OCZAMI JUSTINA:
No i sobie poszła. I to przeze mnie, no zaaaajebiście. Ciekawe gdzie poszła.. Pewnie.. Nie, dobra, nie wiem. Chyba trochę przegiąłem pałę… Ona nie lubi jak przeginam pałę.. A ja czasem tak mam, że po prostu ją przeginam… Cóż.. Co zrobić? I kto tu jest pedałem? Chyba ten przychlast… Kurwa ja się z nim bije, a ten chce mnie ruchać na plaży… No ja nie wiem… Ja go po twarzy, a ten mnie za chuja łapie no kurwa… Pedał.. Albo jest biseksualny, bo do Vergii też się dobierał. Albo myślał, że Vergia to… Nie no odpierdala mi już.. W każdym razie.. Przycisnął mnie do muru i zbliżał twarz.. Pojebało go? Nie dość, że w ogóle, ja mu się podobam? To jeszcze w publicznym miejscu.. Mógł mnie chociaż zabrać do jakiegoś hotelu, albo porwać, no ale nie.. Po co.. Zaraz sam się zamienię w geja. Szybko się wyrwałem.
- Co to kurwa ma być? Pojebało cię? Twoje miejsce nigdy nie znajdzie się w moim miejscu. Pieprzyć to ty się możesz najwyżej z koniem, a nie ze mną. Dobra, bez urazy dla konia… Pieprz się z kim chcesz, tylko nie ruszaj Vergii i mnie…
Pobiegł gdzieś. Zacząłem go gonić. Pobiegł do lodziarni. Tam był Jack. Podszedł do mnie.
- Vergia kazała mi powiedzieć, że chciała, żebym jej zrobił loda, ale odmówiłem, bo jak widzisz jestem inny.
Podszedł do Michael’a i.. EEEWWW!! Pierwszy, nie no może nie pierwszy.. Ale Już dawno nie widziałem, jak pedały się liżą… To ja im nie bd przeszkadzał… Tolerancyjny jestem.. Oczywiście z umiarem, bo jak się do mnie dobiorą to.. No wiadomo, że jestem sexy, ale nie przesadzajmy. Nie muszę pociągać gejów. Wystarczy mi Vergia. O BOŻE! Gdzie ona jest? Może w kościele… Może chce odpokutować za to, że chciała od Jack’a loda.. W ogóle to… Ona chciała mnie zdradzić? A może to Jack źle zrozumiał, może ona chciała zwykłego? Albo specjalnie to powiedziała… Dobra, muszę jej poszukać..
OCZAMI VERGII:
Na początku miałam spierdalać na lotnisko, ale za bardzo kocham Justina żeby go tu zostawić. Poza tym stwierdziłam, że to za błaha sprawa. W końcu bójka to nic strasznego, poniosło go troszkę, może przegiął pałę, ale to co.. Musiałam się za niego pomodlić. Poszłam do kościoła. Duży był. Usiadłam w pierwszej ławce. Nie zwróciłam uwagi na to, że wciąż jestem w stroju kąpielowym. Ksiądz się na mnie patrzył. W sumie nie zdziwiło mnie to, bo to niestosowne przyjś do kościoła w samym stroju, ale jak on się na mnie patrzył! Jakby chciał mnie bzyknąć co najmniej… Klęknęłam w pierwszym rzędzie. Od razu wszystkie mohery wyszły z kościoła. Jedna zakonnica jak mnie zobaczyła to pokazała mi krzyż, jakby chciała mi powiedzieć, żebym się tam powiesiła. A co ja jakaś bezbożnica jestem? To nie moja wina, że jest gorąco i zapomniałam wzią nakrycia jakiegoś.. No ale nieważne, gówno mnie ona obchodzi. Podeszłam do tego księdza, który nadal miał zwrócony wzrok ku mnie.
- I co się gapisz, pedale? Myślisz, że jak jesteś księdzem, to ci wszystko wolno? Chuj ci wolno, tyle ci powiem. Jak chcesz się bzykać, to zakonnica chętna. Nara – rzuciłam i wyszłam. Stanęłam na schodach i spojrzałam na morze. Jakiś facet mi machał z jachtu.
- What the fuck?! – powiedziałam sama do siebie. Ujrzałam Justina, który do mnie zmierzał. Chciałam go nabrać i udawałam, że go nie widzę i że jest mi obojętny. Pomachałam temu kolesiowi z jachtu uśmiechając się. Nie mogłam się powstrzyma i spojrzałam na Justina. Posmutniał patrząc się w stronę morza. Jednak nie podszedł do mnie, chyba odczuwał niesmak, albo nie wiem.. Może… Może było mu przykro… Był taki, noo.. YYY… Zdezorientowany tą całą sytuacją. Chyba ja też. Zeszłam ze schodów. Włożyłam do uszu słuchawki. Nie wiem skąd je tam miałam, ale włożyłam. Zamknęłam oczy i usiadłam na ostatnim schodku, opierając się o poręcz. Muszę przyznać, że nieźle udaję. Wymusiłam z siebie sztuczny płacz. Schowałam twarz w dłonie i czekałam aż Justin podejdzie.
OCZAMI JUSTINA:
Co ona kurwa odpierdala? Coś się stało? Może to przeze mnie? No jasne, ale ze mnie kretyn, przecież… Nie no, dobra, dzisiejszy dzień był chyba najdziwniejszy, który mnie spotkał. Najpierw ten chuj Michael się do mnie dopierdala, chuja chce mi robić, potem szukam Vergi, teraz to… No ja pierdole… Nie no, nie wytrzymam chyba emocjonalnie… Co ja kurwa filozof? Psychicznie się mówi. Idę do niej. Uklęknąłem przy niej. Objąłem ją. Głaskałem jej dłonie.
- Co się stało, kotku? – spytałem zaniepokojony.
Zaczęła się śmiać. Objęła moją twarz w dłonie.
- Mój mały głupek – pocałowała mnie. – Tylko żartowałam.
- To więcej mi czegoś takiego nie rób, martwiłem się – odparłem ze smutkiem, po czym lekko się uśmiechnąłem. – Chodź do domu, Mam dość na dziś. Mam ci tyle do opowiedzenia. Nawet byś się nie spodziewała, że… – Złapałem ją za rękę i poszliśmy.
OCZAMI VERGII:
Byliśmy w apartamencie sami. Wyciągnęłam z lodówki dwa sosy. Polałam Justina sosem truskawkowym.
On mnie karmelowym.
Złapał mnie mocno za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Chyba poczuł moje Beyonce – Heat (perfumy). Próbowałam się wyrwać i mu uciec, ale on przyparł mnie do ściany. Zaśmiałam się. On też się słodko uśmiechnął. Milczeliśmy. Położył mnie na kuchennym stole. Leżałam tam obok noży, ale je zrzucił. Nie mogłam się ruszać. Zbliżył się do mojej twarzy i zaczął mi zlizywać ten sos.
On mnie karmelowym.
Złapał mnie mocno za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Chyba poczuł moje Beyonce – Heat (perfumy). Próbowałam się wyrwać i mu uciec, ale on przyparł mnie do ściany. Zaśmiałam się. On też się słodko uśmiechnął. Milczeliśmy. Położył mnie na kuchennym stole. Leżałam tam obok noży, ale je zrzucił. Nie mogłam się ruszać. Zbliżył się do mojej twarzy i zaczął mi zlizywać ten sos.
- Justin… Czy ty nie przesadzasz? – spytałam uśmiechając się.
Chyba doszedł do wniosku, że jednak przesadza, bo puścił moje nadgarstki i odsunął się trochę od stołu. Po jego minie widać było, że trochę mu głupio. Włożył ręce do kieszeni i odwrócił się do mnie tyłem bez słów.
- Tęskniłam za tobą – powiedziałam głębokim, zniewalającym i pociągającym głosem. Odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
- Ja za tobą też, skarbie.
Coś mnie ruszyło i szybko podniosłam się ze stołu. W mgnieniu oka podbiegłam do Justina i owinęłam swoje ręce wokół jego szyi wbijając się w jego usta. Kładąc dłonie na moich plecach popchnął mnie do tyłu. Czyli znowu na stół. Leżałam na blacie okrakiem do Justina, który stał przed stołem. Owinęłam swoje nogi wokół jego tułowia. Ani na sekundę nie oderwaliśmy swoich ust. Gładził mnie po całym ciele. Włożyłam swoje dłonie pod jego koszulkę i masowałam mu klatkę. Powoli zaczął mi rozpinać bluzkę. Jeździł palcem po moim brzuchu. Śmialiśmy się przez pocałunek. Czuliśmy i karmel, i truskawkę. Mmmm… Sama słodycz. Jak można go nie kochać? Na samą myśl o nim mam orgazm. Jest taki seksowny: i w ubraniu, i bez. Po prostu cały czas mnie podnieca. Kochany kociak. Zaczęliśmy mruczeć. Położyłam dłonie na jego tyłeczku. Podniósł mnie. Wciąż miałam nogi owinięte o jego tułów. Dłońmi czochrałam w jego włosach. Powoli przenosił mnie na kanapę. No, albo chociaż na dywan. Poczułam Justina rękę na swoim pośladku.
- Czy ty właśnie dałeś mi klapsa? – spytałam.
- Nieeee – zaprzeczał, ale się zaczerwienił.
- I tak wiem, że dałeś.
- Przepraszam Cię, ale nie mogłem się powstrzymać. Widziałem to w telewizji.
- Nigdy tego nie rób. Bez przesady z tymi sprośnymi uczynkami.
- Vergia… Co ty mówisz? Przecież my już…
- Ćśśś.. - przytknęłam mu palec do ust. – Bo się wyda…
Uśmiechnęłam się do niego niegrzecznie.
- Mrrr… Wiesz jak ja cię mocno kocham? Już po prostu nie dam rady. Kocham Cię! Kocham Cię! Kocham!!!! – krzyknął tak głośno, że sąsiedzi przyszli. Z rozpiętą bluzką otworzyłam drzwi.
Dobra, może niezupełnie tak wyglądam, ale wiecie o co chodzi. Hehe.
Pani Trinckerstone stała zdziwiona, gapiąc się na Justina krocze (jego zdjęcie nie wstawię, bo byłaby cenzura.. :P). A akurat mu wtedy stał, no bo.. wiadomo. Ta kobieta tak długo się tam gapiła, że przestałam na nią patrzeć i spojrzałam na jej męża. A on gapił się na mój stanik. Miałam już tego dość. Zatrzasnęłam im drzwi przed nosem. Słyszałam jak ona mówiła: "Widziałeś jakiego miał wielkiego?", a on mówił: "Kobieto! A czy ty widziałaś jej ciało?" Wtedy ktoś komuś strzelił z plaskacza, ale nie wiem kto, bo słyszałam tylko Justina:
Dobra, może niezupełnie tak wyglądam, ale wiecie o co chodzi. Hehe.
Pani Trinckerstone stała zdziwiona, gapiąc się na Justina krocze (jego zdjęcie nie wstawię, bo byłaby cenzura.. :P). A akurat mu wtedy stał, no bo.. wiadomo. Ta kobieta tak długo się tam gapiła, że przestałam na nią patrzeć i spojrzałam na jej męża. A on gapił się na mój stanik. Miałam już tego dość. Zatrzasnęłam im drzwi przed nosem. Słyszałam jak ona mówiła: "Widziałeś jakiego miał wielkiego?", a on mówił: "Kobieto! A czy ty widziałaś jej ciało?" Wtedy ktoś komuś strzelił z plaskacza, ale nie wiem kto, bo słyszałam tylko Justina:
- Widziałaś to? Przerwali nam, a już miał być kluczowy moment.
Przegryzłam wargę i podchodząc do niego bardzo seksownie powiedziałam:
- Zawsze może być kluczowy moment. Teraz też. Jeśli tylko zechcesz to… - przerwał mi, wpychając język do ust. Wtedy weszła Jessica. Szybko zakryła twarz ręką i zamknęła drzwi. Stała do nas tyłem.
- Weźcie się gdzieś schowajcie, a nie tak na środku. Pójdźcie do swojego pokoju albo gdzieś…
Speszyła nas trochę. Szybko zapięłam bluzkę i zaczęłam rozmawiać z Justinem jakby nigdy nic.
- Słuchaj.. Ładna pogoda dzisiaj, prawda?
- Jakoś tak… noo.. w końcu to Chorwacja. – powiedział Justin udając, że kroi kromkę chleba.
- Taaak, takkk… Wiem, że wam przeszkodziłam. Sorry, ja tylko przyszłam po kurtkę.. Yyyy. Wiecie, jakoś chłodno się zrobiło… - Wzięła kurtkę. – No to ja się zmywam ^^ Miłej zabawy, znaczy wiecie.. Nieważne. Paa!! – krzyknęła wychodząc.
A my z Justinem zamiast kontynuować to co zaczęliśmy, to brechtaliśmy się jak po dobrym jaranku. Jak po gandzi.
Poszliśmy do hotelu. Nie chcieliśmy hałasować przy sąsiadach. Zamówiliśmy sobie jakieś dobre piwko i pół litra czystej de luxe. Weszliśmy do tego pokoju i od razu się na siebie rzuciliśmy. Byliśmy pijani. Justin złapał jakiś aparat i zaczął mi robić zdjęcia jak robię różne dziwne pozy. Byliśmy kompletnie pijani i nie pamiętaliśmy rano nic.
Nie pamiętam tej nocy, ale rano obudziłam się obok niego w satynowej pościeli cała naga.
Ok, ok.. Tak to też nie wyglądało, ale wiecie.. :P
Szybko założyłam na siebie jakiś kusy, jedwabny szlafroczek. Justin też się obudził. Był jakiś taki oszołomiony. Chyba miał kaca. Nie dziwię się.. Przetarł swoje oczka i chciał wstać z łóżka. Szybko zamknęłam oczy i powiedziałam:
Nie pamiętam tej nocy, ale rano obudziłam się obok niego w satynowej pościeli cała naga.
Ok, ok.. Tak to też nie wyglądało, ale wiecie.. :P
Szybko założyłam na siebie jakiś kusy, jedwabny szlafroczek. Justin też się obudził. Był jakiś taki oszołomiony. Chyba miał kaca. Nie dziwię się.. Przetarł swoje oczka i chciał wstać z łóżka. Szybko zamknęłam oczy i powiedziałam:
- Justin! Ubierz na siebie coś.
Posłuchał mnie. Był zdziwiony, że jesteśmy nadzy. Nic nie pamiętaliśmy przecież.. Zaczął ręką szukać jakichś kapci, a znalazł aparat. Na początku się wahaliśmy, ale potem zaczęliśmy oglądać zdjęcia. Nie mogłam wykrztusić z siebie ani słowa. Co my kurwa odpierdalaliśmy? Kurwa jakbyśmy jakąś Kamasutrę ilustrowali. Po prostu nie wiedziałam, że na coś takiego nas stać!! Kurwa. Nie mogłam się ogarną. Ja pieprze po prostu, ja nie wiem jak Just, ale mi się to raczej nie podobało, bo w końcu tam były tylko moje zdjęcia… No jakby były Justina to rozumiem…! Ale moje…
OCZAMI JUSTINA:
Nim się obejrzałem stanął mi. Zakryłem się poduchą i oddałem jej aparat. Odwróciłem się w drugą stronę. Zacząłem się śmiać.
- Co kurwa?! Coś ze mną nie tak? – powiedziała wkurzona Vergia, podnosząc tą poduszkę i waląc mnie po głowie. Zrobiła to z władczym uśmieszkiem.
- Z tobą wszystko w porządku, ale ze mną na chwilę jest źle. Pokaż mi zdjęcie łysego psa to mi oklapnie.
Wybuchła śmiechem. No ja pierdole, śmieje się ze mnie. To takie śmieszne jest?
- No i czego się kurwa brechtasz? Stanął mi. I co? STANĄĄĄĄŁŁŁŁ MI!!! AAAA STANĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄŁ MI!!!!! – zacząłem się wydzierać przez okno. – VEEERGIA MNIE PODNIECA!!! I CO!!!!!!!?
Vergia podeszła do mnie i zatykała mi mordę. To co. I tak wrzeszczałem, a wszyscy przechodzący ludzie się gapili. Pozostali pootwierali okna spoglądając z zaciekawieniem myśląc: Ja pierdole ochujał, jaki wariat…
- Justin, uspokój się. – wciągnęła mnie do pokoju za koszulę. – Zapomniałeś o paparazzich? Przecież jak oni nas tu razem zobaczą to…
- No to co? Ja się ciebie nie wstydzę. – objąłem ją.
- No raczej.. – zaśmiała się. - Ale wiesz jak to jest. Zaraz zaczną wypisać jaka to ja jestem nieidealna.
- Ej, ja się, kotku, nie przejmuję tym, że nazywają mnie gejem, piszą, że jestem z Seleną Gomez, mówią, że śpiewam, albo wyglądam jak dziewczyna, lub po prostu mnie przezywają i życzą mi śmierci.. – posmutniałem. Chciałem, żeby mnie pocałowała. – Teraz masz mnie pocałować, to znów mi humor wróci. – Zrobiła to.. Aż poruszyłem brwiami. Słucha się mnie jak jakaś niewolnica. Haha. Nie no, tylko żartuję. Ja ją tak szalenie kocham, że.. Ahh… Nawet całodobowy seks nie wystarczy. To jakoś inaczej trzeba ruszyć. Nieważne, potem się będę nad tym zastanawiał.
- Dobrze. To ty wyjdź pierwsza. – podałem jej okulary przeciwsłoneczne. Założyła na szyję jakąś chustę i hotelowy przyniósł jej jakąś sukienkę, obiecując, że nie powie, iż tu z nią byłem. Założyła ją. Buty też zmieniła. Schowała wszystko do torby i pocałowała mnie. Wsunęła okulary na nos i poszła. Nie mogłem wytrzymać, ona też, bo się odwróciła. Podbiegłem do niej na boso, w samych bokserkach w korytarzu hotelowym i pocałowałem ją namiętnie. Poszła. Wróciłem do pokoju i przebrałem się. Nagle usłyszałem tłum fanów krzyczący pod samym hotelem: Justin! Justin!
<Celowo dałem tyle fotografii i tego demota, bo moi fani są naprawdę zajebiści, są najlepszymi fanami, najlepszymi ludźmi, pomijając oczywiście pindzie i pokemony. Dla takich fanów jak mam ja mogę zrobic wszystko! :D>
Nie wiedziałem czy wyjść. Założyłem spodnie i wyszedłem na balkon. Pomachałem im, a oni jeszcze głośniej zaczęli krzyczeć i piszczeć. Ktoś krzyczał, że mnie kocha. Nie mogłem ich tam tak zostawić. Zszedłem na dół i poprosiłem, żeby ich pojedynczo wpuszczali. Pierwsza wbiegła dziewczyna wyższa od Vergii, blondynka, długie nogi, nie wiem jaki kolor oczu, bo się nie przyglądałem. Podbiegła do mnie i się przytuliła. Mój bodyguard odsunął ją ode mnie.
<Celowo dałem tyle fotografii i tego demota, bo moi fani są naprawdę zajebiści, są najlepszymi fanami, najlepszymi ludźmi, pomijając oczywiście pindzie i pokemony. Dla takich fanów jak mam ja mogę zrobic wszystko! :D>
Nie wiedziałem czy wyjść. Założyłem spodnie i wyszedłem na balkon. Pomachałem im, a oni jeszcze głośniej zaczęli krzyczeć i piszczeć. Ktoś krzyczał, że mnie kocha. Nie mogłem ich tam tak zostawić. Zszedłem na dół i poprosiłem, żeby ich pojedynczo wpuszczali. Pierwsza wbiegła dziewczyna wyższa od Vergii, blondynka, długie nogi, nie wiem jaki kolor oczu, bo się nie przyglądałem. Podbiegła do mnie i się przytuliła. Mój bodyguard odsunął ją ode mnie.
- Spoko. Ja to lubię – powiedziałem i przytuliłem się do niej. Nie chodzi o to, że to dziewczyna. Po prostu sprawia mi radość jak ktoś docenia to co robię i chociaż w taki sposób mi się odwdzięcza. Inna sprawa jak Vergia mi się odwdzięcza za to, że przy niej jestem, ale dobra… Dziewczyna chciała zdjęcie. Chciała, żebym jej potrzymał aparat i zrobił nim zdjęcie. Dałem jej lekkiego całusa w policzek i oddałem aparat.
- Już nigdy nie umyję tego policzka – powiedziała podjarana całą tą sytuacją. Aż skakała z radości. A.. podpiszesz mi się?
- Dobrze. Gdzie?
- Tu – powiedziała, pokazując na swój biust.
- Jesteś tego pewna? Ale.. Ja tak nie mogę. Kiedyś bym bardzo chciał, ale teraz… Nie mów nikomu, ale ja kogoś mam.
Ochroniarz ją wyprowadził i przyprowadził jakiegoś chłopaka.
- Napisz tu: Dla Staśka Justin Bieber – twój nowy chłopak.
Aż zzieleniałem.
- Staśka? Chłopak? Nie będę nikogo oszukiwał. – wziąłem do ręki marker i napisałem po prostu Dla Mietka – Bieber.
Gostkowi się chyba nie spodobało i zbulwersowany nawrzeszczał:
- Elo, gościu jaki Mietek?! Jaki Mietek?! Ja Stasio jestem! Z tym chłopakiem to żartowałem, sam mam dziewczynę. Jest tak piękna.. – rozmarzył się. – Wiesz, ma rude włosy, piękne, niebieskie oczy, wysoka.. – miło było słuchać czyjegoś szczęścia, szczególnie, że sam jestem..
- Tak, znam to uczucie.. Też jestem szczęśliwie zakochany.. Jest cuuudownie. Sory, że tak dla Mietka, to ja jeszcze raz napisze – podpisałem się mu jeszcze raz, tym razem dla Stasia. Zrobiliśmy sobie fotkę.
- To ta Vergia, tak? Rzeczywiście musisz ją kochać, skoro tak wrzeszczałeś. Życzę szczęścia, dobra ja lecę.
- Pozdrów swoją dziewczynę. A jak ma na imię? – krzyknąłem, bo już był prawie przy wyjściu.
- Jenny – powiedział i wyszedł.
Szczerze to nie chciało mi się już spotykać dzisiaj z fanami. Jestem za bardzo podniecony. Idę do Vergii. Taaa… Ciekawe, na pewno pójdę.. Jakbym wiedział, gdzie ona jest.. Może byś tak zadzwonił, debilu? Taa, już sam do siebie gadam, na serio ze mną źle! Jakiś zamyślony jestem ostatnio, roztargniony. Co się ze mną dzieje? Nie wiem, ale to pewnie miłość. Taak, miłość. To piękne uczucie, każdemu tego życzę. Miałem kiedyś przyjaciela, bardzo bliskiego, który był bardzo nieśmiały, ale przystojny, aż nieprzyzwoicie. Nie żeby coś.. Wysoki 185 cm, dłuższe, brązowe włosy, morskie oczy… Chłopak, o jakim marzy każda dziewczyna. A co najważniejsze.. Normalny. Nie żaden skate, czy inny debil. Ale nie miał dziewczyny. Zawsze, jak z którąś rozmawiał to się denerwował, myślał, że go wyśmieją. I była taka jedna dziewczyna. Blondynka, oczy zielone, wysoka. Zakochała się w nim. Ta to w ogóle nieśmiała była. Uważała, że jest gruba, brzydka i w ogóle, normalnie ja nie wiem! Jedno warte drugiego. No i oczywiście ona też się bała podejść, że niby on ją wyśmieje… Wiecie… Taka niby szara myszka.. A ona to jak się zakochała!! To koniec. No i pewnego razu ona nie zauważyła go i wpadła w niego. Popatrzyli sobie w oczy i już wiedzieli, że to jest to. Nie zastanawiając się, mimo, iż się nie znali od razu połączyli się w romantycznym pocałunku.. Piękna historia… On był od niej dwa lata starszy. Kto by pomyślał… No nic, o ja się tutaj zamyślam i opowiadam o historiach innych.. Lepiej do Vergii zadzwonię. Chyba, że nie odbierze. No nic, dzwonię… Odebrała!








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz