poniedziałek, 2 stycznia 2012

The 9th Chapter

Na następny dzień obudziliśmy się nadzy obok siebie. Patrząc sobie w oczy mówiliśmy:
- Justin, my to zrobiliśmy.
- Ćśśś… Daj się nacieszyć chwilą mojemu Wackowi, póki jeszcze się nie ubrałaś, bo zaraz pewnie ta chwila minie i co on biedny będzie robił, znowu sam będzie siedział w gaciach, no i wiesz… nudne zajęcie.
- Justin, ale czy ty się nie czujesz jak Pedobear?
- Troszkę może tak, ale czemu?
- Bo jestem młodsza. Nieważne.
Zaczął się uśmiechać.
- Kiedy twoi rodzice wrócą?
- Za 20 minut.
- Mamy jeszcze czas.
Już się zbliżył i zaczął całować moją szyję znowu, gdy usłyszałam jak ktoś idzie po schodach. Podbiegłam szybko do drzwi i zamknęłam je na klucz. Rzuciłam w Justina jego spodniami.
- Ubieraj się. Ktoś tu idzie.
Zaczęliśmy szybko się ubierać.
- Vergia! Wstaliście już? Czekamy na was ze śniadaniem – to była Betty.
- Dobra. Odejdź już od tych drzwi.
- Nie. Poczekam na was – powiedziała.
- Gdzie są moje gacie? – wtrącił Justin.
Betty zaczęła walić w drzwi pięściami i krzyczeć: Co wy tam robicie?!
- Nic. Po prostu gdzieś mu się gacie zapodziały. Masz jakieś wonty?! – powiedziałam.
Uciszyła się, ale wciąż stała pod drzwiami. Ubraliśmy się szybko i otworzyłam drzwi, a Betty wpadła do pokoju i zaczęła czegoś szukać.
- Czego szukasz? – spytałam.
- A niczego. Tak tylko… 'pacze'. Dobra chodźcie.
Zeszliśmy na dół na śniadanie. Justin po drodze do mnie z tekstem: „Mogliśmy to zrobić pod prysznicem.” Potem zaczęliśmy się śmiać, a Betty głupio spojrzała. Jak już usiedliśmy przy stole Justin zaczął modlitwę:
- Dziękujemy ci Boże za te posiłki, które nam dałeś.. - blah, blah, blah. Chrześcijanin z dupy strony. Wczoraj uprawiał seks z nieletnią, a dzisiaj modli się przed jedzeniem. Który inny facet taki jest?
Gdy skończył modlitwę zaczęliśmy jeść: ja, Betty, Justin i Jesse. Gdy powiedzieliśmy Amen i puściliśmy ręce powiedziałam: „Ta wiewiórka była nieletnia” – to była taka refleksja. Chodziło o to, żeby tylko Justin zrozumiał. Zaczęłam się zastanawiać: a co jeśli teraz zajdę w ciążę? Zabezpieczenie czasem nie działa. Nigdy nie ma 100% pewności. Potem sprawdziłam test ciążowy. Cieszyłam się, że nie zaszłam w ciążę, ale jak włączyłam TV to zaczęli mówić o fałszywych testach ciążowych. Już nie mogłam być niczego pewna. Już któryś raz z kolei wysyłam Justa po testy ciążowe. To już było dziwne. Poprosiłam, żeby poszedł do innej apteki, bo uznają nas za jakichś nie powiem jakich. Fuck yea. Ale tym razem powiedziałam, żeby kupił porządne i dużo. Zrobił tak. Wrócił, kiedy ja leżałam sobie na łóżku, słuchając muzyki na iPodzie odwrócona tyłem do drzwi. Podszedł po cichutku i mnie przestraszył. 
- Debilu!! Masz je?
- Mam, mam, co ty taka nerwowa?
- Ja, nerwowa? No chyba ty, weźźź nara – wyrwałam mu je z ręki i poszłam do łazienki. Zużywałam wszystkie po kolei. Krzyknęłam na cały dom:
- NO KURWA!!!!!!!!!! – chyba nie zrobiło się zbyt wesoło, bo większość z tych testów była pozytywna. No to super. Ciekawe jak ja to powiem rodzicom. Najpierw muszę uświadomić Justina. A potem będę się martwić. No tak Vergia, trzeba było najpierw pomyśleć, zanim zaczęłaś się pierdolić. 
                                    Taa.. To dla mnie typowe.... -_-


Wyszłam cała zapłakana i rozmazana od tuszu z łazienki. Przytuliłam mocno Justina. 
- Błagam Cię nic nie mów. 
- Czyli że wyszły pozytywne… – powiedział szeptem
- Nie przeginaj, bo ci odrąbie!!
- No, ale co ty się przejmujesz, przecież chyba to ja jestem ojcem, co nie?
- Nie kurwa, pedobear mnie zapłodnił chyba wiesz. Oczywiście, że ty głupku, ale ja się martwię, co ja powiem rodzicom. Nie chce mieć jeszcze dziecka. Może usunę? Co ja zrobię, jako samotna, nastoletnia matka?

- Kurwa co ty pierdolisz jaka samotna? A ja to co jestem? Tylko Wacek do spełniania fantazji? – zaczął krzyczeć.
- No nie, ale przecież nie zdziwiłabym się gdybyś mnie zostawił z dzieciakiem. Który siedemnastolatek chce się bawić bachorem. Po drugie nie krzycz, bo chyba nie jesteśmy sami.
- Gówno mnie to obchodzi, jeśli nie traktujesz mnie poważnie, tylko jak jakiegoś kurwa pieprzonego alfonsa do zabaw. Trzeba było do burdelu zaspakajać swoje potrzeby. Ja cię kocham, a ty co? Bawisz się mną tylko – wykrzyczał i ubierając się trzasnął drzwiami i wyszedł. Nie biegłam za nim. Jak on mógł coś takiego powiedzieć. Nie martwiłam się tym teraz. Musiałam się jakoś przygotować na rozmowę z rodzicami. Jednak nie było ich teraz w domu, a zdawało mi się, że nie byliśmy sami w domu. OŁŁŁŁ Rzeczywiście nie, mój brat Jesse był w kuchni.
- Wszystko słyszałeś, prawda?
- Nie podsłuchiwałem, było was słychać chyba na całej ulicy. 
- Uppps, nie no chyba nie było aż tak źle, ale powiedz mi jak ja mam to wszystko do jasnej cholery ogarnąć? Przecież ja go kocham nad życie, a on mi tutaj wyskakuje z jakimś chuj wie czym. No ja pierdziele. Potem do niego zadzwonię, teraz martwię się, co rodzice powiedzą. Błagam pomóż.
- Yyyy, no cóż, wiesz to nie jest takie proste. Ale coś wymyślę, siostra nie martw się. A kiedy wy ten no… ten teges?
- Wczoraj jak nikogo nie było w domu. Było cudownie, to był mój pierwszy raz. Było tak…. Mmmmm…… Zmysłowo, delikatnie, najlepiej na świecie. Ale żeby wpaść po pierwszym razie? To niemożliwe.
- Czasem się zdarza. A co wy bez zabezpieczenia?
- Oszalałeś ? Oczywiście że z zabezpieczeniem. Za kogo ty mnie masz?
- No chciałem się upewnić tylko.
- Ja w końcu naprawdę tego chciałam, a to wszystko się spierdoliło przez to.
- A może na razie im nic nie mów, tylko idź do lekarza? W końcu nie wszystkie były pozytywne, poza tym ona ci doradzi co robić …
- A może bym ją usunęła i byłoby po sprawie?
- To chyba nie jest najlepszy pomysł… Nie bądź głupia. Słyszałem, że on chce tego dziecka. Nie rób mu tego, jeśli go kochasz. Naprawdę, jeżeli ci na nim zależy, to nie rób tego, tylko z nim  na spokojnie porozmawiaj.
- Dzięki, jesteś kochany. Cieszę się, że Cię mam. Ale wiesz, nie wiedziałam, że jesteś aż tak doświadczony w tych sprawach…- przytuliłam go i uśmiechnęłam się – zrobię jak mówisz, może masz rację…
- Mam, a teraz leć do niego do domu… Albo nie, najpierw zadzwoń, bo wiesz… Jak nie odbierze, to dopiero wtedy…
- Dobra, dzięki bracie. Dobrze Cię mieć. – poleciałam na górę z prędkością światła, bo musiałam do niego zadzwonić. Szczerze miałam nadzieję, że jest rozsądny i odbierze. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci…. Czwarty… Nic. Trudno. Spróbowałam jeszcze raz. Sekretarka się włączyła. Nagrałam się. Postanowiłam najpierw poczekać, może ma coś ważnego, ze nie może odebrać. Zdzwonił po dwóch godzinach. 
- Cześć. 
- Cześć, boże w końcu dzwonisz. Nie wiesz jak się bałam, że nie oddzwonisz.
- Czego chcesz? – powiedział, ale nie za ostro
- Spotkajmy się, proszę Cię, musimy poważnie porozmawiać
- Dobra, o której?  Za godzinę? Mam przerwę akurat… - powiedział oschle.
- Może być, podjedziesz po mnie?
- Dobra będę. Do zobaczenia – to było puste i bez uczucia. Pierwszy raz go takiego słyszałam. Chyba rzeczywiście go zraniłam. Było mi smutno. Poszłam do toalety się przyszykować. Ubrałam czarne rurki z krokiem, 


czerwony t – shirt z nadrukiem „There’s nothing to lose” 


i białe supry. 
Wyszłam. Stał obok samochodu. Podbiegłam do niego i go przytuliłam. Odepchnął mnie lekko. Chciałam go pocałować, ale odchylił się. Nie spodziewałam się niczego innego. Nieważne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz