piątek, 6 stycznia 2012

The 14th Chapter


Wjeżdżałam już na salę operacyjną. Leżałam i obserwowałam przemieszczające się lampy. Sądziłam, że tam zamiast tych świateł jest napis: „Justin przeżyje, dasz radę.” Czułam jak po moim policzku spływa łza. Ale nie chciałam wcale płakać. Nie mam pojęcia czemu płakałam. Nie wiem co działo się potem. Znowu obudziłam się w pokoju szpitalnym obok Justina. Oboje się wybudziliśmy.

- Czemu to zrobiłaś?
- Bo cię kocham.  Nie chciałam stracić także ciebie. Poza tym przecież mam dwie nerki, a ty teraz masz w sobie jakąś cząstkę mnie. Gdyby coś ci się stało… Ja też bym musiała umrzeć… modlitwa już by mi nie pomogła… nic by mi nie pomogło… bo życie bez ciebie nie ma sensu… bez tej nerki przeżyję, a bez ciebie nie mogłabym. Bo wiesz… Miłość jest odpowiedzią na wszystkie pytania. Ale my nie potrafimy zapytać. Widzę cię, słyszę twój głos, ale ty mnie nie kochasz. Gdy pytam czemu ty nic nie mówisz… Odchodzisz, a ja niepostrzeżenie milczę szeptem w kącie zamkniętego przed światem pokoju. Czuję się jak w więzieniu, jak w celi. Nie mogę wyjść… Nie da się wyjść zza krat miłości…
- Ale ja cię kocham…
- No wiem.
Po niedługim czasie pozwolili nam wyjść ze szpitala. Poszliśmy na chwilę do wesołego miasteczka, ale nie czuliśmy się na tyle, żebyśmy mogli się przejechać na diabelskim młynie. Wzięliśmy tylko watę cukrową na patyku i się nawzajem karmiliśmy. W domu była Betty i Jesse. Weszliśmy, ale nie mówiliśmy im co się stało.  Betty poszła na zakupy, a Jesse do swojej dziewczyny. Siedzieliśmy bezczynnie na kanapie. Było nudno. Nie wiedzieliśmy co robić. Wpadłam na pewien pomysł. Patrząc na Justina poruszyłam brwiami. Wstałam z kanapy. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej 15 kartonów mleka. Just szedł za mną nie wiedząc co się dzieje. Pobiegłam do łazienki i nalałam to mleko do dużej wanny. Zgasiłam światło. Delikatnie zdejmowaliśmy z siebie ubrania. Jak już zapaliłam aromatyczne świeczki leżeliśmy naprzeciw siebie nadzy w tej wannie. To było przyjemne. Justin był bardzo podniecony. Czułam jak jego dłoń sunęła po moich nogach. Czułam go praktycznie wszędzie. Zaczęliśmy mruczeć. Całowaliśmy się z języczkiem. Jak odsuwał głowę przegryzłam mu wargę. Spojrzał mi w oczy i złapał mnie z tyłu głowy. Miało być tak pięknie… ale usłyszałam Betty. Wróciła z zakupów i krzyczała gdzieś z dołu:
- Vergia!! Vergia!! Friendship musi wyjść na spacer. Weź go wyprowadź, a ja przygotuję kolację.
- Już idę.. ! – krzyknęłam.
- O nie. – powiedział do mnie Justin. – Nigdzie nie idziesz! Nie teraz. Twoja siostra zrozumie..
- Nie! Justin! Przestań! Wiesz co.. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że jesteśmy razem tylko dla seksu i już nie ma miejsca na prawdziwą miłość. Ona zeszła na boczny tor. W ogóle o nią nie dbamy. Jej już między nami nie ma…
Zaczęłam rzewnie płakać. Te słowa to była sama prawda. Było tak spokojnie.. Zaczęło się od nieśmiałego dotknięcia mojego kolana.. To wszystko za szybko poszło. Nawet nie chodzi o to, że mam 15 lat. W każdym wieku tyle fizyczności jest przesadą. Miłość straciła dla nas znaczenie. Mam już dość seksu. Do tego powinno dojść dopiero po ślubie, w noc poślubną. Bo noc poślubna jest od tego, a nie od liczenia prezentów. Chciałam mu to wszystko powiedzieć, ale bałam się jego reakcji.
- Vergi, skarbie! Nie chodzi mi tylko o seks z tobą. Ja.. Przepraszam.. To za szybko się dzieje... Masz rację. Nie powinno tak być. Przepraszam cię!
- Też cię przepraszam, koteczku!
Przytuliliśmy się do siebie.
- Ale.. Justin.. My wciąż jesteśmy nadzy i… wiesz… Niezręcznie trochę... Poza tym Frendy na mnie czeka.
- Frendy?
- Jezu no.. Friendship.. mój piesio..
- Już się bałem, że mam być zazdrosny.
Ubraliśmy się i wyszliśmy z łazienki. Justin został z Betty i pomagał jej robić kanapki. Ja wyprowadziłam psa. Szłam spokojnie chodnikiem gdy ktoś mnie wciągnął do samochodu i zawinął w worek. Jechaliśmy jakieś 10 minut. Czułam jak mnie wynoszą i wrzucają do jakiejś piwnicy. Odwinęli worek.
- To teraz sobie posiedzisz – powiedział facet, który wyglądał jak szczur i miał na imię Wacek. Jego wspólnik wyglądał zaś jak lama.
- Ale czemu? – debilnie spytałam.
- Dla okupu, a niby czemu?
- Nie dostaniecie okupu. Moi rodzice nie żyją, a Justin… Justin… też nie żyje.
Musiałam skłamać, bo przecież do cholery by mnie nie wypuścili przez wieki.
- Tak, tak, jasne. Justin ma kupę forsy, więc może się z nami podzielić.
Wyszli zatrzaskując drzwi. Nie miałam czasu na płacz. Tym razem chciałam płakać, ale zaczęłam sobie śpiewać Never Say Never i tak jakoś nabrałam odwagi. Poza tym zobaczyłam wisiorek od Justina i te zdjęcia w środku. Musiałam coś wymyślić. W komórce zasięgu niestety nie miałam, ale zauważyłam, że na ścianie było małe okno. Jednak było za małe i miało kraty, ale w ścianie była kratka i to takie coś chyba wentylacyjne. To była moja jedyna szansa. Zdjęłam kratkę i weszłam do tego przewodu wentylacyjnego. Cuchnęło tam zdechłym szczurem, ale cóż.. Czułam się  jakby te wąskie ścianki miały zaraz się jeszcze bardziej zwęzić. Chyba mam klaustrofobię. Zobaczyłam światło. Udało mi się wyjść. Co ja teraz kurwa zrobię?
OCZAMI BIEBERA:
Coś długo jej nie ma. Christ! Ktoś drapie w drzwi. Otworzyłem je powoli, a tam był Frendy… bez… bez… Vergii…
- Dżizas! Betty! Vergia została porwana!
- Co? Skąd to wiesz? Ona może być  gdzieś niedaleko, ale nie przesadzaj, że tak od razu ją porwali…
- Ale ja wiem! Ja wiem, że ją porwali! Na pewno! Ja to czuję! Kurwa, ja to czuję!
Złapałem Betty za rękę i wybiegliśmy z domu. Ona zostawiła wiadomość dla Jesse’go, a ja wziąłem psa na smycz i zacząłem krążyć po całej ulicy. Krzyczałem, wołałem. Nigdzie jej nie było. Ona naprawdę została porwana. Wiedziałem! Jesus! Jednak chyba nie. Widzę jakąś postać podobną do niej jak idzie przede mną.
- VERGIA! To ty? Vergia, kochanie, skarbie. Co się stało? Masz chyba zła kondycję skoro nie dogoniłaś tego szczeniaka.
Ale była wściekła jak to powiedziałem. Podeszła do mnie, złapała mnie za koszulę i powiedziała:
- Kurwa, co ty sobie myślisz? Myślisz, że ja go goniłam? Myślisz, że nie miałam co robić?
No i poszła do domu. Ej no, niewiem na co była taka zła przecież ja nie mam pojęcia co się działo. Robiłem kanapki. Poszedłem za nią, ale weszła do toalety, a tam to już nie mogłem wejść. Krzyknęła ze środka:
- Weź odejdź od tych drzwi, a nie czaisz się jak pod krzyżem.
- Ale.. Kochanie.. No … Co się stało… Jakiś traktor cię rozjechał… może spotkałaś armię Hitlera?
- Armię? Co ty do cholery wiesz o Hitlerze? Nieważne. Byłam porwana. To znaczy porwali mnie.
- Co? Kto? Gdzie? Jak? Zrobili ci krzywdę?
- No chyba mnie porwali, nie.. Długo jechałam jakimś samochodem związana. Nie widziałam ich bo miałam na głowie worek. Potem mnie wrzucili do jakiejś piwnicy. Wyglądali jakby ich ten traktor o którym wspomniałeś.. przejechał.
- To co ty? Uciekłaś im?
- No. Przez jakiś przewód wentylacyjny. Niewiem jak to zrobiłam, ale nie chce o tym gadać..
- Dobrze. Ale.. teraz.. chce cię przytulić…
- No to tul!
- Jak? Przez drzwi? No wyjdź, mała.
Wyszła. Poczułem się trochę jak ojciec gdy ją przytulałem. Nie wiem czemu. Jakoś tak… Jednak to uczucie minęło kiedy wracając wieczorem z wywiadu ujrzałem ją jak myła mój samochód. W tle słyszałem You Can Leave Your Hat On… Była taka mokra… Miała na sobie krótkie spodenki i rozpinaną koszulę związaną na brzuchu. Ozdabiała ją piana z gąbki. Bezwiednie zacząłem czochrać swoją grzywę. Sposobem Vergii zagryzłem wargi. Podszedłem do niej, przechyliłem ją dziko do tyłu i pocałowałem. Puściłem ją. Leżała na ziemi, a ja poszedłem do domu.
OCZAMI VERGII:
Niewiem co on wtedy słyszał, ale ja słyszałam Enrique Iglesias – Hero. A tak w ogóle to za co on się uważa? Za jakiegoś Alfonsa? Za jakiegoś Bossa? Co to miało być. No dobra. Nie powiem, że mi się to nie podobało. :D Poszłam za nim do domu.
- Justin? Co to miało być?
- Szczerze… Niewiem. Ciemno już się zrobiło. Wiesz co…
Uśmiechnął się. Wziął radio i złapał mnie za rękę. Wyszliśmy na tyły domu. Weszliśmy do pustego basenu. Po bokach powiesił żyrandole z kryształków. Zapalił je. Ja stałam w basenie i obserwowałam wszystko ze zdziwieniem. Przyniósł dwa kieliszki czerwonego wina.
- Znowu chcesz mnie upić? – spytałam, ale on się nie odzywał. Przytknął mi palec do ust i podszedł do radia. Włączył je i spojrzał na mnie. Popatrzyłam na niego i usłyszałam Hero – piosenkę, o której przed chwilą myślałam. Skąd on to wiedział? Zaczął śpiewać: Let me be Your Hero.. Would you dance if I asked you to dance?... Podszedł powoli do mnie. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Na niebie był ogromny księżyc w pełni, a okrążały go przepiękne gwiazdy jaśniejące z każdą sekundą. Złapał moje dłonie. Zbliżył się. Przepletliśmy nasze palce. Nie mrugaliśmy oczami. Nasze dusze stawały się jednością i to nie z powodu tego wina. Nawet nie spostrzegliśmy jak zaczął padać deszcz. Basen się napełniał, a my tańczyliśmy walca. Może to nie nowoczesny taniec, ale przynajmniej wyrażał nasze uczucia w tamtej chwili. Pocałowałam go. To było jak dotknięcie skrzydeł motyla połączone z upadkiem z wieżowca. Dziwne połączenie, ale realne. Wszystkie te pocałunki są takie prawdziwe, a jednocześnie niemożliwe, nierealne. Bóg mi chyba go zesłał w zamian za Jezusa. Przecież on robi tyle dobra.. Uzdrawia moje skaleczone serce, uszczęśliwia dziewczyny na całym świecie i jednocześnie ma antyfanów, którzy chcą go ukamieniować, powiesić na krzyżu. Kurde, chyba przesadzam. Może to głupie, ale ja.. ja go KOCHAM! Miłość to zetknięcie dwóch żywiołów: mnie-prostej dziewczyny z marzeniami i Justina - chłopaka, który sprawia, że budzę się coraz szczęśliwsza każdego dnia. Tańczyliśmy tak, gdy nagle… Zadzwonił mój telefon. Miałam w dupie informację o tym kto dzwoni. To była moja chwila, moja i Justina. Wyrzuciłam telefon z basenu, a my kontynuowaliśmy. Tym razem przestaliśmy już tańczyć walca i przytuliliśmy się po prostu do siebie. Dla takich chwil naprawdę warto żyć i jeśli ktoś chce umrzeć, a nie przeżył takiej chwili to radzę się nie zabijać. Ja przeżyłam to i chce więcej. Całe moje życie było jednym, wielkim bezsensem, a teraz czuję, że muszę żyć. Nie chce umierać, bo to znaczyłoby, że zniszczę te chwile. A niszcząc te chwile niszczę siebie i swoje marzenia. Tak po prostu jest. Większość osób w tych czasach o tym zapomina i nie potrafi się tym cieszyć, ale ja.. po prostu żyję.
Minęły 2 h, a my wciąż się nie znudziliśmy. Nie potrafimy się sobą znudzić. W radiu leciały cały czas jakieś wolne, miłosne piosenki. Nadszedł ranek. Przestaliśmy tańczyć. Patrzyliśmy się na siebie. Obserwowaliśmy każdy swój ruch. Jednak nie odzywaliśmy się ani słowem. Nie chcieliśmy tego psuć. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć i czy jest jakiś sens w słowach, który potrafi wyrazić tak silne uczucia. Było rano. Cała ta sytuacja sprawiała wrażenie jakby była wymarzonym snem. Tylko, że oboje śniliśmy o tym samym. Nie chcieliśmy się budzić. Ale musieliśmy. Musiałam pójść po prezent, który miałam dla Jesse’go. Uznałam, że nie muszę mówić Justin’owi, że wychodzę. Wróciłam dopiero po 5 godzinach. Nie miałam pojęcia, że mi to tyle zajmie. Stałam już tuż pod domem. Okno było otwarte, a z wnętrza salonu wydobywały się piękne dźwięki fortepianu i anielskiego głosu Justina. Ale śpiewał przez łzy, a ja zapamiętałam każde westchnienie, każde słowo. Ta piosenka sprawiła, że zaczęłam płakać i chciałam przytulić Justina. Sposób w jaki śpiewał był niebiański, nieziemski, niemożliwy. Brzmiało to tak jakbym słyszała głos Boga, który każe mi kochać. 
Słowa tej piosenki leciały tak:

Muszę zmienić swoją sekretarkę, teraz jestem samotny
                              bo ona mówi, że nie możemy podejść do telefonu
                  i wiem, że to nie ma sensu
                              bo wyszłaś za drzwi
                  ale jest to jedyny sposób, bym usłyszał jeszcze twój głos

                  Minęło tyle czasu,
            Zanim zrozumiałem, że
                  nie mogę nas przeboleć.
           Będę silniejszy od tego!
                  Wystarczy już, już dość.

                   Żadnego więcej chodzenia ze spuszczoną głową
                              Mam dosyć bycia błękitnym od łez
płacząc za tobą.

                   I jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                              tak zmęczony od łez,
                   tak wykonanych, które chcą byś wciąż tu była.

                   Powiedziałem, że jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                              tak smutnych i wolnych
                   więc dlaczego nie mogę wyłączyć radia?
                              Jestem tak wykończony myślami o Tobie
                   i pamięcią
                              i tym, jak każda piosenka przypomina mi to co było między nami.

Dlatego jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                              tak zmęczony od łez,
                  tak wykonanych, które chcą byś wciąż przy mnie była.

                  Powiedziałem, że jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                              tak smutnych i wolnych
                   więc dlaczego nie mogę wyłączyć radia?

                                           ohh..
                    Zostawcie mnie w spokoju,
                               zostawcie mnie w spokoju,
                    Głupie piosenki o miłości,
                                           hey..
                    nie każ mi myśleć o jej uśmiechu
                                lub o moim pierwszym dziecku
                    Niech odejdę
                                Wyłączając radio

                    bo tak jestem chory od miłosnych piosenek,
                                 tak zmęczony od łez,
                    tak wykonanych, które chcą myśleć, że wciąż tu jesteś.

                    Powiedziałem, że jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                                 tak smutnych i wolnych,
                    więc dlaczego nie mogę wyłączyć radia?
              Dlaczego nie mogę przestać wyobrażać sobie ciebie
  Ze mną właśnie tu, teraz i na zawsze.

                    Powiedziałem, że jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                                tak zmęczony od łez,
                    tak wykonanych, które chcą myśleć, że wciąż tu jesteś.

                    Powiedziałem, że jestem tak chory od miłosnych piosenek
                                tak smutnych i wolnych,
                    więc dlaczego nie mogę wyłączyć radia?
                                Dlaczego nie mogę przestać śpiewać?

                     Jestem chory od miłosnych piosenek,
                                 tak zmęczony od łez,
                      tak zrobionych życząc sobie ciebie jeszcze tutaj,

                     Jestem tak chory od miłosnych piosenek,
                                  tak smutnych i wolnych,
                     więc dlaczego nie mogę wyłączyć radia?
                                  Dlaczego nie mogę wyłączyć radia?




Jak skończył śpiewać otarł z policzka łzę, a ja weszłam do domu. Od razu do mnie podbiegł i mnie przytulił bardzo mocno.
- Justin… Co się dzieje? Czemu śpiewałeś o nas w czasie przeszłym? Co.. Chcesz mi coś przez to powiedzieć?
- Vergia! Vergia, kochanie! Gdzie ty byłaś? Martwiłem się o ciebie.
- Myślałeś, że umarłam?
- Nie. Ja.. wyobraziłem sobie, że odeszłaś. To straszne. Ja.. Ja nie chce, żebyś odchodziła i żeby to wszystko się skończyło. Rozumiesz?
- Ale.. Justin.. To nigdy się nie skończy. Ja zawsze będę cię kochać. I wiem, że ty mnie też. Pamiętam co napisałeś mi na tym naszyjniku. Cały czas go noszę. I nigdy nie zdejmę. Chcę sobie w tych gorszych chwilach przypominać, że ty zawsze przy mnie jesteś.
- To.. To znaczy, że.. że my.. na zawsze.. razem?
Jąkał się, ale zrozumiałam co mówił. Wciąż płakał. Ja już przestałam. Nie chciałam, żeby widział jak płaczę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz