- Justin, przepraszam cię, ja cię tak bardzo przepraszam – łzy mi pociekły z powiek i zakryłam twarz rękami.
– Ja tego wszystkiego nie chciałam, nie chciałam cię zranić. Przepraszam – nic nie powiedział. Przytulił mnie mocno. Ale ja nie zasługiwałam na to. Dlatego chciałam się odsunąć i powiedziałam do niego:
- Puść mnie Justin, ja na to nie zasługuje. Jestem zwykłą suką. Jak ja mogłam tak postąpić. Nie miałam prawa cię tak potraktować. Przepraszam – zaczęłam się wyrywać, ale on nie puszczał, tylko przytulił mnie jeszcze mocniej. Prawie zaczęłam go bić, ale prawie. Jednak on nie odpuszczał. W końcu się gwałtownie uspokoiłam i wtuliłam się w niego. Strasznie płakałam. Okropnie się z tym czułam. A on zamiast wyjść i mnie nie słuchać tylko trzasnąć drzwiami i mnie olać, to mnie przytulił. Pomoczyłam mu jeszcze w dodatku koszulkę. W końcu po dłuuugim czasie odsunęłam się od niego trochę i usiadłam, mając podkulone kolana i głową w dół, co jakiś czas odwracając głowę. Siedzieliśmy tak w milczeniu. Nie umiałam spojrzeć mu w oczy. On nic nie mówił. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Ale jakoś musiałam zacząć.
- Justin… - obróciłam się w jego stronę, on też spojrzał na mnie. – Justin, słuchaj, ja naprawdę nie chciałam, ja nie chciałam tego zrobić, nie chciałam tego wszystkiego, ja po prostu, ja cię… - mówiłam bardzo szybko, z przejęciem, bo naprawdę mi na nim zależało, ale nie wiedziałam co dalej powiedzieć. Chciałam powiedzieć, że go kocham, ale to by było nienormalne. Uznałby mnie za idiotkę. Wymyśliłam, że po prostu zacznę mówić o Selenie. Albo już sama nie wiem. Nie wiedząc czemu kiedy powiedziałam ‘cię’ to podniósł wzrok i jego oczy rozjaśniały. Ale nie powiem mu tego, nie ma mowy. Nie jestem gotowa.
– Ja po prostu nie chciałam, żeby twój związek z Seleną się rozpadł, nie chciałam, żeby to było przeze mnie. Niestety, paparazzi nas zauważyło, i boje się, że zniszczyłam ci tym życie, bo jak ona zobaczy to w gazecie, czy w TV, to będzie po waszym związku, mimo że nie lubię Seleny - zaczęłam zwalniać i ściszać głos – poza tym, nie mogłam na was szczęśliwych patrzeć i wtedy jak zobaczyłeś mnie z słuchawką to chciałam zadzwonić, ale usłyszałam, że rozmawiasz i usłyszałam, że się z nią godzisz i po prostu, no.. Nieważne. Przepraszam cię Justin, jeżeli chcesz, to ja mogę sobie iść. Nie musisz mnie oglądać. Tylko tym razem bez cyrku. Po prostu wyjdę i pójdę do schroniska, albo pójdę do swojego domu. Powiedz tylko jedno słowo, a już mnie nie ma… - spojrzał na mnie i mi przerwał.
- Ćśśśś… Nic nie mów. Paparazzi mam w dupie. Niech robią co chcą. Z Seleną jestem tylko dlatego, bo media tego chcą. W życiu nie widziałem większej idiotki od niej. A ten telefon.. Nawet potrafią się podłączyć do linii, więc trzeba być uważnym. Nie musisz mnie za nic przepraszać, nie gniewam się. Rozumiem cię, i dziękuję. Jesteś aniołem. Wiesz co.. Mam pomysł… Tylko tym razem mi nie ucieknij.
Puścił pilotem muzykę. Tym razem leciał Chris Brown – With You. Piękna piosenka, ale ja wolałam coś innego. Ponieważ zdążyłam już pooglądać jego płyty, zobaczyłam jego pierwszą płytę. Wzięłam ją i włożyłam do odtwarzacza. Poleciało First Dance. Taak, właśnie o to mi chodziło. Jego mina była typu ‘Are you fucking kidding me?’ tylko, że takie seksowne i przyjazne haha. Widać nie lubi słuchać swoich piosenek, bo dodał:
-Ej no, wiesz co? :P To była jedna z moich pierwszych piosenek. Byłem wtedy małym chłopcem i miałem taki dziecięcy głosik. Byłem nic nie znaczącą osobą… – położyłam palec na jego ustach.
- Dla mnie od samego początku znaczyłeś wiele. Może to śmieszne, ale byłam i jestem twoją fanką i odkąd śpiewasz publicznie zawsze chciałam cię poznać i byłam w tobie zakochana. Nawet jak byłeś słodkim dzieciaczkiem i miałeś dziecięcy głosik. Mimo, że dużo osób było przeciwko tobie, to ja zawsze byłam po twojej stronie.
- A, czyli teraz już nie chcesz mnie poznać i nie jesteś we mnie zakochana? No dziękuję. Już ci się nie podobam? Foch. :PP
- Tego nie powiedziałam. Zdecydowanie wolę ciebie teraz. Nie muszę chcieć cię poznać, bo cię poznałam. Chciałabym bliżej… Ale wiem, że to prawie niemożliwe.
- Dlaczego? – tańczyliśmy przytuleni do siebie.
- Bo musze cię opuścić.
- Nie musisz. Przynajmniej mam nadzieję, że tego nie zrobisz.
- Ale czemu? Przecież ja ci tylko zatruwam życie i przysparzam problemów. Gdyby nie ja, twoje życie toczyłoby się bez problemu.
- Ale ty nie jesteś problemem. Jesteś moim aniołkiem.
- Przestań, tylko tak mówisz.
Szczerze.. serducho zaczęło mi szybciej bić. Przypomniało mi się, że jestem w piżamie. Ale to co.
- Nigdy nie mówię czegoś, czego nie czuję w sercu. Jestem szczery - szepnął. Popatrzyłam na niego. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spojrzałam na jego oczy, a on na moje. Poczułam się jak we śnie. Tylko takim realistycznym, tak jak tamten, tylko lepszym. Bardziej magicznym, a zarazem zwariowanym. Jego oczy były pełne blasku i miłości (i czekolady haha). Dobra, bez żartów.
- Naprawdę jestem twoim aniołkiem…?
Na naszych twarzach po długim czasie pojawił się uśmiech. Byliśmy szczęśliwi. Przynajmniej ja byłam. Justin też sprawiał takie wrażenie. Kiwnął głową (na tak oczywiście ^^) . Tym razem miałam rozplątane włosy. Delikatnie objął moją twarz swoimi dłońmi. Popatrzyłam się na jego usta, potem znowu w oczy. On też. Powoli, ostrożnie przybliżał się do mnie, kiedy… Zadzwonił telefon. [Oczywiście coś musiało zepsuć tą chwilę, bo po co miałoby się udać.] Staliśmy tak dalej, tylko oparliśmy się o swoje czoła.
- Odbierz.. – szepnęłam.
- O niee.. Tym razem nikt mi tego nie odbierze – powiedział, wyjął telefon z tylnej kieszeni i rzucił za siebie. Obił się o ścianę i zleciał na łóżko. A my kontynuowaliśmy. Tym razem nie bawiliśmy się już w jakieś romantyczne gierki, żeby zrobić napięcie i nacieszyć się swoją obecnością, bo trwałoby to zbyt długo, a my nie mogliśmy się doczekać. Zrobiło się namiętnie. Kiedy tylko odrzucił telefon przysunął się do mnie, złapał mnie z tyłu i połączyliśmy się w pięknym pocałunku. Objęliśmy się oboje i nic się dla nas nie liczyło. Ani pieprzony świat, ani ludzie, ani tym bardziej pusta Selena. Tylko my, a w tle leciało One Less Lonely Girl.
Uśmiechnęłam się podczas tego pocałunku, on chyba to poczuł, bo też się uśmiechnął. Odczepiłam się od jego ust. Dziwnie się czułam. Nie wiedziałam tak naprawdę czy on się mną nie bawił. Mógł przecież mnie oszukiwać. Mogłam być dla niego tylko zabawką. Odsunęłam się parę kroków do tyłu.
- Justin.. – usta mi zadrżały.
- Tak? O co chodzi? Zrobiłem coś nie tak? – uśmiechnął się.
- Nie, to nie o to chodzi. Po prostu.. muszę.. muszę wrócić do domu. Do moich rodziców, jeżeli takowych posiadam. Muszę wrócić do swojego prawdziwego życia, bo to co się tu dzieje to tylko nierealna bajka. Nie mogę wierzyć w bajki. Nie jestem już małą dziewczynką…
Wyszłam z pokoju, nie wyszedł za mną. Poszłam do łazienki. Zastanawiałam się czy on rzeczywiście chce ze mną być, czy też np. nie chce, żeby ludzie myśleli, że „dziewczyna, którą wrzucił do auta” to jakaś dziwka, może on chce zdradzić Selenę, może chce kolejnego przelotnego romansu. Kurwa nie wiem! Dowiem się tylko w jeden sposób. Nie, oczywiście, że nie mam na myśli szczerej rozmowy z nim :) Zawsze mógłby mnie okłamać. Wiem, powinnam mu ufać. Ale ja go nawet nie znam praktycznie. Teoretycznie tak, ale praktycznie nie. Pomysł jest taki: Opuszczę go i zobaczę czy będzie mnie szukał. Wrócę do normalnego życia i zobaczę czy będzie walczył o to, żeby ze mną być. Może to głupie, ale tak właśnie zrobię.
Wyszłam z łazienki i powolnym krokiem weszłam do pokoju, w którym spałam. Justin od razu na mnie spojrzał. Czułam na sobie jego karmelowy, przenikliwy wzrok.
Nie chciałam go zostawiać i tracić tej szansy, ale jeżeli on wcale nie pragnie ze mną być to po cholerę mam zostawać. Poza tym ani razu nie wydobył z siebie słów: „Kocham Cię!” więc pewności żadnej nie mam.
Nie chciałam go zostawiać i tracić tej szansy, ale jeżeli on wcale nie pragnie ze mną być to po cholerę mam zostawać. Poza tym ani razu nie wydobył z siebie słów: „Kocham Cię!” więc pewności żadnej nie mam.
- Justin, to nie ma sensu. Nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Jestem tylko kolejną twoją fanką, która jest tylko małą cząstką w ponad 40-milionowym imperium Belieberów. Nie liczę się. Ani trochę. Prędzej czy później i tak byś mnie opuścił, zniszczyłbyś mój miłosny świat. Po co próbować skoro z góry wiem, że nie będziemy razem. Nie chcę się przyczyniać do swojego przyszłego cierpienia. Nie szukaj mnie, nie mów o mnie. Zapomnijmy po prostu o sobie. Nawet mnie nie znasz, więc jak możesz twierdzić, że jestem twoim aniołem? Zapomnij o mnie.. Po prostu zapomnij.
Patrzył na mnie i nic nie mówił, jakby analizował to, co mu powiedziałam.
- Przeproś Selenę, ale nie mam żadnych ubrań, więc muszę pożyczyć coś jej.
Wyszłam z pokoju i wyjęłam z szafy jakieś ubrania Seleny. Niewiele ich tam było, w końcu nie mieszkała z nim. NA SZCZĘŚCIE! Szybko się ogarnęłam i wyszłam z łazienki, do której musiałam wejść, aby przemyć twarz. Justin, wychodząc z pokoju złapał mnie mocno za nadgarstek, zatrzymując mnie na środku korytarza.
- Chcesz teraz tak po prostu wyjść? – spytał przygnębiony.
- Tak, chcę. Nie będę płakać, nie bój się o to. Postaram się wyjść tak, żeby paparazzi mnie nie złapali. A ty.. Tobie dziękuję za opiekę, wybaczam ci, że mnie potrąciłeś autem i.. po prostu o mnie zapomnij. Jestem tylko małą cząstką świata. Takich jak ja jest wiele. A ty.. przecież Selena jest twoją One Less Lonely Girl. Ja nią nigdy nie będę.
Uśmiechnęłam się przez smutek. Odwróciłam się do niego, spojrzałam mu w oczy. Znowu milczał. Puścił moją rękę, a ja spojrzałam w stronę drzwi. Opatuliłam się szalikiem i po prostu wyszłam, jakby nigdy nic. Chciałam się osunąć na ziemię i wpaść w kolejną histerię płaczu, ale jakoś się powstrzymałam. Nie wiedziałam gdzie szukać moich rodziców. Poszłam na policję. Tam szybko odnaleźli ludzi, którzy zgłosili moje zaginięcie.
Czekałam w holu jakieś 56 minut. Siedziałam w niewygodnym, plastikowym krześle. Spuściłam wzrok na podłogę i się zagapiłam.
- Verguś..?
Podniosłam głowę i spojrzałam w oczy tej kobiety. Obok niej stał jakiś facet. Byli ode mnie starsi o jakieś 18 lat. Nagle się rzucili na kolana i przytulili do mnie. Tak, to byli moi rodzice. Zaczęli mnie całować po czole, przytulać i nie szczędzili mi czułości.
- Boże, gdzie ty byłaś, dziecko? Skąd masz te ubrania?
Nie odpowiedziałam. Na razie wgl się do nich nie odzywałam. Gadali coś do mnie, ale nie słuchałam. Patrzyłam się na nich uważnie. Obserwowałam każdą rysę ich twarzy. Byłam do nich bardzo podobna. Po tacie chyba mam długie rzęsy i niebieskie oczy, ale kolor skóry, figurę i rysy twarzy to po mamie.,
Wyszliśmy z komendy i szliśmy obok kiosku, na którego wystawie była najnowsza gazeta.
- VERGIA! – krzyknął mój tato.
- Dziecko! Co ty tu robisz?
- To nieprawda. My się nie znamy.. – szepnęłam na temat mnie i Justina.
- Jak się nie znacie to co robiłaś w jego aucie?!
- No, bo.. No.. – musiałam szybko coś wymyślić. – Potrącił mnie samochodem i chciał mnie zawieźć do szpitala, do lekarza.. dlatego mnie wsadził do auta. To wszystko.
- Potrącił cię samochodem? Co do cholery? Niech no tylko dorwę dzieciaka.. – powiedział mój wściekły ojciec i złożył dłoń w piąstkę. Złapałam go i spojrzałam mu w oczy jakbym chciała powiedzieć: „Nie!”. Ale szybko go puściłam, nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Ale jesteś pewna? – spytała matka.
- Nie, nie jestem… To znaczy tak mi powiedziano.. tak on mi powiedział i tak mi powiedzieli w szpitalu.. Ale.. ja nie pamiętam. Mam amnezję..
Rodzice się zdziwili. Poszliśmy do domu. Właśnie! Dom! Nasz dom był duży. Miał 2 pokoje, sypialnię rodziców, 3 garderoby, 2 łazienki, kuchnię, jadalnię i przestronny salon. Jeden pokój był mój, ale ten drugi.. wtedy jeszcze nie wiedziałam czyj. Garderoba jedna była moja, jedna rodziców, a jedna.. tego kogoś. 2 łazienki były czystą bujnością wyobraźni. Teoretycznie nie były potrzebne, ale cel chyba był taki, że jak jedna jest zajęta, to druga wolna. W jadalni był spory stół, a którym leżała misa z owocami. Kuchnia, jak to kuchnia. W salonie był 70-calowy telewizor
skórzane (kremowe) kanapy i fotele,
na środku stół z wikliny i szkła.. No mniej więcej tak to wszystko wyglądało...
skórzane (kremowe) kanapy i fotele,
na środku stół z wikliny i szkła.. No mniej więcej tak to wszystko wyglądało...
Weszliśmy więc do środka, a ja zaczęłam niepewnie podziwiać zdjęcia na ścianach. Było jedno zdjęcie mojego rzekomego ojca, który swoją drogą był czarny, więc dziwne, że był moim tatą.. Na tym zdjęciu był z jakimś chłopakiem w moim wieku.. Oczywiście też ‘murzynem’. Na innej fotografii byłam ja, moja mama i jakiś koleś.. Dosyć przystojny. Pomimo, że był w wieku mojej mamy. Miał taki śmieszny zarost.. Ojciec-gangsta poszedł do kuchni, a ja zawołałam mamę do siebie.
- Mamo, kto to jest? – pokazałam na tego faceta z zajebistym zarostem.
- No co ty? – rozczochrała mi włosy śmiesznie. – Przecież to twój tato. Coś źle na ciebie wpłynęło to, że cię potrącił ten młody.. mały.. sku.. to znaczy.. ten kretyn.
- Tato? – spytałam. W chwilę potem siedziałyśmy w salonie na kanapie.
- Mamo.. Proszę cię.. Opowiedz mi wszystko. Co tu się dzieje? Bo ja nic nie pamiętam..
Przysunęła się do mnie i przytuliła do siebie.
- Dobrze.. – pocałowała mnie w główkę. – Więc.. Miałam 16 lat, kiedy zaszłam w ciążę z twoim biologicznym tatą, nie wybrałam aborcji, więc teraz ty żyjesz. Jednak nie mogliśmy już ze sobą wytrzymać i się rozwiedliśmy. Ten pan, który z nami tu mieszka..
Zaśmiała się.
- Tak, ten. On jest twoim ojczymem. Ma syna w twoim wieku, nie przepadacie za sobą. Niespecjalnie polubiłaś tą ‘nową rodzinę’. Jak twierdzisz, zniszczyłam rodzinę, rozwodząc się z twoim tatą. Nigdy nie potrafisz zrozumieć, że tak trzeba było.. A Marlon jest naprawdę wartościowym człowiekiem.
Ahha… Czyli mam ojczyma, który się nazywa Marlon i wygląda jak 50 Cent i ogólnie ma syna, którego nienawidzę… Dooobraaa… To dziwne.
- A co z moim prawdziwym tatą? Jak się między nami układa?
- Zabiera cię w weekendy na jakieś wypady, często się widujecie. Poza tym ja i on zostaliśmy przyjaciółmi…
- Co? Nie wierzę. Po rozwodzie się ze sobą przyjaźnicie?
- Tak, to podejrzane, ale tak.
Dziwnie się czułam. Jak to możliwe, że nic nie pamiętam? Przecież to zwykłe potrącenie.. A jednak.. Czuję taką pustkę. Na razie jedyne co pamiętam w swoim życiu to pocałunek z Justinem.. Czułam się jak poranna rosa o poranku. Niby potrzebna, ale tylko na chwilę i za moment znika. To uczucie jest niewyobrażalne. Miało być tak pięknie, ale oczywiście, helllooo!!! Vegria to ty! Jesteś zwykłą, szarą nastolatką i nic ciekawego w twoim życiu się nie wydarzy. Nawet już sama nie wiem, czy to wszystko z JB to było naprawdę, czy to znowu jakiś sen.. A może urojenia.. No bo przecież to niemożliwe, żebym ja poznała Justina Biebera, no to jest nierealne po prostu jednym zajebistym słowem.. Kompletne gówno mam w głowie. Eeeej.. Zaczęłam sobie coś nagle przypominać. Coś jak olśnienie. Nagle pojawiły się w mojej głowie wszystkie wspomnienia. Jak kłócę się z moim przyrodnim bratem.. To znaczy z synem mojego ojczyma... Jak.. Ej, chwila.. Ja mam przyjaciółkę! No tak! Najlepszą.. Moja kochana.. Moja siostra.. Tak się nazywamy nawzajem. Ma na imię Kelly.. Niczym Kelly Clarkson albo Kelly Osbourne.. Nevermind. Muszę do niej zadzwonić! Tylko takk.. Gdzie jest mój telefon.. Pewnie w pokoju, albo jak zwykle miałam go przy dupie, po czym pewnie został rozmasturbowany że tak powiem, przez to, że przejechał mnie samochód, lub też w szpitalu został. Nie wiem. Idę poszukać. Najpierw mój pokój. A propos pokoju.. Hmmm...
Tak właśnie wygląda. Cały na fioletowo! Tak jak chciałam, w końcu to ulubiony kolor i mój, i Justina. Ale ja go kochałam! Na ścianie, która nie jest pokazana na obrazku (wiadomo - cenzura haha) widnieje stos jego plakatów. No bo co to za fanka bez plakatu, prawda..? Choćby małego.. malutkiego.. najmniejszego.. tyci, tyci plakatu czy obrazka swojego idola. W szafce mam też wszystkie jego płyty i... i... Aaaaa! Fuck, fuck, fuck!! No fuckin' way! Jeszcze ostatnio bym skakała z radości, ale teraz.. Co ja widzę?! Bilety na JEGO koncert. W sobotę. To rozumiem miała być niespodzianka od rodziców.. Tzn.. od mamy. Nie, żebym się nie cieszyła.. Ale ja nie mogę tam iść! A jak mnie zobaczy? Boożee… Co ja mówię, tam będzie milion dziewczyn, w życiu mnie nie dostrzeże w tym zacnym gronie. No gdzieżby.. Za dużo tych dusz. Hah. No zajebiście. Chyba jednak będzie musiał mnie zobaczyć, bo obok leżą wstępy dla VIP-ów. Dlaczego dwa? No tak, Kelly też go uwielbia, dlatego nie mogę jej powiedzieć, że ja i on.. No, że my. No nieważne. W końcu to jest już zamknięty rozdział w moim cudownym życiu (sarkazm), więc nie sądzę, żebym musiała jej o tym mówić. Wiem, że to nielojalne, ale co poradzić.. Znienawidziłaby mnie, bo pewnie nie uwierzyłaby, że nic nie pamiętałam skoro teraz pamiętam, co nie? Takie życie prostej nastolatki.. niestety. Co za jebane refleksje. Muszę iść im podziękować. Im.. no właśnie. Pewnie gangsta 50 Cent też się jakoś do tego przyczynił. Gorzej z tym moim bratem, pewnie będzie się śmiał. Jak zawsze. Pamiętam go jako dziwną osobę. Chyba nawet bardzo dziwną. Ale postanowiłam, że poprawimy stosunki. No, w końcu niewiele pamiętam, tak? A może to wgl tylko wyimaginowana rzeczywistość w moim prywatnym, zajebistym mózgu? Niewiadomo. Niedługo święta. 21 grudnia dzisiaj. Właśnie, to koncert świąteczny. Muszę sobie przypomnieć piosenki. Doobra, trzeba wejść na neta. Ale najpierw muszę zadzwonić. Oooo.. Widzę telefon, tylko nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek posiadała iPhone'a 4s.
Chyba nie doceniałam w poprzednim życiu swoich rodziców... Poniekąd trzeba im podziękować. Nie ma co. Jednak to jest jakiś wydatek.... Jakiś.. Nie noo, to tylko 1000$. Tyyylko.. Rozumiem, że bogaci jesteśmy.. Nie ma co.. W końcu tak.. Mam zajebisty pokój, w którym jest wszystko, mam iPod'a,
tableta z Polski,
laptopa od Apple
i dotykowy monitor..
Bo wiecie, jak jestem chora czy chcę sobie w łóżku coś tego.. to mam laptopa, a tak normalnie to monitor, czyli tradycyjny komputer z dotykowym monitorem który jest też kosmicznie drogi. No dość. Więc.. zadzwoniłam do Kelly. Jeden sygnał... 2, 3... Odebrała..
Tak właśnie wygląda. Cały na fioletowo! Tak jak chciałam, w końcu to ulubiony kolor i mój, i Justina. Ale ja go kochałam! Na ścianie, która nie jest pokazana na obrazku (wiadomo - cenzura haha) widnieje stos jego plakatów. No bo co to za fanka bez plakatu, prawda..? Choćby małego.. malutkiego.. najmniejszego.. tyci, tyci plakatu czy obrazka swojego idola. W szafce mam też wszystkie jego płyty i... i... Aaaaa! Fuck, fuck, fuck!! No fuckin' way! Jeszcze ostatnio bym skakała z radości, ale teraz.. Co ja widzę?! Bilety na JEGO koncert. W sobotę. To rozumiem miała być niespodzianka od rodziców.. Tzn.. od mamy. Nie, żebym się nie cieszyła.. Ale ja nie mogę tam iść! A jak mnie zobaczy? Boożee… Co ja mówię, tam będzie milion dziewczyn, w życiu mnie nie dostrzeże w tym zacnym gronie. No gdzieżby.. Za dużo tych dusz. Hah. No zajebiście. Chyba jednak będzie musiał mnie zobaczyć, bo obok leżą wstępy dla VIP-ów. Dlaczego dwa? No tak, Kelly też go uwielbia, dlatego nie mogę jej powiedzieć, że ja i on.. No, że my. No nieważne. W końcu to jest już zamknięty rozdział w moim cudownym życiu (sarkazm), więc nie sądzę, żebym musiała jej o tym mówić. Wiem, że to nielojalne, ale co poradzić.. Znienawidziłaby mnie, bo pewnie nie uwierzyłaby, że nic nie pamiętałam skoro teraz pamiętam, co nie? Takie życie prostej nastolatki.. niestety. Co za jebane refleksje. Muszę iść im podziękować. Im.. no właśnie. Pewnie gangsta 50 Cent też się jakoś do tego przyczynił. Gorzej z tym moim bratem, pewnie będzie się śmiał. Jak zawsze. Pamiętam go jako dziwną osobę. Chyba nawet bardzo dziwną. Ale postanowiłam, że poprawimy stosunki. No, w końcu niewiele pamiętam, tak? A może to wgl tylko wyimaginowana rzeczywistość w moim prywatnym, zajebistym mózgu? Niewiadomo. Niedługo święta. 21 grudnia dzisiaj. Właśnie, to koncert świąteczny. Muszę sobie przypomnieć piosenki. Doobra, trzeba wejść na neta. Ale najpierw muszę zadzwonić. Oooo.. Widzę telefon, tylko nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek posiadała iPhone'a 4s.
Chyba nie doceniałam w poprzednim życiu swoich rodziców... Poniekąd trzeba im podziękować. Nie ma co. Jednak to jest jakiś wydatek.... Jakiś.. Nie noo, to tylko 1000$. Tyyylko.. Rozumiem, że bogaci jesteśmy.. Nie ma co.. W końcu tak.. Mam zajebisty pokój, w którym jest wszystko, mam iPod'a,
tableta z Polski,
laptopa od Apple
i dotykowy monitor..
Bo wiecie, jak jestem chora czy chcę sobie w łóżku coś tego.. to mam laptopa, a tak normalnie to monitor, czyli tradycyjny komputer z dotykowym monitorem który jest też kosmicznie drogi. No dość. Więc.. zadzwoniłam do Kelly. Jeden sygnał... 2, 3... Odebrała..
- Halo?
- Haloo.. Hej! Mówi Vergia..
- No wiem siostro, hehe. Co tam??
- Możesz do mnie wbić teraz? Muszę ci coś koniecznie powiedzieć!
- Yyy, wiesz co.. Teraz aktualnie sprzątam, będę za jakieś 15 minut, ok?
- Ok.. To pa.
- Pa.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz