Jednak coś się we mnie ścisnęło, jak to powiedział. On myślał, że nasza miłość nie przetrwa do końca? Zawsze myślałam, że jest tego pewien, w końcu zawsze to powtarzał. Ogarnęła mnie dziwna niepewność. Może po prostu chciał to usłyszeć ode mnie? Bo przecież nigdy mu tego nie mówiłam.
- Justin.. Ty, ty… Ty miałeś jakieś wątpliwości… No wiesz… co do naszej miłości? Myślałam, że się kochamy… Że, że ty mnie kochasz… Że ja cię kocham… Że wszystko jest jasne… Justin, powiedz mi, jak… jak nie jesteś pewien, czy mnie kochasz, błagam…
Byłam wystraszona, nie wiedziałam w końcu na czym stoję. Ahhh, robię ze wszystkiego problem. Ale co ja na to poradzę, że nasza miłość to jedno wielkie cierpienie. Dlaczego my siebie nawzajem krzywdzimy? Tylko na to nas stać? Może lepiej byłoby, gdyby każde z nas znalazło sobie inną połówkę jabłka.
- Justin, może lepiej byłoby, gdybyśmy się rozstali na jakiś czas. Nie chce cię ranić. Przepraszam, ale ja tak nie mogę. Ja po prostu nie mogę znieść twojego cierpienia przeze mnie. Może kiedyś znajdziesz sobie kogoś lepszego niż ja, z kim będziesz mógł spędzić każdą chwilę swojego życia w szczęściu, radości, ja chcę tylko twojego szczęścia, dobrze o tym wi.. – pocałował mnie czule, przerywając mi mój bezsensowny monolog. Nie musiał nic mówić. Dał mi do zrozumienia co do mnie czuje. Ja jednak czułam dalej to samo. Oderwałam się od niego i pobiegłam do pokoju. Rozpłakałam się. Zamknęłam drzwi na klucz, rzuciłam się na łóżko. Cały czas nic, tylko się nad sobą użalam. Dlaczego tak jest ? Dlaczego nie mogę cieszyć się życiem tak jak inne nastolatki, tylko czuję się niedowartościowana, myślę, że nikt mnie nie chce, że Justin w końcu i tak się ode mnie odwróci, poderwie jakąś inną laskę co poleci na jego kasę i karierę. Jak stanie się rozpoznawalna to rzuci go przy najbliższej okazji. One takie są. Potrafią zabić żeby osiągnąć swój cel. Może Justin zrozumie jak bardzo go kocham jak ode mnie odpocznie. A może przekona się, ze jednak nasz miłość to tylko nastoletnie zauroczenie ? Byłam przekonana, że nie, aż do teraz. Myślę, że obydwoje musimy zrobić sobie przerwę, żeby wiedzieć, czy naprawdę nam na sobie zależy. Przez jakieś 15 minut byłam nieobecna duchem w pokoju. Nie słyszałam nawet jak Justin dobijał się do mnie do pokoju. Podeszłam do drzwi, zdecydowałam, że od razu mu o tym powiem. Otworzyłam i wszedł. Usiadł na łóżku.
- Vergia..
- Nie, najpierw ja Justin. Wyjeżdżam. Musimy od siebie odpocząć, bo za bardzo się krzywdzimy. Kiedy już będziemy wiedzieć, czego tak naprawdę chcemy, wrócimy do siebie. Będziemy wiedzieć, kiedy. Justin nic nie mów. Dla mnie też to jest trudne. Ale tak będzie lepiej. Jak stwierdzisz, że to jest to, przyjedź do mnie. – wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować.
- Ale Vergia… Może masz w sumie rację. A gdzie jedziesz?
- Do babci. Właściwie to do Smalville. Numer 45.
- Smalville? Tak jak w tym filmie … Jaki tytuł?
- Tak, tak, wiem tajemnice smalville.
Byłam już spakowana. Wzięłam walizkę, przejechałam przez korytarz, kiedy chciałam ją podnieść, bo były już schody. Prawie z nich spadłam, gdyby nie Justin. Szedł za mną i złapał mnie w pasie zanim zdążyłam polecieć na mordę. Pociągnął mnie i przechylił mnie. Już się przybliżał, kiedy zatrzymałam go zamykając mu usta dłonią.
- Justin, przestań, proszę, była umowa. Dzięki, że mnie złapałeś – wyraźnie posmutniał. Wziął moją walizkę i zszedł na dół. Zamówiłam taksówkę. Przytuliłam go. Wsiadłam i pojechałam na pociąg. Łza poleciała mi po policzku. Patrzyłam się na niego przez okno na tylnym siedzeniu.
Może to źle, że go okłamałam. Przecież ja nie jechałam do babci. Nie do Smallville. Dojechałam do domu Jessica’i.
- Jedziemy? – spytałam.
- Ale jesteś tego pewna?
No i zwątpiłam. Zaczęłam beczeć. Jessica mnie przytuliła.
- No już mała. Ogarnij się. Zobaczysz.. Będziemy się dobrze bawić.
No i na co mi kurwa takie pocieszanie. Ona nie ma pojęcia przez co ja przechodzę. Wsiadłyśmy do jej samochodu i pojechałyśmy na lotnisko.
- Jessica! Ja się boję latać. Justin powinien być przy mnie. Ja.. Ja się boję żyć bez niego. Ten świat jest zbyt okrutny.
- Uspokój się.
Wsiadłyśmy do samolotu.
Ledwo wystartowaliśmy, a już musiałam pobiec zwymiotować. Ja nie mogę. Ja wymiotowałam, a Jessica stała obok i się przyglądała.
- Krępuje mnie to. – powiedziałam.
- A wiesz co ja myślę? Ty możesz być w ciąży.
- Weź tak nie mów. Używaliśmy gumek – mówiłam, ocierając twarz z.. wymiotów.
- No, ale nigdy nie ma pewności.
Nie. To nie mogła być prawda. Dolecieliśmy w końcu do Chorwacji. Ale tu gorąco. Przemilczałyśmy prawie całą drogę. Nie miałyśmy o czym gadać. Myślałam o tym co mi powiedziała. Ale nie, to chyba nie możliwe, żeby znowu zaszła w ciąże. W tak krótkim czasie po tamtym? I jeszcze wypadek, lekarze mówili, że mogę mieć problemy z ponownym zajściem. To jest teraz mało ważne, zrobię testy i po sprawie. Teraz najważniejszy jest dla mnie Justin. Już za nim tęsknię, nie potrafię po prostu bez niego żyć, nie potrafię go okłamywać. Wiem, że nie mogę do niego zadzwonić. Może się przyzwyczaję, że go nie ma? Może to po prostu z przyzwyczajenia? Nie, chyba nie. A może? Biłam się po prostu z myślami. Nie umiałam o nim nie myśleć, każda chwila bez niego jest straconą, bezsensowną, taką, taką pustą, zwykłą… Nie potrafię ująć tego w słowa. Czułam się okropnie. Jak ja mogłam go okłamać? Przecież on mi tego nie wybaczy jak tam pojedzie, a mnie nie będzie. Ja przecież nie mogę go tak bezkarnie okłamywać. Weszłam do naszego pokoju, nie chciałam być teraz sama. Było naprawdę ślicznie, piękny widok z okna. Ale to wszystko jeszcze bardziej przypominało mi o nim, o Justinie. Ja tak długo nie pociągnę życia, ale nie mogę tak od razu się do niego odezwać. Wtedy wszystko… Ahh, nie chce o tym myśleć.. Poszłam do łazienki i obmyłam twarz zimną wodą. Jessica weszła i powiedziała:
- Wszystko w porządku?
- Sama nie wiem. Dziwnie się czuję.
- Będzie dobrze. Może… chodź na plaże. Rozluźnisz się trochę.
- Chyba masz rację. Chodźmy.
Przebrałyśmy się i poszłyśmy. Rozłożyłyśmy się w najlepszym miejscu. Ściągnęłam bluzkę i położyłam się na gorącym piasku.
Wbiłam palce w te malutkie, jasne kuleczki. Wyjęłam z przenośnej lodówki kostkę lodu i położyłam ją sobie na klatce.
- Co ty robisz? – zapytała zdziwiona Jessica.
- Schładzam skaleczone serce. Chcę uleczyć samotność.
- Chyba zapominasz, że ja jestem przy tobie.
- Ale chodzi mi o to, że ciebie nie kocham miłością Romea i Julii. Nieważne. Chciałabym go zobaczyć. Chciałabym wiedzieć czy tęskni za mną.
OCZAMI JUSTINA:
Pojechała. Czuję, że to moja wina, ale chyba miała rację. Musimy od siebie odpocząć. Dobra.. Kogo ja oszukuję. Tęsknię za nią. Pojechałem z jej bratem do sklepu. Po drodze rozmawialiśmy.
- Chciałbym być gejem – oznajmiłem.
- Ale… Nie wyznajesz mi nic, prawda?
- Oszalałeś? Jasne, że nie. Cierpię bez twojej siostry.
- A co by ci dało bycie gejem?
- Nie mógłbym tak mocno się zakochać. Nie ranilibyśmy się i wgl
- Nie myśl o tym. Musisz o niej zapomnieć na jakiś miesiąc.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Przecież to niewykonalne. Czuję jak tonę w głąb oceanu. To wszystko mnie przerasta.
- Kotku… Tak do mnie powiedziała kiedyś.
- Chyba potrzebny ci psycholog. Zamówię ci jakiegoś.
- Nie. Muszę sam sobie z tym poradzić.
- Justin… A może… Skoro teraz od siebie odpoczywacie to spróbujesz innej dziewczyny i zobaczysz czy ją też tak pokochasz.
-Co ty? Pojebało cię? Ja kocham tylko Vergię, rozumiesz? Tylko ją. Poza tym nie można na siłę, trzeba spotkać kogoś wyjątkowego, a ja już spotkałem.
- Jak uważasz, ale przemyśl to.
Dojechaliśmy. Nic mi się nie chciało, kiedy zaczynałem myśleć o Vergii, serce biło mi szybciej. To nie jest byle jakie uczucie, to jest coś. To coś właśnie zwie się miłością. Co ja poradzę, że dosięgła mnie strzała Amora? Tylko mam nadzieję, że to nie minie, i to w dwie strony. A jeśli ona sobie kogoś znajdzie? Jeżeli spotka kogoś lepszego ode mnie? Kogoś bardziej wyjątkowego? Co wtedy?
OCZAMI VERGII:
Czuję pustkę, cały czas. Nic mnie nie dopełnia. Jakbym coś straciła.. No tak. Justina. Leżę na tej plaży taka.. bez życia. Mam wszystkiego dość. Bardzo chcę do niego zadzwonić, ale nie mogę. Wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam czy przypadkiem nie zadzwonił. Włożyłam do uszu słuchawki. Puściłam jakąś piosenkę Justina, ale Jessica wyrwała mi słuchawki z uszu.
- Co ty odpierdalasz? Miałaś się od niego oderwać. Nie potrafisz bez niego żyć? Jesteś uzależniona.. A co jeśli go zabraknie? Jeśli już znalazł sobie inną..
- Jak go zabraknie to mnie też tu nie będzie. Jestem od niego uzależniona. I nie pójdę do psychologa. Oddaj mi to!
Nie potrafiłam być aż tak silna. Wyrwałam jej te słuchawki z rąk i włożyłam je do uszu, ale nie słyszałam muzyki. Popatrzyłam na kabelek. Był zerwany.
- Ty to zrobiłaś? Jak kurwa mogłaś? Masz mi to teraz odkupić!
Miotałam się przez to nieszczęście. Jessica złapała mnie mocno za nadgarstki i potrząsnęła mną.
- Ogarnij się!! Rozumiesz? Przyrzekłaś sobie, że o nim zapomnisz chociaż na ten miesiąc. Minęły dopiero 3 dni. Co ty sobie myślisz?! Opanuj się.
Z oczu popłynęły mi pojedyncze łzy. Patrzyłam jej w oczy i zaczęłam pieprzyć coś o miłości.
- Ty nie wiesz jak to jest! – krzyczałam.
- Wiem kurwa! Przecież jestem z George’m. Myślisz, że my jesteśmy razem dla jaj? Ja też się z nim nie będę widywać, żebyś nie była sama, ale proszę cię, mała.. Daj spokój na ten czas..
Przytuliła mnie i uspokoiła. Płakałam jej w ramię. Jak już dotarłam do siebie poszłam do wody. Szedł za mną jakiś koleś. Czułam to. Odwróciłam się. Był wysoki, miał niebieskie oczy i jasne-blond włosy, ale nie za długie, takie akurat. Był bardzo.. ładny i miał fantastyczną klatę, ale.. ja przecież kocham Justina i nigdy nie przestanę. Jestem mu wierna! Zaczęłam się zastanawiać nad tym co powiedziała Jessica. Postanowiłam sprawdzić czy mogę się jeszcze bardziej zakochać. Uśmiechnęłam się do niego i odwróciłam głowę. Ręką bawiłam się wodą, delikatnie sunęłam palcami po tafli wody idąc w głąb morza.
Co jakiś czas patrzyłam do tyłu. Widziałam, że on za mną idzie. Cały czas się do mnie nieśmiało uśmiechał. Zatrzymałam się w końcu. On też. Kątem oka (wciąż stojąc tyłem) dostrzegłam, że on też się zatrzymał. Może się wstydzi? Wydaje się taki nieśmiały, zmysłowy… Od razu takie skojarzenia, a nawet go nie znam. Może zacząć rozmowę pierwsza? Nie… Jeszcze sobie coś pomyśli, że może… Przecież mam Justina. To nie miał być kurwa wyjazd zapoznawczy. Niech on zrobi pierwszy krok, jeśli chce cokolwiek zacząć. Położyłam się na wodzie. Czułam się tak lekko, fale nie były gwałtowne, więc spokojnie mogłam się relaksować łagodnym kołysaniem wody.
Słońce świeciło, było jakieś 35 stopni. Miałam na sobie okulary przeciwsłoneczne, więc nie świeciło mi aż tak bardzo w oczy. Minęło kilkanaście minut, kiedy w końcu podszedł. Długo zwlekał, ale zawsze coś. Może jakaś znajomość się przyda, przecież nie robię nic złego. Odezwał się nieśmiało:
- Hej, jestem Jack.
- Hej, uuu ładne imię, jestem Vergia.
- Dzięki, hmmm długo tu jesteś? – zarumienił się słodko.
- Przecież szedłeś za mną jakieś 15 minut – uśmiechnęłam się.
- Yyyy, przepraszam, ale jakoś tak… Nieważne. Nie chodziło mi o to, chciałem zapytać ile już czasu jesteś tu, w Chorwacji.
- Chyba jakoś 3 dni, a ty?
- Wczoraj przyjechałem. Kocham to miejsce.
- Tak, tu jest pięknie, ja tu jestem pierwszy raz – rozmowa zaczynała się kleić. Postanowiłam trochę rozluźnić sytuację. Ochlapałam go. Odwzajemnił. Zaczęliśmy się nawzajem chlapać. Było śmiesznie. Na chwilę przestałam myśleć o Justinie. Trzeba było już wracać, było już dość późno, a mieliśmy iść jeszcze z Jessicą na miasto coś zjeść, bo nie chciało nam się gotować, ani jeść w hotelu. Tam jest tak romantycznie, świecą się lampki i wgl.
- Dasz się gdzieś zaprosić? Na lody lub kawę? – zapytał.
- Yyyy, wiesz …No, było bardzo fajnie dzisiaj… - nie wiedziałam, czy mam się zgodzić.
- Zgadza się!– zdecydowała za mnie Jessica, która właśnie przyszła.
- Dobrze, to jutro koło 17, ok? Tu na plaży.
- Ok, to do zobaczenia.
- Pa. – powiedział wyraźnie szczęśliwy i odszedł.
- Kretynko co ty zrobiłaś? Jeszcze nie ogarniam mojej sytuacji życiowych z Justinem, a ty już mnie z kolejnym gościem umawiasz?
- A żałujesz? Przecież widziałam was, jak chlapaliście się w wodzie, zapomniałaś o Justinie, chyba przyznasz, że jest przystojny? Ja bym skorzystała z okazji, takie ciacho…
- Trzeba było samej się z nim umówić! Dobra, może i jest niezły… - puściłam buraka.
- Haaaa! Wiedziałam, chodź, bo umieram z głodu.
Poszłyśmy na pizzę do jakiejś włoskiej restauracji.
Był już wieczór. Siedziałyśmy przy stoliku obok jakichś grajków chorwackich i piłyśmy cole przez słomkę. Jessica od dłuższego czasu się we mnie wpatrywała.
- No o co ci chodzi? –spytałam w końcu.
- Nie.. Nic.. – i tak wiedziałam, że coś ukrywa.
- Gadaj mi tu kurwa. Już! – powiedziałam.
- No.. Dobra! Widzę, że przestałaś myśleć o Justinie. Jakaś taka szczęśliwa jesteś.
- A skąd ty możesz wiedzieć co kołata się w mojej główce? A może jestem szczęśliwa, bo właśnie o nim myślę?
- A myślisz o nim czy o Jacku? Tylko szczerze..
- Nie bądź dla mnie taka. Myślę o obojgu. Nie chce Justina zdradzić, bo go kocham.
- Dobra, nie będę już cię tak nękać.
Skończyłyśmy pizzę i przeszłyśmy się wzdłuż wody. Potem poszłyśmy do naszego apartamentu. Włączyłyśmy klimatyzację i się położyłyśmy spać. Przez 2 godziny myślałam o wszystkim. W końcu zasnęłam. Obudziłam się w nocy i zobaczyłam, że łazienka jest otwarta i światło się świeci. Założyłam kapciuszki i pobiegłam. Jessica wymiotowała.
- Boże! Co ci jest?
- To tylko mdłości. Chyba.. chyba jestem w ciąży.
Ta wiadomość mnie bardzo zaskoczyła. Przez chwilę nie wiedziałam co się dzieje.
- Jak to kurwa w ciąży? W jakiej kurwa ciąży? Że niby chcesz mi powiedzieć, że… robiłaś to z George’m?
Przestała wymiotować. Umyła twarz i wytarła się ręcznikiem.
- No co ty myślałaś? Przecież ty i Justin już to robiliście..
- Nie mydl mi oczu Justin’em. Czy George cię zmusił?
- Co? Co ty wgl do mnie mówisz? Ty to do mnie mówisz? Przecież ja go kocham. On mnie też, więc jaki problem?
- Taki, że to mój kuzyn.
Jessica się na mnie wkurzyła.
- To co z tego, że twój kuzyn? Nie moja wina, że akurat w nim się zakochałam.
- No.. Ale, żeby od razu dziecko? Nie zabezpieczyliście się?
- Nigdy nie ma pewności. Przecież mieliśmy zabezpieczenie, ale to nic nie znaczy..
Uspokoiłam się i kazałam jej iść spać. Rano, tzn. około godziny 9.00 wstałyśmy. Byłam zaspana, a Jessica wleciała do mnie z krzykiem.
- Mam testy ciążowe!
Wciąż zaspana spytałam:
- No to na co czekasz? Sprawdzaj!
Wstałam, przetarłam oczy i uczesałam się w kok. Założyłam jakąś bluzkę zwiewną. Pod nią miałam strój kąpielowy. Poszłyśmy do toalety.
- Na co czekasz? – spytałam zniecierpliwiona.
- Zrób to ze mną. – powiedziała Jessica.
- Ale co? Mam ci nasikać na test, czy może go potrzymać jak będziesz sikać?
- Nie. To nie jest śmieszne. Wzięłam kilka testów. Masz jeden.
- Ale po co mi to?
- No nie chcę tak sama..
W końcu mnie ubłagała. Po 20 minutach wparowałyśmy do łazienki i wyszło, że ona nie jest w ciąży.
- Sprawdźmy twoje! – powiedziała.
- Ale po co? Przecież ja nie jestem w ciąży.
Wzięła mój test do ręki i podeszła do mnie wciąż na niego patrząc.
- Co oznaczają dwie kreski?
- Pokaż mi to! – wykrzyknęłam zaniepokojona. – Jakie dwie.. kreski..
Usiadłam zmartwiona na pufie i zaczęłam płakać.
- Ale.. Jak to możliwe?
- No chyba wiesz jak się robi dzieci, prawda?
- A.. A może to twój test?
- Nie. Na tym są twoje inicjały.
- Muszę do niego zadzwonić.
- Nie!
Wyrwała mi telefon z ręki. Udawałam, że idę się przespać z tym wszystkim. Wróciłam szybko i zaczęłam się z nią siłować. Zabrałam telefon i pobiegłam na plaże. Nie goniła mnie. I tak by mnie nie dogoniła. Szybko zadzwoniłam do Justina.
OCZAMI JUSTINA:
Spałem sobie słodko na jej łóżku, wdychając jej perfumy, gdy zadzwonił telefon. Odebrałem.
- Kotku, nie masz pojęcia jak się stęskniłem. Co się dzieje?
- Kurwa! Nie kotkuj mi tutaj teraz! Czy twoje plemniki nie mogły się zamknąć w dziupli tylko akurat napotkać moją komórkę jajową i mnie zapłodnić?
Co ona gada? Przecież.. To niemożliwe.
- Ale.. co ty jesteś w ciąży?
- No właśnie tak!
- Ja trzymałem plemniki w spokoju. To twoja wina.
- Nie zwalaj na mnie!
Zaczęła płakać.
- O nie! Skarbie! Nie płacz! Proszę cię! Nienawidzę jak płaczesz.
Słyszałem jak ocierała łzy.
OCZAMI VERGII:
Usiadłam na plaży i słuchałam ptaków. Obserwowałam statki.
- Już nie płaczę. Kocham cię!
Teraz on się rozpłakał.
Jessica miała rację. Mogłam do niego nie dzwonić. Wciąż go ranię. Tylko przeze mnie płacze. Dlaczego ja kurwa nigdy nikogo nie słucham? Ja pierdole, jaka ze mnie egoistka! Vergia, jebnij się w ten durny dekiel, może ci to przemówi do rozsądku. Kochasz go, chcesz dobrze, ale wychodzi zupełnie odwrotnie. Milczałam do słuchawki. Słyszałam jego szloch. Był cichy, ale potrafiłam usłyszeć jego zabłąkaną duszę, która nie wie, co ma robić. Nie umiałam wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Po prostu… Nie miałam już do niczego siły. Mam wyrzuty sumienia. Boże, ja w ogóle mam sumienie? Czasem mam wrażenie, że nie. Dlaczego ludzie nie potrafią się nie ranić? To chore, przecież świat byłby wtedy taki piękny. Powoli spływały mi łzy. Znowu. Nie mogłam siedzieć bezczynnie słysząc, jak Justin cierpi. Jak cierpi wszystko. Jestem kretynką. A może testy kłamią? W końcu byłoby coś widać… A może nie?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz