OCZAMI VERGI:
Obudziłam się u boku Justina. Znowu w szpitalu. Ale.. Czemu on też tu leży? Co się stało? Jessica wparowała do naszej Sali z Jack’iem.
- Vergia! Ty żyjesz! Wiesz co ten skurwiel nam powiedział?
- Jaki skur..?
- No lekarz. Powiedział, że nie przeżyłaś. Justin tak się przejął, że też chciał umrzeć i..
Wstałam z łóżka. Stałam tam w piżamie. Wyrwałam sobie z rąk te strzykawki itd. Podeszłam do Justina łóżka. Tak słodko spał. Ale.. spał jakby nigdy już nie miał się obudzić. To było smutne. Pocałowałam go w policzek. Widocznie się obudził, bo złapał mnie za szyję i namiętnie pocałował w usta, przyciągając mnie do siebie. Wszystkiemu przyglądała się Jessica i Jack. Jak Jack to zobaczył to kaszlnął, żebyśmy przestali. Odwróciłam się do niego.
- Jack? No.. Bo.. Widzisz… Ja już mam chłopaka.
- Tak. Masz też wspaniałą przyjaciółkę, powiedziała mi o wszystkim.
Podszedł do mnie i mnie przytulił. Justin pacnął w głowę.
- Może bez tych czułości? Kim ty wgl jesteś?
- No bo wiesz.. Justin.. poznałam go..
Jack chyba się domyślił, że nie chciałam Justinowi nic mówić, bo przerwał mi i powiedział:
- Jestem gejem!
Zrobiłam dziwną minę. Pomyślałam: Co on pieprzy? Aż tak kłamać nie musiał. Justin mu uwierzył. Przytulił się do mnie.
- Justin… Kochanie.. Tak się.. stęskniłam… za… tobą..
W miejsce kropek wstaw namiętne pocałunki prosto w usta Justina. Jessica i Jack wyszli. Zostaliśmy sami.
- Vergia.. Tak bardzo… cię… kocham..
Wiesz już chyba co zrobić z tymi kropkami.. :D
- Justin! Wiem, że dawno tego nie robiliśmy, ale ja.. no.. nie w szpitalu. Poza tym nie powinno cię tu być.
Spłoszył się. Puścił mnie i posmutniał.
- Verguś.. Nie bądź zła. No, bo ja.. tęskniłem za tobą i nie mogłem wytrzymać. Poza tym ta widomość o dziecku mnie tak zaskoczyła..
Zapomniałam! Dziecko! On dalej myśli, że to dziecko istnieje. Przytknęłam palec do jego ust.
- Ćśś.. Justin.. Muszę ci coś powiedzieć… No bo.. Byłam u ginekologa i.. nie będziemy mieć dziecka.
- Znowu poroniłaś?
Łzy zaczęły mi napełniać oczy.
- Nie.. Justin.. Te testy nie były prawdziwe.. Ja.. jestem..
- Tak, kotku? Co ty jesteś?
- Jestem niepłodna!
Wtuliłam się w niego jakbym chciała go zatrzymać, jakby mi się wydawało, że on chce odejść. Jego też pewnie ta informacja zaskoczyła, ale szybko się otrząsnął. Mocno mnie przytulił i zaczął mówić.
- Vergia! Kochanie! To nieważne. Ważne, że ty żyjesz. Jak przyjdzie na to czas to adoptujemy dziecko. To nie jest żaden problem. Poza tym.. możemy się teraz nieustannie kochać, bez zabezpieczenia.
Zaczęłam się śmiać. On to umie pocieszać.
- Nie rozumiem czemu Bóg cię tak skrzywdził. Kocham Cię! I.. nie potrafię opisać tego co czułem, kiedy lekarz powiedział, że nie żyjesz. Też chciałem umrzeć.
- No to już wiemy, że się kochamy bardziej niż się da.
Uśmiechnęłam się do niego przecierając łzy.
- Nic nie zniszczy naszej miłości. Możemy wracać do Los Angeles.
Przytuliliśmy się do siebie bardzo mocno.
- Ale.. Zostańmy jeszcze tu trochę. Nigdy nie byłem w Chorwacji.
- Dla ciebie wszystko. Jesteś tego wart.
Po tym wszystkim należało się nam choć trochę odpoczynku. Chcieliśmy mieć dla siebie trochę czasu. Jessica też nie chciała wracać, więc została z nami. Nie mieliśmy nic przeciwko, w końcu to nasza przyjaciółka. Tylko często nie było jej w domu. Wydaje mi się, że zdradza George’a, ale nie będę jej mówić o moich przypuszczeniach. Potem z nią porozmawiam. Teraz chcę się zrelaksować. W końcu czuję się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa. Justin jest u mojego boku. Czuję, że ta rozłąka, mimo, iż nie była zbyt długa, właściwie może za krótka, dobrze nam zrobiła. Oboje uświadomiliśmy sobie, że się kochamy. Nie rozmawiamy o tym tak często jak kiedyś. Właściwie prawie wcale. W naszym związku jest świetnie, nie ma żadnych nieporozumień, niedomówień. To jakiś paradoks! Nie umiem w tej chwili dokładnie opisać co czuję. Można by nazwać to uniesieniem. Właśnie ! Przypomniało mi się. Jakiś czas temu, już w czasie pobytu w Chorwacji napisałam piosenkę. Jej tytuł to „W objęciach tęsknoty”:
1. Patrzę na Ciebie – myślę Kocham.
Śnię o tobie – myślę kocham.
Kiedy nie mogę Cię zobaczyć, w samotności szlocham.
Śnię o tobie – myślę kocham.
Kiedy nie mogę Cię zobaczyć, w samotności szlocham.
2. Kiedy wspominam twe słowa
Nie mogę znieść tego, że ciebie tu nie ma.
Tracąc czas, tu gdzie jestem, cierpliwie na Ciebie czekam.
Nie mogę znieść tego, że ciebie tu nie ma.
Tracąc czas, tu gdzie jestem, cierpliwie na Ciebie czekam.
3. Wyobrażam sobie, jak siedzisz przy mnie
Mówiąc Kocham cię czuję jak twoja miłość we mnie wnika.
Przytulasz mnie, całujesz, i zaraz wszystko znika.
To jest nie do zniesienia.
Mówiąc Kocham cię czuję jak twoja miłość we mnie wnika.
Przytulasz mnie, całujesz, i zaraz wszystko znika.
To jest nie do zniesienia.
Czekam na chwilę wspaniałego uniesienia.
Ty mnie poprowadzisz, i sprawisz, że poczuje się lepsza
W twoich ramionach bezpieczniejsza.
Ty mnie poprowadzisz, i sprawisz, że poczuje się lepsza
W twoich ramionach bezpieczniejsza.
4. Gdy się śmiejesz, oddychasz dla mnie,
Czuję bicie twego serca.
Uwielbiam twój dotyk
Gdy pieścisz mą dłoń
W gorzkim płaczu ocierasz mą skroń.
Czuję bicie twego serca.
Uwielbiam twój dotyk
Gdy pieścisz mą dłoń
W gorzkim płaczu ocierasz mą skroń.
5. Więc bądź przy mnie dziś, teraz.
Może będziemy się w piekle poniewierać.
Ale nie żałuję tych zdarzeń,
Na koszt spełnienia moich cudownych marzeń.
Może będziemy się w piekle poniewierać.
Ale nie żałuję tych zdarzeń,
Na koszt spełnienia moich cudownych marzeń.
Napisałam to pod wpływem chwili, impulsu. To moja pierwsza kompozycja, więc na razie to nie jest perfekcyjne, ale mnie się podoba. Tęskniłam wtedy za Justinem, brakowało mi jego dotyku, zapachu, jego słodkich, namiętnych pocałunków po zachodzie słońca, naszych upojnych chwil spędzonych ze sobą ( wiadomo jakich :D ). Ale teraz już jest i nigdzie go nie puszczę. Nigdy już nie spotkam lepszego faceta niż Justin, który mnie rozumie i potrafi mnie pocieszyć w każdej sytuacji. Potrafi wyleczyć złamane serce, zły humor, i co tylko można. On ma te swoje sposoby ^^. Marzę teraz, żeby się z nim kochać, ale w tej chwili jesteśmy na plaży, więc raczej nie wypada. Chyba, że… Nie no, bez przesady … Poczekam do wieczora, może będę silna… Ewentualnie mogę go zaciągnąć do … Dobra, Vergia uspokój się, ogarnij, opanuj… Z tych zboczonych myśli oderwał mnie Justin zachęcając mnie do …
- Kotku…
- Tak?
- Yyy, co robisz ?
- Opalam się, nie widzisz ?
- Widzę, tak tylko pytałem… - położył rękę na moim brzuchu i zaczął całować i wodzić swoimi słodkimi, delikatnymi wargami po mojej szyi i dekolcie.
- Mmmm.. To miłe Just, ale wiesz… - przerwał moją ‘kwestię’, która pewnie zakończyłaby się tym, że wyszedłby z tego monolog, zmieniając obiekt swoich pieszczot z mojego biustu do ust. Szczerze powiedziawszy nie stawiałam się i kontynuowaliśmy przez jakieś hmm… Nawet nie liczyłam, ale wyszło około 15 minut. A szkoda, że się skończyło.. Uwielbiam to robić, ale jeszcze bardziej uwielbiam jeszcze inne formy zabawy z Justinem hehe.
- Idziemy do wody ? – zapytałam, bo znudziło mi się już leżenie na gorącym piasku.
- Dla ciebie wszystko moja królewno ! – podniósł się i podał mi rękę. Ja też wstałam i poszliśmy. Oczywiście musiało nas złapać paparazzi. Nagle się zebrali, bo jak Justin był sam, to wtedy nie wiem co robili, chyba muchy bzykali. No ale nevermind…
Musieliśmy im uciekać. Na szczęście jak wbiegliśmy do wody to oni już za nami nie mogli, bo nie mieli wodoszczelnych aparatów.
Pobiegliśmy w głąb i zanurkowaliśmy. W pewnym momencie poczułam jak ręka Justina się ode mnie oddala. Zaczęłam po omacku go szukać. Zabrakło mi powietrza, więc wypłynęłam na powierzchnię. Widziałam jak mój lekki makijaż rozpływa się w wodzie. Paparazzi jeszcze nie odpuścili. Zanurkowałam z powrotem do wody.
Otworzyłam tam oczy i zaczęłam się szamotać w poszukiwaniu Justina. Zobaczyłam w oddali jakiś cień. Zbliżał się do mnie. Bałam się, że Justinowi coś się stało. Poczułam delikatny dotyk gdzieś na plecach. Był taki przyjazny i ciepły… To było miłe. Zamknęłam oczy i poczułam jego miękkie usta. Tak. Już wiedziałam, że to był Justin. Tylko on tak czule całuje i tylko on potrafi jednym dotknięciem spełnić marzenia. Nie musiałam się wynurzać, aby zaczerpnąć powietrza, bo Justin sam jest moim powietrzem. To on sprawia, że żyję. Poza tym wpuścił mi powietrze do ust. Oddychaliśmy dzięki temu jak jedność, jakbyśmy byli jednym ciałem i jedną duszą.
Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczył dla nas nic. Czuliśmy tylko siebie i nasze pragnienia. Wplotłam paluszki w jego włosy. Poczułam, jak on mnie bierze na ręce. Wynurzaliśmy się z wody. Nie liczyło się dla niego to, że zaraz cały świat się dowie o nas. Po prostu wyniósł mnie z wody na rękach. Czułam się jakbym była syreną, a on jakimś Neptunem .. czy tam Posejdonem… Położył mnie powoli na gorącym piasku. Cały czas patrzyłam mu uważnie prosto w oczy i nie obchodziło mnie nic wokół. Widziałam jak wyrzuca wszystkie aparaty do wody. Nie wiem jak ci dziennikarze mogli tak po prostu mu to oddać. Zapomniał jednak, że wokół byli jeszcze zwykli ludzie z aparatami i telefonami komórkowymi. Tak, czy tak wylądowaliśmy na okładce, ale przynajmniej wiem, że Justin chciał mnie przed tym uchronić, a wyrzucając te aparaty do wody pokazał mi po prostu że nie liczy się dla niego ani sława, ani pieniądze, ani po prostu nic… tylko ja. To ja pierwszy raz w życiu poczułam się tą najważniejszą, dla której można bić się z samym sobą, dla której można poświęcić marzenia.. karierę. Jednak nie chciałam, żeby Justin zrezygnował dla mnie ze swojej kariery piosenkarskiej itd. Dobrze wiedziałam, że gdyby on tak nagle skończył z tym wszystkim nie stać by nas było nawet na chleb. Wiem, że dzięki miłości można pokonać wszystko, ale fizycznie nie można się nią najeść. Można co najwyżej zaspokoić swój mentalny głód. Można uciszyć głos wołający o pomoc. Głos, który zapewnia nam bezpieczeństwo tylko wewnątrz ciała, lecz nie uchroni nas przed złem czyhającym na tym podłym świecie. Może nas uchronić przed smutkiem, przed nienawiścią, złością, ale tylko na jakiś czas. Potem pozostawia nas w niezręcznej ciszy, na pastwę naszego losu. Przeradza się w bezsilność, nienawiść, w truciznę. Dlatego zawsze zadaję sobie to pytanie: Love or Poison? Pokochać czy otruć?
Bo przecież tak czy tak miłość sama się zamienia w zło i doprowadza do samozniszczenia. Potrafi manipulować ludźmi. Kiedy nas ktoś zrani, mamy ochotę wbić mu nóź w plecy. Niby uśmiechając się, za plecami życzymy mu wszystkiego najgorszego. Robimy dobrą minę do złej gry. Nie potrafimy mu wybaczyć. Dlaczego tak właśnie jest? Dlaczego ludzie potrafią siebie tylko nienawidzić, wygryźć przy najbliższej okazji? Często myśląc o tym i użalając się, gdybając, po prostu płyną łzy. Mam już ich dość, ale przecież to samo nie zniknie. Nie ma tak, że poprosimy Boga i pstryk! Już nie ma wojen, nie ma zdrad, od razu pojawia się litość, miłość. Człowiek musi dać coś od siebie. A dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Bo człowiek robi to tylko z korzyścią dla siebie, siebie samego. Siedząc na plaży nadal nękają mnie te myśli, mimo, iż teraz jestem bardzo szczęśliwa. Mam jednak świadomość, że to wszystko w końcu minie. Nie potrafię się tym cieszyć, tylko myślę o tym, męczę się, bije z myślami. Tracę czas. Może po prostu jedna osoba musi cierpieć, żeby jakaś inna na świecie była szczęśliwa? Może szczęście jest dobrem ograniczonym? Może ktoś teraz przeze mnie cierpi, bo u mnie wszystko ok. Chyba wielu z nas zadaje sobie to pytanie. Nie wiem. Właśnie rozmyślając nad tym wszystkim poczułam jak ktoś się zbliża. Ale to nie był Justin, bo moje kochanie poszło z powrotem do wody. Poczułam dziwny dotyk na mojej ręce. Ten ktoś muskał opuszkami swoich palców moją skórę. Bałam się otworzyć oczy. Na szczęście miałam okulary przeciwsłoneczne i nie było widać moich oczu. Gwałtownie się podniosłam i przestraszona powiedziałam:
Otworzyłam tam oczy i zaczęłam się szamotać w poszukiwaniu Justina. Zobaczyłam w oddali jakiś cień. Zbliżał się do mnie. Bałam się, że Justinowi coś się stało. Poczułam delikatny dotyk gdzieś na plecach. Był taki przyjazny i ciepły… To było miłe. Zamknęłam oczy i poczułam jego miękkie usta. Tak. Już wiedziałam, że to był Justin. Tylko on tak czule całuje i tylko on potrafi jednym dotknięciem spełnić marzenia. Nie musiałam się wynurzać, aby zaczerpnąć powietrza, bo Justin sam jest moim powietrzem. To on sprawia, że żyję. Poza tym wpuścił mi powietrze do ust. Oddychaliśmy dzięki temu jak jedność, jakbyśmy byli jednym ciałem i jedną duszą.
Jak na deszczu łza cały ten świat nie znaczył dla nas nic. Czuliśmy tylko siebie i nasze pragnienia. Wplotłam paluszki w jego włosy. Poczułam, jak on mnie bierze na ręce. Wynurzaliśmy się z wody. Nie liczyło się dla niego to, że zaraz cały świat się dowie o nas. Po prostu wyniósł mnie z wody na rękach. Czułam się jakbym była syreną, a on jakimś Neptunem .. czy tam Posejdonem… Położył mnie powoli na gorącym piasku. Cały czas patrzyłam mu uważnie prosto w oczy i nie obchodziło mnie nic wokół. Widziałam jak wyrzuca wszystkie aparaty do wody. Nie wiem jak ci dziennikarze mogli tak po prostu mu to oddać. Zapomniał jednak, że wokół byli jeszcze zwykli ludzie z aparatami i telefonami komórkowymi. Tak, czy tak wylądowaliśmy na okładce, ale przynajmniej wiem, że Justin chciał mnie przed tym uchronić, a wyrzucając te aparaty do wody pokazał mi po prostu że nie liczy się dla niego ani sława, ani pieniądze, ani po prostu nic… tylko ja. To ja pierwszy raz w życiu poczułam się tą najważniejszą, dla której można bić się z samym sobą, dla której można poświęcić marzenia.. karierę. Jednak nie chciałam, żeby Justin zrezygnował dla mnie ze swojej kariery piosenkarskiej itd. Dobrze wiedziałam, że gdyby on tak nagle skończył z tym wszystkim nie stać by nas było nawet na chleb. Wiem, że dzięki miłości można pokonać wszystko, ale fizycznie nie można się nią najeść. Można co najwyżej zaspokoić swój mentalny głód. Można uciszyć głos wołający o pomoc. Głos, który zapewnia nam bezpieczeństwo tylko wewnątrz ciała, lecz nie uchroni nas przed złem czyhającym na tym podłym świecie. Może nas uchronić przed smutkiem, przed nienawiścią, złością, ale tylko na jakiś czas. Potem pozostawia nas w niezręcznej ciszy, na pastwę naszego losu. Przeradza się w bezsilność, nienawiść, w truciznę. Dlatego zawsze zadaję sobie to pytanie: Love or Poison? Pokochać czy otruć?
Bo przecież tak czy tak miłość sama się zamienia w zło i doprowadza do samozniszczenia. Potrafi manipulować ludźmi. Kiedy nas ktoś zrani, mamy ochotę wbić mu nóź w plecy. Niby uśmiechając się, za plecami życzymy mu wszystkiego najgorszego. Robimy dobrą minę do złej gry. Nie potrafimy mu wybaczyć. Dlaczego tak właśnie jest? Dlaczego ludzie potrafią siebie tylko nienawidzić, wygryźć przy najbliższej okazji? Często myśląc o tym i użalając się, gdybając, po prostu płyną łzy. Mam już ich dość, ale przecież to samo nie zniknie. Nie ma tak, że poprosimy Boga i pstryk! Już nie ma wojen, nie ma zdrad, od razu pojawia się litość, miłość. Człowiek musi dać coś od siebie. A dobrymi chęciami piekło wybrukowane. Bo człowiek robi to tylko z korzyścią dla siebie, siebie samego. Siedząc na plaży nadal nękają mnie te myśli, mimo, iż teraz jestem bardzo szczęśliwa. Mam jednak świadomość, że to wszystko w końcu minie. Nie potrafię się tym cieszyć, tylko myślę o tym, męczę się, bije z myślami. Tracę czas. Może po prostu jedna osoba musi cierpieć, żeby jakaś inna na świecie była szczęśliwa? Może szczęście jest dobrem ograniczonym? Może ktoś teraz przeze mnie cierpi, bo u mnie wszystko ok. Chyba wielu z nas zadaje sobie to pytanie. Nie wiem. Właśnie rozmyślając nad tym wszystkim poczułam jak ktoś się zbliża. Ale to nie był Justin, bo moje kochanie poszło z powrotem do wody. Poczułam dziwny dotyk na mojej ręce. Ten ktoś muskał opuszkami swoich palców moją skórę. Bałam się otworzyć oczy. Na szczęście miałam okulary przeciwsłoneczne i nie było widać moich oczu. Gwałtownie się podniosłam i przestraszona powiedziałam:
- Michael?! A co ty tu robisz? Dlaczego mnie dotykasz w ogóle? Pojebało cię? – ku mojemu zdziwieniu był to mój były chłopak Michael, z którym chodziłam w podstawówce, ale nie na poważnie. Zerwałam z nim po niedługim czasie, jednak on długo nie mógł się po tym pozbierać. Od tamtego czasu nie widziałam się z nim..
- Mnie pojebało? Od kiedy ty przeklinasz? Przecież… Przecież… Kochaliśmy się.
Zaczął mnie głaskać po nogach.
- Zostaw mnie! Nie jestem jakąś dziwką i.. nie kochałam cię przecież. To było tylko takie.. chodzenie ze sobą. Wszyscy tak robią.. – zrobiłam zdziwioną minę.
- Jak to.. Nie kochałaś mnie? Przecież.. Ja myślałem, że ty mnie kochasz.. Ale.. czemu?
- Zrozum, że nic nas nie łączyło. Byliśmy tylko dobrymi przyjaciółmi.
- Ja myślałem, że jednak coś między nami było. – zaczął mnie muskać palcem po ręce. Odsunęłam się szybko i nerwowo.
- Nie napastuj mnie, zboczeńcu! – śmiała się jak to mówiła.
Michael też zaczął się śmiać.
- Ale.. Tak się przecież lubiliśmy.. Co się stało? Masz kogoś? – spytał zaniepokojony.
- Jak ci powiem to nie uwierzysz. Może lepiej ci nie będę mówić. Spójrz na moje plecy to się dowiesz.
- Na twoje plecy?
- No kurwa tak, na moje plecy. Tam mam tatuaż.
Usiadł za nią i oglądał z zadziwieniem cały tatuaż.
- Bieber? Aż taką fanką jego jesteś? Po co ci to? Przecież i tak go nigdy nie spotkasz..
- To patrz tam!
Michael spojrzał na morze. Justin właśnie wychodził z wody. Jak Mick to zobaczył to zrobił wielkie oczy.
- Ej no dobra. Ale to nie znaczy, że on tu jest z tobą. Po prostu go śledzisz.
- Nie śledzę go.
Justin mi pomachał i krzyknął: Vergia! Chodź zobaczyć jaka ciepła woda. Zwróciłam się do Michaela:
- I co teraz powiesz?
Justin podbiegł do mnie i pocałował. Zaczął się wycierać ręcznikiem.
- Kto to jest, kochanie?
- Eeee… - zacięłam się w tym momencie. Gapiłam się na Justina klatę i zastanawiałam się co powiedzieć.
- Ty.. Ty serio jesteś Justin Bimber? – powiedział Mick.
Justin rzucił w niego ręcznikiem.
- Co ty powiedziałeś? Możesz powtórzyć? – spojrzał groźnie na Michaela, który się zląkł.
- Nooo.. Czy ty jesteś Justin Bieber? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Na żywo wyglądasz mniej gejowato.
Pchnęłam Michaela tak, że wywalił się na ziemi i zaczął się śmiać.
- Ja gejem? Ty masz pojęcie ile ja miałem dziewczyn?
- Justin! Nie mów o tym co było! Nie krzywdź mnie tekstami o twoich byłych. Teraz jesteś ze mną. – posmutniałam.
- No przepraszam cię maleńka! – powiedział Justin przytulając się do mnie. Robiło się niemiło. Ale czemu? Zastanawiałam się nad tym, kiedy niespodziewanie między chłopakami rozpoczęła się bójka.. Justin był silniejszy, stanęłam między nimi. Nie chciałam, żeby któremukolwiek coś się stało.
- Co wy odpierdalacie? – krzyknęłam, ludzie na nas spojrzeli.
- Vergia, nie mieszaj się w to, proszę cię Kochanie – odpowiedział Justin.
- Ale czemu wy wgl się bijecie? O co chodzi? – zaniepokoiłam się.
- Nevermind, nie denerwuj się, potem Ci wszystko wytłumaczę.
- Ahaa.. To skoro wy się bd bić to ja sobie idę. Nie bd wam kurwa przeszkadzać. – poszłam w stronę brzegu.
Zrobiło mi się strasznie przykro, że mnie olali, co ja niby kurwa jestem? Szmata? Pewnie jak zwykle o mnie chodzi, albo o Justa… A gówno mnie to obchodzi, niech się leją jak lubią, ale z płaczem nie do mnie. Poszłam do lodziarni.
Chorwacki kelner… hmm… Kogoś mi przypominał… Tak! Kurwa przecież to Jack! Ale ze mnie zjeb. No faktycznie. Nic nie wspominał, że robi lody.. Ciekawe czy naprawdę jest gejem i czy robi im te lody, czy może jednak wolałby np. mi tzn. dziewczynie zrobić loda.. Bez podtekstów! Vergia uspokój zmysły… Co cb to obchodzi kogo on woli… Może jednych i drugich.. Skąd wiesz? Może go po prostu zapytaj..
Chorwacki kelner… hmm… Kogoś mi przypominał… Tak! Kurwa przecież to Jack! Ale ze mnie zjeb. No faktycznie. Nic nie wspominał, że robi lody.. Ciekawe czy naprawdę jest gejem i czy robi im te lody, czy może jednak wolałby np. mi tzn. dziewczynie zrobić loda.. Bez podtekstów! Vergia uspokój zmysły… Co cb to obchodzi kogo on woli… Może jednych i drugich.. Skąd wiesz? Może go po prostu zapytaj..
- Zrobiłbyś mi loda? – spytałam Jack’a, który niegrzecznie się na mnie popatrzył.
- No pewnie ^^ Ale chyba nie tutaj … - podniecony powiedział.
- Przecież to lodziarnia… Ocipiałeś? – niby taka zdziwiona..
- Hmmm… To chodź na zaplecze.
- A co? Sama mam sobie zrobić?
- Przecież ja nigdzie nie idę.. Klientów też nie maa… Chyba, że ja mam przyjść do cb. Jak wolisz….
- Yyyy.. Weźź… Ale z ciebie dewiant.. No po prostu, gorzej niż jakbym do Polski pojechała.. – FACE PALM
- No co?! Mówisz zrób mi loda, to ja chętnie, a teraz mi tutaj wyskakujesz… No ja nie wiem.
- Ale takiego loda, o którym ty myślisz to nie ty mi zrobisz… Yyyy.. Nieważne. Coś mi dzisiaj.. Yyy.. Dobra.. To ja spierdalam na chatę. Jakbyś spotkał Justin’a to powiedz, że prosiłam cię o loda, a ty odmówiłeś – byłam ciekawa co Justin na to powie. Poszłam do domku.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz