głupia się w niego wpatrywałam, jak bym była jakąś wielką fanką.
- Heej, Vergi, zatańczymy? Nie przejmuj się tym dupkiem, chyba nie jest sam, bo się migdalił z jakąś panną.
- Wiesz co, masz rację, zatańczmy.  – Objął mnie i tańczyliśmy. Nie wiedzieć czemu czułam się przy nim dziwnie bezpiecznie, chyba nawet może bardziej niż u Justina. To jest zjebane takie coś, czuję się podle, że ledwo co się po nim zbierałam, a już w ramionach drugiego. Kurwa maniana jakaś. Ale jest tak.. Miło.. Położyłam mu głowę na ramieniu.
- Dziękuje ci, że przy mnie jesteś.. Wiesz, głupio mi to mówić, ale czuję, jakbyśmy się znali od dawna – wyszeptałam.
- Ja też.. Ja też dziękuję, czuję, jak dzięki tobie wypełnia się pustka w moim sercu. – Te słowa wiele dla mnie znaczyły. Jednak ja też nie jestem w porządku. Ale bardziej niż on, ja go nie okłamywałam, a teraz to chyba Liam jest moją miłością, a może to tylko zauroczenie.. Może to tylko zastępca za Justina, a potem go porzucę, ale to by było najbardziej chamskie zachowanie i nie jestem zdolna do czegoś takiego. Kurwa miłosne perypetie księżniczki Vergii. Whaaat? Właśnie poczułam, jak głaszcze mnie po włosach. Takie to przyjemne. 
Popatrzyłam na niego, na jego brązowe, pełne ciepła niczym pralinki oczy, świecące się jak gwiazdy. Byłam od niego niecałą głowę niższa.  Widziałam, jak patrzył się to na moje usta, to w moje oczy i oczywiście wiedziałam o co chodzi. Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej… Cud, że nie było Justina w pobliżu. Chociaż pewnie by nic nie zrobił. Było minęło, nie trzeba się nad tym rozpieprzać. Ale ja nie chcę tak szybko, nie chcę, a może chcę.. Nie wiem czego ja chcę. Jego wargi, które jednak nie przypominały serca jak u Justa były piękne, były tuż przy moich, kiedy… Uciekłam. Albo raczej wybiegłam z dyskoteki. Co kurrwa ma być?!! Coś to wszystko się za szybko dzieje. Co on sobie myśli, że kurwa jakimś bogiem kurwa jest?! Co to ma być, że niby on jest jakimś Apollo? A może kurwa Mięsny Jeż? Szłam przed siebie, mimo iż nie lubię ciemności, znaczy boję się. Była jakaś północ może. Nie wiem, w dupie to mam. Oczywiście kurwa nie mógł siedzieć na fiucie tylko wybiegł za mną. Chyba ktoś mu jeszcze loda nie zrobił. Najwyższy kurwa czas. Nie zdążył nic powiedzieć. Przytknęłam mu palec do ust.
- Ćśś, Liam ja cię proszę nic nie mów, bo mam zajebistą ochotę cię pocałować, ale nie mogę. Kurwa nie mogę. I ty też nie powinieneś tego robić. Na razie. Przynajmniej na razie. Przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam, wiem, jestem durniem. Mam nadzieję, że się nie gniewasz na mnie. – No nie mogłam się nie uśmiechnąć. On miał taką słodką twarz. Pyyf, ale to brzmi.
- No oczywiście, że nie głupku. Przejdziemy się?
- No pewnie. - Złapałam go za rękę i poszliśmy. Ale on ma duże dłonie, aww. Lubię takie! My nie umiemy milczeć chyba. A ten to już w ogóle.
- Naprawdę cię przepraszam, wiem, że nie powinienem tego robić, ale tak jakoś.. No wiesz. Obiecuję, że już nigdy cię nie dotknę bez twojej zgody. Naprawdę.
- Dobrze, już bez przesady, dotykać mnie możesz, tylko wiesz, bez przesady. Wiesz.. Muszę ci coś powiedzieć. Wiem, ze krótko się znamy, właściwie jeden dzień. Ale chcę być z tobą szczera. Mam nadzieję, że tego nie wykorzystasz. Chciałabym ci powiedzieć, że.. Pierwszy raz poznałam takiego chłopaka jak ty, który tak mi pomógł i się mną zaopiekował, i był w potrzebie, i ten pocałunek, znaczy niedoszły.. Wiesz.. To nie jest tak, że tego nie chcę, tylko ja się boję sparzenia, boję się, że chcesz mnie wykorzystać, albo może to jest jakiś zakład, że jeden pocałunek i znikniesz z mojego życia, że mnie rozkochasz i porzucisz. Poza tym, świństwem byłoby, gdybym zaczęła być z tobą, a co dopiero ON rzucił mnie, to znaczy ja jego.. No rozumiesz. Nie chcę, żebyś uznał mnie za wariatkę, bo ja cię naprawdę lubię, tylko no.. Kurwa, pomotało mi się wszystko.
No.. Oczywiście, tego się spodziewałam, bo wyciągnąć od faceta szczerą rozmowę to kurwa jak… Nieważne. Co mi kurwa da, że on mnie znowu przytuli? No kurwa co, ja chciałam, żeby mi odpowiedział coś, żebyśmy pogadali, a on chyba leci tylko na mój wygląd, o ile w ogóle jest na co.
- Oczekiwałam jakiejś odpowiedzi. W co ty w ogóle grasz, co? W ogóle cię nie obchodzi, co ja czuję, i co ja do ciebie mówię. Do czego ty chcesz dojść, co to ma być, myślisz, że co ja jestem, panienka na zaliczenie kurwa, co?
- Vergia, no przecież to nie tak. Przecież wiesz, że tak nie myślę. Ja po prostu nie umiem tak rozmawiać, ja wiesz.. Nie wiem co mam ci powiedzieć. Chciałbym poznać cię bliżej, coś o tobie wiedzieć.
- To dlaczego się nie pytasz? Próbowałam być z tobą szczera, próbowałam coś zrobić, żebyś wiedział co ja czuję, żebyś… A ty co, ani jednego słowa nawet, tylko całowanie, przytulanie, jakieś obściskiwanie się, a szczerości i jakiejkolwiek znajomości to po co kurwa, po co. Wy wszyscy tylko do jednego sprowadzacie, myślicie, że na świecie to same dziwki, przytulanki, które marzą, żeby wam robić lody dniami i nocami i nic innego. Zaliczać wszystkie po kolei i tyle, kurwa. What the kurwa fuck?! Wiesz co, mam taki pomysł, odezwij się, jak będziesz w końcu wiedział, czego chcesz. Na razie.
- Hej, Vergia, poczekaj. Chociaż cię odprowadzę do domu, jest późno.
- Nie dziękuję, poradzę sobie. Miałam nadzieję, że będzie coś między nami, mimo że się tak krótko znamy. Zabrałam cię na ten spacer, bo.. Nieważne. Jesteś zwykłym dupkiem. – Wrrr.! Po prostu krzyczałam w myślach. Co za cham no. Nie wierzę. Przyrzekłam sobie w tym momencie, że nigdy się nie zakocham. I na tą cześć postanowiłam zrobić sobie ogromny tatuaż na plecach. I to na kolorowo ha! Ale to jak wrócę szczęśliwie do domu, bo teraz jestem gdzieś niewiadomo kurwa gdzie, i muszę sama do domu wracać. Pierdolony. Tak bym chciała, żeby mnie teraz przytulił, nie wiem, cokolwiek. Kurwa nie! Co ja przed chwilą mówiłam?!? Że się nie zakocham, tak? Zostanę feministyczną bzykającą się co noc zakonnicą. I heja! Tak właśnie miało być. Nie ma to tamto. Co sił w nogach szłam w stronę wiadomo gdzie, aż tu nagle czuję, że ktoś mnie łapie za rękę. Miałam nadzieję, że to Liam, ale… Kurrwa nie! Już bym wolała śpiewającego Ibisza, uchu! Chleb, ser, jajka, pomidory! Krzysiu, powiedz mi jak mam żyć! Albo mięsny jeż. Wszystko tylko nie ten bezczelny dupek Justin, no co on sobie myśli? Że ja tak wskoczę w jego ramiona? Że kurwa co niby, obciągnę mu na środku ulicy?
- Czego ty chcesz ode mnie ty świrze ty, ty erotomanie ty, ty, ty! Wrr! Leave me alone człowieku, nie jestem jakąś dziunią do wybzykania!
- Vergia, prozę cię, przestań mnie tak traktować, to nie tak jak myślisz.
- I co kurwa jeszcze? Może frytki do tego? Chodź, będziesz zajebistym kandydatem do Ukrytej Prawdy. Albo nie! Pamiętniki z wakacji, co.. Przygoda ze mną ci się udała, nie? No, tylko że to nie Lorette de Mar, ale to nawet lepiej. Świetnie się nadajesz, ten twój akcent i talent aktorski.. No kurwa Hollywood! Weź dziunię, to może być jej życiowa kariera, a co do mnie… Weź drugą dziunię, zalicz i będzie to samo. Na razie frajerze.
A co się będę no! Coś ta droga do domu się przedłużą widzę… No.. W końcu już go widzę. Mam dość facetów, tego świata, miłości, i w ogóle wszystkiego. Dlaczego ja go tak kocham? Miałam o nim zapomnieć, chciałam bynajmniej.. I jeszcze ten debil Liam, no ja pierdooolę. I dość! Usiadłam na schodach i zastanawiałam się nad swoim życiem. Nie wiedzieć czemu jakoś tak serce mnie zabolało. O matko, yym, ale to boli. Wdech, wydech, wdech, wydech. Nagle usłyszałam jakieś wrzaski, co to kurwa ma być?! Słyszę jakieś przeklinania, jakieś… O ja pierdole fight. 
Ktoś się leje?!... Aj, nie rusza mnie to. Przestali… Przestali?! Zajebiście. Pacze, a tu się wykłócają: „Ona woli mnie!” „Nie, ona woli mnie!” „Ty dupku dziewczynę mi zabrałeś!” „Ja? A kurwa kto ją wykorzystał i potraktował jak jakąś dziwencję, co może ja?!” „Nie twoja kurwa sprawa!” No kurwa pięknie, to oni! Jak się zerwałam na nogi, szybko wyciągnęłam klucz z torebki, żeby otworzyć. Ja jebę, ale ciemno, nosz! Musiały spaść, no zaa. Teraz se szukaj spermy w deszczu, nie? Ojojoj! Haha, ok, mam. Nie zdążyłam.
- Vergia!! Veergia! – Zaczęli jeden po drugim jak by byli na meczu kurwa, co ja jestem?! No takie traktowanie.
- What?! What?! – Kurwa, jak hop hop, tylko inaczej.
- Ja już nie wytrzymam tego, Vergia powiedz, którego z nas wolisz? - Taak, to był Justin. Stałam i patrzyłam się na nich miną typu trochę NO Me gusta, więc… Patrzę się na nich jak na idiotów, a oni dalej.. Dobrze, że ciemno było.
- Vergia, ja cię kocham wiem, że się niewiele znamy, ale.. No ja nie wiem jak to się stało.
- Verguś, no proszę cię, wiesz, że dla mnie jesteś jedyną na świecie, wybacz mi.
- Po pierwsze nie Verguś, nigdy więcej tak do mnie nie mów, nigdy ci tego nie wybaczę, i przestań pieprzyć farmazony, że jestem jedyna, a Liam.. Ty mnie nie kochasz, to tylko zauroczenie. Ja też być może coś do ciebie poczułam, ale to nic.. Żadnego z was nie wybieram, mam dość waszych widzimisi i wykorzystywania! – Coraz bardziej podnosiłam głos.
- I przyrzekłam sobie, że never fall In love! – W tym momencie właśnie wiedziałam jaki chcę napis na tatuażu i weszłam do domu. Co oni sobie kurwa myślą? No, w końcu koniec tego zasranego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz