poniedziałek, 2 stycznia 2012

The 6th Chapter

OCZAMI JUSTINA:
Dlaczego ja ją tak kocham? Mam dopiero 17 lat, a już ogarnęło mnie takie uczucie. Przyszła z dworu jak gdyby nigdy nic i pyta się czy pójdę z nią na spacer ?! Nie no, dobra. Nie miałem ochoty nigdzie iść, ale nie mogę zrobić jej przykrości. Te ciągłe myśli mnie męczą. Narobiłem sobie wstydu, a ona pewnie się teraz ze mnie śmieje. Ale nie moja wina, że ona mnie tak pociąga. Pewnie zrobiła to specjalnie. Nie okazałem się prawdziwym mężczyzną, tylko prawdziwym mięczakiem. Może ona mnie już nie chce? Chyba muszę z nią porozmawiać. Tak mi wstyd, że ja nie mogę. Chyba się przeniosę do cyberprzestrzeni… Nie chcę, żeby żyła z jakimś… nie wiem jak to nazwać… Zachowuje się jak jakiś impotent… dosłownie… Nieważne…

OCZAMI VERGII:
Co mu się stało? Dlaczego jest taki jakiś.. dziwny? Przecież nie winię go za to, ani nic takiego… Przecież chciałam dobrze… Fakt, może rzeczywiście trochę specjalnie, no ale w końcu go kocham no… Do jasnej cholery dlaczego to jest takie trudne?! Dobra nie ważne, muszę z nim o tym pogadać. 
- Justin, idziesz kotku? – powiedziałam.
- Idę, idę… - wymamrotał i wyszedł z pokoju.
- No to chodź… - wzięłam go za rękę, przeplotłam palce i poszliśmy.











Bardzo długo szliśmy w milczeniu, przytuleni do siebie. Postanowiłam, że zabiorę go w moje sekretne miejsce, o którym nikt nie wie. Tam było pięknie. Najpierw prowadziła do niego wąska alejka płaczących wierzb, potem przechodziło się trochę mrocznym korytarzykiem i wychodziło się na piękne wzgórze, z którego było widać całe miasto. A że już się ściemniło, to było pięknie widać. Dotarliśmy na miejsce. Miałam przy sobie iPoda. Włączyłam wolną piosenkę i zaczęliśmy tańczyć przytulańca. To było bardzo romantyczne. Potem leciały następne, żywe, skoczne piosenki, a my dalej tańczyliśmy. Nagle on powiedział:
- Vergia, słuchaj… - przestaliśmy tańczyć i usiedliśmy na ziemi.
- Słucham Cię Justin, ja też chciałabym z tobą porozmawiać… 
- Ale najpierw ja – powiedział stanowczo, przysunął się do mnie i bawił się moją dłonią.
- No to mów… - westchnęłam, bo wiedziałam, o czym chce rozmawiać. Oparłam głowę na jego ramieniu.
- Bo ja chciałbym, żebyś mi powiedziała, czy ty chcesz jeszcze za mną być? 
- Co to za pytanie? Oczywiście, że tak. Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie. Chodzi o dzisiaj, prawda? Mam rację?
- Nie… Znaczy tak… Oj, no bo ja nie chcę, żebyś sobie myślała, że ja nie wiem, jestem jakimś mięczakiem, albo że jestem niewyżyty seksualnie… Po prostu chcę, żebyś wiedziała, że jeśli tak mówisz tylko dlatego, żeby mi nie zrobić przykrości to… Ja chcę, żebyś była szczęśliwa. 
- Jak możesz tak mówić? Zawsze będziesz najważniejszą osobą w moim życiu i nikt i nic tego nie zmieni. Poza tym wcale tak nie myślę. Przecież ja się cieszę, że Ci się podobam. I żeby było jasne, nie jestem też z tobą tylko dla kasy, czy dlatego, że ty jesteś sławny. To mnie nie obchodzi. Proszę, nie myśl tak więcej.
- Dziękuję Ci i przepraszam za dzisiaj, wiem, że to nie było na miejscu, ale wiesz… 
- Ćśśś… już się tym nie przejmuj…- zaczęliśmy się całować. Położyliśmy się na ziemi, było cudownie. Potem leżeliśmy w ciszy. Kiedy zrobiło się chłodno, wróciliśmy do domu. On mnie odprowadził, a sam poszedł do siebie. Już chwilę potem za nim tęskniłam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz