Wtedy poczułam ciepło. Ktoś mnie przytulił. Poczułam cudowny zapach. Przetarłam oczy i spojrzałam mu w twarz. Tak, to był Justin. Nie mogłam za długo tak na niego patrzeć, bo przypominał mi jeszcze bardziej o tym co się stało. Pochyliłam głowę i się w niego wtuliłam. Wąchałam jego nieziemski zapach. Zamknęłam oczy i.. zasnęłam. No to nie jest śmieszne. Przed chwilą zemdlałam, wykorzystałam wszystkie siły na krzyk i płacz i zasnęłam po prostu. To normalne w takiej sytuacji.. chyba.. -_- No, dobra. Może nie, ale czasem się zdarza. Tak, jak w moim wypadku. A obudziłam się na dużym łóżku w domu Justina. Byłam ubrana w fioletową, trochę za dużą piżamę. Prawdopodobnie była Justina. Zobaczyłam, że byłam okryta cieplutką kołdrą, a wokół było dużo poduszek. Wszystko było idealnie ułożone. Jednakże czułam, że mam na sobie bieliznę. Na szczęście. Źle bym się czuła z myślą, że Justin mógł mnie rozebrać do naga, pogapić się na moje ciało i ubrać, jakby nigdy nic, w piżamę. Obok łóżka na stoliku stał kolorowy, duży kubek z herbatą.
Napiłam się jej, była jeszcze cieplutka. Ogrzałam sobie tym kubkiem dłonie, bo jak zwykle miałam całe zziębnięte, pomimo, że ogólnie było gorąco.
Napiłam się jej, była jeszcze cieplutka. Ogrzałam sobie tym kubkiem dłonie, bo jak zwykle miałam całe zziębnięte, pomimo, że ogólnie było gorąco.
Po około 10 minutach drzwi zaczęły się powoli otwierać, a moim oczom ukazała się wspaniała postać Justina. Kurwa, czemu on jest taki idealny?!
- O! Już się przebudziłaś.. Czegoś ci potrzeba? – spytał czule i się uśmiechnął lekko.
- Nie, nie. Dziękuję. A herbata jest przepyszna – odwzajemniłam uśmiech i udawałam, że nic się nie dzieje. Próbowałam ogarnąć to, że to wszystko to był tylko sen.
Zbliżył się do łóżka i usiadł na jego brzegu.
- Przepraszam, że pytam. Wiem, że nie powinienem, ale bardzo mnie to ciekawi.. No, bo kiedy się tak gwałtownie przebudziłaś na łóżku szpitalnym to krzyknęłaś: „Tak, Justin!” i wybiegłaś na korytarz jakby cię coś opętało.. No i.. ciekawi mnie po prostu, czemu tak krzyknęłaś? – spojrzał mi w oczy poważnie. Musiałam szybko coś wymyślić.
- Lekarz pierdolił coś o tym, że ty to pewnie Justin Bieber i blah, blah.. no i ja to wszystko słyszałam i krzyknęłam, że TAK, że to ty.. Rozumiesz?
- Dziwne, no ale dobra. Niech ci będzie – uśmiechnął się.
- Przyzwyczajaj się do tego, że jestem dziwna – uśmiechnęłam się trochę niegrzecznie zza kubka. Klepnął mnie lekko w nogę i wstał.
- No to ja idę na dół obejrzeć Family Guy’a, a ty jakbyś czegoś potrzebowała to mów.
Uśmiechnęłam się tylko znowu, a on wyszedł. Siedziałam tak 32 minuty i zeszłam na dół w tej piżamce z tym kubkiem i poszłam do kuchni. Wiedziałam dokładnie gdzie wszystko jest. Umyłam kubek i zaczęłam się trochę rozglądać. Na ścianie w kuchni był umieszczony telefon.
Spojrzałam czy nikt nie idzie i podniosłam słuchawkę. Już chciałam wybrać jakikolwiek numer, kiedy usłyszałam Justina rozmowę z Seleną. Pewnie po prostu te telefony są połączone i odbierałam na tych falach.
Spojrzałam czy nikt nie idzie i podniosłam słuchawkę. Już chciałam wybrać jakikolwiek numer, kiedy usłyszałam Justina rozmowę z Seleną. Pewnie po prostu te telefony są połączone i odbierałam na tych falach.
- Justin, przepraszam cię. Już się tak nie odezwę. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Bardzo mi na nas zależy..
Myślałam, że zaraz zwymiotuję.
- Skarbie.. Wybaczam ci to, ale proszę, żebyś nigdy nie uważała się za lepszą i żeby to się już nigdy nie powtórzyło.
- Obiecuję, kotku. Kocham cię.. – szepnęła.
- Ja ciebie też – odpowiedział i się rozłączył. Po chwili zobaczyłam go w kuchni, patrzył na mnie zdziwiony, a ja idiotka nie zatarłam śladów po zbrodni, tzn. nie odłożyłam słuchawki na miejsce.
- A co ty robisz? – spytał, podchodząc do mnie i łapiąc za słuchawkę. Odłożył ją na miejsce, a ja na niego patrzyłam jak głupia i spokojnie, nieruchomo stałam. Nic nie mówiłam. Myślałam, co mam teraz zrobić. No, nie ukrywam, że to nie było na miejscu. Ale no co ja miałam zrobić.. Taka jakaś pokusa.. Nie wiem.. To tak jakoś nagle. Minęły jakieś niecałe dwie minuty, kiedy znowu spytał:
- Czy możesz mi powiedzieć co robiłaś przy telefonie?
Jakoś nie umiałam odczytać jego uczuć, to nie była złość, ale no też jakoś go to nie bawiło. Ale obmyśliłam sobie co mam powiedzieć.
- No. Szczerze powiedziawszy to chciałam zadzwonić, ale przyłożyłam słuchawkę do ucha i usłyszałam, że rozmawiacie, więc chciałam odłożyć, ale ty przyszedłeś no i.. Wyszło jak wyszło.. – nie wiem jak to brzmiało, ale jak by mi ktoś coś takiego powiedział no to wybuchłabym szczerym brechtem, serio.
- Taaak… No dobra. Powiedzmy, że ci wierzę – w tej chwili podeszły mi do oczu łzy. Szybko pobiegłam na górę się przebrać. Nie zostanę tutaj ani chwili dłużej. Nie zniosę tego ciężaru i cierpienia. Justin się zdziwił, że tak pędem się zmyłam. Postanowił pójść za mną. W tym czasie ja byłam już w pokoju i zobaczyłam, że nie ma moich ubrań. Wybiegłam z pokoju i... wpadłam na niego. Centralnie w jego ramiona. Ale zaraz się odsunęłam i spytałam poważnie:
- Gdzie są moje ubrania? – trochę to chyba tak jakoś jak w brazylijskiej telenoweli zabrzmiało, no ale co..
- A po co ci ubrania.. Ładnie ci w tej piżamce ^^ - odpowiedziałam na to moją miną typu -_-.
- W ogóle, dlaczego płaczesz? – chciał mi otrzeć łzy, ale ja odsunęłam jego rękę.
- Nie twoja sprawa. Gdzie są moje ciuchy, możesz mi je dać? – cały czas patrzyłam się to w podłogę, to gdzieś, nie wiadomo gdzie.
- Ale nie ma twoich ciuchów. Zostały w szpitalu, ze szpitala wyniosłem cię na rękach w fartuszku szpitalnym.
- To w takim razie pójdę w samej bieliźnie, trudno – zaczęłam rozbierać piżamę. Wolałam to zrobić tutaj niż w domu, a potem ryczeć całymi dniami nad jego rzeczami. Chciał mnie zatrzymać, to znaczy nie chciał żebym się rozbierała, mówił, że da mi ciuchy swoje, bo innych nie ma.
- Co? Wstydzisz się? Seleny się nie wstydzisz.. Jest ładniejsza niż ja, prawda? Przepraszam, to nie moja sprawa. Nie chcę twoich ciuchów, ani twojej piżamy, ani niczego. Dziękuję, że się mną dotychczas zaopiekowałeś. Życzę szczęścia. Pa – wyszłam w samej bieliźnie z pokoju, fajnie, nawet butów nie miałam. Cóż. Już byłam przy drzwiach ku wyjściu, kiedy pociągnął mnie za rękę.
- Hej, możesz mi powiedzieć, co się stało? A jak ty w ogóle masz na imię? – popatrzyłam zapłakanymi oczętami na jego piękne, delikatne usta. Wiedziałam, że to dziwnie wygląda, więc przerzuciłam wzrok tak, że po prostu patrzyliśmy sobie w oczy.
- Vergia, mam na imię Vergia. Nie ma o czym mówić. Długa historia, nie chcę ci zabierać czasu, dość już go dla mnie poświęciłeś. Dzięki za wszystko. Od tej chwili będę cię widzieć tylko w TV. Pa – pocałowałam go w policzek. Niestety, uparciuch nie chciał mnie puścić. Nie mogłam tak dłużej, no! Moja psychika ma jakieś granice. Wtuliłam się w niego. Położył rękę na moich włosach i pocałował mnie w czoło. Niech więcej tak nie robi. Bo się przyzwyczaję.
- Nie obchodzi mnie, że to długa historia. Ja mam czas, i ty go nie marnujesz. Zapamiętaj to – nie odzywałam się przez parę minut. Cieszyłam się chwilą. Justin obejmował mnie prawie nagą. Już widzę reakcję Seleny. A raczej minę. Łzy spływały mi po twarzy, coraz więcej, i więcej, a on mówił dalej..
– Ćśśś… Nie płacz już, kochanie.. Znaczy Vergia.. – wziął mnie na ręce i poszliśmy do sypialni. Tam była garderoba. Jeszcze w niej nie byłam, ale na pewno jest ogromna. Boże.. Justin niesie mnie na rękach, a ja sobie o jego garderobie myślę. Tsaa… No nieważne. Wpatrywałam się w jego piękną twarz, nieziemskie usta. Właściwie tylko na usta. Może dlatego, że pragnę tylko jego pocałunku.. Chociaż jednego. Małego. Takiego.. Ale żeby coś znaczył. To niby takie nic, ale jednak coś. Dla mnie ważne bardzo. Ale.. To tylko marzenia. On ma swoją Selenę, Selena ma jego. Zawsze mnie zastanawiało, czy ta miłość to tylko dla sławy, czy to jednak coś więcej, ale chyba jednak coś więcej, skoro bez kamer, przez telefon sobie wybaczają. Tak, czy tak nigdy bym nie była z taką suką. NO WAY! Ej.. Właśnie Czemu my do sypialni idziemy. Jakby czytał mi w myślach. Właśnie swój wzrok przełożył na mnie. Byliśmy już w sypialni. Nacisnął jakiś magiczny guzik. Rolety się zasłoniły. Puścił muzykę, leciała wolniutka, spokojna piosenka – Natalia Oreiro – Me Muero De Omar. Skąd on wziął hiszpańskie piosenki? W sumie co tam, ważne, że jest naprawdę piękna. Nawet zapomniałam, że jestem w samej bieliźnie. Rozplątał moje włosy, które wcześniej były splątane w niedbały kucyk. Nie wiedziałam, że są aż tak długie. Sięgały mi po tyłek. I to jeszcze takie pofalowane.
Zaczęliśmy tańczyć przytulańca. Już się mnie o nic nie pytał, tańczyliśmy przytuleni do siebie w milczeniu. Na początku jego ręka była na moich plecach, potem zjechała niżej. Nie powiem, zrobiło mi się trochę gorąco, w końcu, no cóż.. Nigdy, żaden chłopak, tak mnie.. No ale nie będę psuć tej chwili :DD Niech sobie trzyma. Przysunęłam się trochę bardziej do niego i oparłam głowę o jego ramię. Tańczyliśmy tak dosyć długo. Czułam, jak jego ciało robi się coraz cieplejsze, a jego serce mocno bije. Zresztą moje też. Poczułam takie.. Motyle w brzuchu. Nie wiedziałam, dlaczego to robi, dlaczego ze mną tańczy, dlaczego tak w ogóle jest, dlatego musiałam spytać. To znaczy chciałam. Już miałam wydusić z siebie jakiś dźwięk, ale popatrzyłam w jego magiczne, czekoladowe oczy. On też patrzył na mnie. Dlaczego on nic nie mówił? Był bardzo tajemniczy, a zarazem bardzo seksowny. Tak, na prawdę podobne cechy, haha. Popatrzył się na moje usta. I tak nie był pewien, czy się zgodzę, więc poczekał chwilę. Ale ja nadal stałam w jego ramionach. Strasznie się bałam, to znaczy nigdy takiego czegoś nie przeżyłam. W zasadzie teoretycznie tak, tylko to było w drugim, fikcyjnym życiu. Czyli to się nie liczyło. Wziął swoje dłonie z mojej pupy i objął delikatnie moją twarz. Jego ręce były takie aksamitne. Jego ruchy były zupełnie przemyślane i robione z największym uczuciem. Nie da się opisać tego, co ja czuję. Żadna dziewczyna nie pogardziłaby takim mężczyzną u boku. Powoli przybliżał swoją twarz. Jego wargi były o milimetr od moich. Moje marzenie miało się już spełnić, kiedy… Uświadomiłam sobie, że spełniając swoje marzenie, będę miała na sumieniu związek Justina i Seleny. Wiem, że to suka, ale to człowiek. Nie jestem taka jak ona.
Ironia losu była taka, że zadzwonił Justina telefon. Wyjął go z kieszeni, popatrzyłam na ekran. Dzwoniła Selena. Spojrzałam Justinowi w oczy z obawą, co za chwilę się stanie. On po prostu odrzucił połączenie i się do mnie uśmiechnął. Nie! Kurwa nie! Coś mi tu nie grało! Nie mogło tak być.. Przecież.. To jakieś chore.. No nienormalne.. Co ja, przepraszam bardzo, jestem? Poczułam się jak.. jak kurwa na jedną noc! Odepchnęłam go od siebie i zbiegłam na dół. Włożyłam na siebie szybko jakąś kurtkę, która wisiała na wieszaku i buty, które stały przy samym wejściu. Justin zbiegał po schodach za mną, a ja szybko złapałam klamkę. Ale śniegu nasypało do domu, jak otworzyłam te drzwi! Hoho. Wyszłam stamtąd w samej kurtce i butach.. Jedyne co mogłoby sprawić mi uśmiech na twarzy to fakt, że te buty to Supry. Spojrzałam na stopy. Nie kurde! No dzięki bardzo! Oczywiście nie były to Supry, tylko jakieś.. inne, no nieważne. Wściekła zatrzasnęłam drzwi tuż przed nosem Justina, zwinęłam jakoś na sobie tą kurtkę, żeby zakryć chociaż moją gołą, białą dupę. Ruszyłam przed siebie. Zauważyłam, że Justina dom był na górce. Po czym to zauważyłam? No oczywiście jak to ja, musiałam zjechać na dupie po tym „stoku”, ale na szczęście nie wpadłam pod żaden samochód. Przynajmniej miałam jakieś 300 metrów przewagi nad Justinem. Ale skurwiel szybko biega. Haha. Wstałam, bo siedziałam na tym śniegu i poczułam zimno na tyłku.
- AAA! Fucken! No kidding! No nie no.. Śnieg pod kurtką! Aaaa! – krzyczałam i wytrzepywałam się z tego śniegu. Spojrzałam w stronę domu Justina. Spryciarz auto z garażu wyjął. Nie ma, nie ma. Nie ze mną te numery. Ja się tak łatwo nie dam! Tylko… zimno jakoś w ręce.. Może coś jest w kieszeniach? Jakieś rękawiczki lub.. Yhhy.. Jasne, Jasne. Jedyne co znalazłam to iPod i brązowe słuchawki. Nie pozostało mi nic innego jak.. włączyć sobie muzykę. Hmm… Rihanna – You Da One, Demi Lovato – Skyscraper… Ny, ny, ny.. O! Cher Lloyd ft. Mike Posner – Your Love. No i okej. To może być, póki co. Odwróciłam wzrok, żeby sprawdzić teren. Auto było coraz bliżej. Chyba opon nie zmienił, bo strasznie się wlókł.
Obczaiłam już, że mogę się przed nim schować w ciasnym korytarzu. Wślizgnęłam się tam szybko i przeszłam na drugą stronę budynków. Ale on szybko mnie dogonił tym autem. Zaczęłam biec. Oczywiście jak się odwrócił lekko, żeby zobaczyć czy dalej za mną jedzie to musiałam się wywalić.
- Kurwa! No co jest ze mną nie tak?! – krzyknęłam. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że żerują na mnie paparazzi, od tej pory kiedy mnie zobaczyli w oknie w domu Justina. Dojechał tym samochodem do mnie, a ja wyplułam śnieg z ust. Paparazzi już biegli. Justin otworzył drzwi.
- Wsiadaj! – krzyknął.
Wstałam i strzepałam się z tego śniegu.
- Nie, nigdzie nie wsiadam. Ocipiałeś? Chciałeś mnie wykorzystać. I to za plecami twojej.. może przyszłej żony.
- Co? Wsiadaj! Albo zostaniesz tu sama, tylko w kurtce, na pastwę tych piranii – mediów.
- Ehhe, pędzę, lecę! – krzyknęłam ze złością, zatrzasnęłam drzwi w aucie i ruszyłam przed siebie jak Milord. No jakoś tak mi się zebrało na wielkie obrażanie i udawanie dumnej. „Kurwa! Odjebało jej?” – usłyszałam Justina głos z auta. Dalej za mną powoli jechał. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy. Pokazałam mu fuckesa i się znowu odwróciłam. Sama siebie nie poznawałam. Justin się zatrzymał, wybiegł z auta i złapał mnie w pasie.
- Puszczaj, gnoju! – krzyczałam i się szamotałam. Silny ten „gnój”. Haha. Otworzył nogą tylne drzwi za kierowcą i mnie wsadził do środka. Zablokował drzwi, żebym nie wysiadła i wsiadł na swoje miejsce. Ruszył prosto, nic nie mówiąc. Spojrzałam w przednie lusterko. Zobaczyłam na jego policzku pojedynczą łzę. Poczułam się podle. To mało powiedziane.. No, ale z drugiej strony.. On ma dziewczynę, tak? Tańczył ze mną gdy byłam naga, tak? I nie odebrał przez to telefonu od swojej dziewczyny, tak? No halo! Coś tu nie tak.
Chciałam go udusić, potem chciałam go przeprosić. Chciałam zapytać czemu płacze, ale milczałam. Gdy znalazłam tą drobną cząstkę odwagi zapytałam:
- Czemu płaczesz? – ale zrobiłam to bardzo cichutko, zbliżając się do jego siedzenia od tyłu. Spojrzał na mnie w lusterku i włączył muzykę. Znałam tą piosenkę bardzo dobrze. Billy Talent – Line & Sinker. Poczułam się okropnie, zwłaszcza, że gdy pytałam głośniej on mnie ignorował i podgłaśniał muzykę.
Zatrzymał się pod szpitalem, wysiadł, a ja zaczęłam przełączać muzykę. Wszystkie piosenki były Billy’ego Talenta – Cut The Curtains, The Ex, The Navy Song, When I Was A Little Girl, Red Flag, Burn The Evidence, Fallen Leaves itd… „Boże, czemu on ma tylko takie piosenki w aucie?” – pomyślałam. Wtedy wyszedł ze szpitala z jakąś torbą. Wsiadł do samochodu i rzucił tą torbę obok mnie, na tylne siedzenie.
- Twoje rzeczy – tylko tyle z siebie wydobył, tylko tyle powiedział. To było przykre i niemiłe, ale chyba mi się należało. Dojechał do swojego domu i otworzył mi drzwi. Nie patrząc na mnie, powiedział:
- Proszę bardzo, jak chcesz to idź sobie. Nie wiem gdzie. Ale lepiej by dla ciebie było gdybyś poszła jednak do mnie do domu. Przynajmniej dlatego, że jak pytałem lekarzy to powiedzieli, że masz leżeć w ciepłym łóżku i ktoś ma się tobą zaopiekować. Jeśli tak bardzo nie chcesz mnie widzieć ani znać to będę wchodził tylko kiedy będziesz spała, żeby ci przynieść jedzenie, picie.. A jak nie to kogoś z tym wyślę..
Patrzyłam na niego, a on jakby patrzył w powietrze. Nie patrzył na mnie. Złapałam rączki od torby i wysiadłam z auta. Zamknął za mną drzwi.
- Wybieraj – powiedział, a ja bez zastanowienia powaliłam torbę na ziemię i rzuciłam mu się na szyję.
- Justin, przepraszam i dziękuję.
Tuliłam się w niego, a on jakby nie wiedział co zrobić. Powoli i delikatnie położył dłoń na moich plecach i poczułam bijące od niego ciepło. Ale szybko się odsunął i skierował w stronę drzwi wejściowych. Podniosłam torbę i poszłam za nim. Weszliśmy do środka.
- Więc wybrałaś jednak mój dom, a nie schronisko.
Przez chwilę się zastanawiałam czy chciał mi przez to powiedzieć, że jestem suką, ale dotarło do mnie, że przecież jest coś takiego jak schronisko dla ludzi. Uśmiechnęłam się do niego.
- Nie miałam wyboru. Musiałam wybrać ciebie, a nie żuli.
Zaśmiał się. Że taki niby żarcik to był. Zaprowadził mnie na górę, pościelił mi równo łóżko i leżałam sobie w samej bieliźnie, bo kurtkę zostawiłam na wieszaku, a buty.. możliwe, że zgubiłam gdzieś po drodze. Hehe. Jak to ja. Justin przyniósł mi wypraną, czystą i wyprasowaną, świeżą piżamę i położył na łóżku.
- Przebierz się, za 10 minut przyniosę ci obiad.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Dziękuję – rzuciłam za nim, kiedy wychodził.
Wrócił się i spytał:
- Ale za co niby?
- Za to, że jesteś i za to, że mnie przygarnąłeś pomimo tego, jak się zachowałam..
Poczułam się wtedy bezpieczna, ale nadal czułam się jak ta suka. Fakt, robiłam źle, ale czułam w sercu spokój. Dzięki niemu wypełniła się ta pustka, która mnie ogarniała. Mnie i moją duszę, i moje serce. Jestem pewna, że to ten jedyny, że to właśnie z nim chcę dzielić każdą chwilę mojego życia. Być z nim, oddychać dla niego i wymieniać się tlenem. W głowie leciało mi Next To You. To moja ulubiona piosenka. Nie mam fioletowego pojęcia, dlaczego i w jaki sposób, ale jak jej słucham to mam takie jakieś dziwne wrażenie, że została napisana na cześć jakiegoś ważnego wydarzenia w moim życiu.
Jakby coś się stało podczas tej piosenki. Po raz pierwszy poczułam, że nie chcę wracać do tamtego świata. Mogę zacząć wszystko od nowa i zamknąć tamten fikcyjny rozdział mojego życia. Tak serio to nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Może to znowu jakiś pieprzony sen? Jeszcze ci paparazzi. A jeżeli oni mu zniszczą życie przeze mnie? Musiałam zejść na dół i się go zapytać, porozmawiać z nim. W sumie niby miał mi przynieść obiad, ale to co. Dobra, to dupa w troki i jazda. Tak, jeden problem. Nie chce mi się wstać. Tu jest tak wygodnie! Ale od tego zależy wszystko. Dobra, wygramoliłam się cudem. Otworzyłam drzwi i już miałam wejść na schody, kiedy… Straciłam przytomność. Zemdlałam. Nice. Na szczęście byłam jeszcze na górze i nie spadłam ze schodów. Jednak narobiłam trochę hałasu. Justin poszedł sprawdzić co to. Jak mnie zobaczył, od razu przybiegł. Kochany. Wziął mnie na ręce i zawlókł z powrotem do sypialni. Jego nie męczy takie noszenie mnie? Zaczął mnie lekko szturchać, mówiąc:
Jakby coś się stało podczas tej piosenki. Po raz pierwszy poczułam, że nie chcę wracać do tamtego świata. Mogę zacząć wszystko od nowa i zamknąć tamten fikcyjny rozdział mojego życia. Tak serio to nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Może to znowu jakiś pieprzony sen? Jeszcze ci paparazzi. A jeżeli oni mu zniszczą życie przeze mnie? Musiałam zejść na dół i się go zapytać, porozmawiać z nim. W sumie niby miał mi przynieść obiad, ale to co. Dobra, to dupa w troki i jazda. Tak, jeden problem. Nie chce mi się wstać. Tu jest tak wygodnie! Ale od tego zależy wszystko. Dobra, wygramoliłam się cudem. Otworzyłam drzwi i już miałam wejść na schody, kiedy… Straciłam przytomność. Zemdlałam. Nice. Na szczęście byłam jeszcze na górze i nie spadłam ze schodów. Jednak narobiłam trochę hałasu. Justin poszedł sprawdzić co to. Jak mnie zobaczył, od razu przybiegł. Kochany. Wziął mnie na ręce i zawlókł z powrotem do sypialni. Jego nie męczy takie noszenie mnie? Zaczął mnie lekko szturchać, mówiąc:
- Vergia. Heejj. No proszę, znowu.. No błagam no..
Ocknęłam się. Otworzyłam oczy. Nie wiedziałam co się dzieje, dlaczego mdleję, przecież ledwo wstałam.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz