Ja otworzyłam oczy i czar prysł. Para skończyła swój pierwszy taniec. A Justin wyszedł na środek razem z Betty. Najpierw ona zabrała głos.
- A teraz wszystkich gości chciałabym prosić o chwilę uwagi, bo mój świadek, Justin Bieber, chciałby coś powiedzieć! – tego bym się nigdy nie spodziewała, tego co zaraz ma się stać. Wziął do ręki mikrofon. Był zdenerwowany, widziałam, a wręcz tutaj czułam jego ciepło i trzęsące ręce.
- Yyy, słuchajcie. Długo przygotowywałem się do tej chwili. Co mam dokładnie powiedzieć, co zrobić, czy to wgl ma odbyć się właśnie tu i teraz. I zdecydowałem. Od pewnego czasu jestem z kobietą, którą kocham, i której oddaje całe moje serce i duszę, i nic poza nią się dla mnie nie liczy… Vergia, kochanie podejdź tu do mnie.. – nogi się pode mną ugięły. On po prostu chciał mi wyznać miłość… czy może coś więcej? Ledwo wstałam. Podeszłam do niego. Stanęłam naprzeciwko. On sięgnął do prawej, wewnętrznej kieszeni garnituru i wyjął… Czerwone, małe pudełeczko. Z oczu poleciały mi łzy. Klęknął, otworzył je przede mną i powiedział swoim anielskim głosem:
- Vergio, kochanie moje najdroższe, jesteś tym, co w życiu mym jest najcenniejsze, z tobą chcę spędzić wszystkie chwile całego życia, dlatego chcę cię zapytać, czy… Wyjdziesz za mnie?
Poczułam jak czerwienieję, jak moje największe marzenia spełniają się, mój Justin, mój kochany Justin oświadczył mi się. A ja myślałam, że on już nigdy tego nie zrobi. Uśmiechnęłam się ze łzami w oczach i zdążyłam tylko kiwnąć głową, że tak… I nagle zrobiło mi się czarno przed oczami, i czułam tylko jak upadam w ramiona mojego anioła i wybawcy Justina…
Poczułam lekki chłód na twarzy, czułam, że mdleję. Dobrze, że Justin mnie złapał, bo by było niezłe zajebanie na twarzy, gdybym przyrżnęła w kant stołu, albo podłogę… Albo coś innego. W każdym bądź razie, gdy już miałam upaść, a on mnie złapał to jakoś mi się odechciało mdleć. Haha, pieprzę, jakbym miała na to jakiś wpływ. To nie moja wina, to jego wina. Jakby mnie nie złapał tymi silnymi, zajebistymi rękami (haha) to bym nie musiała nie mdleć. Boże, widzę, że grzęznę w temacie.. Okej, więc, złapał mnie, a ja spojrzałam mu w oczy. Właśnie zdałam sobie sprawę, że jeszcze nie powiedziałam mu tak. A co tam! Ja czekałam aż on spyta, to on poczeka aż odpowiem. Niech wie, że nie jestem jakaś łatwa. Haha.. W tym momencie wpadłam na pomysł. Pomysł był może nieidealny, ale.. przypływ zbyt wielu emocji jak na jedną chwilę spowodował, że weszłam na scenkę, wzięłam mikrofon i usiadłam przy pianinie. Poduczyłam się trochę gry jak patrzyłam na palce Justina.. Wirtuoz jebany ze mnie! Haha, no dobra, może nie… Postanowiłam zaśpiewać coś dla Justina, ale zdałam sobie sprawę, że sukienka mnie ciśnie i zanim zaczęłam śpiewać poszłam się przebrać. Może Justinowi się podobało to, że miałam coś tak obcisłego, bo wiadomo.. Ale mi się to nie podobało. Przebrałam się w:
Butów nie zmieniałam, tylko sukienkę. Była krótsza z przodu i pokazywała moje nogi, a z tyłu dłuższa niż krótsza, jak widać na załączonym obrazku :D W końcu wymyśliłam co zaśpiewam. Założyłam jakieś duże kolczyki – takie spłaszczone kółka. Były długie, ale nieważne. Ok, weszłam na scenkę i usiadłam przy pianinie. Zaczęłam grać Marlon Roudette - New Age, bo kocham tą melodyjkę na początku, ale przerwałam i wybuchłam śmiechem. Justin na mnie patrzył z miną, mówiącą: „No to wyjdziesz za mnie czy kurwa nie, bo już nic nie rozumiem!” Przepraszam, nie wolno się śmiać z ludzi… Na początku chciałam zaśpiewać Single Ladies, żeby pokazać Justinowi, że się zgadzam, ale wolałam go jeszcze trochę pomęczyć. Pomyślałam, że jak zaśpiewam I Will Always Love You to ten mój kochany dupek zrozumie, że to za wcześnie na ślub i że zawsze go będę kochać. No i przycisnęłam klawisza (nie mówię o Justinie jakby co) i poleciały pierwsze nuty. Z początku głos mi się trochę załamywał, bo nie wiedziałam czy tak wyciągnę.. Ale chyba nikt tego nie zauważył. Uśmiechałam się cały czas i patrzyłam w oczka Justina ze szczęściem i nadzieją. Upewniałam się w myślach, że stworzymy piękną kochającą się rodzinę. Ominęłam jeden wers i robiłam minę typu -_-, jak myślałam o porodzie.. Ale co ja pierdolę?! Niepłodna jestem przecież. Nie ma z czego się cieszyć. Ok, doszłam do momentu kiedy Whitney wyciąga to AND AAAAAJJAJJJ.. haha tzn. And I… Wyszło mi lepiej niż się spodziewałam. Gdy piosenka się skończyła wszyscy zrobili miny jakby Celine Dion im zaśpiewała. Wstałam i zeszłam ze sceny.
- O co chodzi? Sukienka wam się nie podoba czy co? – spojrzałam na nich dziwnie, a oni patrzyli na mnie z miną, dosłownie taką: ;O Zaśmiałam się. Justin do mnie podszedł i mnie przytulił. Szepnął mi do uszka:
- Jak to jest dla ciebie za wcześnie to ja mogę poczekać..
Boniu, jak usłyszałam ten jego zmartwiony głos to prawie się zagięłam i niemalże powiedziałam mu, że chcę za niego wyjść. Ale nie. Ja już miałam plan na dzisiejszą noc. Boże, no hormony tak? To nie jest śmieszne. Tak po prostu czasem mam. Nie znaczy, że jestem zboczona czy coś.. Ale przecież.. chwila, miałam się uchlać. No to chluśniem! Podeszłam do stolika, wzięłam kilka kieliszków i butelkę wódki, a raczej dwie.. Ustawiłam kielichy na podłodze w piramidę jakąś i polałam z góry wódą. Wszystkie się zapełniły.
- Założę się, że nie wypijesz tych 6 kieliszków zanim minie pół minuty! – krzyknęła moja siostra.
- Tak we mnie nie wierzysz? Naiwna jesteś, mała.. – odszczeknęłam. Muhammed wziął ode mnie te butelki. Zaczęli odliczać czas. Po dwóch kieliszkach czułam jak mi się zaczyna kręcić w głowie, po 4 byłam już niezłym kozakiem, ale kozaczyłam dalej i wykozaczyłam te 6 kieliszków, kończąc na tym, że zostałam niezłym hardecorem, bo po tych 6 wzięłam butelkę od szanownego małżonka mojej siostry i wychlałam wódę do końca, do dna. Czas się skończył, moje zmysły chyba też.. Tak myślę. Bawiliśmy się potem, a właściwie to ominęła mnie świetna zabawa, bo puszczali jakieś beaty Davida Guetty, Justin śpiewał Sexy And I Know It, a potem tańczył z babcią. Tymczasem ja siedziałam jak zdechła na krześle, właściwie to.. leżałam na stole. Haha. W końcu ktoś sobie o mnie przypomniał. Na początku byłam tak zamroczona, że nie wiedziałam kto mnie tak podnosi. Z tych emocji w końcu zasnęłam. Nie mam pojęcia co się działo, ale w końcu się obudziłam i jeszcze nie było nocy.. Justin siedział na łóżku obok mnie, odwrócony plecami i czytał jakąś gazetę.
- Mhmm.. Hej, kochaniee.. Długo spałam? – zamruczałam i połaskotałam go po plecach.
- Ty masz pojęcie jak cię zamroczyło? Spałaś 26 godzin.
- What the kurwa fuck?! Chyba sobie żartujesz…
- Nie. Nie żartuję. Miałaś nie przesadzać z alkoholem. Wgl to wiesz, która teraz jest godzina? Północ.
Aha, w tym momencie zrozumiałam, że to jednak była noc.
- No dobrze, już dobrze. Spokojnie, kotku..
Wtuliłam się w niego od tyłu, gładząc rękami po jego torsie. Zamruczał.
- No już nie jestem zły.. – powiedział, uśmiechając się zabójczo. Pocałował mnie delikatnie, ale ja nie chciałam przerwać tego pocałunku. Najpierw delikatnie i subtelnie, a potem namiętnie i zachłannie. Po chwili nie miałam na sobie sukienki. Zdziwiłam się, że przez całe te 26 godzin Justin mi nawet butów nie zdjął.. Ale wiecie, teraz nie byłam mu dłużna, bo został w samych bokserkach. Uśmiechnęłam się niegrzecznie przez pocałunek i obejmowałam go za szyję. Zaczął mnie całować po mojej szyi i dekolcie, kiedy ja go do siebie tuliłam. Chwilo trwaj! Haha. Pachniał tak, że uległby nawet Anioł. Dobra, przyznaję się, że nie byłam nigdy Aniołem. Całowaliśmy się tak przez jakieś 20 minut, to była taka długa gra wstępna. (Nie wierzcie tej dziewczynie co mówi, że po 30 sekundach zrobił jej dziecko) <Śmiech> W końcu… nie powiem, że podczas stosunku, bo do niego jeszcze nie doszło, ale gdzieś tak po pół godzinie gry wstępnej postanowiłam mu powiedzieć, że chcę za niego wyjść, ale… Ale bałam się, że pomyśli, że to tylko przez to całowanie i wgl, a chciałam, żeby wiedział, że nie chodzi mi o sam seks i te sprawy.. No, ale wierzyłam w to, że nie uzna tego jako coś „obraźliwego” i jak to ja - z jednej strony boidupa, z drugiej strony: „raz kozie śmierć”.. wykorzystałam to drugie wyjście. Podczas gdy on penetrował części mojego ciała.. nie no, nie mogłam się powstrzymać przed tym sformułowaniem.. ale chodziło mi o to, że podczas kiedy on zajmował się trzymaniem mnie za plecy i pilnowaniem, żeby to moje rozkraczenie na jego kroczu (jakkolwiek to brzmi..) nie złamało się.. lub po prostu, żebym z niego nie zleciała.. bo w pewnym sensie na nim siedziałam. Ok, nieważne, zaczęłam, patrząc przez okno na pełnie księżyca:
- Juusttiiiinn.. – to nie był pisk, krzyk ani nic, tylko takie jakieś sapanie.. zabrakło mi słowa.. no, to było takie ah, ah.. haha, nie no ok. zapomnijmy.. – Justin.. Wiesz.. Ja.. Myślę.. Że.. Chcę.. – co chwilę robiłam przerwy, między słowami, żeby zastanowić się dokąd zmierzam tym monologiem. W końcu on przestał mnie obmacywać tu i ówdzie i całować nachalnie.
- Coś nie tak, Verguś?
- Nie, właściwie.. No nie.. Nic złego się nie dzieje. Chcę ci tylko coś powiedzieć..
Zabrał rękę z mojej nogi, nieśmiało spoglądając mi w oczy jakby chciał powiedzieć, że „głupi Justinek brzydko się zachował”. Zawsze mnie rozśmieszały te jego miny.
- O co chodzi?
- Yhmm.. Justin, ja.. Moja odpowiedź to.. Tak.
Uśmiechnęłam się, byłam w tej chwili najszczęśliwszą osobą na świecie. Niestety ta chwila trwała bardzo krótko.
Nagle się przebudziłam, otworzyłam oczy i byłam w jego ramionach. Nie mam cholernego pojęcia co zjebanego się stało w czasoprzestrzeni, albo w mojej wyobraźni, ale to nie wróżyło nic dobrego… Trzymał mnie tak na rękach i w końcu postawił na ziemi. Zobaczyłam teraz, że jestem w jego domu. W tym domu, który zawsze oglądałam na portalach plotkarskich, nie w tym domu, w którym razem mieszkaliśmy tylko w tym domu, w którym on kiedyś się pociął, w którym siedział nad basenem.. Ale wszystko wyglądało jakoś normalnie. Nie było rozbitych luster, krwi w basenie, a Justin nie patrzył na mnie jako na swoją przyszłą żonę, tylko jak na jakąś nowo-napotkaną dziewczynę.
- Justin, co tu się dzieje? – spytałam w końcu.
- Więc tak.. Od razu zaznaczam, że to nie moja wina, bo wyleciałaś mi tuż przed maskę… I nie zauważyłem cię.. Nie zdążyłem wyhamować ani skręcić, bo miałem w ręce loda.. No i..
- Boże, kochanie, zastanów się co ty pierdolisz!
- Że co przepraszam? Może masz jakiś szok…
- Bieber! Zamknij się! Wytłumacz mi po prostu od początku co tu się stało. Proszę..
- No więc to było tak: Jechałem swoim autem, bo wracałem z cone-ing i nagle ty wybiegłaś z jakiegoś budynku, krzycząc coś tam, że "Debilu!" czy coś.. Nie wiem. Miałaś jakiś kamień w ręce, owinięty kartką, a okno z tamtego budynku było wybite. No i goniłaś jakiegoś kolesia. Wybiegłaś tak nagle.. i nie zdążyłem wyhamować no i przyrżnąłem w ciebie, mała. Wszystko!
Zrobiłam minę typu WTF?!
i nie wiedziałam co mam mu na to odpowiedzieć. Ale opowiedział mi wszystko w taki sposób, że to musiała być prawda. Więc uwierzyłam. Patrzyłam na niego zdziwiona i kompletnie bez świadomości. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Usiadłam gdzieś na schodach naprzeciwko drzwi wejściowych, właściwie to poszłam na górę i udawałam, że idę do toalety, ale w rzeczywistości podglądałam go zza poręczy na półpiętrze i nie rozumiałam co się tam kurwa działo. W drzwiach się pojawiła Selena Gomez, a on zaczął ją obściskiwać i całować.
i nie wiedziałam co mam mu na to odpowiedzieć. Ale opowiedział mi wszystko w taki sposób, że to musiała być prawda. Więc uwierzyłam. Patrzyłam na niego zdziwiona i kompletnie bez świadomości. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Usiadłam gdzieś na schodach naprzeciwko drzwi wejściowych, właściwie to poszłam na górę i udawałam, że idę do toalety, ale w rzeczywistości podglądałam go zza poręczy na półpiętrze i nie rozumiałam co się tam kurwa działo. W drzwiach się pojawiła Selena Gomez, a on zaczął ją obściskiwać i całować.
- Tak tęskniłem.. Te 2 h bez ciebie pozbawiły mnie jasnych myśli.. – blah, blah.. Wydawało mi się, że zaraz zwymiotuję. Postanowiłam dłużej na to nie patrzeć. Wytworzyłam sobie genialny świat, podczas gdy decyzja o ślubie to wszystko zniszczyła. Nie mam pojęcia co do cholery dzieje się na tym pieprzonym świecie.. Wtedy zobaczyłam ten kamień, owinięty kartką. Leżał jakby nigdy nic na łóżku w jego sypialni. Wzięłam to do ręki i odwinęłam karteczkę. Było tam napisane.. zresztą bardzo pięknym i czytelnym pismem..:
„Jesteś przedmiotem siódmym wybranym do tajnej misji. Nie zadawaj pytań. Po prostu żyj normalnie. Teraz już wszystko będzie normalnie. Już historia przestrzeni się nie zmieni.”
Zrobiłam duże oczy i nie wiedziałam co to za gówno, w które wdepnęłam, a no tak.. to życie kurwa, samo życie.. moje życie. „Jestem przedmiotem siódmym.” Wszystko!
Totalna maniana jakaś, kurwa, nie wiem co się dzieje w ogóle. Im bardziej o tym myślę, tym mniej ogarniam. Niech ja sobie wszystko ułożę. Czyli świat się dla mnie zatrzymał po tym, jak wybiegłam i wrzucił mi tą jebaną kartkę, a raczej kamień. Reszta to sen. A miałam być najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Justin mi się oświadczył. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Nie mogło być tak pięknie. Jeszcze skurwiel się obściskuje z Seleną. No zajebioza kurde.. Co ja mówię, przecież on nic nie wiedział, miał normalne życie. A trzeba było się nie obudzić.. Siedząc na schodach twarz miałam schowaną w ręce, czuję jak robią się mokre od moich łez. Czyli cóż.. Moi rodzice żyją, są moją biologiczną rodziną, wszystko jest ok. NIC NIE JEST OK!!
Kurwa, no rozkmina niezła. Ej, ale minuta. Ja nie pamiętam moich rodziców. Jak oni wyglądają? Jak ja się nazywam w ogóle? Chwila.. Wiem tylko gdzie mieszkam. KURWA JEGO MAĆ NO!! TEN JEBANY DEBIL SOBIE RUCHA SELENĘ, A JA NIC NIE PAMIĘTAM!! W tej chwili wybuchłam płaczem. Moja miłość mnie nie kocha, nie oświadczyła mi się, nawet mnie nie zna. No świetnie.
W tej chwili wpadłam na pomysł. Tylko tak ewentualnie mogę wrócić do tamtego życia. Ten dom jest dość wysoki, a na dole jest beton, więc.. Wstałam. Strasznie bolała mnie głowa. Poszłam na balkon sąsiedniego pokoju. Nie było w nim nikogo. Bałam się, ale to lek na wszystko. I tak nikogo nie obchodzę, nikt nie zauważy. Ręce mi się trzęsły, nogi miałam jak z waty, nie czułam ich prawie. Weszłam na poręcz, chwilę się zastanowiłam. Już jedną nogą byłam z powrotem w moim śnie, kiedy..
- Dziewczyno, co ty robisz!! Niee!! – zawołał Justin, kiedy obróciłam się, i ześlizgnęłam. Po wszystkim. Fajnie.. Znowu znalazłam się w ramionach mojego Justina.. Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam go. Pięknie ubranego, w garniturze i jego śliczne głęboko wpatrujące się we mnie czekoladowe oczy. Powiedziałam szeptem:
- Tak, tak Justin. Oczywiście, że tak. Wyjdę ze ciebie, mój najdroższy.
W tle leciała Natalia Oreiro – Vengo del Mar, a ja wtuliłam się w niego. Płatki spadały nam na głowę. To właśnie było moje cudowne życie, takie jakie powinno być. Niestety, nie trwało ono długo. Czar prysł. Poczułam, że ktoś mną trzęsie. No, niestety znowu powróciłam to tego szarego i nic nieznaczącego świata. A u kogo się znów znalazłam? U Justina. Słyszałam jego bezradny głos.
- Proszę cię, obudź się, błagam! Selena, zrób coś no! Przecież ona może umrzeć! Wezwij karetkę – wołał do Seleny, jego łza spadła mi na policzek. „Boże, on płacze?!” – pomyślałam.
- Pff.. A co ja jestem? Proszę cię, zostaw ją, to zwykły plebs.. Szlachta nie pomaga ludziom niższego stanu. Jeśli ci tak zależy, sam zadzwoń.
- Ty podła suko! Koniec z nami!! Jak ty tak możesz! – jestem z niego dumna. Nie wiedziałam, że to powie. Myślałam, że mnie zostawi. Podłożył mi pod głowę poduszkę i wyjął z tylnej kieszeni telefon. Oczywiście iPhone 4s. Ale to jest najmniej ważne w tym momencie. Zadzwonił po karetkę, a ja czułam, że powoli jednak odpływam. Krew sączyła mi się z głowy. A on dalej do mnie mówił, że nabrałam ochoty zostać jednak na tym świecie, chociaż z drugiej strony..
- Heeej, mała, proszę cię, nie zostawiaj mnie, noo… Proszę cie, błagam, nie zrobisz mi tego, prawda?
Już miałam mu odpowiedzieć, ale nie mogłam nic z siebie wydusić. Udało mi się tylko dotknąć jego ręki, bo miał ją koło mnie i troszeczkę uchylić wargi. Karetka jeszcze nie przyjechała, a minęło jakieś 5 minut, niestety jego auto nie chodziło, nie wiem dlaczego. Ku mojemu zdziwieniu, mimo iż nic to nie dało zrobił mi usta-usta. A ja wszystko czułam. To było jak pocałunek anioła. Nikt nie ma takich ust. Selena musiała to lubić ^^.
Tamte wszystkie pocałunki były jednak nieprawdziwe, kiedy mnie całował to był tylko sen. Teraz też to nie było prawdziwe, bo to była zwykła reanimacja, bez uczuć.. Jednak dla mnie to już było coś. Chociaż wciąż czułam, że nie jestem całkiem na jawie. Słyszałam jak przyjechała karetka, zawieźli mnie do szpitala. To było jak koszmar. Próbowali mnie wybudzić na wszelkie sposoby. Widziałam własną linię życia. Powoli stawała się prosta.
- Tracimy ją! – krzyknął lekarz.
Wszystko było takie białe.. i takie realne.
- Nie! Chwila! A co to?! – krzyknęła pielęgniarka, która patrzyła na moją twarz. Nie myśl sobie, że powiedziała tak na moją twarz. Aż tak źle to ze mną nie jest :).. Chyba… No, mam nadzieję. Haha.
- Czy.. Boże, to łza.. – szepnął inny lekarz.
Wyglądali na takich, co to nie dowierzają. Ale teoretycznie byłam na wpół żywa, więc nie powinnam płakać. Sama się sobie dziwiłam. Powoli czułam się lepiej. Jakbym się wybudzała. Powróciłam chyba do ciała, bo szybko się poruszyłam na tym łóżku i krzyknęłam:
- Tak, Justin! – krzyknęłam to tak głośno, że chyba nawet on na korytarzu to usłyszał.
- Fuck Yea. Powróciła do życia – powiedzieli z satysfakcją lekarze.
- Bitches, please.. – zrobiłam śmiesznie i przewróciłam oczami. Spojrzałam na swoje ręce, miałam w nich jakieś kroplówki doczepione i w ogóle jakaś kanadyjska masakra. W szale to wszystko odczepiłam, krzycząc cały czas. Nawet sama nie wiem co krzyczałam. Pewnie brzmiało to mniej więcej tak, jak: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!! i nie miało końca. Wybiegłam z tej sali operacyjnej i dobiegłam do długiego, wąskiego, bardzo białego korytarza, na którego końcu było okno. Korytarz wyglądał mniej, więcej tak jak ten w teledysku Britney Spears – Everytime.
Biegłam coraz szybciej, płakałam i krzyczałam. Chciałam dobiec do okna i przez nie wyskoczyć. Ale tak mocno płakałam i krzyczałam, że bezsilnie upadłam na ziemię, osuwając się po ścianie. Miałam wrażenie, że na rękach mam krew. Patrzyłam się na swoje dłonie i ryczałam. Dobrze, że praktycznie nikogo tam nie było. Wtuliłam się w ścianę i płakałam nadal. Podwinęłam nogi i skryłam swoją twarz między kolanami a klatką piersiową. Byłam okropnie zawiedzona światem i tym co Bóg mi uczynił. Straciłam wiarę, nadzieję, no i straciłam miłość. Nie oszukujmy się, było to najgorsze moje przeżycie.
Biegłam coraz szybciej, płakałam i krzyczałam. Chciałam dobiec do okna i przez nie wyskoczyć. Ale tak mocno płakałam i krzyczałam, że bezsilnie upadłam na ziemię, osuwając się po ścianie. Miałam wrażenie, że na rękach mam krew. Patrzyłam się na swoje dłonie i ryczałam. Dobrze, że praktycznie nikogo tam nie było. Wtuliłam się w ścianę i płakałam nadal. Podwinęłam nogi i skryłam swoją twarz między kolanami a klatką piersiową. Byłam okropnie zawiedzona światem i tym co Bóg mi uczynił. Straciłam wiarę, nadzieję, no i straciłam miłość. Nie oszukujmy się, było to najgorsze moje przeżycie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz